Oto kolejny rozdzialik opowiadania, oczywiście z podziękowaniami dla Kasiolka, która to betuje. Ja nie wiem jak ona wytrzymuje moje błędy. A tą notkę dedykuje wszystkim stałym czytaczom, czyli: Shet, GabiB190, AlenBlack, xxxxaoi, Kazu94, ewa, Ta O Zbyt Wielu Nickach, Justaaa89, edyta, saratella, lihti, Lola Wu, Kazu94, Seves, Misia5000, Cathastrophic, Astra Black, klakier, Kicia27, angelika, Salut-chan. Mam nadzieje, że nie pominęłam nikogo. Czekam na wasze komentarze i już zapraszam do czytania.
Rozdział piąty
Nienawidzę śnić. Podobno sny są odwzorowaniem naszych lęków. I muszę się z tym zgodzić. Co prawda nie za wiele o tym wiem, ale każdy z nas musiał zaliczyć zajęcia z wróżbiarstwa. Mimo że w większości jest to strata czasu. Cóż ja ledwie uzyskałem zadowalający.
W moim śnie była zima, wszędzie pełno śniegu. Hogwarckie błonia pięknie wyglądają, pokryte białym puchem. Zawsze uspokajał mnie ten widok, taki zwyczajny, ale niepowtarzalny. W moim śnie przez tę niezachwianą biel ktoś się przedzierał. Moje serce waliło jak szalone. Bałem się tej postaci. Chciałem uciec od niej, ale nie mogłem się ruszyć. Zamknąłem oczy, marząc, żeby się zbudzić. Poczułem delikatny dotyk na ramieniu.
Sev, nie bój się. Nie zrobię ci krzywdy. Przyszłam cię o coś prosić.
Lily?
Witaj, przyjacielu. – Przytuliła mnie – tego właśnie potrzebowałem. – Chcę cię znowu prosić o coś na co nie masz najmniejszej ochoty.
Tak jak wtedy gdy kazałaś mi utrzymać twojego dzieciaka przy życiu?
Tak. Znów proszę w imieniu Harry'ego. Daj mu szansę. Jest zagubiony.
Ja też. Ale mi nikt nie chciał dać szansy.
Wiem, to po części także moja wina. Nie było mnie z tobą, gdy najbardziej mnie potrzebowałeś. A potem niepotrzebnie się na ciebie obraziłam. Teraz wiem, że kiedy mnie nazwałeś szlamą, cierpiałeś po stracie matki. Przepraszam, że się poddałam, że cię opuściłam.
Lily...
Przestań, miałeś prawo cierpieć. Tylko jak zwykle nikt nie zwracał na to uwagi. Jednak mam nadzieję, że pozwolisz mojemu narwanemu synkowi się do siebie zbliżyć.
Narwany to mało powiedziane.
Wiem o tym. Obserwuję go cały czas. Ciebie też, przyjacielu.
A co jeśli to okaże się błędem? Nie chcę znów przez to przechodzić. Ja się boję, Lily. Pierwszy raz w życiu naprawdę się boje.
On nie pozwoli cię skrzywdzić. Jest lekkomyślny i w gorącej wodzie kąpany, jak jego ojciec. Ale ma też wielkie serce i jest odpowiedzialny. Tylko daj mu szansę. Obiecujesz?
Ale...
Nie ma „ale", Severusie. Daj mu szansę. Dajcie szanse sobie i maleństwom.
Potem pocałowała mnie w policzek i znikła. A ja stałem zapatrzony w biel przed sobą, powtarzając wciąż jak mantrę: „Obiecuję".
Jak ja bym chciał, żeby w tym momencie mój sen się zakończył. Jednak nie było mi to dane. Śnieg zaczął topnieć, a na niebie pojawiły się ptaki. Dwa piękne bociany. Patrzyłem na nie z czułością. A one prezentowały swoje skrzydła, latały nade mną w manifestacji wolności. Z czasem zniżyły swój lot by wylądować z gracją kilka metrów ode mnie. Podziwiałem je, ciesząc się z wróżby, jaką są. Jeden z nich usadowił się wygodnie w zaroślach, patrząc na mnie smutnym wzrokiem. Tak jakby chciał mnie za coś przeprosić. Lecz nie to mnie przeraziło.
Niedaleko moich ptaków, nie wiadomo skąd, pojawił się wąż. Bezszelestnie pełzł. Chciałem ostrzec bociany, jednak nie mogłem wydobyć z siebie żadnego głosu. Krzyczałem, czułem, jak zdzieram gardło. Jednak ptaki mnie nie słyszały. Aż było za późno. Jeden z nich padł martwy, drugi z głośnym klekotem uciekł w powietrze.
Jedna ofiara to za mało dla tego węża. Zabił ptaka i zostawił jego ciało. Stracił nim zainteresowanie. Zamiast zjeść padlinę, ruszył w moim kierunku. Nie mogłem się ruszyć, nikogo przy mnie nie było. Nikt nie słyszał mojego wołania. Gad był coraz bliżej. Traciłem oddech, obraz zamazywał mi się przed oczami. Trząsłem się, może jęczałem. Wąż był coraz bliżej, syczał na mnie groźnie. Już szykował się do ataku, gdy...
Otoczyły mnie tak dobrze znane mi ramiona. Harry był przy mnie, on nie pozwoli mnie skrzywdzić. Przytulił mnie do siebie. Znaleźliśmy się w naszej sypialni w zamku. Siedzieliśmy na dywanie przed kominkiem, a Harry wciąż mnie obejmował. Szeptał mi masę czułych słów, czasem bez ładu i składu. Aż położył mi na kolanach bukiet z mieczyków i malw. Właśnie miałem się do niego odwrócić, gdy zniknął... A ja zbudziłem się w pokoju gościnnym w domu Dee i piekiełka. Ona zaś siedziała przy mnie.
- Sev, wszystko w porządku?
- Harry! Gdzie jest Harry?
- Chcę do Harry'ego!
- Severusie, spójrz na mnie – powtarzała to do momentu, aż na nią spojrzałem. – Pozwolę ci się z nim spotkać, ale najpierw powiedz mi, co cię zdenerwowało.
- To był zły sen.
- O czym?
- Gdzie Harry?
- Ugh! Niech ci będzie, wpuszczę go do ciebie. Ale mam jeden warunek.
Spojrzałem na nią z nadzieją. Chciałem spotkać się z Harrym, przytulić się do niego. Przez tę ciążę stałem się ohydny; niech mnie ktoś uratuje przed hormonami.
- Jaki?
- Nie będziesz się denerwował i jak coś będzie się działo, zaraz mnie zawołasz.
- Dobrze, ale pozwolisz mi się spotkać z Harrym?
- Tak.
Potem wyszła, a ja leżałem, czekając na Harry'ego. Pewnie jeszcze długo na niego poczekam. W końcu nie wiadomo, gdzie go szukać. Zastanawiałem się nad swoim zachowaniem – stałem się wyjątkowo marudny, płaczliwy. Mnie samego to wyjątkowo wkurza. Jak można być takim mazgajem, ciągle płakać, załamywać się? Nigdy więcej nie będę w ciąży. Jak kobiety sobie z tym radzą? Ja nawet nie umiem zdecydować, czego chcę. Agrrr, niech mnie ktoś uratuje przede mną samym.
Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Spodziewałem się Dee i czegoś do jedzenia, więc nie zwróciłem zbytniej uwagi na osobę, która weszła.
- Mogę cię przytulić? – Ten niepewny głos mógł należeć tylko do niego. Odwróciłem wzrok od ściany i spojrzałem w oczy pełne niepewności..
- Harry? – Chwilę później zostałem otoczony przez jego ramiona. Czułem się bezpiecznie, a potem...
Potem zacząłem go bić. Wyładowywałem swoją frustracje, tłukłem go pięściami, nawet próbowałem go kopać, ale nie za bardzo mi to wychodziło: chociaż było całkiem satysfakcjonujące, zwłaszcza jak udawało mi się go trafić. Jednak jest to bardzo męczące zajęcie; po pewnym czasie odpoczywałem, leżąc na nim.
- Już lepiej, kochanie?
- Bo ci klątwą walnę za taki sentymentalizm! To, że jestem w ciąży, nie zmieniło mnie (za bardzo).
- Wiem, ale nie mogłem się powstrzymać. Mam nadzieję, że dasz mi się wytłumaczyć, czy może dalej będziesz bił?
- Zastanowię się.
Po czym Harry podniósł się i usiadł wygodniej na łóżku, obok moich nóg. To zawsze wróżyło kłopoty, pewnie teraz też nie jest lepiej. Ale w końcu jestem Severus Snape, więc podniosłem hardo głowę, czekając na wyrok. Ależ absolutnie nie patrzyłem pokornie, raczej starałem się zmiażdżyć go wzrokiem.
- Nie denerwuj się, inaczej Dee mnie stąd wyrzuci, a ja mam ci sporo do powiedzenia.
- Więc mów. Na co czekasz?
- Nie wiem, od czego mam zacząć.
- Początku, końca, czegokolwiek...
- Ja sam nie wiem, co chcę ci powiedzieć. Jest tego tyle. Przepraszam, że cię zostawiłem. Bałem się. Bałem się tego, co czuję, tego co ty czujesz... I uciekłem.
- Harry, czy możesz się do mnie zbliżyć? – zapytałem na pozór spokojnie, chociaż on tego nie kupił. Za dobrze mnie zna.
- Nie chce znów oberwać. AŁA! – Oberwał od Dee. Przyłożyła mu porządnie w łeb, z niewinnym uśmiechem na ustach. – Za co?
- Nie wiesz? Zachcianki ciężarnych należy spełniać. Jak się czujesz, Severusie? Uspokoiłeś się trochę?
- Już mi lepiej.
- Więc opowiedz nam swój sen. – Spojrzałem na nią z lękiem w oczach.
Harry też musiał zobaczyć ten strach, bo położył się obok mnie i przytulił. Oboje czekali, aż będę gotowy, a mnie się wcale nie spieszyło. Jednak zdążyłem już na tyle poznać Dee żeby wiedzieć, że mi nie odpuści. Zacząłem więc cicho opowiadać swój sen. Od razu było widać, kto się uczył, a kto przesypiał zajęcia wróżbiarstwa. Dee z każdym moim słowem bladła, a Harry nic nie rozumiał.
- Teraz na pewno nie pozwolę ci wrócić do zamku. Tam jest zbyt niebezpiecznie dla ciebie, Severusie.
- Ja tam wracam. Nikt mnie nie powstrzyma. Zrozum, Dee, tylko tam czułem się jak w domu, a tu przeszkadzam. Przepraszam.
- Spokojnie, Sev, skoro tak bardzo chcesz wracać do Hogwartu to dobrze, ale trzeba go przygotować. Harry, minęło twoje trzydzieści minut, leć do szkoły i przygotuj kwatery dla Seva i dla mnie. Możesz poprosić o pomoc Ethana. Nie patrz tak, nie puszczę cię samego.
Ja byłem tylko lekko zdziwiony, a ona fuka na mnie. Przecież nic jej nie zrobiłem, nawet nie mruknąłem. Ona jest gorsza od Albusa, albo nie. On jest gorszy. On mnie w to wszystko wpakował i zapłaci mi za to. Może Dee mi pomoże? Zemsta będzie cytrynowa...
Żeby zrozumieć sen Seva macie dwa wyjścia: 1.) czekać na kolejny rozdział
2.) czytać wraz z sennikiem.
