~ 9 ~

Następnego dnia rano Temperance Brennan mogła wreszcie zająć się ofiarą, którą wczoraj wraz z Boothem odgrzebali w kontenerze. Zack wykonał swoje zadania. Oczyszczone z tkanki miękkiej kości leżały na stole.

- Po oczyszczeniu kości zauważyłem mały otwór w czaszce – powiedziała Addy, kiedy wraz z Bones badał szczątki. – Kształtem przypomina otwór wlotowy jakiegoś pocisku, ale nie ma otworu wylotowego.

- Otwór ten mógł także zostać spowodowany uderzeniem czymś ostrym, ale ślady na kości wokół otworu wskazują na postrzał – powiedziała Tempe przyglądając się czaszce. – A pocisk? Skoro to rana postrzałowa, to gdzie jest nabój?

- Nigdzie go nie było i w tym cały problem.

- Dziwne, w takim razie spróbuj dopasować prawdopodobne narzędzie zbrodni – wydała polecenie Brennan i poszła do swojego gabinetu, chwilę potem pojawił się Booth. Wszedł trochę nieśmiało, ale gdy zauważył że jego partnerka się uśmiechnęła od razu poczuł się pewniej. Wszystko sobie wyjaśnili, żadnych tajemnic, wiedzą o sobie wszystko.

- Hej, Bones! Jak tam badanie kości?

- Witaj, Zack odkrył na skroni otwór.

- Samobójstwo? To odpada, sam nie zaciągnąłby się do śmietnika. Egzekucja?

- Być może... - odparła Brennan, a agent usiadł po drugiej stronie biurka.

- Jak to? Już nic rozumiem... dostał kulkę, to co innego może to znaczyć?

- Jest otwór wlotowy, ale nie ma wylotowego. Pocisk powinien zatem być wewnątrz czaszki, a tymczasem go nie ma. Nigdzie – wyjaśniła antropolog. – Powiedziałam Zack'owi, by spróbował dopasować inne, możliwe narzędzia zbrodni.

- Można? - Do gabinetu weszła Camille. – Udało mi się ustalić DNA, a tym samym tożsamość ofiary. Dla pewności porównałam jeszcze zdjęcie w bazie z rysunkiem Angeli.

- I?

- To Philipp Bronson.

- Psia krew – wysyczał Booth, a doktor Saroyan i Brennan spojrzały na niego. – To jego portfel znalazł bezdomny.

- Nie rozumiem twojej reakcji, teraz pójdzie już gładko – powiedziała Cam. – Wymyślcie jakąś teorię wyjaśniającą jego zabójstwo, a ja wracam do pracy. Może Hodgins i Angela znaleźli coś nowego. – Po tych słowach opuściła gabinet, a Bones powiedziała.

- Znamy tożsamość ofiary, to zazwyczaj cię cieszyło.

- Spodziewałem się, że to może być on.

- Prawo jazdy – przerwała mu antropolog.

- Dokładnie i dlatego co nieco już wiem na jego temat. Otóż Philipp Bronson to wnuk założyciela koncernu budowlanego ''Bronson'', bardzo znanego w Waszyngtonie. Tak przy okazji dodam, że to właśnie jego firma zaprojektował osiedla, na którym mieszkam. Ale wracając do meritum, Philipp Bronson jak wynika z moich informacji był jedynym spadkobiercą rodzinnego majątku, a tym samym firmy. Pomijam fakt, że był doskonale wykształcony, a jego pasją były finanse. Zresztą w firmie zajmował stanowisko dyrektora do spraw finansów.

- No dobrze, ale co to ma wspólnego z tym, że znaleźliśmy go martwego w kontenerze na śmieci? - zapytała Brennan.

- Już mówię. Wczoraj miało się odbyć podpisanie umowy, która miała połączyć dwie olbrzymie konsorcja budowlane.

- Słyszałam o tym.

- No właśnie, o tym się mówiło, a jednym z tych konsorcjów była właśnie firma Bronsona. Do podpisania umowy nie doszło, bo nie pojawił się przedstawiciel ''Bronsona'' czyli Philipp – dokończył Booth.

- A ktoś inny nie mógł podpisać? Inny członek rodziny?

- Problem w tym, że nikogo w zasadzie nie ma. Ojciec ofiary nie żyje, podobnie jak matka, a jego dziadek czyli założyciel firmy jest w śpiączce. Nikt oprócz Philippa nie mógł podpisać transakcji, dlatego też nikt nie zgłosił jego zaginięcia.

- Ale kto w takim razie chciał zabić Bronsona? - zapytała Brennan. – A może to ma związek z tą umową?

- Też tak pomyślałem, spójrz. – Booth podał Tempe teczkę, w środku były akta dotyczące konsorcjów budowlanych w D.C. - Największą firmą jest w tej chwili '''', której założycielem jest Peter Dorbaczenko. W tym momencie jest monopolistą na tym rynku, teoretycznie tylko dwie firmy mogły mu zaszkodzić.

- Firma Bronsona i ta, z którą miał zawrzeć kontrakt. Gdyby umowa została podpisana, przejęłyby funkcję potentata na rynku – przerwała mu Tempe.

- Bingo!

- Podejrzewasz, że za tym morderstwem może stać Dorbaczenko? - zapytała antropolog.

- Tak sądzę, zresztą FBI już od jakiegoś czasu ma go na oku i dostarcza ciekawe informacje na jego temat. Nie zajmowałem się jego sprawą, ale doszły mnie słuchy, że może chodzić o defraudacje pieniędzy. Na razie jednak nie ma żadnych dowodów przeciwko niemu, a my zatem nie możemy nic zrobić – powiedział Booth.

- A jeżeli to on zabił Bronsona?

- Musimy się tego dowiedzieć, a może masz ochotę na przejażdżkę do mieszkania ofiary? - zapytał Seeley.

- Bardzo.

###

W drodze do mieszkania Philippa Bronsona, Booth i Bones dalej snuli teorię o możliwym udziale Dorbaczenki w całym zajściu.

- Ale Bones, to chyba jasne, że jeśli za morderstwem Bronsona stoi ten cały Dorbaczenko, to nie dokonał tego sam, tylko kogoś wynajął.

- Wiem, tym trudniej będzie cokolwiek na niego znaleźć – odpowiedziała Temperance. – Peter Dorbaczenko, czy on nie pochodzi z Rosji?

- Dokładniej z Moskwy.

Na chwilę zapanowała cisza, przerywana tylko odgłosem pracującego silnika.

- Booth...

- Tak?

- Dziękuję jeszcze raz za to, że postarałeś się wyciągnąć Zack'a. Pamiętam jak na początku trzymałeś go na dystans.

- To był męski rytuał, ale to było dawno. Mimo to, cieszę się że sprawiłem ci tym radość.

- A mogę wiedzieć co cię do tego skłoniło? - dopytywała się dalej antropolog.

Agent westchnął i odpowiedział.

- No cóż, widziałem jak się męczysz z każdym nowym asystentem, w każdym starałaś się odnaleźć Zack'a, a oni nie spełniali wszystkich twoich oczekiwań – wyjaśnił. To była prawda, ale w głównej mierze chodziło o to, że dla Bones mógł zrobić wszystko.

- Dziękuję.

- Bones, nigdy nie słyszałem od ciebie tyle razy dziękuję niż w ciągu ostatnich dni.

- A to źle?

- Skądże, zmieniasz się - odparł, a Brennan spojrzała na niego. – Tak, Tempearnce, zmieniasz się w człowieka... żartuję - uśmiechnął się.

- Czasami mam ochotę cię...

- Tak? Na co masz ochotę ze mną zrobić? - zapytał agent melodyjnym głosem, który nie jedną kobietę przyprawiłby o szybsze bicie serca.

- Booth...

Seeley uśmiechnął się, chwilę potem parkował już swojego SUV-a przed apartamentowcem, w którym mieściło się mieszkanie Bronsona.

- Wiesz, który numer mieszkania? - zapytała Brennan, kiedy byli przy głównym wejściu. Booth otworzył szklane drzwi i przepuścił swoją partnerkę.

- Chyba trafniejszym pytaniem byłoby, który to apartament?

Bones popatrzyła na niego wyczekująco.

- Mieszkał w penthausie, całe ostatnie piętro było dla niego – odpowiedział.

- Nieźle.

- Ty też możesz pozwolić sobie na coś takiego.

- Ale nie chcę, zresztą teraz nie jest mi potrzebne całe piętro dla siebie. Za jakiś czas będę miała cały dom – odpowiedziała.

- No tak, zapomniałem – uśmiechnął się.

Szli równym krokiem przez hall, marmurowa posadzka aż lśniła, na ścianach wisiały reprodukcje znanych dzieł, a z sufitu zwieszały się zdobione złotem żyrandole. Całość jednak nie była przytłaczająca, sprawiała wrażenie skrupulatnie dobranej kompozycji. W końcu partnerzy dotarli do windy.

- Nie chcesz iść schodami? - zapytała Tempe.

- Ale ci się na żarty zebrało, Bones, naprawdę. Dzisiaj pojedziemy windą – odparł.

Nie musieli długo czekać, już po chwili winda zawiozła ich na ostatnie piętro. Gdy metalowe drzwi się otworzyły, Brennan i Booth wyszli prosto do małego przedpokoju. Na wprost znajdowały się drzwi do penthause'a Bronsona.

- Zamknięte – powiedziała Tempe naciskając klamkę. – No i co teraz?

- Jak to co? Musimy tam wejść – odpowiedział agent. – Masz może kartę kredytową? Nie chciałbym znowu strzelać do zamka.

- A po co ci moja karta... Acha...

Booth uśmiechnął się do niej wdzięczny, że zrozumiała. Po dziesięciu minutach szarpania się z zamkiem, udało im się wejść do środka. Wnętrze mieszkania było tak samo wytworne jak hall, tylko urządzone w bardziej nowoczesnym stylu. Biała, skórzana kanapa, fotele…

- Matko! On miał plazmę, 100 cali... - powiedział Seeley.

- Booth, to tylko telewizor. Nie wiem czemu wywołał on u ciebie aż takie poruszenie.

- Bones, obiecaj mi, że jak już wybudujesz dom to kupisz telewizor. Plazmę, taki w HD i będziesz mnie zapraszać, co? Razem będziemy oglądać filmy, mecze na plazmie wielkości stołu. - Wzrok agenta był rozmarzony.

- Oczywiście – zaśmiała się Brennan. – Ale wiesz, że nie muszę cię zapraszać. Będziesz mógł przychodzić kiedy chcesz, a zresztą przecież robisz to nawet teraz.

- No tak - odparł z uśmiechem.

Na tym skończyło się snucie przyszłościowych planów. Partnerzy wrócili do przeszukiwania mieszkania. W lateksowych rękawiczkach sprawnie przeglądali dokumenty leżące w gabinecie, szafy w sypialni i inne zakamarki. Niestety nic nie znaleźli.

- Tu nic nie ma – powiedziała Temperance, kiedy po raz dziesiąty otwierała jedną z szuflad biurka. – Niczego co mogłoby nam pomóc. Nic. Nada.

- Facet był czysty i stał się ofiarą. Nie widać śladów walki, wszystko jest w idealnym porządku. Zatem nie został zabity tutaj – odparł Booth.

- A jego biuro w firmie? Może tam coś się znajdzie?

- Zaraz zadzwonię do FBI, niech wyślą tam kogoś i je przeszukają. – Agent wyjął telefon, a Bones jeszcze raz rozejrzała się po mieszkaniu Bronsona. – Załatwione. Ale tu już chyba nic po nas. Wracamy do instytutu, może zezulce mają dla nas lepsze informacje.

Instytut Jeffersona

- A ja wam mówię, że to istoty pozaziemskie. Nie twierdzę, że na Bronsonie były przeprowadzane jakieś eksperymenty, ale... ten otwór w czaszce mówi sam za siebie – powiedział Jack Hodgins, kiedy wraz z Camille, Zacharym i Angelą dyskutowali na temat przyczyny śmierci ofiary.

- A znalazłeś może jakieś kosmiczne cząsteczki? Coś w stylu gwiezdnego pyłu? - zapytała z przekąsem Cam.

- Doktor Saroyan, czyżbym słyszał kpinę w pani głosie?

- Skarbie, wierzymy, że istnieje ktoś jeszcze we wszechświecie, ale to mało prawdopodobne, by nasza ofiara miała z nimi jakiś związek – powiedziała Angela, by uspokoić Hodginsa.

- Jak chcecie, ale mi się wydaje to dziwne…

Jack jednak nie dokończył, gdyż do instytutu weszli Booth i Bones. Od razu skierowali się w stronę naukowców pogrążonych w dyskusji.

- Udało wam się coś odkryć? - zapytał agent.

- Próbowałem znaleźć jakieś specyficzne cząsteczki, ale niestety. Na jego ciele, ubraniu, kościach były tylko zwykłe drobnoustroje, mikroorganizmy typowe dla pomieszczeń pełnych wielu...

- Śmieci? - zapytał Seeley.

- Dokładnie. Nie znalazłem śladu prochu na rękach co potwierdza, że nie było to samobójstwo. Jedyne co było wyróżniające to ślady tytoniu oraz drobinki żwiru, które znalazłem na ubraniu – powiedział Hodgins, a w instytucie zadźwięczał telefon agenta.

- Booth – powiedział i odszedł na bok, by spokojnie porozmawiać. Reszta tymczasem dalej dzieliła się informacjami.

- A ty, Angela? Udało ci się coś znaleźć? - zapytała Brennan.

Artystka podeszła do komputera i wyświetliła zrekonstruowany strój ofiary.

- Więc, te obszarpane nogawki i wytarcia na plecach mogą wskazywać na to, że ofiara została ciągnięta po podłożu, chyba żwirowym...

- To by wyjaśniało żwir, który znalazłem – powiedział Jack.

- Właśnie. A poza tym to ślady krwi na kołnierzu kurtki – dodała Angela. Do zezulców dołączył już Booth.

- Dzwonili z FBI. Przeszukali biuro Bronsona i znaleźli jego organizer. W nocy kiedy zginął miał się spotkać z niejakim Tonym Hodginsem...

- Tony? - wyrwało się Jackowi. – On nie może mieć z tym nic wspólnego.

- Hodgins, czy to przypadkowa zbieżność nazwisk czy znasz tego człowieka? Lepiej powiedz prawdę tera niż, żeby potem miały wyniknąć z tego problemy – powiedział Seeley.

- Tony to mój kuzyn, ale rzadko się widujemy. Praktycznie nie widziałem go już parę lat. Jest typem podróżnika – odparł naukowiec.

- OK, ale i tak muszę go przesłuchać, być może jest ostatnią osobą która widziała Philippa Bronsona żywego – powiedział agent. – Bones, jedziemy złożyć wizytę Tony'emu.

Booth i Brennan wyszli a reszta wróciła do swoich zajęć.

###

Jakiś czas później Brennan i Booth stali przed domem Tony'ego Hodginsa.

Ding-dong, ding-dong.

Dźwięk dzwonka rozbrzmiał gdy tylko agent dotknął małego przycisku. Nikt jednak się nie pojawił. Booth ponownie nacisnął dzwonek, tym razem dłużej. Z wnętrza dobiegło jakieś szuranie, a po chwili drzwi się otworzyły. Stanął w nich mężczyzna średniego wzrostu, przypominający budową ciała swojego kuzyna – Jacka. Różniło ich jednak to, że włosy Tony'ego zebrane były w kucyk i nie miał zarostu.

- Tak? - zapytał niepewnie.

- Agent specjalny Seeley Booth. – Błysnęła odznaka. – A to doktor Temperance Brenan. Chcielibyśmy zadać panu kilka pytań.

- Oczywiście. – Mężczyzna wpuścił partnerów do środka. – A o jaką sprawę chodzi?

- O Philippa Bronsona – odpowiedział Booth, kiedy Tony prowadził jego i Brennan do salonu. Gdy się tam znaleźli, Bones od razu musiała się zgodzić z Hodginsem – jego kuzyn był zdecydowanie typem podróżnika. Ściany salonu zastawione były regałami pełnymi pamiątek z wypraw: afrykańskie figurki stały obok posążków Buddy, a fotografie przedstawiały właściciela tej kolekcji na tle niesamowitych krajobrazów.

Partnerzy usiedli na kanapie, a Tony spoczął na fotelu na przeciw nich.

- Przepraszam, ale jestem zaskoczony państwa wizytą – powiedział mężczyzna. – I nadal nie rozumiem dlaczego ta wizyta ma związek z Philippem.

- Znał pan go bardzo dobrze? - zapytała Temperance.

- Tak. Znamy się od czasów liceum, na studiach nasze drogi się rozeszły. Philipp wybrał ekonomię a ja kulturoznawstwo, ale cały czas mamy ze sobą kontakt – wyjaśnił.

- Kiedy ostatni raz spotkał się pan z Philippem Bronsonem? - Tym razem to Booth zadał pytanie.

- Chwileczkę... To było jakieś parę dni temu, cztery jeżeli dobrze pamiętam. Umówiliśmy się w ''Irish Pub'', by pogadać o starych czasach.

- To by się zgadzało z czasem zgonu – szepnęła Tempe do Seeleya.

- I co było potem? - Agent kontynuował przesłuchanie.

- Spotkaliśmy się około 21:00. Wypiliśmy za stare dobre czasy, a raczej to ja wypiłem...

- A Bronson? - zaciekawił się Booth.

- Nie może...

- Alkoholik? - zapytała Brennan, a Tony przytaknął.

- Wyleczyła go terapia, ale wiadomo że alkoholicy nie mogą pić. Wynagradzał to sobie jednak w inny sposób - uwielbiał palić fajkę, taki nawyk wyniesiony z domu – powiedział Hodgins.

- Rozumiem, a o której godzinie spotkanie dobiegło końca? - zapytał Booth.

- Philipp wyszedł trochę po północy, a ja jeszcze zostałem. Przepraszam, ale nadal nie wiem po co są te wszystkie pytania – powiedział Tony Hodgins.

Seeley i Tempe spojrzeli na siebie, chyba najwyższy czas, by wyjaśnić cel tej wizyty.

- Przykro nam, ale Philipp Bronson został zamordowany.

Twarz Tony'ego nagle zrobiła się trupio blada, jak gdyby odpłynęła z niej cała krew, oczy zrobiły się szkliste.

- Wiecie kto to zrobił? - zapytał po jakimś czasie mężczyzna.

- Jeszcze nie – odpowiedziała Bones i spojrzała na swojego partnera. Podobnie jak on, nie lubiła przekazywać smutnych wieści – to była najgorsza część ich pracy.

###

Booth i Brennan jechali SUV-em agenta. Zapadał już zmierzch, a na ulicach zaczęli się pojawiać ludzie żądni nocnych wrażeń.

- On tego nie zrobił – powiedział Seeley i skręcił w uliczkę prowadzącą do mieszkania jego partnerki.

- Tony Hodgins? Skąd ta pewność? - zapytała lecz również nie wierzyła, by to kuzyn Jack'a stał za zabójstwem Bronsona.

- Po tylu latach pracy w FBI potrafię rozpoznać czy ktoś udaje... Ten facet mówił prawdę.

- Wspomniał, że Bronson palił fajkę. To wyjaśniałoby ślady tytoniu, które Hodgins znalazł na ubraniu – dodała Tempe.

- Jutro pojedziemy do tej knajpy, może tam znajdziemy coś więcej. – Booth zatrzymał się przed domem. – Przyjadę po ciebie o 8:00, pasuje?

- Tak, dzięki za podwiezienie. – Bones wysiadła z samochodu i ruszyła do drzwi.

- Tylko zamknij wszystko! - krzyknął jeszcze Booth, na co antropolog odwróciła się i pomachała mu na pożegnanie. Oboje uśmiechnęli się. Gdy Brennan zniknęła za drzwiami Seeley pojechał do siebie.

Wracając nucił sobie coś pod nosem. Kolejny dzień dobiegł końca, kolejny dzień spędzony z Temperance. Na każde wspomnienie o swojej partnerce, na twarzy Bootha pojawiał się uśmiech. Przywiązanie przerodziło się w przyjaźń, a ta z kolei przemieniała się w uczucie silne i głębokie, które z każdym dniem było coraz mocniejsze. Seeley dobrze wiedział, że Tempe to już nie tylko jego partnerka, nie tylko zwykła koleżanka z pracy... Bones była niezwykła, piękna, inteligentna. Była marzeniem każdego mężczyzny. Czy zatem będzie mu dane, by spełniło się jego marzenie?
Tymczasem Brennan zdążyła nastawić już wodę na herbatę i usiąść z kubkiem parującego napoju na kanapie. Wcześniej zdążyła zgasić światło i teraz tylko księżyc w pełni oświetlał salon. Mimo wielu spraw jakie miała na głowie, jedna nie dawała jej spokoju – Seeley Booth. Mężczyzna zagadka. Tak ważny w jej życiu... Ale czy to co do niego czuła można było nazwać miłością? Przecież miłość to tylko związki chemiczne i feromony. Nic więcej. Jak zatem wytłumaczyć to co działo się z nią kiedy Booth był w pobliżu? Wystarczył jego uśmiech a ona czuła ciepło rozchodzące się po ciele; jego spojrzenie a nogi same się pod nią uginały; a kiedy trwali w przyjacielskim uścisku serce biło jak oszalałe... Jeżeli to nie jest mił… czy ja potrafię kochać?, pomyślała Brennan i zamknęła oczy.

###

Poranek nastał wyjątkowo szybko i nim Bones zdążyła się obejrzeć już jechała wraz z Boothem do pubu, w którym swoje ostatnie godziny życia spędził Philipp Bronson. ''Irish Pub'' znajdował się przy bocznej uliczce, niedaleko miejsca w którym znaleziono ciało. Podjazd przed knajpą wysypany był żwirem, na co od razu zwróciła uwagę Brennan kiedy tylko wysiadła z samochodu. Natychmiast też poinformowała o tym swojego partnera.

- Według Angeli i Hodginsa, Bronson miał być ciągnięty po żwirowym podłożu.

- A my tu mamy taki podjazd – powiedział Seeley. – I na dodatek obok miejsca, w którym znaleźliśmy szczątki.

- Wezmę próbkę. Jack sprawdzi zgodność. – Bones wyjęła z torby jedną z torebek ziploc zapinanych na suwak i zgarnęła trochę żwiru. Booth przyglądał się temu. Mimo paroletniej współpracy niektóre rzeczy nadal go trochę zadziwiały, no i to na przykład: żwir to żwir, wszędzie jest taki sam, a Bones mówi o jakiejś zgodności. To nie było na jego nerwy.

Brennan skończyła i wraz z Boothem skierowała się w stronę głównego wejścia do pubu. W nocy, tętniąca życiem knajpa o wczesnych godzinach porannych świeciła pustkami. Przy barze kręcił się tylko jakiś mężczyzna.

- W czym mogę pomóc szanownej parce? - Mężczyzna za barem zauważył dwójkę przybyłych i wesoło zagadnął.

- Agent specjalny Seeley Booth a to doktor Temperance Brennan. – Wskazał na swoją partnerkę. – Chcielibyśmy zadać panu parę pytań.

Barmanowi momentalnie zrzedła mina.

- Proszę bardzo, ale nasz pub działa zgodnie z prawem. Nie odbywa się tu żaden nielegalny handel...

- My nie w tej sprawie – przerwała Bones, na co Booth posłał jej spojrzenie w stylu „ja tu zadaję pytania". – No co?

Seeley pokręcił głową.

- Nic – odparł, po czym zwrócił się do barmana. – Czy kojarzy pan tego mężczyznę? - Agent pokazał zdjęcie, na którym widniała twarz Philippa Bronsona.

- Jasne, często tu przychodzi, ale nigdy nie pije. Zawsze tylko tonik z lionką.

- No to przecież pije – powiedziała Brennan.

- Chodzi o to, że nie pije alkoholu, Bones, tak się mówi – wyjaśnił Booth, a barman przyglądał im się zdziwiony.

- Bez urazy, ale skąd żeś ją pan przywiózł?

- Z wykopalisk, ale wracając do sprawy... Kiedy widział pan po raz ostatni tego mężczyznę? - pytał dalej Booth.

- Ja wiem? Jakieś parę dni temu... pięć... sześć... Był z kumplem, Tony'm jeżeli się nie mylę. Stały bywalec, przychodzi zawsze jak wraca z jakiejś podróży, ta... Ale ten to już za kołnierz nie wylewa – powiedział barman na co Bones już chciała coś powiedzieć, lecz Seeley uciszył ją spojrzeniem.

- A pamięta pan, o której godzinie opuścili pub?

- Było dużo ludzi, ale... Philipp tuż po północy a Tony... chyba około drugiej nad ranem.

- A czy coś szczególnego przykuło pana uwagę? Coś dziwnego? Jakiś hałas? - pytał dalej agent.

- Nic nie słyszałem, a zresztą w nocy to trudno tu usłyszeć własne myśli. Jest taki gwar, że gdybym nie musiał przyjmować zamówień, nosiłbym stopery w uszach – odparł barman. – Ale OK, odpowiedziałem na pytania, ale po co to wszystko? Czy coś się stało?

- Philipp Bronson został zamordowany niedaleko pańskiego pubu.