Wrażenie, że czerwone, szklane tęczówki patrzyły na niego jak na durnia nie znikało a wręcz zdawało się przybierać na sile za każdym razem, kiedy po obrocie o sto osiemdziesiąt stopni ich oczy się spotykały. W końcu zatrzymał ruch palców i po trwającej parę sekund wymianie spojrzeń z bogu ducha winnym pluszakiem, niepewnie przycisnął go do drugiego, niezakrytego opatrunkiem policzka i zmarszczył nos, czując charakterystyczny zapach słodkiej fasoli, nuty sklepu sportowego i szpitala.
Zapach Midorimy.
To wiele tłumaczyło i też to, dlaczego wcześniej zwrócił na niego uwagę. A tak przynajmniej usiłował sobie wmówić. Poirytowany, odłożył pluszaka na bok i wziąwszy kilka głębokich wdechów, mocno klasnął dłońmi w policzki. Mrowienie i tępy ból, silniejszy w posiniaczonej części twarzy wcale nie pomogły mu zebrać myśli, nie otrzeźwiły go, a tylko pogłębiło się uczucie dyskomfortu.
Ból policzka mijał, ale rozwijał się inny, drzemiący głęboko w jego piersi. Potarł bolące miejsce i skrzywił się, niezadowolony z takiego obrotu spraw.
Musiał być naprawdę wielkim, ślepym durniem, że wcześniej tego nie zauważył. Do tej pory sądził, że zna siebie całkiem dobrze, mocne strony, słabości... w końcu on to on. Ale jednak zdarzyło się coś, co naprawdę go zaskoczyło i strzaskało całą pewność siebie, którą budował przez długie siedemnaście lat.
Westchnął ciężko.
Być może zwyczajnie dopiero teraz dorósł do takich spraw, a dzieciak, który jeszcze kilka dni wcześniej próbował udawać doświadczonego mężczyznę umknął z krzykiem niczym przestraszona panienka, kiedy tylko pojawiło się prawdziwe wyzwanie. Takao wiedział, że nie jest to rzecz, którą należy traktować jak brud na skórze. A zwykł traktować tak wiele rzeczy czekając, aż pozostawione zanieczyszczenia, porastające kolejną warstwą prędzej czy później same odpadną. Nie mógł tego ot tak zignorować. Nawet nie był tego stuprocentowo pewny.
Westchnął jeszcze raz i odruchowo sprawdził czoło, zastanawiając się czy uczucie gorąca, towarzyszące mu nieustannie od tamtego treningu oznaczało gorączkę. Podreptał do pokoju po apteczkę i po paru nieudanych próbach zmierzenia sobie temperatury termometrem kuchennym, odrzucił go na bok.
- To jest... dziwne. - myślał intensywnie, przeciągając się w krześle. - Przecież wcześniej podobały mi się dziewczyny...
Zamarł.
Podobały mu się, bo powinny. Chłopak, dziewczyna, normalna rodzina, nie?
Odchylił się i spojrzał w sufit. Zaśmiał się.
- Co za bzdura...
Kolejne dni nie były dobre, ale również nie były tragiczne. Na równy tydzień stał się obiektem żartów, a ich autorami byli nie tylko koledzy z drużyny, ale i osoby, które o wypadku dowiedziały się metodą głuchego telefonu. I nie, nie przeszkadzało mu to. Uważał to nawet za całkiem zabawne, mimo mętliku zajmującego mu głowę.
Westchnął, marząc o powrocie do stanu sprzed dwóch tygodni i bezmyślnie sięgnął po klamkę drzwi prowadzących do szatni. Już miał postawić krok naprzód, ale cofnął się, uderzony falą gorąca i silnym zapachem potu.
- Takao, nie przebierasz się? - ktoś zagadnął go przyjaźnie, świecąc gołą klatą, kiedy zamiast wejść do środka złapał zawiechę przy drzwiach. Kiedy w końcu oprzytomniał, zaśmiał się nerwowo i postępując z nogi na nogę, próbował sklecić na szybko jakąś wymówkę.
- Przypomniałem sobie, że zostawiłem notatki w klasie, zaraz wracam! - wyjaśnił piskliwym głosem i rzucił się biegiem, uciekając najszybciej jak tylko mogły ponieść go nogi.
Na trening już nie wrócił. Na ten i na parę kolejnych.
- ...No muszę w końcu przyjść, przecież kapitan mnie zabije. - stwierdził któregoś dnia, odrzucając koc. Spojrzał na telefon i czując rosnącą w gardle gulę, wykasował ostatnie nieodebrane połączenia.
Niechętnie, ale po tygodniu już wrócił, tłumacząc się z nieobecności nagłą chorobą. To nie było kłamstwo, bo faktycznie czuł się chory. Chociaż fizycznie nic mu nie dolegało to miał wrażenie, że coś ogromnego i niesamowicie ciężkiego siedzi mu na barkach, podszeptuje złe rzeczy i w bonusie od czasu do czasu podskubuje go w uszy, nie dając mu spać w nocy.
Ziewnął szeroko, czując piasek pod powiekami. Ktoś przebiegł obok i Takao wzdrygnął się, czując zimny powiew na odsłoniętych ramionach. Ostatnio bardzo źle spał, był znacznie bledszy i chyba trochę schudł, bo ubranie jakoś dziwnie na nim wisiało. Nic się nie zmieniło w kwestii dzielenia szatni z resztą drużyny; zażenowany własnym zachowaniem, obserwował ich zza rogu i czekał na odpowiedni moment. Czekał na chwilę, kiedy wszyscy opuszczają salę i idą na rozgrzewkę. Wtedy mógł spokojnie się przebrać i przy tym nie musieć na nich patrzeć.
- Ogarnij się... - mruknął do siebie, ze złością wciągając na stopy skarpetki. No kto to widział, żeby po tylu latach przebierania się w męskim gronie...
Szybko włożył strój, porządnie zawiązał sznurowadła i wyprostował się, pełną piersią wdychając powietrze przesycone potem i starymi skarpetami. Momentalnie ogarnęły go mdłości.
- ...Chcę do domu.
A potem było już tylko gorzej.
Miyaji klepnął go w plecy.
Ootsubo poczochrał go po włosach.
Midorima przypadkiem otarł się o jego ramię.
Zaraz wybuchnę.
- Takao, piłka!
Ostrzeżony krzykiem w ostatniej chwili ją złapał i zaraz wypuścił, nie mogąc utrzymać jej w dygocących dłoniach. Odbiła się kilka razy i poturlała się pod sam kosz, nie natykając się po drodze na żadną przeszkodę. Nikt też nie próbował jej zatrzymać, bo wszystkie spojrzenia skierowały się na niego. Czuł, że blednie.
- ... Może rzeczywiście jest chory. - ktoś powiedział, na co Takao poszarzał na twarzy jeszcze bardziej. To aż takie oczywiste? - Ej, Takao!
Ale on już biegł w stronę łazienki.
Kilkanaście sekund później obejmował muszlę klozetową, a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Cóóóóż... właściwie mógł się tego spodziewać. Przy takim przeczuciu, w takie dni, powinno zostawać się w łóżku. Takao nie był fanem "cofania się w czasie" i wiedział, że to niczego by nie zmieniło, bo skoro nie dzisiaj, to ta sama sytuacja z pewnoscią przydarzyłaby mu się innego dnia. Ale mimo wszystko...
Wzdrygnął się, czując na sobie czyjejś spojrzenie.
- Wszystko w porządku?
Nie widzisz że wymiotuję, baranie?
Otarł usta wierzchem dłoni i skrzywił się, czując dłoń na plecach. Miał ogromną ochotę ją z siebie strząsnąć i prawie to zrobił, ale zaciskając pięści, przy jego pomocy podniósł się i dał się zaprowadzić do pielęgniarki.
Co się ze mną dzieje?
Nie pamiętał jak wtedy trafił do domu, ale od tamtej pory niewiele się zmieniło. Jak teraz, leżał twarzą w poduszce, obok siebie mając otwartą paczkę chipsów i nietknięty podręcznik od matematyki. Tak teraz spędzał czas bez treningów; po powrocie do domu zwykle rzucał torbą i leżał tak lub do góry brzuchem, wpatrując się w sufit przez długie godziny. Niby miał wrócić "aż poczuje się lepiej", ale...
Problem w tym, że on w ogóle nie czuł się lepiej.
- Może powinienem z kimś o tym porozmawiać... - mruknął. - Nie, raczej nie. - dodał po chwili, nurkując twarzą w poduszkę.
Wiedział, że nie powinien się tak zamykać i powinien o tym porozmawiać z kimś bliskim. To był kolejny problem, bo chociaż uchodził za osobę towarzyską, beztroską i szczerą... no, do tej pory, to tak naprawdę nie miał nawet jednego kumpla z którym mógłby szczerze porozmawiać i przy tym wiedziałby, że nie ma się czego obawiać. Najbliższe kontakty utrzymywał z Midorimą, ale czuł... nie, nie czuł, wiedział! Po prostu wiedział, że to nie jest dobry pomysł.
A takich coraz bardziej mu brakowało. Z każdym kolejnym dniem miał wrażenie, że konsekwentnie cofa się w rozwoju i to do czasów, w których wszystko, co nieznane, bezmyślnie poznawało się zmysłem smaku. Robiąc pranie, zagapił się na litrowy wybielacz.
Ciekawe, jak smakuje...
- ... Nie - odstawił go na półkę, odrzucając myśl.
Kolejnym genialnym pomysłem była rejestracja na portalu dla gejów. No bo w końcu czemu nie, musiał się upewnić, że faktycznie coś było na rzeczy, a jego nastrój i majaki nie były spowodowane traumą i trwałym uszkodzeniem mózgu podczas odrabiania prac domowych.
Odpalił komputer i zamyślił się, zastanawiając się nad opisem. Zanim zdążył napisać cokolwiek o sobie, o swoich zainteresowaniach i wybrać zdjęcie, na portalową skrzynkę na wiadomości wpłynęło ich już kilka.
"Hej"
Takao zmarszczył brwi. Nie napisał nic więcej, po prostu "hej"... i czekał. Spojrzał na nazwę użytkownika i pusty avatar osoby, która do niego napisała i zmarszczka między jego brwiami powiększyła się. Zerknął na kolejne:
"Hey, chcesz się bliżej poznać?"
"Masz kogoś?"
"Co powiesz na niezobowiązujący seks?"
"Ruchasz się?"
Przy tym ostatnim się zakrztusił, chociaż niczego nie jadł ani nie pił.
- O boże, jakie to słabe... - stwierdził, czując zażenowanie. Rozumiał, że niektórzy są naprawdę zdesperowani, on najwyraźniej też, skoro się tam zarejestrował, ale...
Westchnął. I jednemu z nich odpisał:
- Koleżko, to nie jest dobry sposób nawiązywania nowych znajomości, powinieneś zacząć przynajmniej od "hej".
I czekał.
"A połykasz"
"Lubię takie niedostępne dziunie"
Takao przewrócił oczami, czując coś pomiędzy chęcią roześmiania się, a władowania pięści w monitor. Poważnie, co jest nie tak z tymi portalami? Gdyby nie był poważny, potraktowałby to jako idealne narzędzie do trollowania innych ludzi, ale...
Zagryzł wargi. No dobra, może to tylko jeden przypadek na tysiąc? Sto? Cokolwiek?
Próbował jeszcze wiele razy, siedząc nad tym do późna w nocy, ale po tym, jak jakiś koleś zagroził mu "doxem", obietnicą zdobycia wszystkich informacji o nim, o jego miejscu zamieszkania. Czując zimny dreszcz na plecach, zatrzasnął klapę laptopa jednocześnie dochodząc do wniosku, że ten portal to był jednak zły pomysł. Ale od czegoś trzeba było zacząć, nie?
