- Co potrafisz? – spytał niski, brytyjski urzędnik w biurze zatrudnienia, patrząc na siedzącą na przeciwko niego dziewczynę. Była całkiem ładna, musiał to przyznać, ciemnoróżowe włosy mogłyby być nieco dłuższe, ale nogi i piersi miała niczego sobie. Był nieco zaskoczony, że szukała pracy. Poza tym jej rysy...chyba nie była całkiem stąd.

- Kiedyś, przed wybuchem tych walk, pracowałam w sklepie, potrafię mówić po angielsku, wydaje mi się, że całkiem nieźle – odpowiedziała bezbłędnym angielskim – Nie mam też problemów z pracą fizyczną.

- Umiesz tańczyć?

- ...tak – odpowiedziała po chwili wahania. W Ashford nauczyła się jako tako ruszać na parkiecie.

- Wiesz, jak się zachować w towarzystwie?

- To znaczy?

- W jednym z klubów dla elity potrzebują kelnerek i służących. To dobry klub, więc zarobisz nienajgorzej. Ale trzeba nienagannie mówić po angielsku, wyglądać, umieć się zachowywać i mieć prezencję.

- Myślę, że jednak... – Kallen potrzebowała pracy, ale nie w charakterze dziwki, a opis urzędnika niepokojąco kojarzył jej się z rolą kobiety lekkich obyczajów.

- Słuchaj, wiem co sobie myślisz. To nie jest burdel, to przyzwoity lokal dla Brytyjczyków. Ty chyba też nie jesteś całkiem Jedenastostrefowcem, nie?

- Mój ojciec był Anglikiem – nie było sensu udawać, jej cera i akcent i tak musiały ją zdradzić.

- Tym lepiej. Do łóżka z gośćmi będziesz chodzić jeżeli sama tego zechcesz. Oczywiście, oznaczać to będzie lepsze zarobki.

- A może coś innego?

- A co byś chciała? Zarobisz nawet sto funtów na tydzień nic nie ryzykując. Jak uznasz, ze to nie dla ciebie, to wrócisz tu. Na służącą w domu jesteś za młoda, na pracę w administracji nie masz wykształcenia. Z twoim angielskim możesz być jeszcze call girl, ale tego chyba nie chcesz, co?

- Nie.

- No właśnie. Podpisz tu – podsunął jej dokument, pod którym z pewnym wahaniem złożyła podpis, oczywiście fałszywym nazwiskiem – a teraz doprowadź się do porządku i jutro udaj się tam – to mówiąc zapisał jej na kartce adres – Powiedz, że jesteś ode mnie – na odchodnym wręczył jej wizytówkę.

Z urzędu wyszła zrezygnowana. Co prawda setka na tydzień to więcej niż marzyła, ale wciąż nie była przekonana co do charakteru pracy, która miała podjąć. Jednak, skoro miała być tylko kelnerką, to chyba nie tak źle. Spojrzała na swoje odbicie w szybie jednego ze sklepów. No tak, trzeba by coś ze sobą zrobić. W kieszeni nie miała zbyt dużo pieniędzy, ale na fryzjera powinno wystarczyć. Kto wie, może nawet na kosmetyczkę? Uśmiechnęła się. Nie zaszkodzi od czasu do czasu wyglądać nieco ładniej. I bez tego miała pełną świadomość tego, gdzie błądził wzrok urzędnika, z którym przed chwilą rozmawiała. Cóż, wizyta u fryzjera powinna przynajmniej poprawić humor.


Bramkarz zmierzył wzrokiem wchodzącą do lokalu dziewczynę. Kallen miała na sobie krótką, białą kieckę, czarne kabaretki i czarny żakiet, ozdobiony metalowymi zapinkami. Choć ostatnio ścięła włosy, wizyta u fryzjera pozwoliła przywrócić jej fryzurze jako taki ład.

- Gdzie znajdę biuro szefa zatrudnienia? – spytała.

- Drugie piętro w dół, dalej się pytaj – mruknął ochroniarz, który otworzył jej drzwi, a następnie powiódł za nią wzrokiem. Niewątpliwie, było na czym zawiesić oko, a i Kallen postarała się, aby nie specjalnie kryć się ze swoimi wdziękami. W końcu nie przyszła tu pracować intelektualnie.

Było jeszcze dość wcześnie, więc w klubie nie panował zbyt duży ruch. Nie była pewna, czy słowo „klub" było tu stosowne. Był to raczej duży lokal rozlokowany na piętrach wysokiego, oszklonego wieżowca. Przeznaczony był wyłącznie dla Brytyjczyków, jedenastostrefowcy mogli się tu pojawiać jedynie jako obsługa. Tak jak ona. Pytając się jeszcze raz o drogę, dotarła do celu.

Nie liczyła, że wejdzie od razu i faktycznie, sekretarka kazała jej odczekać prawie pół godziny. Cały czas jeszcze zastanawiała się, czy jednak nie powinna wyjść i przemyśleć wszystko raz jeszcze. Mimo wszystko, było już za późno, bo jej rozmyślania zostały przerwane przez sekretarkę, która z za uchylonych drzwi poinformowała ją, że może wejść. Gabinet nie należał do szczególnie wielkich, duże biurko z komputerem zajmowało jego sporą część. Od razu widać było, że jego właściciel nie lubi szastać pieniędzmi na to, co nie potrzebne. Ważniejszych ludzi zapewne i tak przyjmuje gdzie indziej. Odsiedziała na obrotowym krześle kilka minut, nerwowo stukając palcami w oparcie. W końcu drzwi otworzyły się po raz kolejny i do środka wszedł wysoki, całkiem przystojny mężczyzna o ciemnych, krótkich włosach, ubrany w garnitur. Spodziewała się grubego, obleśnego starucha ze złotymi pierścieniami na palcach, obmacującego ją wzrokiem. Wstała i przedstawiła się.

- Catlin Sakurai – powiedziała, kłaniając się.

- Proszę, pani usiądzie – odrzekł, siadając za biurkiem – Pani w sprawie pracy, jak mówiła mi sekretarka, tak?

- Tak – odpowiedziała i jednocześnie skinęła głową Kallen, wyciągając z torebki otrzymaną w biurze wizytówkę i kładąc ją na biurku.

- No dobrze – przeszedł na angielski – Jak pani sobie radzi z angielskim.

- Wydaje mi się, że na tyle dobrze, abym nie miała problemów z tym, co będzie należało do moich obowiązków – odpowiedziała spokojnie, tym samym czystym, pozbawionym akcentu z wysp brytyjskim, jakby urodziła się w Stratford upon Avon. Mężczyzna spojrzał na nią z zaskoczeniem. Rzadko zdarzali się Jedenastostrefowcy mówiący dobrze po angielsku, ale żeby aż tak...

- Pani jest na pewno stąd? – spytał zaciekawiony.

- Mój ojciec był Brytyjczykiem, matka japo...jedenstostrefowcem – poprawiła się błyskawicznie, na co on nawet nie zwrócił uwagi – rodzice zginęli w czasie rozruchów, podobnie jak moja siostra.

- Przepraszam, nie mogłem wiedzieć, zaciekawił mnie po prostu pani angielski. No dobrze, jakieś doświadczenie zawodowe?

- Niestety, nie.

- Szkoda – to mówiąc podniósł słuchawkę – Mari? – powiedział do niej – Czy mogłabyś tu przyjść? Tak? Dobrze, mam kandydatkę – po czym odłożył słuchawkę.

- Nasza szefowa personelu panią sprawdzi. Potrzebne będą jeszcze badania lekarskie, jeśli pani chce, mamy tu swoich ludzi od tego. Kiedy Mari wyda opinię, pomówimy o pani obowiązkach.

Kallen trochę obawiała się testów, jednak polegały one w dużej mierze na sprawdzeniu jej umiejętności poruszania się, noszenia tacy z drinkami, chodzenia na wysokich obcasach w niezbyt komfortowym stroju przypominającym króliczka, radzenia sobie w tłumie, konwersacji i całej reszty tego rodzaju rzeczy. Mari, starsza już kobieta, była z niej całkiem zadowolona i wydała jej pozytywną opinię. Z tą wróciła do gabinetu, gdzie otrzymała skierowanie na badania. Dopiero po ich zakończeniu mogła wrócić do rozmowy.

- Jako, że nie ma pani doświadczenia, zatrudnimy panią na miesiąc próby, a potem, w zależności od wyników, rozważymy dalszą współpracę – usłyszała – Na razie pięć funtów za dzień, plus napiwki. Potrzebny będzie pani pokój na górze?

- Pokój? – Kallen nie była do końca pewna, nocować w końcu ma gdzie...nagle jednak przyszło olśnienie – Nie – pokręciła głową przecząco.

- Rozumiem. Oto i umowa – uśmiechnął się i podał jej dokument. Przeczytała i na samym dole złożyła podpis. Podczas jej składania doszła do wniosku, że duma to wyjątkowo paskudnie smakująca rzecz o gęstej konsystencji. Musiało tak być, bo jej przełykanie było bardzo ciężką czynnością.


Pierwszy miesiąc minął szybko. Jej praca polegała głównie na roznoszeniu drinków. To nawet nie było problemem. Od czasu do czasu ktoś ją próbował dotykać tam, gdzie nie powinien. Za pierwszym razem z wielkim trudem powstrzymała się przed kopnięciem palanta między nogi, potem powoli do tego przywykła, tym bardziej, że jednak większość klientów zachowywała się spokojnie. Bywało, że otrzymywała propozycje udania się „na piętro", ale zawsze odmawiała. Choć praca ta nie należała do przyjemnych, przyrzekła sobie, że niżej pewnego poziomu się nie stoczy. Już samo paradowanie w kostiumie, który niemal wypychał jej piersi i pośladki na wierzch było dość upokarzające. Mimo to płacili jednak dobrze, a po miesiącu podpisała umowę na pół roku.

Klub zajmował kilka najwyższych pięter stojącego w centrum jednej z brytyjskich dzielnic Tokio wieżowca. Na każdym z pięter znajdowało się co innego. Restauracja, salon gier, basen, sala taneczna i pokoje sypialne. Wszystko oczywiście z luksusami trudnymi do wyobrażenia dla Japończyków przyzwyczajonych do życia w ich osiedlach. Do tego dwa piętra pod ziemią jako zaplecze. Kallen pracowała przede wszystkim w salonie gier. Zbierała się tam creme de creme lokalnych władz, ludzie, którzy po całym dniu pracy szukali relaksu. Nauczyła się nie patrzeć na nich z niechęcią, co początkowo przychodziło jej z trudem. Bywało, że siadała koło klienta i rozmawiała z nim, wysłuchując jego narzekań na pracę i rodzinę. Mdliło ją, ale powstrzymywała się, gdyż zazwyczaj tacy dawali hojne napiwki. Oczywiście, za każdym razem, gdy padała propozycja wspólnego udania się w ustronne miejsce, odmawiała. Wśród reszty obsługi dorobiła się miana „nietykalnej", zaś reszta plotkowała na jej temat. W końcu nie miała wyjścia i ucięła plotki stwierdzeniem, że planuje wziąć ślub i chce zachować cnotę na tę okazję. Mimo wszystko, stać ją było na lepsze ciuchy i kosmetyki. Większość zarobionej forsy przeznaczała dla ludzi, którzy ją przygarnęli, kupowała lekarstwa i jedzenie, dzieciom ciuchy a czasem nawet słodycze i zabawki.

Był kolejny piątkowy wieczór, klub pełen ludzi. Kallen uwijała się, biegając z drinkami od stolika do stolika. Sama siebie zaskakiwała jeśli chodzi o umiejętności poruszania się na obcasach. Właśnie zbliżała się do baru po kolejne kieliszki, kiedy spostrzegła, że jakaś kobieta wskazuje na nią palcem i pyta o coś barmana. Ten pokręcił głową przecząco i powiedział coś, czego przez panujący wokół gwar usłyszeć naturalnie nie mogła. Cóż, bywało, że jacyś faceci dopytywali się już o nią, ale żeby kobieta? Brytyjki zawsze były dość konserwatywne w upodobaniach, przynajmniej tak słyszała. Jednak, tak czy inaczej, Kallen miała zasady i zamierzała się ich trzymać. Gdy podeszła do baru, udała, że nawet nie widziała całej sceny.

- Hej – niski, kobiecy głos dobiegł z za jej pleców, kiedy przechodziła obok – Ładna jesteś. Nie przeszła byś się na górę ze mną?

- Nie – odpowiedziała krótko Kallen i ruszyła dalej, ale w tym momencie dłoń zacisnęła się na jej ramieniu. Odwróciła się. Stojąca za nią kobieta miała sięgające pasa, jasne włosy, ciemną, nieco hinduską karnację, zaś ubrana była w czarny kostium z kilkoma mocnymi, metalowymi klamrami tu i ówdzie. Jej uchwyt był mocny, zaś głos – zdecydowany.

- Tak, słyszałam, nie sypiasz z klientami. Ale ja jestem klientką.

- To żadna różnica.

- 500 funtów za noc.

- Nie jestem zainteresowana.

- Tysiąc?

Tysiąc funtów? Tej dziwaczce musiało naprawdę na niej zależeć. Kallen wiedziała, że przy dobrym układzie dziewczyny dostawały za noc czterysta – pięćset funtów, z których i tak część szła na koszty utrzymania pokoju i opłatę dla barmana. Ale tysiąc? Zdziwienie nie oznaczało jednak wahania.

- Powiedziałam już „nie", prawda? – odrzekła i szarpnęła mocniej, oswabadzając wreszcie ramię z uchwytu kobiety. Bez słowa odwróciła się i ruszyła swoją drogą. Tamta jednak nie zamierzała ustąpić. Kallen rozważała wezwanie ochrony, miała do tego, jako etatowy pracownik, pełne prawo. Klub raczej dbał o reputację i osoby, które nie potrafiły się zachować, były dyskretnie proszone o opuszczenie lokalu. Dotyczyło to jednak głównie facetów, którzy wypili jednego drinka za dużo. Kobieta dogoniła ją i podeszła bliżej.

- Nie chcesz takiej kasy? Twój wybór. Ale i tak dzisiejszą noc spędzimy razem – powiedziała, uśmiechając się.

- Zaraz wezwę ochronę.

- Proszę, zrób to. A może zainteresuje ich, że zatrudniają Kallen Stadtfield, jedną z najlepszych pilotek Zakonu Czarnych Rycerzy? – te ostatnie słowa zostały wypowiedziane szeptem.

Taca omal nie wypadła jej ręki. Kallen zatrzymała się i spojrzała na kobietę wielkimi ze strachu i zdziwienia oczami. Czyżby jednak ktoś ją rozpoznał? Logika nakazywała zabić tę kobietę, ale w wypełnionym ludźmi kasynie było to niemożliwe. Wszystko wskazywało na to, że póki co, jest bezpieczna. Przeklinała w myślach własną impulsywność. Mogła od razu odmówić i bluffować o pomyłce. Teraz było już za późno.

- No więc jak z nami będzie? – spytała raz jeszcze kobieta, oblizując przy tym znacząco wargi.

- Dobrze – zagryzła z wściekłością wargi Kallen – Ale tysiąc funtów...

- Pięćset. Na tysiąc trzeba było zgodzić się wcześniej.

- Nie mam wynajętego pokoju.

- Zapłacę – to mówiąc kobieta objęła ją w talii ramieniem i podprowadziła do baru. Barman ze zdziwieniem przypatrywał się temu, po czym mrugnął porozumiewawczo do Kallen. Widać wydawało mu się, że odkrył, czemu nie chciała sypiać z klientami. Kilka innych dziewczyn również wskazywało ją palcami i coś szeptało. Kiedy zaś dłoń kobiety zsunęła się zdecydowanie poniżej pleców, Kallen z trudem hamowała się, aby nie zrobić czegoś, czego mogła by żałować.

CDN...