Zgodnie z obietnicą, nieznajoma wynajęła pokój
Zgodnie z obietnicą, nieznajoma wynajęła pokój. By to jeden z wielu znajdujących się na jednym z pięter klubu. Składał się on z łazienki i pokoju właściwego, w którym stało spore łóżko, szafka a nawet ekran telewizyjny. Kobieta weszła jako druga, po czym zamknęła drzwi na klucz. Kallen z rezygnacją usiadła na łóżku, czekając na nieuniknione. Kiedyś skrycie marzyła o tym, że swój „pierwszy raz" przeżyje z Zero. Po odkryciu jego prawdziwej tożsamości marzenia te szlag trafił. Mimo tego nigdy nie przypuszczała, że będzie musiała robić to z kobietą. Pamiętała Ninę z Ashford i jej chorą obsesję na punkcie Euphemii, ale sama nigdy nie czuła w sobie podobnych skłonności. Kobieta zrzuciła płaszcz i odwiesiła go do szafy. Pod spodem miała obcisłe spodnie i czarną bluzkę z dwoma białymi spiralami na rękawach. Następnie wyjęła z kieszeni jakieś urządzenie i wycelowała je kolejno w każdą ze ścian pokoju, podłogę i sufit.
- Co robisz? – spytała Kallen, która usiadła na łóżku.
-Sprawdzam, czy nie ma tu kamer ani mikrofonów. Niektóre lokale tego rodzaju mają irytujący zwyczaj nagrywania swoich klientów in flagranti – po tych słowach kobieta schowała urządzenie do kieszeni – W porządku, czysto. Możemy zaczynać.
- Mam... – spytała, rumieniąc się – mam się rozebrać?
- Jakaś ty szybka... – uśmiechnęła się kobieta, siadając koło drżącej Kallen - Spokojnie, zrelaksuj się, to ci pomoże. Może na początek zrobię ci mały masaż? To cię odpręży.
- Masaż? – była to chyba ostatnia rzecz, jakiej Kalen się spodziewała.
- Oczywiście, mamy przecież całą noc. No już, połóż się na brzuszku, zobaczysz, będzie fajnie – to mówiąc pomogła Kallen ułożyć się na miękkiej pościeli. Jej buty wylądowały na podłodze, ale ciasny kostium wyraźnie ją uwierał. Kobieta zauważyła to i szybko rozpięła go, uwalniając Kallen z tej pułapki. Dziewczyna westchnęła z ulgą, a wkrótce poczuła, jak delikatne, kobiece dłonie masują jej plecy. Nie mogła zaprzeczyć, to było bardzo przyjemne, pewnie nawet potrafiłaby czerpać z tego radość, gdyby nie świadomość w jaki sposób się tu znalazła.
- Powiedz mi Kallen – padło pytanie – Jak to się stało, że tu trafiłaś?
- Potrzebowałam pracy a tu dobrze płacą, to wszystko – nie miała ochoty na zwierzenia w takich warunkach.
- Zakon ci nie płaci?
- Jaki zakon? Nie jestem już od dawna w żadnym zakonie. Zostawiłam to w diabły, żyję normalnie i uczciwie.
- Taaak...spokojnie, nie denerwuj się, odetchnij głęboko, ooo właśnie tak. Podobno Zero zginął podczas rewolty?
- Tak, też to słyszałam.
- Ale nikt nie widział jego ciała...
- Wielu ludzi nigdy nie odnaleziono.
- Rzeczywiście – dłonie kobiety, które początkowo zajmowały się jej ramionami, zeszły niżej, ku łopatkom. Kallen nie mogła powstrzymać westchnienia, to faktycznie było miłe i relaksujące. Mogłaby sobie darować tą całą gadkę o Zero. To była już przeszłość, za którą zamknęła drzwi i wyrzuciła klucz od nich. Poczuła oddech tej dziwnej kobiety na swojej szyi. Chyba się zaczynało. Mimowolnie zadrżała i zacisnęła dłonie w pięści, gdy miękkie usta dotknęły jej ucha.
- A gdybym ci powiedziała, że Zero żyje i ma się dobrze? – usłyszała nagle słowa, które momentalnie zmieniły nastrój sytuacji. Kobieta szeptała jej do ucha głosem, który bardziej pasował by do kochanka wyznającego miłość – Że jest całkiem niedaleko stąd?
Kallen nie mogła się podnieść, gdyż dłonie tamtej wciąż dotykały jej pleców, utrzymując ją w pozycji leżącej. Powoli jednak zaczynała rozumieć. Ta kobieta pracowała pewnie dla tajnych służb Brytanii i zamierzała w ten sposób wyciągnąć z niej informacje. Było to sprytne zagranie, ale Kallen, mimo zaskoczenia, jakie wywołały u niej te słowa, milczała jak głaz. „Zrobi swoje i pójdzie" – pomyślała.
- Co, milczysz? – padło pytanie – Czyżbyś aż tak wierzyła w jego śmierć? A może – kobieta ponownie zniżyła głos do szeptu – stało się coś, co sprawiło, że go znienawidziłaś? Dowiedziałaś się czegoś, czego się nie spodziewałaś? Czegoś, co cię przeraziło i sprawiło, że porzuciłaś go?
Skąd ona to wszystko mogła wiedzieć? Czyżby Imperium rozbiło resztki Zakonu i ktoś opowiedział Brytyjczykom o wszystkim? Nie, to by się nie trzymało kupy, gdyby tak było, nikt nie zadawał by sobie trudu aby grać z nią w jakieś dziwne, perwersyjne gierki. Zostałaby aresztowana jak wszyscy. Może więc jakaś kopnięta agentka postanowiła pomęczyć ją na swój rachunek? Kobieta przewróciła Kallen na plecy. Weszła na łóżko i usiadła nad Kallen, zniżając twarz ku niej. Kallen zamknęła oczy, czekając na pocałunek. Niemal czuła oddech tej dziwnej kobiety na swojej twarzy. Jej palce wpiły się w pościel...
Rozległ się cichy chichot. Kallen zaczerwieniła się, odczekała kilka sekund i otworzyła oczy. Ta, której usta przed chwilą jeszcze niemal dotykały jej warg, stała teraz przed łóżkiem i chichotała. Niedawny wstyd i zakłopotanie ustąpiły zażenowaniu a to z kolei – złości. Co ona sobie myślała? O co tu idzie?
- Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać... – kobieta usiadła na łóżku – ale tak uroczo wyglądałaś zarumieniona – to mówiąc delikatnie zdjęła coś z twarzy i zsunęła perukę, uwalniając burzę jasnozielonych włosów. Odwróciła się i zaskoczona Kallen ujrzała kamiennie spokojne oblicze C.C. jedynie delikatny grymas jej ust zdradzał dobry humor.
Teraz dopiero jej wściekłość znalazła swoje ujście. Kallen wystrzeliła z łóżka i stanęła przed C.C., gotowa udusić ją gołymi rękami. Czuła się upokorzona jak nigdy dotąd w życiu, zaś dobry humor tamtej jedynie dopełniał czary jej goryczy.
- Co ty, do cholery jasnej, sobie wyobrażasz? – wycedziła przez zęby, aby nie podnosić głosu – Jesteś pewnie najbardziej poszukiwaną osobą w tym kraju, a przyłazisz tu i robisz... – nie znalazła słów, by właściwie określić to, co zrobiła a raczej zamierzała zapewne zrobić C.C.
- Przepraszam, ale może to ja powinnam najpierw spytać, co as Zakonu robi w burdelu?
- To nie jest żaden burdel, tylko porządny klub! Wyobraź sobie, że przez ten cały Zakon musiałam zostawić dom i szkołę. A jak myślisz, gdzie pracę znajdzie dziś półkrwi Japonka?! Tak, śmiej się, ale rób to daleko stąd. Tam są drzwi! – i zamaszystym gestem wskazała C.C. wyjście.
- Chyba biust ci trochę urósł. To dzięki temu kostiumowi? – C.C. spojrzała na nią uważnie, a Kallen momentalnie zaczerwieniła się i błyskawicznie zakryła rękami piersi. Rozpięty już wcześniej kostium zsunął się z niej, gdy wstawała z łóżka.
- Po to tu przyszłaś? A może ty naprawdę jesteś jedną z tych, co wolą kobiety?
- Chciałabyś, co? – C.C. odrzekła figlarnie – Miałabyś wtedy Zero na własność, nie?
- Przecież wiesz, że Zero nie żyje.
C.C. wstała i podeszła do niej, podając jej kostium i pomagając zapiąć zamek na plecach. Kallen poczuła się lepiej, gdy ponownie była ubrana.
- Słuchaj Kallen, pomówmy poważnie – C.C. położyła się na łóżku, opierając głowę o złożone dłonie – Daj sobie spokój z tym kłamstwem. Obie wiemy, że Zero żyje. Nie, nie zaprzeczaj. Od początku wiedziałam. Gdyby zginął, poczułabym to. Tak, tak, wiedziałam, ale dałam ci spokój. Wiem, coś się wtedy zdarzyło, tak? Co to było? Zobaczyłaś jego twarz? Poznałaś jego moc? A może jedno i drugie?
Kallen milczała, słuchając jej słów. Usiadła tylko i zwiesiła głowę. C.C. miała rację, ale trudno jednak było jej to przyznać. To oznaczałoby przyznanie się do kłamstwa, porażki i co gorsza, do jakichś osobistych sentymentów. Żołnierzowi nie wypadało kierować się takimi powódkami. Zaraz, jakiemu niby żołnierzowi? C.C. kontynuowała.
- Zero zniknął. Ja też nie wiedziałam, co się z nim stało, ale wiedziałam, że żyje. Pozbierałam jakoś Zakon, a raczej to, co z niego zostało, do kupy, nawiązałam kontakt z ocalałymi. Lakshata i Diethard są w Chinach, tam schroniła się część tych, którzy się ewakuowali. Kilka naszych baz pozostało niewykrytych, mamy trochę sprzętu, w tym i twojego Gurrena. Ale bez Zero to wegetacja. Tak, miałam wątpliwości. Problem w tym, że niedawno widziałam Zero na ulicy Tokio. Żywego i całego.
- Ale jak... – Kallen przerwała jej, robiąc wielkie oczy ze zdziwienia – Przecież to niemożliwe, żeby Lel... – tu ugryzła się w język, jednak zbyt późno. C.C. spojrzała na nią ze zrozumieniem.
- Tak, Leleuch jest w Tokio – powiedziała „Lelouch", rozumiejąc już teraz wszystko doskonale. Tak, to był brakujący element układanki, domyślała się, że o to chodzi, ale teraz miała pewność - Chodzi do Ashford, tak jak kiedyś. Nie jestem pewna, co mu zrobili, ale podejrzewam, że w jakiś sposób wyczyścili mu pamięć. Chcą go pewnie wykorzystać, jako haczyk na mnie. Cały czas łazi za nim jakiś typ, którego nie znam, ale w którym jest coś dziwnego. Tak jak kiedyś, rozbija się po klubach grając w szachy. Może tylko udaje i o wszystkim pamięta, ale trzeba to sprawdzić.
- Nie rozumiem...A może się poddał?
- Nie – C.C. pokręciła głową – Za dobrze go znam. Albo faktycznie coś sprawiło, ze stracił pamięć, albo czeka na nasz ruch. Tak czy inaczej, inicjatywa jest w naszych rękach. Musimy go przechwycić i przekonać się osobiście. Jeśli stracił pamięć to znajdę sposób, aby mu ją przywrócić.
- Zaraz...czemu ciągle mówisz „my?" Zapomniałaś może, ale ja już się w to... – C.C. nie dała jej dokończyć, podniosła się z łóżka, złapała ją za ramiona i mocno potrząsnęła. Następnie rzuciła ją na łóżko i nie dając jej się podnieść, spojrzała dziewczynie prosto w oczy.
- Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę powtarzać. Mogłabym użyć Geass na tobie i zwyczajnie zmusić się do współpracy. Liczę jednak na twój rozsądek czy co tam w głowie masz. Jak długo chcesz babrać się w tym gnoju? Co? Jak długo? Daj spokój, kupiłaś bilet do pociągu w jedną stronę, a teraz daję ci szansę wyjścia z niego zanim będzie za późno. Jesteś wściekła na Zero, rozumiem. Ale tylko jeśli się z nim spotkasz, będziesz mogła mu wszystko wygarnąć. Nie będę ci przeszkadzać, zrobisz z nim co zechcesz. Ale pomóż mi.
Kallen zamknęła oczy, obawiając się, że C.C. faktycznie skorzysta ze swojej mocy i narzuci jej swoją wolę. To, co usłyszała, wywołało w jej głowie prawdziwy mętlik. Owszem, była wściekła na Leloucha. Zagrał nią, całym zakonem, jak pionkami na szachownicy, a gdy gra mu się znudziła, po prostu odszedł. A teraz podobno spaceruje sobie po Tokio jak gdyby nic się nie stało i dobrze się bawi, podczas gdy ona tutaj... Tak, ktoś tu musi się z czegoś wytłumaczyć i to gęsto. Otworzyła oczy i spojrzała na klęczącą nad nią C.C. Jej długie, jasnozielone włosy opadały na łóżko wokół twarzy Kallen. Z oczu można było wyczytać, że oczekuje na odpowiedź.
- Co mam zrobić? – spytała zmienionym, zdecydowanym głosem – Porwać go z ulicy?
- Nie - C.C. podniosła się i dała jej wstać. Jej twarz pozostawała niezmieniona, ale z tonu można było wyraźnie wyczytać, że jes zadowolona – O to może właśnie im chodzić. Przygotowałam plan. Jeden z podstawionych przeze mnie ludzi zaprosił go na partię szachów do tego miejsca, za dwa dni. To znany klub dla lokalnej socjety, więc nikogo nawet nie zaskoczy, że terroryści wezmą go na cel. Gdy się tu pojawi, będziesz go miała na oku. Potem uderzymy. Twoim zadaniem będzie odseparować go od chłopaczka, który wciąż się za nim kręci. Reszta to moja działka. Następnie w całym zamieszaniu odstawimy go na miejsce, tak aby nie było podejrzeń.
- Ale czemu akurat ten klub? – Kallen nie przestawało nurtować to pytanie – Wiedziałaś, że tu pracuję, tak? Zamiast pogadać ze mną przy innej okazji, musiałaś tu przyjść i upokorzyć mnie publicznie, zgadza się?
- Nie. Nie wiedziałam, że tu pracujesz – C.C. naturalnie skłamała, ale zrobiła to na tyle przekonywująco, że jej rozmówczyni tego nie spostrzegła – Jest inny, dużo ważniejszy powód, ale o nim powiem ci we właściwym czasie. Twoim zadaniem będzie po prostu mieć oko na Zero i pilnować, aby nic mu się nie stało. Tylko ja i ty znamy jego prawdziwą tożsamość, dla reszty naszych ludzi będzie on kolejnym brytyjskim cywilem, którego zastrzelą bez chwili wahania. Twoja w tym głowa, aby tego nie zrobili. Po wszystkim wsiadasz do maszyny i osłaniasz nasz odwrót, o ile nie zapomniałaś jeszcze, jak to się robi? – nie mogła sobie odmówić tej drobnej złośliwości na koniec.
- Zgoda – padła odpowiedź – A teraz bądź tak miła i zostaw mnie.
- Zaraz, zaraz – C.C. przysunęła się do niej bliżej, dotykając jej ud – Zapomniałaś, że zapłaciłam za całą noc? Nie byłoby podejrzane, gdybym wyszła po tak krótkim czasie? Co by sobie pomyśleli ci ludzie? Może jednak...
- Trzy kroki w tył! Tylko spróbuj, a jaaaa...aaauć!! – Kallen błyskawicznie odsunęła się, jednak nie zauważyła, że siedzi niezbyt daleko krańca łóżka, w efekcie czego zbyt gwałtowny ruch sprawił, iż straciła grunt pod siedzeniem i wylądowała na ziemi.
- Dobra, rozumiem. W takim razie ja biorę łóżko, w końcu zapłaciłam – odpowiedziała C.C. – Oczywiście, jeśli chcesz, możesz w nim spać ze mną. Chociaż pewnie chciałabyś zachować swój pierwszy raz dla Lulu – kładąc nacisk na „Lulu" wypowiedziane tak, jak to zwykła mówić Shirely.
Kallen podniosła się, po czym chwyciła kołdrę i silnym szarpnięciem ściągnęła materiał na podłogę. Złożyła ją na pół po czym położyła się na niej, nie zaszczycając C.C. nawet słowem komentarza. Ta zaś, nie chcąc ryzykować utraty łóżka, pozostała na nim. Zasnęła szybko, czego nie dało powiedzieć się o Kallen, której wcale nie przeszkadzała niewygoda podłogi, ale coś zupełnie innego.
- C.C.? – mruknęła w końcu – Śpisz?
- Gdybym spała, nie odpowiedziałabym.
- Słuchaj, mam sprawę.
- Może jednak wejdziesz tu, to do mnie?
- Nie, dobrze mi tu. A teraz posłuchaj. Są pewni ludzie, którym pomagam...
- Nie bronię ci tego.
- Jeśli wrócę do Zakonu, chce mieć pewność, że nie zostawię ich na lodzie.
- Czyli że spodobała ci się ta praca i nie chcesz jej zostawić?
- Nie o to biega. Chcę, aby co miesiąc z kasy zakonu wypłacać im trochę groszy. Da się to zrobić?
- Jeśli Zero się zgodzi...
-A niech cię... - Kallen doszła do wniosku, ze ma jeszcze jeden powód, aby dostać Leloucha w swoje ręce.
KONIEC
