/Jako iż cierpię na nudę, prezentuję krótkiego shota.
Enjoy or not /
Jak dużo możemy znieść, zanim zostaną z nas drobne kawałeczki? Jak wiele cierpienia wytrzymamy nim ugniemy się pod falą cierpienia? Wiem, że o tym myślisz. Z każdym kolejnym ciosem wymierzonym w Twoje serce milkniesz coraz bardziej. Już się poddałeś? Nasze życie wypełnia przecież tyle kolorów. Czerwień płomieni, które zabrały matkę i Jess. Żółć oczu Azazela, gdy zabił ojca. Soczysta zieleń liści, kiedy pieczętowałem pakt. Pomimo to dawaliśmy radę. Przetrwaliśmy apokalipsę, ale byliśmy przegranymi. Wygraliśmy...właściwie co? Oddalaliśmy się od siebie, kłamaliśmy sobie prosto w oczy. Dlaczego?
Myśleliśmy, że się chronimy. Wiesz dobrze jak było naprawdę. Byliśmy egoistami. Przegraliśmy wszystko co ceniliśmy. Za tą cenę uratowaliśmy świat.
To nie ma jednak żadnego znaczenia, bo Ciebie już nie ma. Odszedłeś, kolejny raz ratując Ziemię. Kazałeś mi żyć normalnie. Jakbym nie miał brata za którego oddałbym życie. Jakby Ciebie nigdy nie było. Oczywiście, że Cię nie zapomniałem. Przecież Twoje odejście to tylko kolejny koszmar. Mam ich tak wiele. Jeden dodatkowy nie zrobi różnicy. Moja maska ma coraz więcej rys, nie mogę już dłużej utrzymywać murów chroniących przed bólem. One runą, czuję że ich upadek jest bliski. Ale Ciebie już nie ma, a to...to będzie tylko jeden koszmar więcej.
