~ 8 ~

Brennan stała jak zahipnotyzowana. Nie mogła się ruszyć. Angela popatrzyła na swoją przyjaciółkę, sama miała łzy w oczach.

- Zack? - powiedziała w końcu Tempe ledwo słyszalnym głosem. – Jak?

Chciała zadać wiele pytań, lecz w tej chwili nie miałyby sensu. Zrobiła to, co podpowiedział jej instynkt, podeszła i uściskała mocno Addy'ego. Ten odwzajemnił uścisk. Stali tak dłuższą chwilę, a pozostali przyglądali im się.

- Dostałeś jakąś przepustkę? Na długo? Czy ktoś z tobą jest? - Pytania zadane przez Tempe nie zdziwiły nikogo.

- Wypuścili mnie.

- Słucham? - Bones nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. – Ale dlaczego? Jak to?

Nic z tego nie rozumiała. Przecież Zack miał spędzić dużo czasu w zakładzie. Co sprawiło, że ktoś nagle zmienił zdanie?

- To znaczy nie tak całkiem wypuścili... - zaczął Addy, Brennan skinęła głową by dalej kontynuował. - W ramach tak zwanej resocjalizacji, mam brać udział w życiu społecznym, mam odpracować swoje czyny czyniąc dobrze. A jedyne w czym mogę pomóc to badanie kości... Mam w dzień pracować, ale na noce muszę już wracać do zakładu. Jeżeli będę się dobrze sprawował to być może będę wracał tylko na weekendy. No i oczywiście cały czas jestem pod obserwacją.

- To wspaniale, Zack. Naprawdę. – Bones nie kryła zadowolenia. Znów miała przy sobie całą grupę przyjaciół, znów mogli stworzyć udany zespół. W tej chwili brakowało tylko Bootha. – Szkoda, że nie ma tu Seeleya, ale zaraz do niego zadzwonię i powiem że cię wypuścili...

- To chyba nie będzie konieczne...

- Dlaczego?- zapytała zdziwiona Brennan.

- Bo to agent Booth postarał się o to, bym mógł z powrotem wrócić do instytutu.

###

Jakiś czas później do Instytutu Jeffersona zostały z lekkim opóźnieniem dostarczone szczątki znalezione w kontenerze pełnego śmieci. Grupa naukowców od razu zabrała się do pracy. Hodgins pobrał próbki cząsteczek znajdujących się na ofierze, Camille, Zack i Brennan dokonywali oględzin zwłok.

- Powiedziałam to już Boothowi i powtórzę to teraz, jak dla mnie jest tu za dużo mięsa na kościach – powiedziała Bones kiedy wraz z Addy'm przekręcała ciało na plecy.

- Jak tylko pobiorę tkankę do badań, Zack będzie mógł oczyścić kości – odparła Cam.

- Na to liczyłem – dodał Zack, który zdążył już na powrót zaklimatyzować się w instytucie.

Kolejne trzy kwadranse patolog i dwóch antropologów spędziło nad zwłokami starając się znaleźć fragment ciała z którego można by uzyskać DNA oraz próbując ustalić przyczynę śmierci.

Booth tymczasem rozpracowywał zawartość portfela, który pokazał mu włóczęga. W srodku były dwie karty kredytowe, dwieście dolarów, jakieś drobne i prawo jazdy należące do Philippa Bronsona. W bazie danych Seeley wpisał nazwisko i imię z prawa jazdy, od razu pokazały się wyniki. Przeczytał wszystko dwa razy i szybko wyszedł z biura.

###

Bones zdjęła lateksowe rękawiczki, jak na razie jej praca się skończyła. W swoim gabinecie postanowiła poczekać, aż kości zostaną oczyszczone z tkanki miękkiej. Wiedziała, że nie musi sie o to martwić gdyż Zack doskonale sobie z tym radził. Brennan usiadła na fotelu za biurkiem i spojrzała w okno. Bezchmurne niebo zaczynało przybierać barwę delikatnego różu. W głowie miała mętlik i nie był on spowodowany ostatnią sprawą. Czemu mi nie powiedział?, myślała Dlaczego to zrobił?

- Kto i co? - Usłyszała za plecami dobrze znany głos, nie zwróciła uwagi na to, że ostatnie pytanie powiedziała na głos.

- Ty – odparła.

- Ja? Bones, mów jaśniej bo... - zaczął Booth lecz przerwał, gdyż w tym momencie Brennan podeszła i pocałowała go w policzek.

- Dziękuję – wyszeptała i wróciła na swoje miejsce. Booth stał osłupiały i oniemiały. Gdy wreszcie powróciła zdolność mowy, zdołał tylko wykrztusić z siebie.

- Yyy... tak, to było miłe, ale za co ten buziak?

- Za Zack'a.

- A więc już wiesz, kto ci powiedział?

- On sam – odparła. – Już jest w instytucie.

- Tak? No cóż...

- W zamian za to chciałabym ci coś pokazać – powiedziała.

- Naprawdę, to na co czekamy? Jedziemy na kolację a potem tam gdzie ty chcesz.

- Dobrze, ale ja prowadzę. Coś zobaczysz...

- Zobaczę, że umiesz jeździć? Bones, to ja w tej parze robię za mistrza kierownicy... - przerwał widząc spojrzenie swojej partnerki. – Dobra, ale tylko ten jeden raz.

Brennan uśmiechnęła się.

- A teraz powiedz co cię sprowadziło do instytutu.

- Włóczęga, facet który według ciebie nie miał posiadać żadnych cennych informacji, okazał się ich skarbnicą – powiedział agent. – Biedak znalazł obok kontenera, w którym było ciało, portfel. W środku było prawo jazdy...

- Sądzisz, że należy do ofiary?

- Ty mi to powiedz, ty i zezulce. Jeszcze nie umiem odczytywać DNA ze zdjęcia.

- Cam się tym zajmuje, a Zack przygotowuje kości bym mogła im się lepiej przyjrzeć – odparła Brennan.

- A znacie już przyczynę śmierci?

- Jeszcze nie, ale zajmę się tym jak tylko...

- Jak tylko jutro rano wrócisz do pracy – dokończył za nią Seeley.

- Ale dlaczego?

- Bo teraz jedziemy na kolację – odparł z uśmiechem.

- Jest jeszcze wcześnie mogłabym popracować...

- I zapomnieć o bożym świecie, przykro mi, ale nie dopuszczę do tego bym jutro rano znów znalazł cię w biurze po kolejnej nocy spędzonej tutaj.

Brennan spojrzała na niego spod zmrużonych powiek i w końcu powiedziała.

- Kluczyki. – Wyciągnęła rękę.

- Muszę?

- Booth, zgodziłeś się.

Seeley niechętnie położył na dłoni Bones, kluczyki od SUV-a. Antropolog zabrała swoje rzeczy i ruszyła do wyjścia. Agent podążył za nią.

- Tylko błagam, nie zarysuj go.

###

Brennan dumnie prowadziła czarnego chevroleta. Seeley siedział na miejscu pasażera nieświadomy dokąd zmierzają. Miał czas, by pomyśleć nad pewnymi sprawami. Powiedzieć, nie powiedzieć, powiedzieć - wyliczał Booth w pamięci wpatrując się w drogę przed sobą. Bones mnie zabije za to, że milczałem.

Powiedzenie prawdy Tempe było proste w teorii, ale trudne do wykonania w praktyce. Agent rozważał to, co kilka dni temu powiedziała mu Brennan – poprosiła go, by pomógł jej odnaleźć żołnierza, który uratował ją, gdy została porwana przez Somalijczyków. To było dawno temu, ona była na wyprawie, której celem była identyfikacja szczątek z masowych grobów, on w tym czasie brał udział w operacji „Restore Hope" w Somalii. To samo miejsce, ten sam czas. On o tym wiedział... to przecież on uratował Bones. Tamto wydarzenie zapadło w pamięć, dobrze pamiętał akcję, która miała na celu uwolnienie Brennan. Pamiętał też słowa kapitana Dunbary'ego, że prawdopodobnie już nigdy nie spotka Tempe, oraz późniejsze zaskoczenie kiedy Cullen poinformował go, że jego partnerką zostanie Temperance Brennan.

Powiem, tylko niech się nadarzy odpowiednia okazja... Tą myślą zakończył swoje rozważania.

Jadąc w niewiadome dla Bootha miejsce wstąpili jeszcze do małej knajpki, by zamówić kolację na wynos. W końcu, po jakiejś półgodzinnej jeździe Bones wyjechała z Waszyngtonu, kierując się na mało zasiedlane tereny. Wreszcie Brennan zatrzymała się na środku jakiejś polany, bez słowa wysiadła z samochodu. Booth nie wiedząc co się dzieje szybko podążył za nią. Tempe już patrzyła na zachodzące słońce, którego czerwona łuna pokrywała ziemię.

- To tu – powiedziała, kiedy podszedł do niej agent, lecz ten nie wydawał się zorientowany w sytuacji. – To ta działka, którą kupiłam – wyjaśniła.

- To jest niby ten mały skrawek ziemi? - Seeley rozejrzał się. – Bones, tu można by zbudować stadion do footballu...

Tempe tylko się uśmiechnęła.

- Nie zamierzam budować tu stadionu tylko dom. Chcę mieć swoją przestrzeń, gdzie mogłabym spokojnie pracować...

- Dom służy do odpoczynku, tu się człowiek relaksuje...

- Ja odpoczywam w pracy – przerwała mu Brennan.

- No tak, kobieta-cyborg – zaśmiał się Seeley, za co dostał silny cios w ramię. – A to za co?

- Za posługiwanie się nieznanym słownictwem w mojej obecności – odparła.

- Tak? No to teraz się doigrałaś... - W oczach agenta zapaliły się wesołe ogniki.

- Co ty chcesz zrobić? - Bones zaczęła się oddalać od Seeleya.

- Zobaczysz! - Booth rzucił się w pogoń za Brennan, która zaczęła uciekać. Słychać było tylko radosny śmiech dwójki dorosłych. W końcu agentowi udało się złapać Bones, lecz zrobił to tak niefortunnie, że oboje padli przy tym na ziemię. Seeley od razu przygwoździł Teme swoim ciałem i zaczął ją łaskotać. Antropolog śmiała się nie mogąc wydostać się z uścisku agenta.

- Masz już dość? - zapytał.

- Taak... Booth!

Uścisk zelżał, a Bones wykorzystała ten moment i wykonała jeden prosty ruch. Teraz to ona górowała nad partnerem.

- I co teraz powiesz? - zapytała triumfalnie.

- Zapomniałem, że oprócz doskonałej znajomości kości znasz też różne techniki walki wręcz. Ale...

- Co „ale"?

- Ja jestem silniejszy... - Agent przyciągnął Bones do siebie i oboje przetoczyli się po ziemi. Śmiejąc się w niebogłosy zatrzymali się. Twarz Tempe wtulona była w szyję Bootha, a jej ręce kurczowo trzymały się jego ramion. Brennan podniosła głowę i spojrzała na leżącego pod nią Seeleya. Jego oczy, pełne ciepła i uroku były utkwione w niej. Widział jej zarumienione od zabawy policzki, które dodawały jej dziewczęcego uroku oraz niebieskie oczy, które teraz miały odcień granatu. Ich twarze dzieliły centymetry. Booth delikatnie wyjął z włosów Tempe pojedyncze źdźbło trawy. Oboje nie byli pewni co mają teraz zrobić, w końcu Bones powiedziała.

- Jako pierwszy widzisz tą działkę.

- Mam nadzieję, że jako pierwszy zobaczę dom – odparł.

- Dziękuję, że mogę na ciebie liczyć. – Tempe pocałował agenta w policzek i zsunęła się z jego torsu. Leżeli teraz obok siebie oddychając wolno. Booth wziął Bones za rękę, nie musieli nic mówić.

###

Po wieczorze spędzonym na działce Brennan, Booth jak zwykle odprowadził swoją partnerkę do samych drzwi.

- Dziękuję, wiesz że to nie było konieczne – powiedziała i przekręciła klucz w zamku.

- Bones, to było koniczne. Dżentelmen zawsze odprowadza kobietę pod sam dom i czeka aż zniknie ona w jego wnętrzu.

Brennan przewróciła oczami.

- Skoro już tu jesteś i stoisz pod moim mieszkaniem... Wejdziesz?

- Nie wiem, chciałabym, ale jest już późno, a ty zapewne jesteś zmęczona – odparł.

- Tak jakby ci moje zmęczenie przeszkadzało wtedy, kiedy przychodzisz z niezapowiedzianą wizytą z tajskim jedzeniem.

Seeley uśmiechnął się. Jego partnerka miała rację.

- Dobra, ale tylko na chwilkę.

Weszli do mieszkania. Booth znał rozkład tego lokum na pamięć i dokładnie wiedział gdzie teraz uda się Bones.

- Chcesz coś do picia? - krzyknęła z kuchni, z agent się uśmiechnął. A więc nie pomylił się.

- Dzięki, Bones, ale nie jestem spragniony. – Chyba, że wziąć pod uwagę to jakim uczuciem cię darzę… tak, dodał w myślach.

- OK, ty może nie ale ja tak. – Weszła do salonu ze szklanką wody. – Mam takie pytanie...

- Słucham.

- Dowiedziałeś się czegoś na temat tego żołnierza z Somalii?

Czyżby zatem to miała być ta odpowiednia chwila?, pomyślał Booth. Nie chciał kłamać, ale nie wiedział jak zareaguje Bones. W końcu postanowił jej wszystko powiedzieć. Dobra, najwyżej dostanę w pysk. Odetchnął głęboko i zaczął.

- Dowiedziałem się, a raczej nawet nie musiałem tego robić.

- Nie rozumiem.

- Temperance, wtedy kiedy cię porwano, stacjonowałem w Rengersach. W Somalii...

Brennan słuchała jego słów w milczeniu.

- To ja byłem tym żołnierzem, Bones – wyszeptał.

Rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Szklanka, którą trzymała Tempe wypadła jej z ręki i z głośnym trzaskiem rozbiła się na podłodze. Booth widział jak na twarzy jego partnerki ścierają się różne emocje. Nie wiedział jednak co ona teraz zrobi.

-Bones, ja wiem...

- Nic nie wiesz... Wyjdź! - krzyknęła.

- Tempe...

- Wyjdź! Ufałam ci, a ty mi nie powiedziałeś! Jak mogłeś?

Booth wiedział, że na nic się zdadzą teraz jego przeprosiny i błagania. Jego partnerka potrzebowała czasu na przemyślenia. Ale on nie chciał jej zostawiać samej. Podjął zatem jeszcze jedną próbę.

- Temperance, zrozum...

- Nie chcę rozumieć! Wynoś się! - Bones zaczęła wyprowadzać Seeleya ze swojego mieszkania. Jedną ręką otworzyła drzwi. – Idź już!

Agent przestąpił próg.

- Nie odejdę, Bones. Nie zostawię cię.

Brennan zamknęła mu drzwi przed nosem.

- Zostanę tutaj tak długo jak będzie to konieczne. Słyszysz? Nie ruszę się stąd – powiedział.

Tempe nie chciała tego słuchać. Gdy zamknęła drzwi, przywarła do nich plecami i osunęła się na podłogę. Łzy same napłynęły jej do oczu. Jak On mógł to zataić? Dlaczego? Ufała mu, a On zrobił coś takiego... Chciałaś prawdy to masz!, pomyślała i zamknęła oczy, a słona łza spłynęła po policzku.

Dwie godziny później Bones nadal siedziała przy drzwiach, lecz już nie płakała. Początkowa złość minęła, a przyszło uczucie ulgi. Tamtym żołnierzem był Booth, jej partner - zawsze opiekuńczy, czuwający nad wszystkim.

Może zareagowała zbyt ostro na początku? Może powinna go wysłuchać? Teraz żałował, że wypędziła go z mieszkania. Chciała, by stał za drzwiami, by tam był. Zapomnij, Brennan, pomyślała, ale pchnięta jakąś niewidzialną siłą uchyliła drzwi i wyjrzała na klatkę schodową. Jakież było jej zaskoczenie, kiedy zobaczyła Bootha. Stał oparty o ścianę i patrzył na nią.

- Powiedziałem, że nie odejdę – szepnął.

- Miałam taką nadzieję. – Bones przesunęła się i ponownie tej nocy wpuściła go do swojego mieszkania.

- Przepraszam, Tempe. Nie powinienem był tego ukrywać.

- Dlaczego nie powiedziałeś mi tego od razu, wtedy kiedy ci o wszystkim opowiedziałam? Czemu nie powiedziałeś na samym początku naszej współpracy?

- Usiądźmy, wszystko ci wyjaśnię – odparł delikatnie Seeley i razem z Brennan usiadł na kanapie. Antropolog popatrzyła na niego wyczekująco, ten nie miał już wyboru. Zapowiadała się kolejna poważna rozmowa.

- Po tamtym zadaniu, które polegało na twoim uwolnieniu, miałem cię już nie zobaczyć. To była tajna misja, żadnego rozgłosu. Ty wróciłaś do kraju, a ja po jakimś czasie udałem się na szkolenie do Quantico. Nie mieliśmy prawa się spotkać. Nie wiesz nawet, jakie więc było moje zdziwienie kiedy Cullen poinformował mnie, że to właśnie ty, tamta dziewczyna którą kiedyś uratowałem, sławna już Temperance Brennan zostanie moją partnerką. Nie powiedziałem ci na początku bo... zresztą sama wiesz jakie były wtedy relacje między nami. Nie chciałaś mi pomagać, ja byłem sceptycznie nastawiony do tej całej antropologii. Dla mnie to nie miało racji bytu. Ale potem, stopniowo wszystko szło ku lepszemu, zbudowaliśmy nić porozumienia między nami... – Przerwał, by zaczerpnąć oddech i przygotować się na ewentualne zarzuty Bones, lecz ta słuchała w milczeniu. – Masz rację, mogłem ci powiedzieć, ale jaki sens miało wracanie do przeszłości? Nie słyszałem byś wspominała o swoim porwaniu, a nauczony doświadczeniem wiedziałem, że nie należy przypominać o takich rzeczach... nie chciałem przywoływać złych wspomnień. A kiedy parę dni temu powiedziałaś mi o wszystkim. Biłem się z myślami, nie chciałem dłużej ukrywać prawdy. Mam tylko nadzieję, że mi wybaczysz. – Booth zakończył i podniósł się z kanapy gotowy, by opuścić mieszkanie swojej partnerki. Odwrócił się i miał już odejść, kiedy poczuł uścisk, to Brennan złapała go za ramię.

- Booth, czy mógłby to być aż tak duży przypadek?

- Nie wierzę w przypadek, Bones.

- To co to jest? Zawsze kiedy coś mi grozi, jestem w niebezpieczeństwie, jest mi po prostu źle to… to ty... ty zawsze jesteś przy mnie, a teraz się okazuje, że byłeś nawet wtedy kiedy się jeszcze nie znaliśmy - powiedziała Tempe.

- Może to przeznaczenie - odparł Seeley.

- Potrzebuję cię...

- A ja ciebie, Bones. Tworzymy zgrany zespół – uśmiechnął się agent.

- Sweets powiedziałby słysząc naszą rozmowę, że zrobiliśmy ogromny postęp w naszych stosunkach interpersonalnych – odpowiedziała Brennan i również się uśmiechnęła.

- Czyli nie dostanę w twarz?

- Nie – Bones pokręciła głową.

- To kamień z serca.

Antropolog uniosła do góry jedną brew ze zdziwieniem.

- Ulżyło mi – wyjaśnił agent.

- Ale żeby to była ostatnia rzecz, jaką zataiłeś. Nie chcę cie więcej wyganiać z mojego mieszkania w taki sposób jak zrobiłam to dzisiaj.

- Obiecuję. Żadnych tajemnic – odpowiedział kładąc przy tym prawą dłoń na piersi. – Ale ja już może pójdę. Zobaczymy się jutro w instytucie. Do zobaczenia. – Seeley otworzył drzwi i już miał wyjść kiedy w progu odwrócił się i pocałował Tempe w policzek. Po raz pierwszy zdobył się na taki gest. Widząc zaskoczenie na twarzy Bones, uśmiechnął się i zniknął na klatce schodowej, a Tempe dotknęła dłonią policzka, który płonął.