Scott nie mógł przestać wpatrywać się w lekko mrużące się oczy Chria. W chwilach takich jak ta mężczyzna faktycznie nie wyglądał na trzydziestolatka. Delikatne zmarszczki w kącikach jego oczu pogłębiały się, ale Scott prawie nie zwracał na nie uwagi.
Usta Chrisa były szorstkie i wąskie, może trochę zbyt agresywne na jego sutkach, ale było coś perwersyjnego w tym, że mężczyzna raz po raz przygryzał je. Scott nigdy nie rozważał siebie w kategoriach masochizmu, ale na pewno powinien zwracać baczniejszą uwagę na to czy lubi być ciągnięty za włosy czy drapany.
Na razie sam zarost Chrisa doprowadzał go do szału, szczególnie, gdy mężczyzna policzkiem pocierał jego zmaltretowane sutki. Następnego dnia miał mieć problem z chodzeniem w koszulach.
Chris uniósł się na łokciach, żeby spojrzeć na niego i cokolwiek nie zobaczył, musiało mu się spodobać, bo uśmiechnął się z satysfakcją. Może Scott po prostu dyszał odrobinę za głośno, ale nie miał za bardzo wyjścia, gdy mężczyzna ocierał się o jego krocze.
Obaj dawno minęli punkt, w którym mogli się zatrzymać, a nikłe światło lampki nocnej dawało mu akurat na tyle dobry widok, by mógł obserwować jak oczy Chrisa błyszczą. Argent zdawał się z dziwną zadziornością torturować ich obu, bo nie pozbyli się jeszcze spodni tylko i wyłącznie z powodu Chrisa. Scott próbował się z nimi szarpać już wcześniej, ale bez sensownych skutków.
- Poczekaj – powiedział Chris, jakby spodziewał się, że McCall znowu ruszy do swojego rozporka.
Jego penis naprawdę oczekiwał, że zostanie uwolniony z krępującego go materiału. A kim był Scott, żeby go tak podle więzić?
- Proszę – zaczął, ponieważ to zdawało się działać na Chrisa.
Oczy mężczyzny faktycznie znowu błysnęły niebezpiecznie, gdy Argent, zsunął swoją dłoń po jego klatce piersiowej w stronę jego rozporka. Minął jednak guzik i zacisnął rękę na jego przyrodzeniu, sprawiając, że Scott prawie zachłysnął się powietrzem. Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnio ocierał się o kogoś jak nastolatek, ale tym razem jego wspomnienia miały pozostać o wiele bardziej świeże.
Chris ułożył się na nim wygodniej, wciskając między jego nogi udo. Scott złapał go za pośladki, przyciągając do siebie bliżej i prychnął, gdy mężczyzna ugryzł go w ucho. Normalnie nie zwróciłby na to takiej uwagi, ale to była jedna tych rzeczy, które Chris robił tak po prostu bez żadnego powodu czy celu.
Scott to uwielbiał.
Nigdy nie wiedział czego do końca się spodziewać, więc wszystko docierało do niego równie mocno jak każda poprzednia pieszczota. Nie mógł powiedzieć, że jest znudzony – to na pewno.
- Chris – wyszeptał, ruszając biodrami sugestywnie i mężczyzna zsynchronizował się z nim, całując go gdzie zdołał dosięgnąć.
Scott nie zdjął z jego pośladków rąk, decydując, że skoro Chris nie miał nic przeciwko, zamierzał skorzystać z sytuacji. Naprowadzał na siebie mężczyznę, uciskając może odrobinę za mocno dwie półkule. Spodziewał się, że Chris będzie chociaż trochę wiotki czy miękki w dotyku. Jego własny tyłek pomimo ćwiczeń nie składał się z samych mięśni, ale pośladki Argenta przyjemnie leżały w jego rękach, jakby tam przynależały. A przynajmniej zamierzał im udowodnić, że jego dłonie są ich przeznaczeniem.
- Zdajesz sobie, że mówisz to na głos? – spytał mężczyzna.
Scott spojrzał na niego w czystym szoku, nagle tracąc rytm.
- To raczej przypadłość Stilesa – udało mu się wydyszeć.
Chris prychnął, jakby nie spodziewał się niczego innego.
- Nie przeszkadza mi to – wyszeptał do jego ucha Argent, szczypiąc go znowu w sutek.
ooo
Scott nie wiedział za bardzo jak to jest przemykać do swojego pokoju na palcach, ponieważ nigdy dotąd nie istniało niebezpieczeństwo, że jego matka go napotka podczas powrotu po upojnej nocy. Jednak mieszkając z Allison, zdał sobie sprawę, że za żadne skarby świata nie chciałby, aby jego przyjaciółka go teraz zobaczyła.
Jego koszula była krzywo zapięta, bo gdy zdał sobie sprawę która jest godzina, ubierał się w pospiechu. Chris wcale nie okazał się zbyt przydatny, leżąc na łóżku z rękami za głową. Obserwował go jednak bardzo uważnie.
Nie chciał nawet myśleć o tym jak wyglądają jego włosy albo szyja. Sutki były tak wrażliwe, że wzdrygał się ilekroć materiał o nie zaczepiał. A on kupował naprawdę dopasowane koszule. Teraz winił za to Allison i jej szósty zmysł dotyczący mody. Gdyby nie ona wyglądaliby ze Stilesem jak dzieciaki ze szkoły średniej. Może nawet do końca życia.
Zdjął buty w drzwiach wejściowych i starał się na palcach przemknąć do pokoju, gdy z łazienki wyszedł Stiles ze szczoteczką w ustach.
Spodnie piżamy wisiały na jego kościach biodrowych tak nisko, że prawie dostrzegł za wiele. Skapująca piana z ust jego przyjaciela wcale nie pomagało.
- Ho hm hu hosz? – spytał Stiles.
- Wracam do pokoju. Cicho – syknął.
Stiles prychnął, a kolejna porcja piany spadła na dół, tym razem na jego kapeć.
Scott zatrzasnął za sobą drzwi swojego pokoju, słysząc przytłumiony chichot kumpla.
ooo
Allison pierwszy raz nie spytała jak poszła mu randka, więc najwyraźniej ich pogadanki przy śniadaniu zostały zakończone. Czuł się dziwnie, pijąc z nią herbatę. Stiles zadowolił się kawą z nowego kubka.
- Dobra – zaczął Stilinski. – Wszyscy wiemy, że oni to robią – powiedział Stiles i Scott zaczął go w tej chwili nienawidzić. – To nie tak, że wszyscy tego nie robią.
- Ty tego nie robisz – odgryzła się Allison.
- Fakt, ale nawet jakbym w końcu to robił z kimś regularnie, nie chciałabyś szczegółów – stwierdził Stiles.
- Fakt – przyznała Allison konwersacyjnym tonem.
- Chryste, możecie przestać? – spytał z nadzieją Scott.
Stiles prychnął.
- Oni tego nie robią – zadecydował chłopak, chociaż przecież cholera, ale wiedział, że jednak to robią. – Scottie się wciąż czerwieni. Nie ma opcji, żeby to robił kiedykolwiek…
Allison zaczęła się otwarcie z niego śmiać.
- To ty zamiast nazywać rzeczy po imieniu mówisz 'to' – prychnął Scott, zirytowany.
- A ty dzielnie powtarzasz – zauważył Stiles.
- Fakt – odparła Allison. – Poza tym, poważnie Scott? Widziałeś, żeby ktokolwiek wygrał z nim? – spytała retorycznie.
Nie potrafił nie przewrócić oczami.
- Sądzę tylko, że skoro już to robicie to powinien ci zrobić śniadanie. Mnie się nie chce robić kanapek – dodał Stiles, wpatrując się w niego tak, jakby mówił totalnie poważnie i Scott naprawdę nie wiedział czy to po prostu jeden z tych zawikłanych żartów, które wyłapywał dopiero po tygodniu.
ooo
Scott siedział na kolejnych zajęciach tego dnia, czując, że wziął na pewno za krótki prysznic. Cały czas czuł na sobie dłonie i usta Chrisa, co wcale nie pomagało mu się skupić na wykładzie. Argent wrócił do Beacon Hill jeszcze tego samego dnia rano, ale miał przyjechać już w kolejny piątek, chociaż Scott twierdził, że zostało niewiele ponad miesiąc, by znowu znalazł się w mieście.
Chris jednak skutecznie dzielił czas pomiędzy niego i Allison i chociaż nie planowali swojego czasu we trójkę, czy we czwórkę, jeśli liczyć Stilesa, jednak nie mógł nie zastanawiać się czy pewnego dnia nie wyjdą razem na pizzę albo coś w tym stylu. Jakoś jednak nie potrafił wpasować tam swojej matki, a ta rozmowa wciąż czekała na niego. Zapewne do kłótni miało dojść już pierwszego dnia jego powrotu. Nie chciał załatwiać tego przez telefon. Jego matka lubiła na niego patrzeć z wyrzutem i odebranie jej tego, mogło się skończyć tylko gorzej. Jeśli zajmowała się Chrisem po wypadku, istniała szansa, że przy następnym pozbędzie się jego kochanka, a tego nie chcieli.
Stiles mógł twierdzić, że jego matka była cudowną kobietą, ale Scott znał ją z tej upiornej, opiekuńczej strony, która nakazywała jej szperanie po kartach medycznych jego byłych randek.
Rozejrzał się wokół i dostrzegł, że jako jedyny nie notuje.
- Stary, wszystko w porządku? – spytał siedzący koło niego Andy.
Byli razem niemal w każdej grupie ze względu na nazwiska. McBrady i McCall. Żaden z nich nie pochodził ze szkockiej rodziny i ciągle się tłumaczyli. Wcale nie pomagało, że Scott miał odrobinę ciemniejszą skórę. Lekko latynoamerykańskie pochodzenie nigdy nie było problemem w Beacon Hills, ale z drugiej strony tam też nie mieli slumsów.
- Masz notatki z dzisiaj? – spytał z nadzieją.
- Jasne, stary – odparł, przesuwając w jego stronę swój notatnik. – Ostatnie egzaminy, koleś. Skup się – poradził mu.
ooo
Stiles obserwował go przez dłuższą chwilę, jakby nie wiedział co tak dokładnie widzi. Scott zaczął się nawet obawiać, że coś przykleiło mu się do twarzy, ale ile razy by się nie wytarł, Stiles dalej się w niego wgapiał.
- Jesteś pewna, że to nie autyzm? – spytał, gdy Allison weszła do kuchni.
- Ustaliliśmy już, że to jego studia sprawiają, że dziwaczeje – odparła dziewczyna, nawet nie zwracając na nich uwagi.
- Chciałem tylko zjeść spokojnie kolację – zaczął, ale Allison już wychodziła.
- Każdy chciałby spokoju, ale wiesz jak jest ze Stilesem. Pozwól mu się pogapić. Może wpadnie na jakąś genialną teorię i będziemy wszyscy bogaci – doradziła mu.
Scott rzucił okiem w stronę wciąż zagapionego Stilesa.
- Jego umysł jest dziwny – stwierdził.
- Jeśli znowu zaproponujesz, żeby mu otworzyć czaszkę, odmówię – uprzedziła go Allison.
- To było raz! I do tego byliśmy pijani! – krzyknął za nią.
ooo
Scott siedział z komórką w dłoni i wgapiał się w pusty ekran. Od prawie dwudziestu minut zastanawiał się jak powinna brzmieć treść smsa, ale nic sensownego nie przychodziło mu do głowy.
za każdym razem, gdy koszula zahacza o mój sutek, nie mogę przestać myśleć o tobie
Wysłał, robiąc głębszy wdech i prawie wypuścił komórkę z dłoni, gdy na wyświetlaczu pojawił się numer Chrisa. Nie spodziewał się telefonu tak wcześnie. Widzieli się trzy dni wcześniej i obaj mieli sporo spraw do załatwienia. Chris wspominał o umowach, które na niego czekały i spotkaniach z klientami.
Sam miał na głowie ostatnie egzaminy i zaliczenia.
- Proszę – powiedział starając się brzmieć na opanowanego.
- Wylałem sobie na spodnie kawę – poinformował go Chris tonem, którego Scott nie potrafił rozszyfrować.
- Mam nadzieję, że nie była gorąca – odparł zanim zdążył to przemyśleć.
Chris prychnął do słuchawki, jakby go to przednio ubawiło.
- Nie była gorąca – oznajmił mu mężczyzna. – Jak zaliczenia? – spytał niemal od razu.
- Jakoś to idzie – przyznał Scott ostrożnie.
- Ile ci jeszcze zostało? – zainteresował się Chris.
- Najwyżej dwa egzaminy. Może uda mi się przyjechać wcześniej do Beacon Hills – poinformował go szybko. – Normalnie czekamy na to, które będzie miało egzaminy jako ostatnie i przyjeżdżamy we trójkę…
- Zaskakująco dobrze znam wasze zwyczaje z opowiadań – wszedł mu w słowo Chris.
- No tak – stwierdził Scott. – Czekaj, czy ty dalej pracujesz? – spytał zdezorientowany.
Było już dość późno dlatego wysłał tego cholernego smsa. Chris powinien być już dawno w domu, może oglądając mecz z piwem w dłoni jak to czynił tata Stilesa.
- Spotkania się przedłużyły – przyznał Chris. – Chcemy sfinalizować rozwód jak najwcześniej, ale ci śmieszni ludzie nie wierzą, że faktycznie z Victorią podzielimy normalnie majątek. Dlatego musimy przychodzić na każde spotkanie razem – westchnął, jakby go to faktycznie męczyło. – Dlatego też pozostałe spotkania musieliśmy przesunąć tak późno. Informujemy klientów, że firma nie zostaje podzielona i wciąż oboje się będziemy zajmować swoimi działkami…
- Wieść o rozwodzie rozniosła się – stwierdził Scott.
- Wieść o powodzie naszego rozwodu również – odparł Chris i brzmiał na jeszcze bardziej zmęczonego.
- Chyba nie masz…
- Problemów? Całe życie byłem gejem. Jeśli sądzą, że zmieniłem sposób prowadzenia interesu, czeka ich bardzo niemiła niespodzianka – odparł wojowniczo mężczyzna.
- Nie mogłeś sobie znaleźć jakiegoś mniej problematycznego zawodu? – zażartował Scott. – Wiesz jako opiekunka dla dzieci? Albo kwiaciarz?
- Och, moje ulubione stereotypy – westchnął Chris, ale gdzieś tam majaczyła nutka humoru. – I oczywiście nie zapominajmy, że wszystkie okoliczne kobiety nagle znają jakiś spokrewnionych z sobą gejów w moim wieku, którzy idealnie uprzyjemniliby mi wieczór albo dwa… - dodał mężczyzna.
Scott poczuł, że sztywnieje na swoim łóżku. Przyjaciółki jego matki oczywiście też próbowały go umawiać, ale nigdy im na to nie pozwolił. Nie było nic bardziej krępującego niż ludzie, którzy próbowali udowodnić mu, że też są cool i znają ludzi takich jak on. Chris jednak mógł faktycznie chcieć spotkać się z ludźmi w swoim wieku, którzy może też przeszli rozwody i mieli dzieci. Potrafili rozmawiać na tematy, które Scottowi były kompletnie obce.
- …a Victoria ma ich po dziurki w nosie – zakończył Chris i Scott zdał sobie sprawę, że umknęła mu część rozmowy.
- Uhm – powiedział niezobowiązująco. – Nie zastanawiałeś się jakby to było się umówić z kimś wiesz…
Chris zamilkł.
- W moim wieku? – spytał po chwili ciszy mężczyzna.
- Dokładnie – odparł Scott.
- Może powinienem spytać cię o to samo? Nie chciałbyś się spotykać z kimś młodszym, kto nie byłby ojcem twojej przyjaciółki? – spytał Chris. – Kimś, kto nie skomplikowałby ci życia już na wstępie? Ludzie w moim wieku mają bagaż, który nie składa się tylko z dzieci i rozwodów…
- Nie mów 'ludzie w twoim wieku', bo brzmisz jak emeryt – prychnął Scott. – I gdybym chciał spotykać się z kimś innym, to…
- Spotykałbyś się z kimś innym – zakończył Chris, jakby chciał mu dać do zrozumienia, że totalnie są na jednej stronie.
