Chris przyszedł do ich mieszkania, gdy tylko Allison uspokoiła się na tyle, aby do niego zadzwonić. Stiles prewencyjnie zamknął się w pokoju, twierdząc, że faktycznie zamierza użyć swoich słuchawek. Niezależnie od tego co miało się stać, nie mieli prawa mu przeszkadzać.

Scott nie wiedział do końca czy powinien podobnie jak przyjaciel, zejść z drogi Argentom, ale czuł, że zostawianie Chrisa samemu na placu boju nie było fair. Siedzieli w tym obaj i obaj zawalili sprawę, chociaż naprawdę się starali.

- Może zrobię herbatę? – zaproponował Scott, gdy cisza w pomieszczeniu przedłużała się.

Chris spojrzał na niego, unosząc lekko brwi, jakby chciał zapytać co właściwie robisz?

- Allison – zaczął mężczyzna.

- Tato, wiem. Rozmawiałam ze Scottem – weszła mu w słowo dziewczyna. – Nie jestem szczęśliwa z tego powodu, ale naprawdę to nie jest tak, że jakoś… - urwała. – Scott jest moim przyjacielem – powiedziała w końcu.

- Nie chcę ci go odebrać – odparł Chris po prostu.

- Nie, nie zrozumiałeś. Wiem, że Scott jest dobrym człowiekiem i jeśli miałbyś wybrać hipotetycznie kogoś do spotykania się… - zaczęła. – On jest po prostu dobrym wyborem. Ale to nadal mój przyjaciel i nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że… - zabrakło jej słów.

Milczeli przez dłuższą chwilę i Scott wiedział, że zaczyna stukać palcem w blat stołu. Chris niemal natychmiast złapał go za nadgarstek, aby unieruchomić jego dłoń.

- Dzięki Bogu – westchnęła Allison. – Ten dźwięk zaczynał mnie wyprowadzać z równowagi.

Chris uśmiechnął się krzywo, a potem spoważniał.

- Jutro muszę wracać do Beacon. Porozmawiamy przez telefon. Nie chciałem…

- Nie, źle mnie zrozumiałeś – weszła mu w słowo Allison. – Jeśli chcecie się spotykać… - urwała. – Nie powiem tego na głos – stwierdziła. – Jeszcze nie – poprawiła się. – Po prostu jeśli coś ma z tego wyjść, sądzę, że nie powinieneś mnie pytać o zdanie… - zakończyła w końcu i spojrzała na Scotta, który wpatrywał się w nią w czystym szoku.

To było więcej niż się spodziewał. I niemal natychmiast w jego ustach pojawiła się gorycz, gdy zdał sobie sprawę ile to musiało kosztować Allison. Wiedział, że kwestie rozwodów nigdy nie były łatwe, a Chris do tego naprawdę dużo zwalił na jej barki. On sam nie pomógł. Allison jednak najwyraźniej zamierzała się z tym zmierzyć za jednym zamachem.

Osobiście sądził, że dziewczyna oprotestowałaby każdego chłopaka swojego ojca. Szok pozostawał szokiem.

Chris wpatrywał się w niego z emocją, której Scott nie potrafił dokładnie nazwać.

ooo

Denerwował się. Nie wychodził przeważnie na randki, a tak należało nazwać kolejne spotkanie, na które umówili się z Chrisem w kolejny weekend. To nie było tak, że nie rozmawiali wcześniej, ale teraz wszystko wydawało się inne. Stiles i Allison o nich wiedzieli. Podejrzewał, że Victoria podobnie.
Chris wyglądał naprawdę uroczo w kolejnej koszuli i Scott zauważył, że była o wiele bardziej opięta niż te poprzednie, w których widział mężczyznę.

- Świetnie wyglądasz – powiedział, starając się nie okazywać za wiele entuzjazmu.

W zasadzie już ze sobą spali i mężczyzna widział go rozpadającego się na kawałki. Mieli za sobą już ten poziom intymności.

Wzrok Chrisa prześlizgnął się po jego klatce piersiowej i Scott nagle był całkiem świadom tego, że mężczyzna musi być równie zdenerwowany co on. Restauracja, w której się umówili, należała do jednej z tych małych, leżących na uboczu kampusu. Na tyle blisko, aby Scott mógł tam dojść piechotą. Nie wiedział czy wylądują ponownie w jego mieszkaniu, ale jakoś w to wątpił. Teraz, gdy Allison była całkiem świadoma ich relacji, nie było szans, aby Chris został na śniadaniu, które nie byłoby nieprzyjemnie niezręczne.

Nie wspominając o hałasie, który ostatnio zrobili.

- Chyba powinienem zadać ci pytanie dlaczego w zasadzie wybrałeś weterynarię – zaczął Chris.

Scott zamarł z menu w dłoniach.

- Jak to dlaczego? – spytał zaskoczony.

- Melissa jest pielęgniarką – zauważył Chris.

- Och. Pracowałem dla Deatona przez całą szkołę średnią. Zacząłem mu szybko asystować. Potem wydało mi się naturalne, że weterynaria to dobry kierunek dla mnie. Lubię zwierzęta. One lubią mnie – stwierdził Scott, wzruszając ramionami. – Zawsze chciałeś mieć firmę, która sprzedaje broń? – spytał w zamian.

Chris spiął się lekko.

- Rodzinny interes. Mój ojciec prowadził sklep. Broń zawsze uczestniczyła w naszym życiu – odparł mężczyzna. – Mamy naturalny talent do strzelania.

- W to nie wątpię – prychnął Scott. – Allison wygrywa wszystkie zawodu uczelniane – dodał.

Chris rozluźnił się odrobinę.

- Wiem – odparł z dumą mężczyzna. – Sam nauczyłem ją strzelać.

ooo

Kolacja nie była najgorsza. W zasadzie taka zwykła rozmowa naprawdę im się przydała. Nie wiedział zbyt wielu rzeczy o Chrisie, chociaż najwyraźniej mijali się od lat. Mieli podobnych znajomych, chociaż dzieliły ich prawie dwie dekady.

Chris zerkał na niego znad swojego talerza z czymś, co zapewne kiedyś uciekało i wołało o litość. Scott sam preferował bardziej swojskiego burgera. Krowy były miłe. I zdrowo się odżywiały. I na pewno nie połknęły innego człowieka.

- Wracasz jutro z powrotem do domu? – spytał Scott ciekawie.

Wiedział, że Chris nie lubił pozostawiać Victorii samej z całą firmą. Ich dostawcy wciąż nie do końca wierzyli w prawdziwość pogłosek o rozwodzie. A raczej tej pokojowej części. Argentowie nie wdawali się w szczegóły, co Scotta wcale nie dziwiło. Chronienie Allison też stało się ich priorytetem.

Chris zawahał się wyraźnie, jakby nie wiedział jak odpowiedzieć na to pytanie.

- Wynająłem pokój w tym samym hotelu co ostatnio – wyjaśnił mężczyzna. – Zostanę do południa. Chciałem spędzić trochę czasu z Allison – dodał.

Scott skinął głową.

- Wiesz, że nie musimy się widywać co tydzień? – spytał. – W zupełności wystarczy mi rozmowa przez smsy. Wiem, że prowadzenie własnej firmy musi zajmować ci sporo czasu, a do tego rozwód… - urwał.

Chris uśmiechnął się krzywo.

- Czy to jest twój subtelny sposób na zapytanie kiedy oficjalnie rozstanę się z Victorią? – upewnił się mężczyzna. – Ponieważ wcale nie jesteś subtelny – odparł i Scott poczuł, że na jego policzkach wykwita rumieniec. – Nie zajmie to więcej niż miesiąc. Mamy jednego prawnika, który dzieli jakoś sensownie nasz majątek – wyjaśnił Chris.

Scott wiedział jak to wygląda od środka, więc po prostu przygryzł policzek. Allison miała naprawdę szczęście, że jej rodzice rozstawali się z taką klasą. Nie próbowali podzielić się nią i nie uznawali jej za strefę wpływów.

- Kiedy kończysz semestr? – spytał Chris, wyrywając go z zamyślenia.

- Za sześć tygodni – odparł Scott. – W te wakacje jak zawsze będę miał praktykę u Deatona – dodał.

Pracował nawet w lato i rozglądał się już za czymś stałym w Beacon Hills, ale tak małe miasto nie dawało zbyt wielu możliwości godziwego zarobku dla studentów. Wciąż zostawał mu rok zanim mógłby otworzyć własną praktykę. A i to byłoby nierozsądne. Nie miał doświadczenia, które pozwalałoby mu na przeprowadzanie trudniejszych zabiegów na własną rękę.

Zastanawiał się jak będzie wyglądać spotykanie z Chrisem, gdy obaj będą mieszkać w jednym mieście. Zdawał sobie sprawę, że prędzej bardziej niż później, będzie musiał porozmawiać z matką. Nie będzie zadowolona, ale to w końcu było jego życie. Lepiej było zdecydować się na szczerość niż później znosić jej pełne rezygnacji spojrzenia. Ona jak nikt inny potrafiła wpędzić go w poczucie winy.

- Chcesz wpaść do mnie do hotelu? – spytał Chris, gdy wyprzedził go w wyścigu po rachunek.

Scott nie wahał się ani przez chwilę.

- Jasne – odparł krótko.

ooo

Tym razem nie wpadli do pokoju, całując się, aż do utraty tchu. Scott wślizgnął się do środka, gdy Chris przepuścił go w drzwiach. Pokój był niewielki i jego głównym punktem było całkiem sporej wielkości łóżko. Walizka Chrisa stała nierozpakowana w rogu pokoju. Laptop leżał podłączony pod zasilanie na niewielkim stoliku.

Chris ściągnął swoją kurtkę i przewiesił ją przez oparcie krzesła. Scott rozejrzał się niepewnie za jakimś niesugestywnym miejscem, które mógłby zająć, ale łózko wciąż przyciągało jego wzrok.

- Jest dziwnie – stwierdził nagle Chris głosem wypranym z emocji. – Być na randce z kimś, z kim uprawiało się już seks.

Scott zaśmiał się krótko, czując się mniej jak idiota.

- Tak, w zasadzie tak – odparł i zdecydował, że jednak pościel przyzywa go.

Nie miał przy sobie prezerwatyw ani nawilżacza. Nie chciał niczego zakładać i teraz zastanawiał się czy nie lepiej było jednak wyjść na dupka, ale przynajmniej bezpiecznego, wiecznie zabezpieczającego się dupka.

Chris oparł się o oparcie łóżka, wyciągając przed siebie nogi. Druga strona była pusta, więc Scott wsunął się wyżej. Ostatni raz tak bardzo ręce przy sobie trzymał przy Allison, gdy oboje udawali, że traktuje ją jak dżentelmen, a nie dlatego, że naprawdę nie miał ochoty jej całował po każdej z ich randek.
Spojrzał na obserwującego go Chrisa i przekrzywił lekko głowę, aby wygodniej ułożyć ja pomiędzy kolumienkami mebla.

Niczego bardziej nie pragnął niż pocałować mężczyznę.

- Chcesz obejrzeć jakiś film? Posłuchać muzyki? Zamówić coś z baru? – spytał Chris i Scott nie pierwszy raz zdał sobie sprawę, że to wszystko musi być dla Argenta nowe.

Objął twarz mężczyzny dłonią i uśmiechnął się lekko.

- Tak jest w porządku – powiedział, starając się brzmieć na pewnego siebie.

To naprawdę było śmieszne. Wciąż pamiętał jakie to uczucie mieć penisa tego mężczyzny w tyłku i powinni to powtórzyć jak najszybciej.

Pocałował Chrisa ostrożnie, czekając, aż mężczyzna narzuci satysfakcjonującego tempo. Chris wciągnął go na siebie bez wahania, jakby Scott nagle poruszył kamień, który spowodował całą lawinę. Dłonie mężczyzny bowiem wędrowały już w dół jego pleców, aż na jego pośladki i Scott pchnął lekko w dół, gdy Chris ścisnął jego tyłek. To musiała być ich rzecz. Coś charakterystycznego tylko dla nich, bo Scott nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek wcześniej coś takiego go kręciło.

Dłonie Chrisa jednak były duże i naprawdę silne.

Westchnął w usta mężczyzny, gdy jego twardniejący penis otarł się o biodro Chrisa. Czuł, że członek Argenta zaczyna wkraczać do gry, pomimo warstw materiału, które ich dzieliły.

- Musimy się rozebrać – wydyszał, sięgając do pierwszych guzików koszuli Chrisa, ale ten powstrzymał jego dłonie, ściskając je lekko swoimi rękami, a potem pocałował jego kłykcie, co wydało mu się dziwnie słodkie.

Chris zsunął go z siebie, a potem zszedł z łóżka i zgasił światło.

- Tak będzie dobrze? – spytał mężczyzna, wracając na posłanie.

- Jeśli tylko czujesz się komfortowo – rzucił Scott.

Wolałby móc patrzeć na ciało Chrisa, ale mogli do tego jeszcze dojść. Heteroseksualiści musieli prowadzić jakieś wyjątkowo nudne życie seksualne.

Chris przygryzł jego szczękę, gdy zabierał się za guziki koszuli Scotta. Szybko poczuł chłodne powietrze na swojej skórze, a potem delikatne pocałunki, które nijak się miały do żaru, który czuł od drugiego ciała.
Jego rozporek został rozsunięty i Scott zamarł, gdy zdał sobie sprawę, że Chris ściąga mu spodnie i majtki, a potem całuje go po brzuchu. Sam miał cholerną ochotę na obciągnięcie mężczyźnie, ale bezpieczeństwo przed potrzebą – a przynajmniej coś takiego raz pieprzył Stiles.

- Czekaj – poprosił drżącym głosem.

- Robię coś nie tak? – spytał Chris niepewnie, odrywając się od jego skóry.

Scott niczego bardziej nie pragnął jak powrotu tych cholernie wąskich ust.

- Nie powinniśmy niczego robić bez zabezpieczenia – poinformował Chrisa, który wyraźnie się spiął.

- Sypiasz z kimś? – spytał mężczyzna wprost.

- Co? – zdziwił się Scott. – Nie – zaprzeczył szybko. – Znaczy z tobą – zauważył, bo to było logiczne.
Chris rozluźnił się wyraźnie i Scott naprawdę przeklinał brak światła. Tę rozmowę powinni wykonać twarzą w twarz. Pomacał więc szafkę w poszukiwaniu włącznika bocznego światła i po chwili mógł spoglądać na Chrisa, który znajdował się na centymetry od jego wzwiedzionego członka.
Powstrzymał jęk i sięgnął w dół do mężczyzny, aby przyciągnąć go bliżej.

- Sypiam z tobą – powtórzył Scott.

- Jestem czysty. A ty jesteś… - zaczął Chris i urwał.

Scott nie potrzebował tego słyszeć na głos. Był jedynym mężczyzną, z którym Chris spał. To w zasadzie nawet było logiczne. Zrobił badania jakiś czas temu, ponieważ jego matka na to nalegała. Nie była na tyle naiwna, żeby sądzić, że z nikim nie sypiał.

- Uch – wyrwało mu się z ust. – Po prostu… - próbował wytłumaczyć.

Chris uśmiechnął się krzywo.

- Dobrze wiedzieć, że uważałeś wcześniej – sarknął mężczyzna.

Scott skrzywił się lekko.

- Po prostu, gdybym wiedział to ostatnim razem moje usta znalazłyby się na twoim fiucie zanim dojechalibyśmy do mojego mieszkania – poinformował go Scott, czując satysfakcję, gdy źrenice mężczyzny rozszerzyły się od pożądania. – Tak dla twojej informacji – dodał.

Chris wcisnął go mocniej w materac i Scott jęknął, gdy szorstkie dżinsy otarły się o jego penisa. Był o wiele zbyt twardy jak na takie praktyki i Chris chyba to rozumiał, bo odsunął się pospiesznie.

- Czego chcesz? – spytał mężczyzna, ponownie zabierając się za jego obojczyk.

- Cokolwiek – westchnął Scott. – Ściągnij ubranie – poprosił.

Chris wciąż miał na sobie koszulę, co stanowiło przestępstwo przeciwko wszystkiemu w co Scott wierzył. A nadzy mężczyźni stanowili jeden z fundamentów tego świata. Próbował sam szarpać się z guzikami, ale nie udało mu się niczego odpiąć i Chris wydał z siebie dziwne prychnięcie, gdy ponownie powstrzymywał jego dłonie.

- Ja to zrobię – powiedział mężczyzna.

- A co zrobisz jeszcze? – spytał Scott ciekawie.

Chris uśmiechnął się, wpatrując się w niego z nieczytelnym wyrazem twarzy.