~ 2 ~

Bones siedziała na jednym ze skórzanych foteli, które czasy swojej świetności miały już dawno za sobą. Starta skóra i wypłowiały kolor pozostawiały wiele do życzenia. Korytarz sprawiał podobne wrażenie. Była właśnie w miejscowym budynku policji i oczekiwała na swojego partnera, kiedy do jej uszu dotarły przytłumione odgłosy rozmowy. Po chwili drzwi na przeciwko niej się otworzyły i pojawił się w nich Booth.

- Rozumiem, oczywiście. – Seeley zamknął za sobą drzwi i spojrzał na Temperance, która zdążyła już wstać z fotela. – Nic z tego.

- Psia kostka – odparła, agent chciał już ją poprawić jednak tym razem sobie darował.

- Przykro mi. Dopóki nie będą mieli pewności skąd te kości znalazły się w porcie nikt się do nich nie zbliży.

- Ale nic się nie da zrobić? Przecież chwilowo to jest teraz twoje miejsce pracy. – Bones nie dawała za wygraną. – Ja muszę zobaczyć te szczątki.

- Temperance, całą sprawą zajęła się już tutejsza policja, która...

- Która nie posiada wykwalifikowanych antropologów takich jak ja – dokończyła Brennan.

- Aleś ty skromna? Nie rozumiesz? Oni nie chcą by ktoś obcy pałętał się po biurze i przeszkadzał w dochodzeniu. Naprawdę. – Booth otoczył swoją partnerkę ramieniem i poprowadził do wyjścia.

- Powinni się cieszyć, że chcemy im pomóc...

- Ale oni nie traktują tego jak pomoc. Czy ty lubisz jak po instytucie szwendają się niekompetentni praktykanci? - Seeley otworzył drzwi prowadzące na zewnątrz i puścił przodem Tempe.

- Nie. Ale przecież my nie jesteśmy niekompetentni...

- Bones, to jest inna kultura, inna mentalność... Ale ja nie wiem po co ja ci to wszystko tłumaczę, to raczej twoja działka. – Booth założył okulary przeciwsłoneczne.

- Działka... - Brennan usiadła na kamiennym murku otaczającym zielony trawnik.

- Co się stało? - Booth spoczął obok swojej partnerki.

- Nic, tylko jak powiedziałeś o działce to coś mi się przypomniało.

- Co takiego? Tylko się nie wykręcaj, jak już zaczęłaś to powiedz wszystko...

- Nie chciałam by wszyscy o tym wiedzieli... Zanim wyjechałam do Meksyku sfinalizowałam umowę kupna działki na obrzeżach Waszyngtonu.

- Mówisz o takiej prawdziwej działce? Ziemia? Trawa i te sprawy? - Seeley popatrzył na nią z niedowierzaniem.

- Tak.

- Ja nie mogę... A duża ta działka?

- Parę hektarów – odparła spokojnie Tempe, na co agent zrobił wielkie oczy. – Taka mała...

- Jasne...

- No to już wiesz o mojej inwestycji.

- Ktoś jeszcze wie?

Temperance pokręciła przecząco głową.

- Czyli mogę czuć się wyróżniony? Dobre i to. Ale, wybacz bo coś mi nie pasuje. Co Cię do tego skusiło? Nigdy nie przejawiałaś chęci zakupu większego mieszkania. Ba! Nawet telewizora, a tu nagle działka! Sorry, Bones, ale to trochę wykracza poza obszar mojego racjonalnego myślenia – powiedział Booth.

Brennan tylko się uśmiechnęła. Mogła się spodziewać takiej reakcji swojego partnera.
- Ostatnio dużo się zmieniło. Mój ojciec jest wolny, moje relacje z ludźmi się zmieniły... Doszłam do wniosku, że najwyższy czas coś zmienić, zrobić krok na przód. Zaczęłam od kupna działki. Na razie tyle. Może z czasem przyjdzie pora na coś więcej – wyjaśniła antropolog i spojrzała na Bootha, który jej się przyglądał. – Czemu tak patrzysz?

- Jesteś niesamowita.

Uśmiech zagościł na twarzy Temperance.

###

Kończyły się prace na wykopaliskach. Archeolodzy zabezpieczali kolejne dzieła sztuki, a Temperance Brennan opisywała kolejne szczątki, które udało im się znaleźć podczas wykopalisk.

- I jeszcze jedna kobieta – powiedziała do Marca Dunottiego, który ostatnio bardzo często szukał sposobu, by pracować z Bren.

- Cały czas nie mogę się nadziwić. Jak ty to wszystko rozpoznajesz ? Kości to kości, jak na ich podstawie można określić płeć? - zapytał zaskoczony archeolog. – A co więcej wiek?

- To bardzo proste. Akurat w tym przypadku posłużyłam się kształtem miednicy. Zapewne wiesz, że miednica kobiety różni się od miednicy mężczyzny i to właśnie pozwoliło mi określić płeć. Szkoda tylko, że szkielet nie jest kompletny – odparła Brennan.

- Nic więcej nie znalazłaś?

- Nic...

- Hej, Bones! - Do namiotu, w którym pracowała Tempe wszedł Booth. – Witaj, Marc – dodał już nieco chłodniejszym tonem.

- Miło mi znów pana widzieć – odparł archeolog.

- Jaka to pilna sprawa sprawiła, że przyszedłeś aż tutaj? - zapytała Temperance.

- Kawowe szczątki – uśmiechnął się agent. – Ale to są sprawy tajne i... - Popatrzył na Dunottiego, który zrozumiał aluzję.

- Rozumiem, nie przeszkadzam w takim razie – odpowiedział Marc. – Widzimy się wieczorem, tak?

- Tak – odparła Brennan. – Do zobaczenia.

- Na razie, Tempe. Do widzenia, Seeley. – Dunotti wyszedł z namiotu.

- Czy on nie jest dla ciebie za młody? - zapytał Booth.

- Booth! Przestań, idziemy na kolację wraz z innymi członkami grupy badawczej.

- A mogę iść z wami?

- Nie należysz do zespołu.

- A chcesz się dowiedzieć czegoś o kawowych szczątkach? - Booth pomachał jej przed nosem teczką. Bones spojrzała na niego spod zmrużonych powiek.

- Szantażysta – wycedziła.

- No coś ty, a myślałem że agent specjalny.

- Kpij sobie dalej. Mi to nie przeszkadza – powiedziała Temperance, ale w głębi ducha była bardzo ciekawa rewelacji jakie przyniósł jej partner. – No dobrze – powiedziała po chwili milczenia.

- Co dobrze?

- Zabiorę cię na dzisiejszą kolację.

Szeroki uśmiech zagościł na twarzy agenta.

- A teraz mogę się wreszcie dowiedzieć co takiego okryła nasza meksykańska policja?

- Oczywiście, droga partnerko – powiedział Booth z przekąsem. – Kości znalezione w ziarnach kawy mają ponad 500 lat. To na pewno nie było morderstwo, chyba że jakieś starożytne...

- 500 lat temu kończyło się średniowiecze – sprostowała Bones i wzięła teczkę od Seeleya.

- Średniowiecze nie śred...

- Booth! - krzyknęła nagle Brennan przerywając wypowiedź agenta.

- O co chodzi?

- Znaleziono tylko czaszkę i kości piszczelowe? - zapytała podekscytowana antropolog.

- Tak, przecież masz tam wszystko napisane. A czemu pytasz?

- Bo w szkielecie, który teraz leży przed nami brakuje takich kości.

- Tylko mi nie mów, że ten szkielet ma około 500 lat. – Booth popatrzył na leżące na stole szczątki. Mina Bones powiedziała mu wszystko. – Cudownie. Sądzisz, że może chodzić o jakiś przemyt? Ale po co komu kości? - dziwił się Booth.

- To są znaleziska. Dla kolekcjonerów wręcz unikaty.

- Ale czy to na pewno kości z tego szkieletu?

- Raczej tak, ale musiałabym je zbadać, muszę dostać się do tej czaszki – powiedziała Tempe.

- Teraz przynajmniej mamy jakieś podstawy. Chodź – odparł Booth.

- Gdzie?

- Do kości, Bones.

Brennan i Booth jechali samochodem do miejscowej kostnicy mieszczącej się przy głównym budynku policji. Jak zwykle podczas podróży wymieniali się swoimi uwagami.
- Wiesz, że i tak nie możemy, a przynajmniej ja nie mogę nic zrobić. Możemy tylko podsunąć im jakieś wskazówki dotyczące całej tej sprawy. A przemyt dziełami sztuki to raczej nie moja profesja – powiedział Seeley.

- Rozumiem i dlatego jestem wdzięczna, że mimo wszystko mi pomagasz.

- W końcu jesteśmy partnerami, a ty... - Urwał nie wiedząc czy kontynuować dalej, czy to odpowiednia chwila? Chyba nie. - Ty jesteś moją przyjaciółką – dokończył. Znów nie zdobył się na odwagę. Cholera!, pomyślał.

Temperance spojrzała na niego. Czy takiej odpowiedzi oczekiwała? A czego się spodziewałaś? Głupia, skarciła siebie w duchu.

- Nawet jeśli chodzi o nielegalny handel, zastanawia mnie jedno. – Po dłuższej chwili powiedział agent. – Po co komu transportować tylko czaszkę i dwie kości piszczelowe. I na dodatek w ziarnach kawy... Chyba przestanę ją pić... - Seeley wzdrygnął się z niesmakiem.

- Co do zaprzestania picia kawy to bardzo dobry pomysł, wyjdzie ci to na zdrowie – odparła Bones.

- Odezwała się ta co pije tylko zielone herbatki – powiedział Booth z ironią. – A kto wypija 3 kubki kawy dziennie?

- Taka praca, muszę być zawsze gotowa do działania. Ale wracając do twojego wcześniejszego pytania dotyczącego sposobu przemytu, to nie wydaje mi sie on zanadto wyszukany ani dziwny...

- Tak?

Bones przytaknęła.

- Ludzie robią gorsze rzeczy. Połykają całe torebki pełne narkotyków, a nawet diamenty i monety. Egzotyczne ptaki transportowane są w wąskich tubach, w których zrobione są tylko małe otwory na dopływ tlenu. Nie wspomnę już o handlu żywym towarem, gdzie ludzie przetrzymywani są w skandalicznych warunkach. – Tempe postanowiła przybliżyć dziwne środki transportu swojemu partnerowi.
Booth w tym czasie zatrzymał się przed budynkiem miejscowej policji.

- No dobrze, Bones. A co zrobimy kiedy okaże się, że kości z wykopalisk i kości z kawy pochodzą od jednego osobnika?

- Ten osobnik był kobietą.

- No i co...

- Zabierzemy czaszkę i piszczele i zwrócimy je archeologom. Oni będą wiedzieli co z tym zrobić. Jako członek grupy badawczej mam takie prawo, w końcu też wykopywałam te szkielety – powiedziała Brennan i wysiadła z samochodu. Seeley szybko zrobił to samo i dogonił antropolog.

- I na tym kończy się nasz udział w zabawie w Indianę Jonesa? - zapytał agent.

- Nie wiem o co ci chodzi – odparła.

- Czy na tym kończy się nasz udział w całym tym zamieszaniu z kośćmi – wyjaśnił agent.

- Tak – odparła i oboje weszli do budynku.

###

- Zadowolona?

- Bardzo.

- Twoje poczucie obowiązku zostało spełnione. Kości są na swoim miejscu, a my spokojnie jedziemy na kolację. – Boothowi dopisywał humor, podobnie zresztą jak jego partnerce. Zmierzali właśnie do miejsca, w którym miało się odbyć spotkanie ekipy pracującej na wykopaliskach. Mimo wieczornej pory, słońce i żar nie dawały o sobie zapomnieć. Wąskie uliczki zakorkowanego miasta nie sprzyjały ochłodzie. Co chwila jakieś zwierzę wbiegało na jezdnię doprowadzając Seeleya do szewskiej pasji.
- Czy oni nie znają czegoś takiego jak smycz? - krzyknął agent, gdy nagle przed kołami jego samochodu pojawił się bezpański pies.

- Booth, sam mówiłeś że to inna kultura – odparła Brennan.

- Teraz mnie musisz łapać za słówka?

- Nie można ła... Booth, uważaj! - Przestraszony wzrok Bones powiedział agentowi wszystko. Spojrzał w tym samym kierunku, zza rogu wyjechał stary jeep, a przez szybę na tylnym siedzeniu wyłonił się człowiek trzymający karabin. Celował w ich stronę. Twarz miał ukrytą pod kominiarką.

- Jasna cholera! - Seeley momentalnie skierował całą kierownicę w prawo starając się uniknąć bliskiego kontaktu z zamachowcami. W tym samym czasie rozpoczęła się salwa z karabinu. Grad pocisków spadł na samochód Bootha i Tempe. - Padnij! - powiedział jeszcze agent do Bones i pochylił jej głowę. Samochód zaczął niebezpiecznie wirować, kule uszkodziły silnik, przednia szyba rozsypała się na drobny mak. Booth w ostatniej chwili zauważył, że zbliżają się do muru i że uderzenie nastąpi od strony Bones. Temperance, zaświtało mu w głowie.

Resztkami sił wyprowadził samochód ze złego położenia. Złego dla Bones. Po czym stracił panowanie nad kierownicą. Auto wpadło w poślizg. Po chwili była już cisza.

Z dali dochodziły jakieś krzyki i piski. W powietrzu unosił się zapach benzyny. Bones powoli otworzyła oczy. Na początku ze zdziwieniem popatrzyła na przednią szybę, a raczej jej brak. Zaraz jednak wszystko sobie przypomniała. Samochód, karabin, wypadek. Wszystko ułożyło się w logiczną całość. Poczuła jak po policzku coś spływa, dotknęła czoła. Pod palcami wyczuła lepką ciecz. Cudownie, pomyślała. Spojrzała w lewo i zamarła.

- Booth! - Szybko odpięła swoje pasy bezpieczeństwa i zaczęła szukać oznak życia swojego partnera. Głowa Seeleya spoczywała na kierownicy, głębokie rozcięcie na czole mocno krwawiło. Jego dłonie również były całe we krwi. Brennan z przerażeniem zbadała puls. Był. Poczuła ulgę. Zaczęła odpinać pasy, którymi był przypięty Booth, kiedy agent zaczął odzyskiwać przytomność.

- O Bożeee... Co się do licha stało?

- Booth, już wszystko dobrze. Teraz musimy się jak najszybciej wydostać z samochodu, bo może wybuchnąć w każdej chwili – poinformowała go Tempe.

Po krótkiej chwili siłowania się z drzwiczkami po jej stronie, które nie chciały się otworzyć, wreszcie udało jej się je wywarzyć. Bones wiedziała, że musi działać szybko i sprawnie. Jej partner był gorzej poturbowany niż ona. Dodatkowe utrudnienie stanowiło to, że nie mogła otworzyć drzwi od strony kierowcy, gdyż cała lewa strona samochodu była wciśnięta w mur. Temperance spojrzała na maskę auta, niedaleko na ziemi utworzyła się już duża plama paliwa. Adrenalina dodała jej sił. Szybko odsunęła fotel pasażera, to samo zrobiła z fotelem kierowcy, na którym cały czas siedział Booth. Teraz jej partner miał większe pole do manewru.

- Dasz radę przełożyć nogi? - zapytała antropolog.

- Taaak, chyba nic im nie jest. – Seeley wykonał polecenie, teraz Bones miała ułatwione zadanie. Złapała swojego partnera pod ramiona i pomogła mu wydostać się z samochodu. Zgarbieni i potykający się odeszli jak mogli najdalej od miejsca wypadku.

- Mało brakowało... - zaczęła Tempe, lecz w tym momencie rozległ się potężny huk i samochód, w którym jeszcze przed chwilą siedział Booth, eksplodował. Seeley mimo obrażeń instynktownie zasłonił swoją partnerkę.

- Rzeczywiście bardzo mało – odparł. – Teraz jesteśmy kwita.

- Słucham? - zapytała Tempe.

- Ja uratowałem cię w porcie, ty mnie wyciągnęłaś z samochodu. Potrzebujemy siebie nawzajem.

Bones spojrzała w jego oczy. Mimo obrażeń na jego twarzy, one nadal świeciły swoim blaskiem.

- Dziękuję – powiedzieli jednocześnie.