wszystkim komentującym serdecznie dziękuje za słowa otuchy. jednocześnie przepraszam za literówki niestety taki urok dyslektyka, obiecuje jednak że postaram się znaleźć bete jak najszybciej. jest ktoś chętny? a tym czasem zapraszam na rozdzialik.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Zbudziło mnie, jakieś cholerne pikanie. Byłem sam, na sali szpitalnej, choć ta nie była tak obco biała. Królowała tu moja ukochana zieleń w pastelowym odcieniu. Zachwycanie się eleganckim wnętrzem nieznanego mi bliżej pomieszczenia, przerwało ciągłe pikanie. Na stoliku obok łóżka, które aktualnie okupowałem stał monitor pokazując jakieś kreski, znaczy krzywą EKG. Tyle że to mugolski sprzęt i nie za bardzo wiem, jak działa. Chciałem żeby zamilkł, robiłem wszystko, co tylko można. Mówiłem, prosiłem, wrzeszczałem, wygrażałem... Wszystko, a on co? Uparcie to swoje pik, pik, pik. Zaczęło mnie to nieziemsko irytować. Już miałem zrzucić to cholerstwo z blatu, gdy zauważyłem interesujące, kolorowe kabelki. Kabelki przyczepione do mojej klatki piersiowej...

To mnie jeszcze tak bardzo nie ruszało, ale postanowiłem poddać się oględzinom. Znalazłem ładnego siniaczka na wysokości 8 żebra po prawej stronie, tam była poręcz krzesła. O i moja prawa noga postanowiła przypomnieć mi o wszystkich niedogodnościach jakie znosiła przez nasze wspólne 36 lat życia. Chyba Albus mnie nie utrzymał jak upadałem. W głowie też mnie odrobinę ćmi, kiedy sprawdzałem rozmiar guza, na mojej biednej przechowalni wiedzy, zauważyłem coś na ręce. Venflon. Czytałem o tym czymś, mugole wprowadzają do żył plastikowe rurki żeby podawać leki i karmić pacjentów. Przestraszyłem się nie na żarty, a jeśli straciłem dziecko, a może umieram. Co nie zdziwiło by, mnie za bardzo...

Jednak zanim przeszedłem w tryb skrajnej paniki, do mojego pokoju wlazła jakaś pielęgniarka. Chrzaniąc jakieś bezeceństwa o ciśnieniu, blokadzie magicznej, upadku i całej masie innych, wybitnie interesujących mnie rzeczy.

Gdzie jest Albus Dumbledore? No i może jakiś lekarz, bo mam zamiar wyjść. Chciałbym się z nim pożegnać( i opieprzyć za podłączanie mnie do mugolskiego wątpliwe ratującego życie sprzętu).

Zaraz przyjdą obaj. Zostali już wezwani przez pielęgniarkę oddziałową. A jeśli wolno mi spytać jak się pan czuje, Severusie?

Jak dla pani, to profesorze Snape, i nie, nie może pani zapytać. A skoro i tak pani zapytała to odpowiem, że to nie pani piep...

Severusie Salazarze Snape'ie zachowuj się!- niestety moją jakże piękną przemowę zrujnował Albus wchodząc do pokoju. Zresztą nie jest tak źle, zaraz się stąd zmyje. Za moim wybawcą do pokoju wszedł jakiś zgred w biały kitlu, pewnie mój lekarz.

Witam panie Snape. Nazywam się Ethan McHell i jestem pańskim lekarzem położnikiem.

Mam tylko jedno pytanie doktorze: kiedy pan mi pozwoli wyjść do domu względnie moich komnat w Hogwarcie? Nie przepadam za szpitalami.

Jeśli o to chodzi to obawiam się, że nie mam dla pana najlepszych wieści.- mimo że słowa lekarza mi się nie podobały, to nie dałem po sobie poznać strachu. Wydało mnie za to to cholerne pik-pik które jak na złość zaczęło szybciej pikać.

Panie Snape proszę się uspokoić . Właśnie przez takie skoki ciśnienia mam wątpliwości, czy pana wypuścić. Rozumiem, że czuje się pan zdezorientowany, ale nie chcemy przecież żeby coś stało się dziecku. Chciałbym, aby pańskie ciśnienie pozostawało w granicach normy. Bardzo nas pan wystraszył swoim omdleniem w moim gabinecie trzy dni temu. Proszę oddychać, nie będę przed panem nic ukrywał, jeśli będzie pan wypełniał moje zalecenia, więc głębokie uspokajające oddechy. Pańskie ciśnienie wtedy skoczyło do 220/190. To niebezpiecznie wysoko. Od teraz musi pan uzewnętrzniać swoje uczucia, inaczej może się to skończyć, delikatnie mówiąc, źle.

Panie doktorze, chyba pan czegoś nie rozumie. Ja jestem oklumentą, nie umiem wyrażać uczuć, a poza tym jest to niebezpieczne, ktoś mógłby wykorzystać zdobytą wiedzę przeciw mnie. Co w konsekwencji...

Nie Severusie!- Albus znowu przerwał mi tyradę, ja się tak nie bawię!- to ty mój drogi chłopcze, czegoś nie rozumiesz. Jeśli nie zapanujemy nad twoim ciśnieniem, to umrzeć może nie tylko twoje dziecko, ale także ty. Zabiorę cię z powrotem do Hogwartu, ale doktor McHell musi wyrazić na to zgodę i codziennie będziesz badany przez Poppy. Inaczej poczuje się w obowiązku powiadomić pewną osobę o twojej ciąży. Bo ja, doskonale wiem, kto jest ojcem twojego dziecka, ale lepiej jakbyś sam mu o tym powiedział.

Przerwało nam urocze pik,pik które z wręcz szaleńczą prędkością dzwoniło mi koło ucha. Nie było to najprzyjemniejsze uczucie, zwłaszcza że znów zaczęło mi się kręcić w głowie. Nigdy nie lubiłem karuzel, a tej nie dawało się szybko wyłączyć. Przyłożono mi jakiś dziwny ustnik do twarzy, a piekiełko kazał mi oddychać. Nawet opisywał mi jak to ma wyglądać. Po jakimś czasie znów oddychałem normalnie, a pik,pik zwolnił. Czułem się jak po sesji tortur u Voldemorta, albo po podwójnych eliksirach pierwszego rocznika slitherin-gryphindor. Nie zdecydowanie lekcja z pierwszakami była gorsza.

Jeszcze jedna sprawa dość istotna.- nie podobał mi się ton doktora piekiełko.- pański organizm nie toleruje magii medycznej. Nie całej rzecz jasna, gdyż diagnostykę znosi pan całkiem dobrze Jednak jeśli chodzi o leczenie pański organizm odmawia współpracy. Stąd ta aparatura medyczna. A nim pana wypuszczę, nawet pod skrzydła tak wspaniałej medyczki jaką jest Pomona Pomfrey, musimy pana nauczyć walki ze stresem.

Wcześniej nie miałem tego problemu.-wiem zachowuje się jak dziecko, ale... dobrze mi z tym.

Prawdopodobnie dlatego, że przespał pan większą część czasu bez zbytnich zakłóceń.

Więcej nie pamiętam, zasnąłem podczas rozmowy. Nikt jednak nie miał mi tego za złe , przywilej faceta w ciąży. Później jeszcze kilkakrotnie rozmawiałem z piekiełkiem. Dowiedziałem się od niego, że:- jestem na początku piątego miesiąca ciąży, a przez wzgląd na moją prace i zajęcia dodatkowe (szpiegowanie) mój organizm jest nieco zbyt zmęczony, by w odpowiedni sposób zająć się Corvousem- znaczy moim dzieckiem. Tak będzie miał na imię mój synek, niech tylko ktoś spróbuje się sprzeciwić. Wrrr znowu to pikm-pik.

-mój organizm jest trak wyniszczony, że może w pewnym stopniu zagrażać Corvousowi. Dlatego też jestem tak słaby, jak nowo narodzone ciele. Irytuje mnie to.

- no i moje maleństwo rozwija się nieco wolniej niż w innych ciążach. Jest drobniutkie, i w każdym momencie mogę je stracić. Co mnie przeraża.

Po którejś takiej rozmowie, zazwyczaj kończyły się one podaniem leków uspokajających, piekiełko wezwał do mnie swojego znajomego. Oklumentę , który także urodził dziecko. Razem z moim doktorkiem uradzili sobie, że mam pisać pamiętnik żeby rozładować napięcie. Czy ja wyglądam jak pusta nastolatka żeby pisać jakiś śmieszny pamiętnik. Kogo ja oszukuje nienawidzę pamiętników, i wszystkiego co jest z tym związane. A oni każą mi to pisać. Więc karą dla ciebie będzie to, że musisz to przeczytać. W końcu po coś się pisze, te wszystkie dyrdymały. Jaki to, ja jestem nieszczęśliwy, bo mogę stracić dziecko, bo mogę umrzeć, bo Harry mnie porzucił, twierdząc, ze potrzebuje swobody, a ja mu ją zabieram. Bo nikt mi nie ufa, ba mam znak na ręku, bo byłem szpiegiem i nie wiem co mam zrobić zresztą swojego cholernego bezsensownego życia. Nawet Albus się ode mnie odsunął, unika mnie, nie zaprasza na rozmowę, nie proponuje dropsów ( nie żebym chciał jednego, no dobra zjadłbym coś). A teraz co roztkliwiam się nad kartką papieru. Ale ty też cierp. Nie ma tak dobrze, skoro ja muszę przez to wszystko przejść, ty to zrobisz ze mną. W końcu ciężarnym się nie odmawia. A jeśli chodzi o bazgrolenie głupot, to to naprawdę przynosi ulgę. Dzięki temu już po tygodniu piekiełko pozwolił mi wrócić do Hogwartu.

Jeśli o to chodzi to trafiłem z deszczu pod rynnę. Poppy, która jako jedyna jeszcze się do mnie w miarę dobrze odnosiła, teraz stała się obca. Badała mnie, ale robiła to z musu. Powoli stawało się to nie do zniesienia . Wszyscy mieli do mnie żal, tylko nie za bardzo wiem o co. Ale dowiem się tego w ten czy inny sposób, w końcu jestem szpiegiem od wielu lat. Tego wszyscy możecie być pewni. A jutro na co tygodniową wizytę wpadnie piekiełko. Może on coś wie...

Ciśnienie znów mu się podnosi. Cholera nie chce go zabierać do szpitala.

Panie doktorze, czy naprawdę musimy tak na niego chuchać ? W końcu to on złamał serce Harry'emu Potterowi. Przez niego nasz kochany Harry opuścił Hogwart...

Dalej nie podsłuchiwałem. Cicho wyszedłem ze skrzydła szpitalnego i tylko sobie znanymi ścieżkami szybko dotarłem do pola antydeportacyjnego, by z cichym „pop" zniknąć im sprzed oczu...