Rozdzialik dedykuje tym, co nagradzają mnie komentarzami. Niestety nie jestem w stanie określić, kiedy pojawi się kolejny rozdzialik. Mój wen bawi się ze mną w chowanego, ale jak go znajdę przykuje do kaloryfera^^. A teraz zapraszam do czytania i komentowania.

Rozdział 6

Sen Severusa był dla mnie niejasny, ale nie było czasu zastanawiać się, co on oznaczał. Trzeba przygotować miejsce dla Seviego i dla Dee. Ta kobieta jest niesamowita, w jedną chwilę potrafi zmienić się z niepozornej, ciężarnej kobietki w Panią-spróbuj-mi-się-przeciwstawić-a-pożałujesz. Ona jest przerażająca, ale z drugiej strony dobrze wiedzieć, że ktoś tak dba o mojego ukochanego. Teraz mam pewność, że go nie skrzywdzę, już ona o to zadba. A jeśli idzie o ten dziwny sen, później go sprawdzę.

- Właśnie pana szukałem, doktorze McHell. - Szczęście się do mnie uśmiechnęło: wchodząc do hogwarckiego holu, zobaczyłem doktora.

- A w jakiej sprawie, jeśli mogę wiedzieć?

- Chcę sprowadzić Severusa z powrotem do zamku, ale najpierw muszę przygotować komnaty. Chciałbym prosić pana o pomoc.

- A tak, Dee mi o tym wspomniała przez kominek. Ponadto prosiła mnie, żebym wyjaśnił ci znaczenie pewnego snu. Ale to nie tutaj. Chodźmy do waszych komnat.

Poszliśmy więc do lochów; coś wątpię, żeby Sev zgodził się przenieść gdzieś wyżej z mieszkaniem. Kiedy weszliśmy do salonu, przeraziłem się: wszystko było poprzewracane, fiolki z eliksirami porozbijane, papiery porozrzucane, nawet meble ktoś zniszczył. Zdewastowane było wszystko oprócz mojej fotografii, którą dałem kochankowi na naszą miesięcznicę. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że doktor do kogoś fiuka, zaraz potem obok nas pojawił się Albus.

- Na Merlina, kto mógł się dopuścić czegoś takiego?

- Severus nie może tu mieszkać. Tu nie jest dla niego bezpiecznie. Ale jeśli nie tu, to gdzie? - Powoli wpadałem w panikę.

- Spokojnie, Harry, dostaniecie inne komnaty, takie do których oprócz ukrytego wejścia będzie prowadził tylko jeden monitorowany korytarz. Ponadto nie będziecie mieszkali sami, będziecie dzielić mieszkanie z Ethanem i Dee. Teraz uspokój się i pozbieraj najważniejsze rzeczy.

Odczekałem kilka minut, musiałem się uspokoić. Albus ma rację, nie mogę panikować, muszę być silny. W końcu mam teraz rodzinę. Właśnie, doktor miał mi wyjaśnić znaczenie snu. Chyba poszedł z dyrektorem, bo nigdzie go nie było. Rozejrzałem się niepewnie po pomieszczeniu, wszystko zniszczone. Dzięki Merlinowi, Severusa tu nie było. Niewiele było do pozbierania: jedna fotografia, kilka książek (będę musiał uzupełnić księgozbiór Seva), dwie poduszki i koc. Nic więcej się nie uratowało.

- Jak masz już wszystko, to zaprowadzę cię do naszego nowego mieszkania. - Doktor był wyjątkowo spokojny. Tak jakby nie ruszało go to, co zobaczyliśmy po wejściu do mieszkania Severusa. - Odpowiedzi na wszystkie pytania otrzymasz, jak będziemy w bezpiecznym miejscu.

Nie czekając na mnie, zaprowadził mnie gąszczem korytarzy do przestronnego mieszkania. Był tu duży salon, przechodzący w słoneczną jadalnię. Wszystko utrzymane w kolorach beżu i złota. Obok jadalni była otwarta kuchnia i wyjście na taras. Dalej, szerokim korytarzem, docierało się do licznych pokoi.

- Wasz jest na końcu po prawej stronie, mój i Dee po lewej. Jeśli nie masz nic przeciwko, zaparzę nam herbatę i porozmawiamy w salonie.

- Wolałbym kawę, jeśli to nie problem.

- Nie mamy kawy w tym mieszkaniu, szkodzi w ciąży i możesz mi wierzyć, jest niemal fetyszem wszystkich ciężarnych. Nie przeszkadza im nawet to, że od samego zapachu kawy żołądek oddaje całą zawartość.

- Przepraszam...

- Nie masz za co. Przy pierwszej ciąży Dee też nie zdawałem sobie z tego sprawy.
To kwestia doświadczenia.

- To wy już macie jedno dziecko?

- Dwoje, bliźnięta. W tym roku zaczynają naukę w Hogwarcie. Zastanawiam się, który dom doprowadzą do rozpaczy. Ale mniejsza o to, chodźmy do salonu. Przed nami trudna rozmowa.

Wziął w rękę dzbanek z herbatą, a ja chwyciłem filiżanki i poszedłem za nim. Usadowiliśmy się przy niskim stoliku. Zdałem sobie sprawę, że mam tysiące pytań, ale nie wiedziałem jak zacząć. Musiałem mieć pocieszną minę, bo zaczął się śmiać.

- Widzę, że nie będzie łatwo, więc zacznę. Mam na imię Ethan i tak się do mnie zwracaj, jasne?

- Ja jestem Harry. Miło mi...

- Spokojnie, ja nie gryzę, chyba że rodzący, tudzież rodząca, sobie tego życzy.

- Że jak?

- Nie wiesz? Należy spełniać zachcianki osoby rodzącej, więc jak Severus w trakcie porodu zażyczy sobie walnąć cię w krocze, bądź pewien, że ktoś to zrobi. Nie patrz na mnie tak przerażonym wzrokiem, to nie ja biję, zazwyczaj robi to Dee. Może jednak tego unikniesz, bo ona ma termin zbliżony do twojego kochanka.

- Byłoby miło, ale co ze snem?

- Właśnie, sen Severusa. Powiedz mi, czy pamiętasz znaczenie jakiegokolwiek symbolu z zajęć numerologii?

- Eeee, jakby to powiedzieć...

- Rozumiem, też zawsze przesypiałem te zajęcia. Jednak musiałem nadrobić te braki. Sny osób ciężarnych zawsze są prorocze, tylko nie zawsze się o tym mówi. Nie każdy o tym wie. Stąd tak ważne jest ich zrozumienie. Wiesz co śniło się Severusowi?

- Moja zmarła mama na ośnieżonych błoniach...

- Zmarła osoba jest posłańcem, jej słowa należy rozważyć, a prośby spełnić. Zaś śnieg kojarzy się ze świętami i spokojem. To dobra wróżba. A co było dalej?

- Potem były ptaki, bociany czy coś takiego i wąż, jeden z nich zabił ptaka, a potem próbował zabić Seva, ale go zbudziliśmy.

- Trzeba zrobić dokładniejsze badania Severusowi, ale to jak się już tutaj zjawią z kociaczkiem. - Dee nazwana kociaczkiem, to dopiero fenomen. Chyba bardziej pasuje jej tygrysica... - Bocian jest symbolem dziecka, nowego życia, wąż zaś to ktoś przebiegły, kto źle życzy. Ale najgorsze jest to, że oznacza osobę, której nikt się nie spodziewa. Musimy bardziej uważać na Severusa. Nie wolno zostawić go samego.

- A co jeśli chodzi o ciążę czarodzieja? Powinienem coś wiedzieć?

- Taka ciąża nie różni się zbytnio od kobiecej ciąży, z jednym wyjątkiem. Czasem dziecko przejmuje kontrolę nad magią rodziciela. Wtedy jest trochę nieobliczalny. A ciężarnego nie można skazać, ani postawić w stan oskarżenia. No i trzeba zaspokajać go seksualnie. Nie masz się co czerwienić, w końcu już to robiliście i czekacie na owoc swojej pracy. Z tym, że to on musi być na dole. Tak zdecydowała wasza magia.

- Więc to dlatego to Sev jest w ciąży, a nie ja?

- Zgadza się. Teraz chyba powinniśmy pójść do wejścia, bo niedługo zjawią się nasze połówki. A jeszcze taki mały szczegół, magia zamku została tak dostosowana, że tylko pięć osób może dotrzeć samodzielnie do naszego mieszkania. To nasza czwórka i Albus. Reszta, nawet osoby przez nas zaproszone, lub nas śledzące zgubią się po drodze. Nawet zaklęcia namierzające nie zdadzą tu egzaminu.

Bardzo skuteczny sposób ochrony. Wiem, że teraz mogę być spokojniejszy o ukochanego. Tylko muszę znaleźć kogoś, kto zechciałby mnie szkolić prywatnie, tu w Hogwarcie. Nie mogę przecież zostawić Severusa, nigdy więcej tego nie zrobię. Zapytam Albusa o pomoc. Swoją drogą, ciekawe co znowu zrobił, że tak bardzo się stara dogodzić Severusowi.

Po dłuższym kluczeniu dotarliśmy do holu, akurat w momencie jak weszli Sev i Dee. Uśmiechali się do siebie jakoś tak podejrzanie. Oczywiście zachowałem się jak na dojrzałego czarodzieja przystało i od razu podbiegłem do kochanka. Dobra, czytaj: chciałem zbiec po schodach, a zleciałem z hukiem, prosto pod nogi mistrza eliksirów. Leżałem tak przez chwilę, a potem szybko wstałem i przytuliłem Seva. Słyszałem jego ciche westchnięcie, on też za mną tęsknił.

- Jak już się przywitaliście, to zapraszam do mojego gabinetu.

Wszyscy grzecznie ruszyliśmy za dyrektorem. Ja i Ethan szliśmy na końcu pochodu, do którego w międzyczasie dołączyli Ron z Hermioną. Zastanawiałem się, co planują nasze ciężarne połówki, cały czas coś do siebie szeptali, co raz chichocząc pod nosem.

- Ciekawe co wymyślili, albo nie, lepsze pytanie to: na kogo się zamierzają? Bo na pewno komuś się dzisiaj dostanie.

- Skąd wiesz?

- To proste, jak taka osoba jak Dee chichocze, to zawsze oznacza to, że coś się święci. A i Severusa nie widziałem jeszcze w tak dobrym humorze.

- Masz rację, coś się święci.

Właśnie doszliśmy do gabinetu Albusa, który kulturalnie przepuścił panie i Severusa w drzwiach. Dee i Sev od razu zajęli najwygodniejsze miejsca, po czym reszta rozsiadła się tam, gdzie były miejsca. Ja nie chciałem oddalać się od ukochanego dalej niż to konieczne, więc przysiadłem na podłokietniku fotela zajmowanego przez moją miłość.

- Severusie, drogi chłopcze, wiem, że to może być dla ciebie szok, ale ktoś włamał się do twoich komnat i wszystko zniszczył. Od teraz macie przydzielone nowe mieszkanie, do którego dostęp mają nieliczni. Zamek zadba o to, by nikt się do was nie włamał. - Przytuliłem Severusa, który zaczął lekko drżeć. - Może czegoś potrzebujesz, albo masz na coś ochotę. Dropsa cytrynowego? Co, do…?

- Przeszkadzały mi.

Głos Seva był cichy i niezbyt wyraźny, bo wtulił roześmianą twarz w moje ramię. Teraz zrozumiałem te chichoty między nim a Dee. Na paterze zawsze pełnej dropsów cytrynowych leżały równo ułożone czekoladki, sądząc po zapachu, miętowe. Dzielnie walczyliśmy z radosnym chichotem, niestety ta walka była przegrana. Jak na komendę wszyscy obecni wybuchli śmiechem. Zaczęły się żarty i docinki.

- Spokojnie, mam zapas w schowku. - Dumbledore wyszedł z gabinetu, a po chwili wrócił, ale nie triumfalnie. Wręcz przeciwnie. - Czyli wszystkie moje dropsy będą się zmieniać w te czekoladki. Rozumiem, że mam iść na swego rodzaju odwyk...

- Tormamenta!

Głos Hermiony zabrzmiał jak wystrzał armatni. Zamarłem na moment, dosłownie zamurowało mnie. Z letargu wybudził mnie krzyk Severusa. To w niego celowała Hermiona, to w niego trafiła klątwa. Ron obezwładnił ją, a ja, Ethan i Dee zajęliśmy się Severusem. Po ich minach wiedziałem, że jest źle. Myślałem, że to Ron okaże się być wężem ze snu, nigdy nie podejrzewałbym Hermiony.

Ethan przetransportował Seva do skrzydła szpitalnego, z którego zostałem wygoniony. Może rzeczywiście im przeszkadzałem. Teraz znów wróciło poczucie bezsilności i ta złość. Dlaczego znowu ktoś go skrzywdził. A jeśli to zawsze była Hermiona?

Gdy wróciłem do gabinetu Albusa, przesłuchanie właśnie się zaczynało. Dyrektor podał dziewczynie Veritaserum. Siedziała spokojnie, czekała na pytania.

- Nazwisko?

- Granger.

- Imię?

- Hermiona.

- Czy wiesz dlaczego jesteś przesłuchiwana?

- Zaatakowałam Severusa Snape'a.

- Dlaczego to zrobiłaś?

- Ponieważ zmienił Harry'ego Pottera w homoseksualistę. Musiałam go ukarać. Zranił moją przyjaciółkę, Ginewrę Weasley.

- Czy to ty włamałaś się do komnat należących do Severusa?

- Tak.

- Po co to zrobiłaś?

- Szukałam trucizn, ale nie znalazłam żadnych. Snape musi ponieść karę. Harry powinien być z Ginny, a nie z nim.

- Hermiono, to Ginny zerwała z Harrym, ponieważ zakochała się w Lavender Brown. Wiedziałem, że coś sie z tobą dzieje, ale nie sądziłem, że aż tak ci odbiło. - W głosie Rona było słychać smutek i rezygnację.

- Ty też nienawidzisz tego dupka, tłustowłosy gnojek, cholerny nietoperz. Tak go nazywałeś...

- Owszem, dużo czasu zajmie mi zrozumienie, co Harry w nim widzi. Jednak nie oznacza to, że go zaatakuję. Albo, co gorsza, zabiję jego dziecko. Słyszysz, Hermiono, mogłaś zabić jego dziecko. Mogłaś zabić dziecko HARRY'EGO.

- O Boże.

- W końcu do ciebie dotarło. Nie zdziw się, jeśli on ci nie wybaczy. Prawdopodobnie nie będzie chciał widzieć żadnego z nas. Też mi przyjaciele. Wariatka próbująca zabić mu kochanka i dziecko oraz idiota, który jej nie umiał powstrzymać.

- Mógłbyś za mnie nie decydować, Ron. - Mój głos był taki obojętny, pusty, aż sam się go wystraszyłem. Jego spojrzenie było pełne współczucia dla mnie i pogardy dla samego siebie. Dyrektor stał z tyłu i pozwolił mi załatwić to po swojemu.

- Przepraszam, stary, naprawdę mi przykro.

- Wiem, Ron, ale teraz nie chcę twojego współczucia. Potrzebuję przyjaciela. Pójdziesz ze mną dowiedzieć się co z nim?

- Jasne, chodźmy.

- A ciebie nie chcę widzieć nigdy więcej. Słyszysz? Nigdy w życiu!

Nie obchodziły mnie łzy Hermiony i jej zapewnienia, że to się więcej nie powtórzy. Straciłem do niej zaufanie. Szliśmy w ciszy, potem w ciszy czekaliśmy pod drzwiami skrzydła szpitalnego. Ilekroć chciałem szarpnąć drzwiami i wejść do środka, Ron kładł mi rękę na ramieniu. To od razu sadzało mnie w miejscu. Z jednej strony cieszyłem się, że nie jestem sam. A z drugiej wkurzało mnie niepomiernie, że nie pozwalał mi do niego pójść.

Po pięciu, wybitnie długich godzinach spędzonych w ciszy drzwi skrzydła szpitalnego w końcu się otworzyły. Ethan wyszedł z miną nie wróżącą niczego dobrego, wręcz przeciwnie. Serce zamarło mi ze strachu, czułem, jak Ron kładzie mi rękę na barku, dodając otuchy.

- Tak mi przykro, Harry...

C.D.N.