Scott raczej nie miał żadnych wyobrażeń dotyczących rozmowy z Allison. Naprawdę nie chciał nawet o tym za bardzo myśleć, co pewnie było trochę głupie, ale z drugiej strony zaplanowanie czegoś takiego nie było możliwe.
Jego przyjaciółka jak każdego ranka wybrała się pobiegać do pobliskiego parku i Scott nie był wcale zaskoczony, że Chris pojawił się ciut później. Stiles z niechęcią wpuścił go do ich mieszkania i przyglądał im się z całą podejrzliwością na jaką było go stać, stojąc w kuchni z nowym kubkiem Iron Mana w ręku.
- Rozumiem, że zdecydowaliście – stwierdził po chwili Stilinski.
- Porozmawiamy z nią dzisiaj, obaj – potwierdził Scott, zerkając niepewnie na Chrisa, jakby szukając potwierdzenia.
Mężczyzna w końcu mógł się rozmyślić. Co prawda rozmawiali w barze zaledwie kilka godzin temu, ale zawsze miał prawo do zmiany decyzji.
- Więc jeśli chcesz się gdzieś ulotnić… - zaczął Scott i urwał sugestywnie.
Stiles pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Nie. Zostanę tutaj, gdzie być powinienem, bo któryś z nas będzie musiał ją uspokajać, a moja intuicja podpowiada mi, że nie będzie chciała cię widzieć – odparł Stilinski, zaplatając dłonie na piersi.
Scott przygryzł wargę i spojrzał na Chrisa, który wyglądał na całkiem spokojnego. Mężczyzna opierał się o framugę drzwi, obserwując bacznie Stilesa, jakby to Stilinski teraz stanowił ich największy problem.
- A co według ciebie powinniśmy zrobić? – spytał spokojnie mężczyzna.
- Nie mówić! O niczym nie mówić! – odparł od razu Stiles.
- I trzymanie tego przed Allison nie zniszczy waszej przyjaźni? – zdziwił się Chris nieszczerze. – Widziałem jak moja córka się miota, bo trzymałem przed nią jedną jedyną tajemnicę. Allison nie jest głupia, rozgryzie, że coś jest nie tak i będzie chciała odpowiedzi. Będzie chciała prawdy.
- Po prostu… - zaczął Stiles i chyba argument do niego dotarł, bo przygryzł wargę. – Nie musi się o niczym dowiedzieć, jeśli będziecie się od siebie trzymać z daleka – stwierdził w końcu chłopak.
- I kogo wyrzucasz z jej życia? Mnie czy Scotta? – spytał Chris bez wahania. – Będziemy się widywać, bo jesteśmy częścią życia Allison, ale to co jest między nami nie ma jednocześnie z nią nic wspólnego.
- Ale to ma wiele wspólnego! – zaprotestował Stiles.
Chris zmarszczył brwi.
- Jesteśmy dorosłymi ludźmi. Nie przespałem się ze Scottem, wiedząc kim jest – wyjaśnił mężczyzna i Stiles popatrzył na niego w nieskrywanym przerażeniu.
- Nie wypowiadaj tych słów! Nie wypowiadaj tych słów! – spanikował Stilinski. – Mógłbyś być jego ojcem!
- Stręczyłeś mu własnego ojca – przypomniał mu bezlitośnie Chris.
- Tak, ale jest różnica! Ja mu pozwoliłem się z nim spotykać! To taki układ między brachami! – upierał się Stiles.
- A my chcemy właśnie porozmawiać z Allison i wyjaśnić jej sytuację. Nie możemy zmienić przeszłości – wyjaśnił Chris spokojnie i Scott zaczynał być pod wrażeniem.
Bardzo trudno było przebić argumenty Stilesa. Chłopak nigdy nie był najłatwiejszym rozmówcą, ale Chris wydawał się całkowicie panować nad sytuacją. Pewność siebie mężczyzny była bardzo pociągająca i nie miał zamiaru temu zaprzeczać. Do Stilesa musiało też dotrzeć, że naprawdę przemyśleli do czego dążą, bo zaczynał powoli się poddawać.
- Chcemy zapytać ją jak czułaby się, gdybyśmy chcieli spędzić ze Scottem trochę czasu razem – ciągnął dalej Chris.
- Dalej nie uważam, że to dobry pomysł – westchnął Stiles i wyglądał naprawdę nieszczęśliwie.
- Ale to nie twoja decyzja – przypomniał mu Chris odrobinę może zbyt szorstko.
Stiles przygryzł wargę, wzdychając.
- Nie lubisz mnie – stwierdził nagle chłopak.
- Nie lubię niczym nieuzasadnionej paniki – odparł Chris tonem, z którego nie można było nic odczytać.
- To nie jest uzasadniona panika? A jak wygląda taka sytuacja? Zombie-apokalipsa? – spytał Stiles, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Chris uśmiechnął się krzywo.
- Moja firma zajmuje się sprzedażą broni – przypomniał mężczyzna Stilesowi sugestywnie i oczy Stilinskiego zrobiły się nagle wielkie jak spodki.
- No tak, to sporo wyjaśnia – stwierdził chłopak słabo.
ooo
Nie mieli określonego planu działania. Chris wysłał Allison wiadomość, żeby pojawiła się w niewielkiej kafejce niedaleko ich mieszkania. Wyszli zaraz po rozmowie ze Stilesem i Scott musiał przyznać, że jakoś nigdy nie myślał o tym jak zamierzają faktycznie spędzać czas razem. Wypady do dyskotek i klubów raczej odpadały. Chris nie czuł się w takich miejscach swobodnie, zresztą Scott zostawał tam zaciągnięty raz czy dwa razy w miesiącu przez żądnego przygód Stilesa. Sam pracował w podobnym miejscu, więc spędzanie wolnego czasu w czymś, co przypominało mu o pracy wcale nie było dla niego atrakcyjne.
Scott nigdy tak naprawdę się z nikim nie umawiał. Nie w celu budowania czegoś dłuższego. Nigdy przez myśl nie przyszło mu coś takiego, ale to tylko świadczyło trochę o ludziach, których wybierał.
Przeważnie Stiles wpakowywał go w sytuacje, z których bardzo trudno było się wyplątać. Wytłumaczyć, że było fajnie, ale nic specjalnego z tego nie wyniknie. Nie teraz i nie nigdy.
Nie był fanem randek w ciemno, na które namawiała go Allison błędnie rozumując, że jeśli dwie osoby są tej samej orientacji seksualnej na pewno mają coś z sobą wspólnego. Wystarczyło popatrzeć na niego i na Stilesa.
Chris też był inny. Bardziej zdecydowany w tym czego chce, a czego nie. Wciąż dostosowywał się do sytuacji i chyba nie znał podstawowych zasad panujących w teraz ich wspólnym świecie, bo gdy tylko wyszli na chodnik, spojrzał jakoś dziwnie na rękę Scotta, jakby nie do końca podobało mu się, że tak bezwładnie zwisa wzdłuż ciała. Zaledwie ułamek sekundy zajęło McCallowi zrozumienie o co tutaj chodzi i wyszczerzył się szeroko.
- Nie musisz mnie trzymać za rękę. Nie jestem dziewczyną – powiedział po prostu Scott.
Chris wyglądał przez chwilę, jakby ugryzł cytrynę.
- Jestem świadom twojej płci – odparł krótko mężczyzna.
- Chryste, ale to brzmi! – zaśmiał się Scott i niemal od razu tego pożałował, bo Chris wyglądał na zawstydzonego. – Hej, nie miałem nic złego przez to na myśli. Po prostu czasem… Nie mówisz, ale wyrażasz się. Stiles też bardzo często tak robi, gdy chce powiedzieć coś mądrego i jednocześnie chce, żeby wszyscy wiedzieli, że mówi coś mądrego.
- Stiles bardzo wiele mówi ogólnie – zauważył Chris cierpko.
- Ale jest świetnym przyjacielem, który w ten sposób pokazuje, że się martwi – zauważył Scott.
- Nie neguję tego. Twierdzę tylko, że jednocześnie jest lubiącym kontrolę wścibskim, małym dupkiem – odparł Chris.
Scott zmarszczył brwi, ale czuł, że zdradza go lekko drgający kącik ust.
- Prawda – przyznał w końcu całkiem szczerze. – Stiles nie lubi zmian. Zmiany zawsze traktuje jak zwiastun czegoś złego – wyjaśnił.
- Stiles jest wrogiem postępu – stwierdził Chris.
- To paradoksalne, ale Stiles lubi postęp tylko się długo przyzwyczaja. Zastępuje rzeczy nowymi, ale gdy tych starych nadejdzie czas – zaczął niezbyt pewnie. – Nie wiem jak to wytłumaczyć. Musiałbyś go dłużej obserwować.
Chris uśmiechnął się krzywo.
- A ty nie masz problemów ze zmianami? – spytał mężczyzna.
Scott wzruszył ramionami.
- Zależy o jakie zmiany chodzi. Pewne są możliwe, o inne trzeba ze mną walczyć, a o pewne rzeczy i tak będę walczył, aż po grób – odparł całkiem szczerze.
- Na przykład? – spytał Chris.
- Jest mi wszystko jedno z jakiego kubka piję kawę. Możemy negocjować w kwestii gatunku, ale musi być w niej kofeina – wyjaśnił z błyskiem w oku, gdy wchodzili do kafejki.
- Więc… - zaczął niepewnie Chris, zerkając na menu. – Śniadanie? – spytał.
- Stiles cię wyprzedził – poinformował go Scott.
- Ale nie z kawą? – upewnił się Chris jeszcze.
- Nie, nie z kawą – potwierdził Scott z lekkim uśmiechem.
ooo
Scott nie wiedział jak dużo czasu mają. W zasadzie Allison w zależności od dnia biegała od godziny do nawet półtorej. To była tylko kwestia jej samopoczucia, bo nie robiła tego wyczynowo, chociaż ze Stilesem nigdy inaczej nie potrafili na to patrzeć. Dla nich sport skończył się w szkole średniej, a może nawet wcześniej, bo Stiles w zasadzie grzał ławę przez wszystkie lata, gdy byli w drużynie lacrosse'a.
Allison z jej odwieczną pasją do łucznictwa jednak musiała być w dobrej formie, co wiele wyjaśniało. Oni natomiast naprawdę uwielbiali spędzać niedziele na kanapie – maksymalnie grając w gry na konsoli.
Scott zerknął niepewnie na Chrisa, który opierał się o swoje krzesło, bawiąc się łyżeczką od swojej kawy. Milczeli od dobrych kilku chwil i napięcie zaczynało powoli wracać. Scott nie wahał się co prawda w kwestii samej rozmowy z Allison. Chris miał rację. Zauważyłaby, że nie zachowują się normalnie. Allison z zabójczą łatwością wychwytywała takie rzeczy, a potem drążyła temat lub owa tajemnica, której nie mogła prześwietlić – drążyła nią.
Dokładnie tak samo było z rozwodem jej rodziców. Nie wystarczyła jej świadomość, że wszystko układa się nadspodziewanie dobrze. Musiała szukać drugiego dna. Dokładnie jak wtedy, gdy bardzo intrygowało ją dlaczego Scott nie jest obłapiającym dziewczyny chamem jak reszta chłopców. To co czekało na końcu drogi jednak bywało różne, dlatego należało bardzo ostrożnie wybierać trasy, którymi chciało się podążać.
Poza tym Allison miała też łuk. Wielki łuk, który był wyposażony w bardzo ostre strzały. O tym nie należało zapominać.
- Czy ty też zrywasz się skoro świt i biegasz? – spytał Scott ciekawie, wyrywając najwyraźniej Chrisa z rozmyślań.
- Nie zawsze mam na to czas – przyznał mężczyzna po chwili. – Nie mam stałej trasy, ale czasami kiedy znajduję chwilę urywam się jedną ze ścieżek w Rezerwacie.
- Teraz, kiedy wykorzystałeś cały urlop to będzie raczej trudne – zauważył Scott, przypominają sobie jedną z ich wcześniejszych rozmów.
Chris prychnął i przewrócił oczami.
- Cała przyjemność w posiadaniu własnej firmy polega na tym, że możesz dostosować czas pracy do własnych potrzeb – wyjaśnił mu Chris. – Poza tym to nie jest tylko moja firma. Kiedy wyjeżdżam nie zawieszamy działalności – dodał.
- Victoria – rzucił Scott, łapiąc w lot kto zastępuje Chrisa.
- Victoria – potwierdził mężczyzna spokojnie i przez chwilę patrzył na niego, jakby doszukiwał się czegoś.
- A więc Victoria – powtórzył Scott czekając, aż mężczyzna podejmie temat.
Chris jednak zmarszczył tylko brwi i przyglądał mu się w dziwnym zamyśleniu.
- Victoria jest moją przyjaciółką – rzucił w końcu mężczyzna.
- Mówiłeś – przypomniał mu krótko Scott.
- Jest kimś bardzo ważnym w moim życiu i podobnie jak Allison będzie zawsze obecna – ciągnął dalej Chris.
- Uświadamiasz mi, że jeśli będziemy to kontynuować będziesz widywał się ze swoją byłą żoną – stwierdził Scott wcale nie zaskoczony. – Zdaje sobie z tego sprawę. Kiedy rozmawiałeś z Allison sytuacja stała się dla mnie całkiem klarowna w tej kwestii. Nie musisz też… Nie wiem – westchnął nagle zirytowany. – Chodzić na palcach – powiedział w końcu. – Kiedy nie byłem przyjacielem Allison zachowywałeś się inaczej – przypomniał.
- Ale sytuacja się zmieniła – zauważył cierpko Chris.
- Nie każda zmiana jest konieczna, ale każda zmiana zależy od nas – powiedział Scott, po czym zmarszczył brwi. – Cholera, to będę musiał zapisać, a później użyję jako argumentu w kłótni ze Stilesem.
Chris uśmiechnął się krzywo.
- Spodziewasz się po mnie flirtu? – spytał mężczyzna wprost, wracając do przerwanego tematu, a Scott przewrócił oczami.
- Nie wiem który z nas jest w tym gorszy – przyznał szczerze McCall. – Podałem ci piwo ze spódniczką z ananasa – przypomniał.
- Wszedłem do gejowskiego baru, cytując Victorię: 'wyglądając jak drwal przy pracy' – odparł Chris i Scott musiał parsknąć.
- Nie było tak źle – powiedział bardzo szybko i może trochę za szybko, bo Chris wcale nie wyglądał na przekonanego. – Potem ściągnąłeś flanelę – dodał Scott wzruszając ramionami.
- Tak – stwierdził bez przekonania Chris i wbił wzrok w blat stołu.
Scott nie bardzo wiedział skąd to załamanie nastroju, ale mężczyzna znowu zaczął bawić się łyżeczką i chyba to było jedno z tych nerwowych przyzwyczajeń, które miały rozpraszać jego uwagę. Stiles miał takich dziesiątki.
Bez wahania przyciągnął do siebie dłoń Chrisa więżąc ją w swoim mocnym uścisku.
- Hej! Gdyby nie Stiles też chodziłbym we flanelowych koszulach. Są zabójczo wygodne – poinformował mężczyznę.
Chris uśmiechnął się krzywo, a potem nagle zesztywniał, zabierając swoją rękę. Scott nawet nie musiał się obracać, żeby wiedzieć, że gdzieś tam za nim stoi Allison.
- O tym chciałeś porozmawiać? – spytała dziewczyna wyraźnie z niedowierzaniem.
Miała wciąż mokre włosy, więc możliwe, że dopiero co wyszła spod prysznica, bo letnia sukienka w niczym nie przypominała stroju do biegania.
- To jest mężczyzna, o którym opowiadałeś mi przez cały tydzień? – spytała jeszcze Allison, gdy Chris podszedł do niej.
- Nie znaliśmy się wcześniej – przypomniał jej mężczyzna. – I nie chcieliśmy, żebyś dowiedziała się w ten sposób – dodał, ale Allison spoglądała to na niego to na Scotta z niedowierzaniem, a potem zaczęła kręcić głową.
- Ja… Ja… - zająknęła się i poprawiła torebkę na ramieniu. – Idę na spacer… - powiedziała w końcu odwracając się na pięcie.
