Chris wyglądał na sparaliżowanego całą sytuacją i Scott wcale nie był zdziwiony. Doskonale znał Allison, więc wiedział, że potrzebowała czasu do zanalizowania wszystkich informacji. Jak przystało na jedynaczkę nie miała w zwyczaju zwierzania się i w pełni to rozumiał. Żadne z nich nie miało rodzeństwa dlatego wiedzieli dokładnie kiedy mogą wejść w cudzą przestrzeń, a kiedy to jest jeszcze mniej niż mile widziane.

- Porozmawiam z nią – powiedział Scott, decydując się w końcu na jakiś ruch. – Będzie lepiej, jeśli wrócisz do domu. Dam znać wieczorem…

- Myślisz, że to dobry pomysł? – przerwał mu Chris i wyglądał na mocno zdenerwowanego.

Scott wiedział dokładnie co chodzi mu po głowie. Mieli zamiar porozmawiać z Allison i całość na pewno nie wyglądałaby w ten sposób. Sam czuł gorycz w ustach na samo wspomnienie wyrazu twarzy przyjaciółki.

- Ona myśli, że chce być sama, ale to nieprawda – westchnął Scott.

- Więc powinienem… - zaczął Chris.

- Rozmawiałeś z nią przez ostatni tydzień. To ja z nią nie rozmawiałem – wszedł mu w słowo z nadzieją, że Chris zrozumie.

Mężczyzna zmarszczył brwi, jakby analizował całą sytuację. Sprawdzał wszystkie za i przeciw. I tak bardzo przypominał w tym Allison, że gdyby ktokolwiek miał wątpliwości co do ich powiązań rodzinnych, zostałyby w tym momencie rozwiane.

- Zostanę w mieście – powiedział tylko Chris i Scott ścisnął pocieszająco jego dłoń.

ooo

Allison zamknęła się w pokoju, co nie było dobrym znakiem. Stiles siedział oparty plecami o ścianę korytarza i rzucił mu najmroczniejsze spojrzenie, jakie Scott widział. Nie musiał pytać co myśli jego przyjaciel, a Stiles wcale nie powiedział na głos 'a nie mówiłem'. Wszystko doskonale było widać w jego wzroku.

- Allison – powiedział Scott, pukając do drzwi.

- Odejdź! – krzyknęła i musiała płakać, bo jej głos załamał się delikatnie.

- Chcę porozmawiać – poinformował ją, starając się zachować spokój.

Kątem oka zauważył, że Stiles zabiera swoje klucze i wychodzi.

- Wiesz, że cię kocham – ciągnął dalej niezrażony brakiem odpowiedzi.

- Nie chcę tego słuchać – powiedziała Allison.

- Kiedy spotkałem go trzy tygodnie temu w barze, nie wiedziałem, że jest twoim ojcem. Wyglądał tak cholernie nieporadnie w barze dla gejów we flanelowej koszuli – mówił dalej Scott i nie obchodziło go czy Allison próbuje zatkać uszy.

Tę rozmowę powinni byli przeprowadzić jakiś czas temu. W zasadzie jednak nigdy nie było dobrej pory. I musieli ustalić z Chrisem czy chcą w ogóle być razem.

- Rozmawialiśmy i był nieśmiały. A raczej onieśmielony i wiem po prostu jak się czuł, bo kiedy dochodzi do ciebie, że jesteś gejem to dopiero połowa problemu. Musisz jeszcze jakoś dojść do tego, że istnieje cała ta kolorowa kultura, do której niekoniecznie pasujesz. A on powiedział szczerze, że jest w trakcie rozwodu i przyjechał porozmawiać z córką – ciągnął dalej Scott. – Nie wiedział co ze sobą zrobić i zbierał się w moim barze na odwagę do rozmowy z tobą. A potem się okazało, że musi wracać skądkolwiek jest. I wrócił za tydzień… - urwał. – Gdybym wiedział, że jest twoim ojcem nigdy nie doszłoby do takiej sytuacji, Allie. Musisz to zrozumieć – dodał, chociaż jego gardło ściskało się boleśnie. – On cię kocha, wiesz o tym. I ja też cię kocham. I żaden z nas by cię nigdy specjalnie nie skrzywdził – urwał, gdy usłyszał dźwięk przekręcanego zamka.

Allison spojrzała na niego, wycierając rękawem twarz.

- Myślisz, że o tym nie wiem – warknęła dziewczyna, starając się oddychać spokojnie. – Wiem o tym. I kocham was, ale was tak nienawidzę w tej chwili. Mój ojciec opowiadał mi od tygodnia o chłopaku, którego poznał, Scott. I wiem jak się zachowywałeś na samo wspomnienie o tym mężczyźnie, którego poznałeś w barze. I byłam szczęśliwa za was obu – dodała. – I to wszystko jest popieprzone Scott. Mam ochotę wrzeszczeć, wiesz?

- To krzycz, nikt ci tego nie zabroni – powiedział spokojnie i Allison pokręciła przecząco głową.

- Fakty są takie, że nie chcę, żeby mój ojciec się rozwodził. Chcę moją rodzinę w komplecie i chcę, żeby byli szczęśliwi, ale to się wyklucza, Scott! – podniosła nieznacznie głos. – Nic nie ma sensu, wiesz? Oni powinni być razem, ale nie są. I nie chcą być razem. I zanim mi powiesz, że mój ojciec nie zdradził matki… Wiem o tym. Rozmawiałam z nią. I to wszystko jest chore, bo prosiła mnie, żebym była cholernym wsparciem.

Scott sądził, że Allison zacznie znowu płakać, ale ona usiadła na podłodze ze skrzyżowanymi rękama, podwijając pod siebie nogi.

- I mogę udawać dzielną, i tolerancyjną, ale nie chcę, żeby on był gejem. Co jest chore, bo jestem tolerancyjna i kocham ciebie, i Stilesa, i kogokolwiek sobie nie przyprowadzacie… - ciągnęła dalej.

- Jest inaczej, kiedy coś dotyczy naszych bliskich – wtrącił Scott ostrożnie.

- I nie udzielaj mi rad! – krzyknęła i nie wiedział czy jest oburzona, czy wciąż go nienawidzi. – I wiem, że się nie znaliście. Ale wszystko dziwnie pasuje. Ten szok Stilesa. Zbity kubek. Ta dziwna wymiana zdań. Fakt, że obaj spotkaliście kogoś w tym samym czasie… - wymieniła jednym tchem. – I nie zauważyłam nic. Po prostu mi to umknęło – dodała lekko rozhisteryzowana.

Rękaw jej swetra zaczynał przemakać i fakt, że gryzła jego końcówkę, nie pomagał.

- Wolałabyś, żebyśmy ci nie powiedzieli? – spytał ostrożnie Scott.

Allison spojrzała na niego, kręcąc głową.

- Nie wiem, Scott – odparła. – Nie znam odpowiedzi.

Przygryzł wargę, opierając się plecami o ścianę naprzeciwko. Siedzieli teraz z Allison na środku ich pieprzonego korytarza i nie wiedział co zrobić.

- Nienawidzisz mnie? – spytał jeszcze, starając się brzmieć spokojnie.

- Tak, nie, nie wiem – westchnęła. – Wiem, że nie chcieliście… - urwała.

Zakryła twarz dłońmi, jakby nie wiedziała co zrobić.

- Nie wiem jak wiele mi jeszcze umknęło – powiedziała w końcu, robiąc głębszy wdech.

- Wiesz wszystko – odparł krótko.

- Wiem wszystko czy wszystko co powinnam? – spytała z goryczą.

- Wiesz, że to nie tak. Musieliśmy z Chrisem porozmawiać otwarcie i… - urwał, gdy zdał sobie sprawę, że Allison patrzy na niego szeroko otwartymi oczami. – Z twoim ojcem – poprawił się.

Dziewczyna jednak pokręciła tylko głową.

- Zrobimy cokolwiek będziesz chciała – dodał jeszcze.

- Nie! Nie! Nie! – krzyknęła szybko. – Nie rób tego, Scott. Nie sprzedawaj mi tekstu, że moje szczęście jest najważniejsze, bo nie jestem tępym szczeniakiem z twoich praktyk weterynaryjnych. Nie zmuszaj mnie do decyzji o tym czy zgadzam się, abyście się spotykali, Scott. Bo wiem do czego obaj dążycie – wyjaśniła.

Chyba powinien czuć się zawstydzonym, bo faktycznie tego z Chrisem chcieli. Jakiegoś chorego błogosławieństwa. I Allison miała rację. Cały czas pozornie starali się uważać na jej uczucia, a potem koniec końców, chcieli na niej coś wymusić.

I jakakolwiek byłaby jej decyzja, nikt nie byłby w pełni usatysfakcjonowany.

- Wiesz, że on jest wciąż mężem. Rozwód jest w toku, ale wiedzą o tym nieliczni. Jak pokażecie się razem, staniesz się tym, który rozwalił to małżeństwo – powiedziała Allison, najwyraźniej wracając na drogę argumentu. – I Beacon Hills to naprawdę małe miasto. Będą plotkować. Pomyślałeś jak zareaguje twoja mama na twojego nowego chłopaka? On jest od ciebie o dziewiętnaście lat starszy – poinformowała go całkiem niepotrzebnie.

Zmarszczył brwi, gdy wbiła wzrok w podłogę.

- Z kimkolwiek się nie pokaże twój ojciec… - zaczął ostrożnie. – I tak to będzie spory szok. Wszyscy będą podważać jego męskość i zdolność do podejmowania decyzji. Zaczną się żarty o kryzysie wieku średniego i może ktoś nawet stwierdzi, że twój ojciec jest wariatem – wyjaśnił. – To nie tak, że nie wiem jak to będzie wyglądać, Allie. Mam to za sobą w wersji nastoletniej – ciągnął dalej. – Byłaś tam dla mnie cały czas, ale nie wiesz… - urwał. – Nie wiesz, że bywały momenty, że zastanawiałem się czy nie lepiej byłoby być 'normalnym', wiesz. Znaleźć sobie dziewczynę i… Nie wiem – westchnął. – Ale to nie jest normalność.

- Scott – zaczęła Allison.

- Nie, posłuchaj przez chwilę. Kiedy rozmawiałem z nim całkiem nieświadom tego kim jest, nie ukrywam, że podobał mi się. Takie normalne przyciąganie pomiędzy dwoma osobami i rozmawialiśmy i on też to czuje – wyjaśnił pospiesznie. – Nie mówię, że będziemy razem, ale chcielibyśmy spróbować. Nie mówię, żebyś nie miała z tym problemów. W pełni rozumiem, że sytuacja jest dziwna… Ale…Jeśli nie spróbujemy zawsze się będziemy zastanawiać co by było gdyby. I nigdy nie cofniemy tego, że spaliśmy ze sobą – dodał.

- Nie mów takich rzeczy o moim ojcu, proszę cię – sarknęła Allison. – Stiles wiedział, prawda? – spytała.

Scott zawahał się, bo ostatnim czego chciał to wciągać w to kolejne osoby.

- Twoje milczenie wystarczy za odpowiedź – westchnęła, ale nie wyglądała na rozdrażnioną, ale bardziej pogodzoną z faktem. – Rozmawiałam z nim trochę o wszystkim i spytał mnie czy nie chciałabym, aby mój tata był z kimś godnym zaufania, kto go nie wykorzysta. Bo nie ukrywajmy, że monogamia nie jest znakiem rozpoznawczym tego środowiska – wyjaśniła. – I jestem cholernie wściekła, że ma rację, bo ma. Tak dla jasności chciałabym, żeby mój ojciec był szczęśliwy z kimś, kto go nie zrani i będzie przy nim, i… - urwała. – Ale to jest trudne, Scott. Stiles ma rację…

- Ale umysł się buntuje – dokończył za nią. – Nie umiesz do tego przejść na porządku dziennym i wszystko w porządku. Nikt tego od ciebie nie wymaga. My sami mieliśmy więcej czasu, bo dla nas też był to szok. Nikt nie wymaga, żebyś była szczęśliwa, gdy wszystko się wali, Allison – dodał odrobinę łagodniej.

- Ale nic tak naprawdę się nie wali. Moja mama powiedziała mi, że jest szczęśliwa. Wciąż widują się z ojcem każdego dnia i jedzą razem obiad. Zawsze byli idealną parą i są nią dalej. Mój tata znalazł sobie kogoś – załkała, gdy puściły jej nerwy. – I też jest szczęśliwy. I to wspaniale, no nie? – spytała retorycznie. – I nie wiem czy mam być wściekła na siebie czy na niego. Czy w ogóle mogę być wściekła. I trochę się nienawidzę, że nie potrafię się cieszyć jego szczęściem. A potem kiedy już prawie, prawie osiągnęłam to cholerne zen, o którym pieprzy Stiles… Ty… - urwała.

Scott odbił się od ściany, przytulając ją mocniej. I chociaż początkowo zesztywniała w jego ramionach, w końcu objęła go mocno. Nie był pewien jak długo tak siedzieli, ale jego koszulka stała się lekko wilgotna w miejscach, w których twarz Allison dociskała się do jego piersi.

- Jesteś moim przyjacielem czy jego chłopakiem? – spytała dziewczyna. – Wiem, że to tez jest dziecinne, ale…

- Nikt ci mnie nie odbierze, Allie. Zawsze będę twoim przyjacielem – westchnął w jej włosy i coś nieprzyjemnego ponowie urosło w jego gardle.

- Nie o to mi chodziło. Nie chcę odbierać mu ciebie – załkała ponownie. – I tak wiele go ominęło. Ale nie chcę cię stracić.

- Wszystko będzie dobrze – powiedział, chociaż nie miał takiej pewności.

ooo

Kiedy Stiles wrócił kilka godzin później, prawie się o nich potknął. Scott nawet nie zauważył kiedy zasnęli na podłodze. Allison poruszyła się niespokojnie w jego objęciach, najwyraźniej też budząc na ciche przekleństwo ich przyjaciela.

- Mogę wyjść – zaczął Stiles, lekko spanikowany.

- Albo zrobić obiad – dodał Scott.

- Pójdę pod prysznic – powiedziała Allison niepewnie.

Sam najchętniej wziąłby kąpiel, bo koszulka kleiła się do niego nieprzyjemnie. Plamy z tuszu najlepiej też spierało się jak najszybciej. Suche cholerstwo nie chciało schodzić.

Stiles zbiegł do kuchni bez zbędnych protestów i Allison przewróciła oczami, co było pierwszym dobrym znakiem.

- Muszę chyba zadzwonić do ojca – zaczęła niepewnie. – Wiesz czy wrócił do Beacon Hills? – spytała, biorąc głębszy wdech.

- Powiedział, że zostanie tutaj w pobliżu – odparł uśmiechając się lekko. – Obiecałem, że dam mu znać, ale chyba będzie lepiej, jeśli oboje porozmawiacie.

Allison uśmiechnęła się nie do końca szczęśliwie.

- Chyba masz rację – odparła.

ooo

Stiles kręcił się nerwowo po kuchni, ale cokolwiek robił, nie wyglądało to na gotowanie. Kubki po kawie wciąż stały nietknięte w zlewie, nieprzyjemnie przypominając o tym, że przez kilka ostatnich godzin życie w ich małym mieszkaniu stanęło na głowie.

- Rozumiem, że rozmowa poszła dobrze? – spytał Stiles, nerwowo pocierając rękę. – W razie czego sam zdecyduję kto przejmie opiekę nade mną.

- Nie rozwodzimy się, Stiles – parsknął Scott. – Porozmawialiśmy, ale to nie takie proste.

Stiles skinął głową, jakby w pełni zgadzał się z tym twierdzeniem.

- Więc… - zaczął niepewnie jego przyjaciel.

- Nie wiem – odparł szczerze Scott. – Chyba będziemy się spotykać. Jeśli wyjdzie z tego coś… Wspaniale. Jeśli nie… - Wzruszył ramionami.

Stiles skinął kilka razy głową, a potem usiadł przy stole.

- Ale mówię mu po imieniu. Powiedz mu, że jesteśmy teraz totalnie po imieniu – odparł Stiles, jakby to był najważniejszy aspekt ich związku.

Scott uśmiechnął się lekko.

- Allison mówiła, że rozmawiałeś z nią. I sugerowałeś, że Chris powinien spotykać się z kimś godnym zaufania? Kimś kto go nie skrzywdzi? – spytał Scott.

Stiles zrobił głębszy wdech.

- Stary, mogłem i mogę nie popierać waszej decyzji, ale jesteś moim przyjacielem. Moim bratem – poprawił się pospiesznie Stilinski. – I zawsze będziesz. I możesz na mnie liczyć.

Scott uśmiechnął się lekko, klepiąc go w ramię.