Następnego dnia Mira obudziła się jeszcze przed Laxusem. Zwlokła się ostrożnie z łóżka, by go nie obudzić i syknęła, gdy jej nogi dotknęły zimnej, drewnianej podłogi.
Zerknęła na śpiącego Dreyara. Na jego plecach widniały czerwone ślady. Strauss zarumieniła się, zdając sobie sprawę, że to zapewne jej sprawka. Wdziała na siebie przewiewny szlafrok i wymknęła się z pokoju.
W karczmie panował spokój. Mirajane wyjrzała za okno. Słońce dopiero wstawało, barwiąc góry i drzewa krwistoczerwonym blaskiem. Była przyzwyczajona do wstawania o takiej porze, więc zdziwiła się, widząc blondwłosą barmankę na swoim stanowisku. Myślała o niej raczej jak o kimś kto zarywa nocki i zawstydziła się, że oceniła ją tak pochopnie. Co w tym złego, że kobiety lubią przespać się z atrakcyjnym mężczyzną? Płci męskiej jakoś nikt tego nie wytyka, a owa barmanka sama także była bardzo atrakcyjna. Chociaż widocznie nie cierpiała konkurencji, bo łypnęła na Mirę nieprzychylnie.
- Dzień dobry – zagadnęła grzecznie Strauss. Barmanka zacisnęła wargi, ale po chwili wycedziła:
- Dla jednych dobry, dla drugich mniej.
Mira dobrze wiedziała o co jej chodzi. Przysiadła się do stolika.
- Śpi na górze, nagi i zapewne chętny na jeszcze jedną rundę. Nikt nie broni ci tego wykorzystać, nie masz klientów.
Barmanka spojrzała na nią z niedowierzaniem.
- Nie jadam napoczętych jabłek! I nie dojadam po innych.
Mirajane zmierzyła ją zimnym spojrzeniem.
- Doskonale. Skoro sobie to wyjaśniłyśmy to poproszę herbatę.
Barmanka najwyraźniej miała ochotę odpyskować, ale coś ją powstrzymało, więc odwróciła się i zaczęła przygotowywać herbatę. Mira tymczasem zganiła się w myślach. Co w nią wstąpiło? Na samą myśl, że barmanka mogłaby usłuchać jej rady aż poczuła, że coś ściska ją w żołądku.
- Herbata. - Kubek z parującym napojem wylądował z trzaskiem przed nią. Strauss ledwo uniknęła poparzenia, gdy trochę herbaty wylało się na bar. - Aha, sołtys kazał przekazać, że czerw polazł w góry. Dlatego, póki co, macie wolne.
Mira zerknęła na nią zdziwiona.
- Nie możemy po prostu pójść za nim?
Barmanka prychnęła pogardliwie.
- Nawet doświadczeni i najstarsi mieszkańcy się tam nie zapuszczają. To pewna śmierć. Skoro tak spieszno ci na tamten świat to proszę bardzo.
Mira domyśliła się, że barmanka chętnie dałaby jej nawet wyprawkę. Dokończyła pić herbatę w milczeniu, czując na sobie wrogi wzrok kobiety. Zabawne, podczas gdy Laxus drzemał sobie słodko na górze, ona musiała znosić fochy jego zalotnicy. Oj, da mu za to bobu...
- Ale możecie się na coś przydać – ciągnęła blondynka, wycierając szklanki, które od szmatki robiły się jeszcze bardziej brudne. - Trafiliście akurat na czas zbiorów owoców, które potem przerabiamy na soki, dżemy i alkohol. Dodatkowa para rąk zawsze się przyda.
Panna Strauss przystała na tę propozycję z entuzjazmem. Barmanka prychnęła „Zobaczymy czy potem będziesz taka wesoła", po czym zniknęła na zapleczu. Mira natomiast, mając już dosyć jej towarzystwa, wyszła na zewnątrz.
Powietrze było czyste i rześkie, więc srebrnowłosa odetchnęła nim głęboko. „Będzie dobrze", pomyślała, obserwując jak słońce powoli pnie się coraz wyżej, zalewając dolinę ciepłym światłem. Być może Laxus nie jest taki jak sądziła? Z drugiej strony, nie mogła przecież zmienić zdania po jednym seksie.
- Chociaż seks był dobry – mruknęła pod nosem i zachichotała, niczym nastolatka, po czym, nucąc cicho, ruszyła w dół ścieżki.
Laxus otworzył powoli oczy, a potem przeciągnął się. Dawno tak dobrze nie spał i doskonale wiedział, co było tego przyczyną.
Zerknął w bok, ale Miry tam nie było. Oczywiście, przecież ona jest rannym ptaszkiem, pomyślał, po czym usiadł na łóżku i ziewnął szeroko.
Wciąż nie do końca mógł uwierzyć w to, co się stało poprzedniej nocy. On i Mira...
- Toż mogliśmy rozwalić tę knajpę jak domek z kart – mruknął rozbawiony. Panna Strauss pokazywała za drzwiami sypialni zupełne inne oblicze. Nie podejrzewał jej o taką dzikość. Potem jednak zastanowił się. Dał się ponieść emocjom,jak to on. Dalej jednak uważał, że nie powinni tego robić. Pomyślał o swoim ojcu i o tym jak ten zostawił jego matkę. Miał w sobie dużo z Ivana, też lubił odchodzić i nie oglądać się za siebie. Jednakże myśl o tym, że mógłby skrzywdzić Mirę, napawała go obrzydzeniem do samego siebie. Każdy, ale nie ona. Nie wiedział czy nie jest za późno, by się wycofać. Nie miał pojęcia, co sądzi o tym panna Strauss...
- Szlag – zaklął i przeczesał palcami złociste włosy. Miał mętlik w głowie i marzył, by w końcu zmierzyć się z robalem. Być może wysiłek fizyczny pomógłby mu pozbyć się niechcianych myśli.
Wczoraj miałeś całkiem niezły wysiłek fizyczny, szepnął złośliwie głosik w jego głowie. Dreyar warknął pod nosem, ubrał się, po czym zszedł na dół. Barmanka na początku rzucała mu złe spojrzenia, ale po chwili trzepotała rzęsami i gruchała, niczym gołąbek. Zaczynała działać mu na nerwy i nawet jej walory niewiele pomagały.
- Nie wiesz może, gdzie poszła moja towarzyszka? - zagadnął, gdy postawiła przed nim kufel lokalnego piwa. Z rozbawieniem zauważył, że zjeżyła się lekko.
- Nie mam pojęcia. Była tu i potem wyszła gdzieś.
Nie pytał dalej. Dowiedział się natomiast, że lokalni szykują jakąś zbieraninę owoców i masę innych zajęć, gdyż zbliżał się ogromny festyn. Miał nadzieję, że uporają się z czerwiem i będą mieli okazję zabawić się, zanim wyruszą do Magnolii. Uwielbiał takie imprezy.
Mira spacerowała pośród ogromnych pól oraz sadów. Rosły tu nie tylko jabłka, ale także agrest, winogrona oraz wiele innych owoców i warzyw. Podziwiała efekt ciężkiej pracy lokalnych mieszkańców, zdając sobie sprawę, że patrzyła zapewne na ich źródło utrzymania. Musieli im pomóc, inaczej ci ludzie nie dożyją zimy.
- Podziwia nasze zbiory? - Garbata staruszka pokuśtykała do Miry, szczerząc się w bezzębnym uśmiechu.
- Są bardzo urodzajne – pochwaliła srebrnowłosa. Dopiero po chwili zauważyła, że starsza kobieta dźwiga koszyk pełen kukurydzy. - Pomogę pani!
- Dziękuję ci – zaskrzeczała stara. - Młodzi są tacy leniwi, wszyscy jeszcze śpią. Nie wiedzą, że owoce najlepiej zbierać ranem, gdy nie ma prażącego słońca.
Mira z rozbawieniem słuchała historyjek kobiety o zbiorach w czasach jej młodości. O tym jak był to czas nie tylko zabawy, ale także poszukiwań przyszłego męża i żony, gdyż ze zbiorami wiązało się mnóstwo wróżb i zabobonów dla młodych kawalerów oraz panien. Z czasem dołączyły do nich inne kobiety. Zawiązywały sobie nawzajem fartuszki i związywały włosy, by nie przeszkadzały im w pracy. Mira zaofiarowała swoją pomoc, więc dostała sukienkę podobną do tej, które nosiła reszta kobiet. Góra była bufiasta w kolorze białym, natomiast spódnica miała kolor ciemnoniebieski i pokrywała ją delikatna koronka. Kobiety związały Mirze dwa warkocze, które opadały jej na piersi.
- Wyglądam jak mała dziewczynka – zaśmiała się.
- Przynajmniej nie pobrudzisz swojej sukienki, to brudna robota – powiedziała rudowłosa kobieta o imieniu Esther. - Ale zabawna, po godzinie zapominasz o zmęczeniu.
Mirajane pomagała młodym dziewczynom zbierać agrest na dżemy. Ta robota była zapewne mniej przyjemna niż zbieranie winogron czy jagód, gdyż ostre kolce krzewu raniły jej ręce do krwi. Po godzinie wyglądała, jakby zaatakował ją wściekły kot, ale nie przejmowała się tym. Znosiła gorsze rzeczy.
Słońce stało już wysoko na niebie i Mira czuła jak praży ją w plecy. Od czasu do czasu kobiety robiły sobie przerwy i siadały pod rozłożystą wierzbą, gdzie plotkowały i raczyły się sokiem.
Mira przycupnęła z boku i odgarnęła włosy z spoconego czoła. Wtedy usłyszała podekscytowane piski i chichoty. Uniosła głowę i ujrzała mężczyzn, który chwytali kobiety w objęcia i wirowali z nimi.
- Co roku, gdy mężczyźni kończą swoją robotę, przychodzą do kobiet – wyjaśniła staruszka. Mira zachichotała.
- Upewnić się czy kobiety się nie obijają?
Staruszka zarechotała.
- Coś w tej podobie.
Mira, w całym tym zamieszaniu, wypatrzyła w końcu Laxusa. Białą koszulę miał podwiniętą na rękach i widać było, że i jemu lekkiej roboty nie dali. Wstała i już miała podejść do niego, gdy nagle otoczył go wianuszek dziewczyn, oferujących mu napoje. Obdarowywał je czarującym uśmiechem, a one chichotały i przymilały się do niego. Mira usiadła z powrotem i zaczęła w milczeniu sączyć sok.
Oczywiście, że nie miała prawa być zazdrosna. W końcu spędzili razem jedną noc. Nie mogła wyobrażać sobie zbyt wiele, w końcu to był Laxus. Myślała tylko, że być może się zmienił. Że może dla niego była...
Pokręciła głową. Jaka? Wyjątkowa? Głupota, Laxus nie traktował nikogo z wyróżnieniem, wręcz przeciwnie.
- Taka ładna, a tak się smuci. Damie aż nie przystoi taka mina.
Uniosła głowę i ujrzała mężczyznę, który przyglądał jej się z rozbawieniem. Włosy miał koloru ciemnobrązowego, przez które przebijały miodowe pasma. Uśmiech jednak nie sięgał jego oczu, które miały stalowoszarą barwę. Jego wargę przecinała drobna blizna, która tylko dodawała mu uroku zawadiaki. W uchu miał kolczyk w kształcie małej czaszki i opierał się na ogromnej kosie, co tylko potęgowało ogólny efekt.
- Czyżby nadszedł mój czas? Mroczni Kosiarze są coraz bardziej przyjaźni dla oka – zażartowała.
Mężczyzna zerknął na kosę, a potem roześmiał się.
- Nie zabieram pięknych dam. Tylko pijusów i zbirów. Pani pozwoli, że się przedstawię. Alec Reedus.
- Mirajane Strauss. - Wstała i dygnęła lekko. Alec zerknął na jej podrapaną rękę.
- Agrest, co? - Pokręcił głową. - Mam do niego uraz odkąd w stanie odmiennej świadomości wpadłem w cały krzak. Chłopaki myśleli, że napadli mnie z sąsiedniej wioski i szykowali się do mordobicia. Piękne czasy.
Mirze od razu skojarzyło się to z ich gildią i uśmiechnęła się. Alec zerknął na nią i też się uśmiechnął. Kątem ust, rozciągając bliznę, co nie odjęło nic z uroku paliwody, a wręcz przeciwnie.
- Wciąż, powinnaś to dać do opatrzenia – powiedział, kopiąc kosę czubkiem buta. - Łatwo o zakażenie przy zbiorach.
- Nic mi nie będzie – zapewniła Mira. - Zaraz się zagoi. Poza tym, takie choroby mnie nie dotyczą.
Uniósł brwi.
- A, tak! Jesteś jednym z tych magów, którzy mają się pozbyć robala, prawda? Sam próbowałem tyle razy. Raz ledwo mnie odratowali.
Mira przełknęła ślinę. Do tej pory miejscowi tylko wspominali o robaku i o tym, że nikt nie przeżył konfrontacji z nim. A teraz mogła porozmawiać z kimś kto jednak dał radę.
- Też jesteś magiem? - spytała. Magnolia była największym skupiskiem magów, ale było ich także pełno dookoła. Alec roześmiał się.
- Nie tylko jestem magiem, ale jestem krewki i chętny do bitki. - Uniósł kosę i machnął nią tak zręcznie, jakby była zrobiona z puchu. - A to chyba wystarczy, nie? No, może nie z czerwiem. Ten to kawał sukinsyna. Za przeproszeniem.
- Nie szkodzi. - Srebrnowłosa wstała i otrzepała spódnicę. - Ludzie się chyba zbierają.
Kobiety zbierały koszyki z owocami i chichotały, gdy mężczyźni podbierali zbiory i próbowali je nimi karmić. Mira schyliła się po koszyk, ale Alec był szybszy. Schwycił go i wyszczerzył się w uśmiechu.
- Pani pozwoli.
Panna Strauss nie pozostała mu dłużna i chwyciła kosę, po czym zakręciła nią z podobną łatwością.
- Ależ proszę bardzo, drogi panie.
Laxusowi, z pewnym trudem, udało się w końcu przepędzić dziewczyny. Odetchnął z ulgą i wypił zaoferowany mu bimber do końca. Miejscowi wiedzieli jak pędzić alkohole. Roboty mu jednak nie szczędzili i marzył o chłodnej kąpieli, najlepiej w jakimś jeziorze. Szukał wzrokiem Miry, jednak nie było to łatwe, gdyż wszystkie kobiety nosiły jednakowe suknie. Domyślił się, że i ona takową dostała, więc starał się wypatrzyć srebrne włosy.
W końcu ją dostrzegł. Już miał krzyknąć, gdy zauważył, że nie jest sama. Obok niej szedł wysoki mężczyzna i zaśmiewał się z czegoś, co powiedziała. Laxus zmarszczył brwi. Mężczyzna od razu mu się nie spodobał, wyglądał jak ktoś, kto pierwszy pali się do bójki, a kobiety lubi owijać sobie wokół palca.
Skąd my to znamy, co?, złośliwy głosik w jego głowie nie ustępował. Dreyar warknął pod nosem i odwrócił się na pięcie. Nie miał prawa niczego Mirze zakazywać, sam przecież dał się otoczyć wianuszkowi dziewczyn, nie wspominając o psychopatycznej barmance.
Szkoda, że to nie inna barmanka, co?, drążył głosik. Laxus uciszył go, ciągnąc solidny łyk bimbru prosto z butelki.
Po zbiorach tradycyjnie odprawiano małą imprezę, która miała być dopiero wsępem do potężnej imprezy podczas festynu. W karczmie, a także na podwórzu przed nią wrzało. Chichoty, krzyki i śmiechy rozbrzmiewały dookoła. Pośrodku trzaskało wesoło ogromne ognisko, nad którym piekło się dorodne prosie.
Wszystkie kobiety gniotły winogrona oraz jagody bosymi stopami, zaśmiewając się przy tym do rozpuku. Po wszystkim miały stanąć na końcu balii, a potencjalni wybrankowie ich serca porywali je i potem pomagali oczyścić stopy. Mirajane nie spodziewała się, by ktoś rzucił jej się na pomoc, więc zaczęła powoli wygrzebywać się z balii, ale wtem poczuła, że ktoś unosi ją w górę. Była pewna, że to Alec robi sobie żarty, był właśnie tym typem, jak się przekonała w drodze powrotnej z pola. Gdy uniosła głowę ujrzała jednak Laxusa. Ogień igrał w jego pomarańczowych oczach i złocistych włosach, nadając mu nieco demoniczny wygląd.
- Laxus! - Mira zaśmiała się zaskoczona. - Myślałam, że cię zgubiłam gdzieś już.
- Ach, no i proszę, ktoś mnie ubiegł – usłyszała za plecami Dreyara. Wychyliła się i ujrzała Aleca. Laxus odwrócił się i posłał mu piorunujące spojrzenie. Wzrostem byli niemal równi, ale Dreyar wyglądał groźniej.
- Wielka szkoda, co, kolego? – mruknął blondyn, rozciągając usta w złośliwym uśmiechu. - Z drogi.
Alec jednak nie miał zamiaru ustąpić. Patrzył na Laxusa wyzywająco i Mirajane czuła rosnące między nimi napięcie. Wiedziała też, że Dreyar trochę wypił, a w tym stanie szybciej rwał się do bitki.
- Zimno mi w nogi! - poskarżyła się. - Do tego cała się lepię. Jak macie zamiar się tłuc, to najpierw dajcie mi odejść na bezpieczną odległość.
Chciała się wyrwać z uścisku Dreyara, jednak on tylko złapał ją mocniej w pasie, a potem bez słowa się oddalił. Posłała Alecowi przepraszający uśmiech nad ramieniem blondyna, a potem przesłonił go tłum.
Usiedli z dala od ogólnego zgiełku. Mira chciała umyć nogi, ale Dreyar ją ubiegł. Poczuła jak coś ciepłego dotyka jej nogi. Blondyn czyścił ją gąbką, nie odzywając się. Panna Strauss poczuła, że się czerwieni. Wczorajszy seks to jedno, ale czynność, związana z wieloletnią tradycją to zupełnie co innego. W dodatku palce Laxusa wędrowały swobodnie od jej kostki aż po łydkę, muskając ją delikatnie. Mirajane zagryzła wargę, ale nie była w stanie się powstrzymać.
Wybuchnęła śmiechem, łapiąc się za boki. Skonfundowany Dreyar zerknął na nią, niczego nie rozumiejąc.
- Mira, czyś ty się czego napiła? - spytał, odkładając gąbkę.
- Wybacz! - wysapała. - Po prostu... mam straszne łaskotki!
Blondyn patrzył na nią jeszcze przez chwile, ale potem wyszczerzył się złośliwie.
- Łaskotki, powiadasz? - Nim panna Strauss zdążyła coś powiedzieć, poczuła jak Laxus łaskocze ją po bokach. Roześmiała się i zaczęła szarpać, ale trzymał ją mocno. Ze śmiechu rozbolał ją brzuch i poczuła łzy na policzkach. Dreyar też się śmiał. Miał dobry humor z wielu powodów. Alkohol, dobre jedzenie, widok twarzy tego typka, który chciał się z nim bić...
- Hej, gdzie odpływasz myślami? - Mira dyszała lekko i zerkała na niego przeszklonymi od łez oczami. Patrzył na nią z góry, na rozsypane na ziemi srebrne włosy. Gdyby ktoś spojrzał na nich z boku, ujrzałby parę pięknych ludzi. Kobietę, która wyglądała jak zimne srebro, ostre jak stal oraz mężczyznę, gorącego jak złoto. W Mirze wszystko było jasne. Jej alabastrowa, porcelanowa cera, oczy, które raz były szare, a raz nawet lodowato niebieskie. I przede wszystkim włosy jak płynne srebro. Natomiast Laxus miał ciemniejszą karnację. Drobne włoski na jego rękach i twarzy były koloru jasnozłotego, szczególnie lekki zarost, którego nie miał czasu zgolić. Jego oczy miały barwę ciemniej pomarańczy, aczkolwiek w największym szale walki zmieniały barwę na jadowitą zieleń. Wtedy można było powiedzieć, że drzemie w nim dusza najprawdziwszego smoka.
Byli uosobieniem metali szlachetnych, a jednak tkwiła w nich jakaś zgnilizna. W końcu nawet srebro czernieje, a złoto się wypacza. Dreyar doświadczył tego wiele razy i wiedział, że Mirę dręczą koszmary. Tak bardzo chciał przekonać sam siebie, że to była tylko jedna wspólna noc. Że ruszy dalej, jak zawsze, ale nie mógł. To było frustrujące, Strauss była inna niż one wszystkie. Znał ją od lat i szanował jako maga...
- Laxus? - Delikatny głos Miry wyrwał go z zamyślenia.
- Wybacz, pewnie ci zimno na tej ziemi. - Zdał sobie sprawę, że leżeli oboje na chłodnej trawie. Nawet nie pamiętał jak się tam znaleźli. Chciał się podnieść, jednak poczuł jej drobną dłoń na karku. Przeszył go potężny dreszcz.
- O co chodziło z Aleciem, Laxus? - spytała cicho. - Nie był jak ci mężczyźni z baru, to porządny typ.
Dreyar miał ochotę wstać, ale Strauss była nieustępliwa.
- O nic nie chodziło – odparł i skrzywił się. - Byłem pierwszy.
Mira patrzyła na niego jeszcze przez chwilę, a potem roześmiała się.
- Jesteś jak dziecko, doprawdy.
- Taaak? A ty jesteś zbyt łatwowierna – odpalił. - Bogowie wiedzą, jakie on miał zamiary. Jest impreza, pewnie wypił... Plus ta czaszka w uchu, wygląda jak ten cymbał Bacchus...
Nie dokończył, bo Mira pocałowała go namiętnie. Zakręciło mu się w głowie, ale objął ją w pasie i oddał pocałunek. Gdy się odsunęła, wargi miała czerwone, niczym wino.
- Masz moją odpowiedź – mruknęła głębokim, wibrującym głosem. - Możesz nie czuć tego samego, może być jak dawniej. Będziesz wpadał na drinka i znikał na zlecenia. Ale nie zmieni to faktu, że ja... Ja wiem, że nie będzie tak samo, bo... czuję coś więcej...
Gdy usłyszał te słowa, poczuł jak coś gorącego rozchodzi się po jego ciele. Kobiety nie wyznawały mu miłości, żadna pewnie go nie kochała, poza matką, którą pamiętał jak przez mgłę. Wszystkie tylko go pożądały, a jemu to odpowiadało.
Jednak widok Miry, zarumienionej, drobnej Miry, która wyznawała mu swoje uczucia, był niesamowity. Zawsze postrzegał ją jako zamkniętą osobę, która zatrzymywanie uczuć dla siebie opanowała do perfekcji po rzekomej śmierci siostry, by uniknąć martwienia Elfmana.
- Mira...
- Wiem, to zawstydzające. - Machnęła ręką. - Zapomnij, że to powied...
Nie dokończyła, bo tym razem to on zamknął jej usta i przycisnął do ziemi. Oplotła go udami i zamruczała, gdy zsunął usta na jej szyję. Bo malinkach nie było już śladu, a zostawił ich całkiem sporo.
Dzięki bogom gromowładnym za szybką regenerację, Starzec chyba by mnie ubił, pomyślał z rozbawieniem.
Zahaczył zębami o guzik od gorsetu. Dekolt Miry wyglądał w nim niesamowicie kusząco. Srebrnowłosa czuła jak jego wzrok prześlizguje się po jej ciele. Bała się, że ktoś może ich nakryć, a z drugiej strony uważała, że to ekscytujące. Ostre zęby Laxusa niebezpiecznie zahaczały o guziki i wiedziała, że długo tam nie zagrzeją miejsca.
Gdy tak leżała na ziemi, poczuła pod plecami drżenie. Początkowo było lekkie i ledwo wyczuwalne, ale wzmacniało się z każdą chwilą.
- Laxus – szepnęła.
- Mhm, też to czuję – mruknął. W tym momencie ziemia zadrżała gwałtownie i usłyszeli krzyki.
Zerwali się do biegu, wymijając biegnących w ich kierunku ludzi.
- Mira, przyspiesz! - krzyknął Dreyar i w tym momencie wpadł na kogoś z impetem.
- Zapinam sukienkę, która tak ochoczo mi rozpinałeś! - odkrzyknęła i przyspieszyła. - Biegnij, poradzę sobie! Bogowie!
Wpadli na główny plac, gdzie wstrząsy były najsilniejsze. Gdyby nie Laxus Mira wbiegłaby w sam środek piekła.
Ziemia zadrżała po raz ostatni. Na moment zapadła cisza, a potem nagle coś potężnego wystrzeliło spod ich stóp, rozsypując glebę i kamienie dookoła. Mira i Laxus cofnęli się i ujrzeli najbrzydszego potwora w swoim życiu.
Cielsko miał niczym u ogromnego węża z chropowatymi płytkami, które chrobotały obrzydliwe przy każdym ruchu. Nie miał oczu, miał natomiast rozwartą paszczę, która kształtem przypominała wyjątkowo ohydny kwiat. Wewnątrz najeżona była setkami ostrych zębów.
- Uważajcie, skurwysyn atakuje od spodu! - Mirajane i Laxus odwrócili się i ujrzeli Aleca. Mężczyzna miał na plecach kosę, ale wyglądała nieco inaczej od tej, którą przyniósł z pola.
- No, ty sobie chyba jaja robisz. - Laxus łypnął na niego. - Wracaj z resztą do bezpiecznego miejsca!
- Mam ci pozwolić skraść wszystkie zaszczyty? - Reedus prychnął. - Śnij dalej. Wiem o nim więcej niż ty.
- To dobry czas, by wykorzystać tę wiedzę! - krzyknęła Mira i uskoczyła, gdy czerw zanurkował i rąbnął w ziemię.
- Musicie być w ruchu, nie stójcie w jednym miejscu, bo łatwiej mu będzie atakować!
Laxus warknął pod nosem i zerwał się do biegu. Starał się wyczuć jakiekolwiek drżenie pod sobą, ale na nic to się zdało. Czerwia dosłownie wessało pod ziemię.
- Nie będzie z nim łatwo – wydyszała Mira i wskoczyła na drzewo. W tym momencie wyczuła coś za plecami, ale było za późno. Czerw wystrzelił w jej kierunku i uderzył w drzewo, które złamało się, niczym zapałka. Strauss poczuła jak drzazgi ranią jej twarz, a potem rąbnęła o ziemię aż zabrakło jej tchu.
- Mira! - ryknął Laxus i popędził w jej kierunku. Już do niej dobiegał, gdy nagle coś odepchnęło go w bok.
Dokładnie w tym samym momencie monstrualny ogon uderzył w ziemię w tym miejscu, gdzie Laxus biegł. Z niedowierzaniem obserwował jak czerw zaciska cielsko wokół Miry, niczym monstrualny wąż. Robal wydał przeciągły syk. Z jego kłów kapała czarna, obrzydliwa substancja.
- Trucizna – wyjaśnił Alec. - Wystarczy, że cię draśnie i po tobie.
Dreyar zerknął na niego. Przed chwilą uratował mu życie, ale zrobił to raczej odruchowo, bo jego spojrzenie było skupione tylko na czerwiu.
- Jesteś wioskowym patriotą, że tak ci zależy na pokonaniu go? - wydyszał i podniósł się z ziemi.
Reedus zacisnął wargi.
- Wybił mi całą rodzinę. Obserwowałem jak umiera moja matka. Była na polu, zupełnie jak te wszystkie kobiety dzisiaj. On wystrzelił z ziemi i rozszarpał ją w powietrzu. - Zacisnął ręce w pięści. - To samo zrobił z moim ojcem i bratem. Ze mną już tego nie zrobi. - Podniósł kosę, której ostrze zalśniło dziwnym, niebieskim blaskiem.
- Jesteś magiem. - Laxus od początku tak przeczuwał. Alec miał coś, co mieli niemal wszyscy w ich gildii. Zapał, entuzjazm i wolę walki.
- Niezbyt potężnym, ale jestem. A z tą dziecinką potrafię zatańczyć jak nikt inny. - Machnął kosą, która wydała przeciągły świst. - To jak? Odbijamy twoją kobietę?
Laxus nie wiedział, co sprawiło, że polubił Aleca. Być może fakt, że uratował mu życie. A może to, że wywijał kosą jak dziwna parodia Mrocznego Kosiarza.
Najpewniejszy był jednak opcji, że polubił go, bo ten wreszcie uznał jego pierwszeństwo.
- Byłem pierwszy – mruknął z uśmieszkiem pod nosem. Potem niebo poczerniało.
Zbierało się na burzę.
Mira powoli otworzyła oczy i poczuła, że coś mocno ją trzyma. Uniosła głowę i ujrzała ohydnego czerwia. Ledwo powstrzymała się od tego, by wrzasnąć.
Skóra czerwia była oślizgła i panna Strauss bała się, że czerw poczuje, iż się obudziła. Był to jednak dziwny śluz o ostrym zapachu. Mirajane poczuła, że robi się senna.
Nie mogę zasnąć, nie mogę, myślała gorączkowo. Jeśli zaśnie powrócą koszmary. Zawsze tak było. Usłyszała głośny grzmot. Burza?
Uśmiechnęła się pod nosem. Naturalnie, przecież Laxus nie będzie stał w miejscu. Pod tym względem bł podobny do Natsu. Jak była jatka on nigdy nie stał w miejscu i nie patrzył na innych.
- Mira! - Usłyszała jego głos. - Mira, to ważne! Zniesiesz uderzenie pioruna?
Niemal się roześmiała. Co za niedorzeczne pytanie. Znosiła trucizny, rany do żywego mięsa, płomienie. Co prawda piorun Laxusa różnił się od nich, ale była pewna, że da radę.
- Nie obrażaj mnie! - odkrzyknęła, chociaż nie tak głośno jak chciała. - Poza tym, przyda mi się pobudka!
- Zmień się najpierw!
To był dobry pomysł, ale czerw trzymał ją zbyt mocno i wciąż była oszołomiona. Jej przemiany, jeśli nie były kontrolowane, mogły być niebezpieczne dla niej samej, w końcu uwalniała demoniczną moc, która łatwo mogła obrócić się przeciwko niej.
- Nie mogę! - odkrzyknęła. - Ale to nie jest teraz ważne! Strzelaj w niego!
Widziała, że Laxus patrzy na nią z niedowierzaniem.
- Laxus, misja jest ważniejsza! Wiedziałam, na co się piszę, przyjmując tytuł maga klasy S! STRZELAJ!
Niebo zamruczało, niczym ogromny kot, a potem nagle rozbłysło jasnym światłem. Mira poczuła jak piorun uderza w czerwia, a potem pełznie do niej. Okropne pieczenie rozeszło się po całym jej ciele i mogła się założyć, że zaczęła krzyczeć.
Poczuła, że uchwyt czerwia się rozluźnia. Wiedziała, że jeśli teraz się nie przemieni, to za moment zemdleje z powodu okropnego bólu, który paraliżował jej ciało. Uwolniła najwięcej energii ile tylko potrafiła.
Pod czerwiem rozbłysł fioletowy okręg. Energia od niego bijąca sprawiła, że Laxusa i Aleca aż odrzuciło. Strauss czuła jak lekka sukienka odchodzi w zapomnienie na rzecz ciężkiej zbroi. Wiedziała dokładnie, jaką zbroję ma wybrać. Erza nie była jedyną, która miała szafę pełna fantazyjnych ubrań. Mira nigdy nie lubiła z nią przegrywać i zostało jej to do dziś.
Wylądowała lekko na ziemi, czując jak demoniczna energia wypełnia jej żyły. Było to dobre uczucie, niemal uzależniające, ale nie cierpiała tego, jak dobrze się z tym czuje. Dlatego starała się zmieniać jak najrzadziej.
Jej zbroja była niemal w całości czarna, oprócz jaskrawozielonych, połyskujących elementów, które wyglądały jak żywa trucizna, płynąca przez jej ciało. Górna część zbroi zmieniała się w maskę, zasłaniając połowę twarzy Miry. Ramiona zmieniały się u palców w ostre szpony, z których ściekała owa substancja. Z pleców Miry wyrastały natomiast ogromne skrzydła, których wnętrze miało zielonkawy kolor. Ta zbroja także posiadała ogon, który kończył się kolcem, jak u skorpiona. Jedno oko Miry stało się niemal całkowicie czarne, zupełnie jak jej usta.
Powolnym krokiem podeszła do Laxusa. Zerkała na niego z góry, widząc jego nieco zszokowaną twarz.
- Tym właśnie jestem – powiedziała cicho. - Potworem, Laxus. Mogę ubierać się w ładne sukienki, co nie zmienia faktu, że jestem potworem. Obrzydzam cię, prawda? Następnym razem, gdy mnie dotkniesz, spojrzysz na mnie, będziesz widział to. - Rozłożyła skrzydła. - Potwora.
Wstał i powoli ujął jej twarz. Wtuliła mimowolnie policzek w jego ciepłe dłonie.
- Każdy w tej gildii ma brzydszą stronę swojej magii, Mira – powiedział. - Prawdziwy potwór jest przed nami. - Pogłaskał kciukiem jej policzek. - Najwyżej założysz skąpą bieliznę, by nadrobić za ten widok – dodał i wyszczerzył się.
Pacnęła go w ramię, ale uśmiechnęła się.
- Hej, gołąbki, przydałaby mi się pomoc! - krzyknął Alec, odcinając jeden z kłów czerwia. To tylko rozwścieczyło robaka, który zaczął się miotać.
- Gotowa, by pozbyć się konkurencji? - spytał Dreyar i ledwo uchylił się przed jej ogonem.
- A żeby cię tak zeżarł – odparła z uśmiechem i wystrzeliła do przodu. Laxus zaszedł czerwia z drugiej strony i ziemia aż zagruchotała od pioruna, który wystrzelił. Mirajane wbiegła na grzbiet robala, szukając czułego miejsca. Wiedziała, że nie przebije się przez jego twardą skorupę, więc pozostawał tylko pysk.
- Mira, trucizna! - ryknął Dreyar, widząc, co ma zamiar zrobić.
- Ile razy mam mówić... - wydyszała, zadzierając pysk czerwia do góry i odsłaniając mięsiste wnętrze. - Dla demona trucizna to przysmak!
Wbiła pazury i kolec w miękkie mięso. Czerw wydał przenikliwy pisk i zaczął się miotać. Strauss miała nadzieję, że trucizna na niego zadziała. Zwykły człowiek umarłby od jednej kropli, jednak czerw wydawał się bardziej odporny.
- Na pewno nie zgarniesz całej chwały dla siebie! - Odwróciła się i ujrzała Aleca i Laxusa, którzy biegli w jej kierunku. Podskoczyli niemal w tym samym czasie. Dreyar uformował ogromną, trzeszczącą kulę energii, a Alec zamachnął się kosą, która błysnęła szafirowym światłem.
Huk, jaki towarzyszył tej kombinacji, był tak ogromny, że Mira musiała aż zasłonić uszy. Czerw wydał ostatni, rozpaczliwy wrzask, po czym wybuchł i zmienił się w popiół. Laxus i Alec wydali tryumfujące okrzyki. Mira uśmiechnęła się i pozwoliła zbroi zniknąć.
Wtedy wszystko spowiła czerń.
Gdy otworzyła oczy, odkryła, że jest w pokoju w karczmie. Podniosła się powoli i rozejrzała dookoła. Nowe ciuchy leżały złożone na krześle, a Mira dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że jest naga. Odruchowo podciągnęła kołdrę pod sam nos, zastanawiając się, kto ułożył ją do łóżka. Miała wrażenie, że był to pewien blondyn, który za to odpowie.
Opatuliła się kołdrą i podeszła do dzbanka z wodą. Nalazła sobie szklankę, a potem usiadła przy oknie.
Wieśniacy krążyli przy karczmie, przygotowując się do festynu. Teraz ich wioska była bezpieczna i mogli bez obaw bawić się i świętować. Panna Strauss dostrzegła wesoło bawiące się dzieci i uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że będą miały bezpieczną przyszłość. No, dopóki nie dorosną i odkryją inne potwory.
Chciała się przebrać, kiedy drzwi do jej pokoju otworzyły się i wszedł nie kto inny, a Laxus. Mira zacisnęła palce na pościeli, zdając sobie sprawę, że Dreyar i tak widział ją już nago.
- Ej, nie powinnaś wstawać!
- Tobie też dzień dobry – odparła kąśliwie. - Położenie mnie spać w stroju Ewy to twój pomysł?
- Nie wiem, co Ever ma z tym wspólnego i nie chce cię widzieć w jej stroju. Nie, to nie byłem ja. Sama to sobie zrobiłaś – odparł rozbawiony.
- Jak to? - spytała zdziwiona.
- Po tym jak usunęłaś zbroję po sukience nie było śladu. Ja nie narzekałem – zarechotał. - Tylko musiałem cię szybko okryć, bo tamten dzban z kosą się gapił.
Mira ukryła twarz w dłoniach.
- Nie opuszczam tego pokoju.
Laxus zachichotał i uwalił się na jej łóżko.
- Nie wypali. Miejscowi już szykują festyn, a że pokonaliśmy czerwia to będzie podwójna feta. - Uśmiechnął się. - Tęsknisz za gildią?
Mira podeszła do łózka i usiadła w nogach.
- Trochę – przyznała. - Brakuje mi tych gęb, mojego baru. - Uśmiechnęła się. - Blondyna, który mi go całkiem opija.
- No przepraszam bardzo, wcale nie całkiem! - obruszył się żartobliwie Dreyar. - Tym zajmuje się Cana. - Zerknął na Mirę z uśmiechem. - Ale jak dobrze się czujesz to mozemy wracać.
Spojrzała na niego zdziwiona.
- I ominiesz imprezę?
Laxus wzruszył ramionami.
- Wyprawimy własną w gildii. - Przysunął się do Miry i pogłaskał ją po odsłoniętych plecach. Zadrżała lekko. - Ale ten robal chyba coś nam przerwał, nie sądzisz? Nie masz ochoty tego dokończyć?
Mira wtuliła nos w kołdrę, by ukryć szeroki uśmiech. Być może stawiała wszystko na jedną kartę, ryzykowała złamanym sercem. Gdy jednak spojrzała w złocisto-pomarańczowe oczy Dreyara zauważyła gamę emocji. Zaborczość, pożądanie, wesołość, niecierpliwość. Domyślała się, że łatwo nie będzie.
- Cóż, takie życie maga rangi S – powiedziała, po czym okryła ich kołdrą.
KONIEC
