~ 10 ~
Bones przesunęła identyfikator przez czytnik i weszła na platformę. To samo zrobił Booth. Po chwili dołączyli do nich Hodgins i Angela.
- Odkryliście coś w tym pubie? - zapytał Jack.
- Żwir dla ciebie – odparł Booth.
- Sprawdź czy pasuje do tego znalezionego na ubraniu Bronsona – poleciła Brennan i podała Hodginsowi małą torebkę wypełnioną czarnymi kamyczkami.
Naukowiec niezwłocznie udał się na swoje stanowisko pracy, by zbadać zawartość.
- A poza żwirem coś znaleźliście? - Tym razem to Angela była ciekawa.
- Niestety nic – odpowiedział Booth. – Uuuu lalala... - Agent spojrzał na wejście.
- Co się stało? - zapytała Bones i też spojrzała w tamtą stronę. Przy drzwiach stała całująca się para. Nie ulegało wątpliwości, że kobietą jest doktor Camille Saroyan.
- Ale parno – powiedziała Temperance z uśmiechem.
- Gorąco – poprawił ją Seeley i również się uśmiechnął.
- No przecież mówię. - Bones nie wiedziała o co chodzi jej partnerowi.
Agent tylko pokiwał głową z niedowierzaniem.
- Kobieta to Cam... - Bones zmrużyła oczy. – Ale ten mężczyzna... czy to nie…
- Serrano – dokończył za nią Booth. – Sądziłem, że Cam ma lepszy gust.
- Bo ma, przecież była z tobą – odparła antropolog.
- Dzięki, Bones. Uważasz że jestem dobrą partią? - Agent wypiął dumnie pierś i założył kciuki za pasek u spodni.
- Z antropologicznego punktu widzenia twoja budowa ciała przyciąga osobniki płci przeciwnej. Jest to naturalne, gdyż widzą w tobie doskonałego reproduktora i obrońcę – powiedziała Brennan.
- Dzięki, następnym razem dwa razy pomyślę nim zapytam cię o coś. Reproduktor. A podobno wygląd się nie liczy i podobno to mężczyźni myślą o tym przez cały dzień – odparł Seeley.
- O czym?
- No wiesz... - Agent zamrugał.
- O seksie? - zapytała Bones bez zbędnych ceregieli, na co Booth wzniósł oczy do nieba. – To jest naturalna kolej rzeczy. Gdy samicy spodoba się samiec to...
- Dobra Bones, wiem o co chodzi. Nie musisz tego tłumaczyć, wiem skąd się biorą dzieci. Co nie zmienia faktu, że nie sądziłem, że spotkam tu Serrano.
- To wy go znacie? - Do rozmowy włączyła się Angela.
- Mieliśmy okazję go poznać. To on dowodził ekipą, gdy pojechaliśmy zbadać szczątki Bronsona – wyjaśnił Seeley. – No, ale dość o nim. Jak się sprawy mają z naszym truposzkiem?
- Booth! To jest szkielet – zaprotestowała Brennan.
- OK, niech będzie.
- Zack cały czas pracuje nad...
- Już nie! - przerwał Angeli Addy wchodząc na platformę. – Tak jak poleciła doktor Brennan, spróbowałem dopasować inne możliwe narzędzie zbrodni, które mogło wyrządzić taki uraz.
- Chodzi ci o tą dziurę w czaszce? - Upewnił się agent.
- Tak. Na początku nie brałem pod uwagę broni palnej, z tego względu że nie znaleziono pocisku.
- I..
- I nic. Żaden z przedmiotów nie powoduje podobnych obrażeń – powiedział Zack.
- To ja już nic nie rozumiem. – Booth spoglądał to na Zack'a to na Bones.
- Potem jednak postanowiłem wziąć broń pod uwagę i tutaj jest zgodność. Otwór pasuje do kalibru 9 mm, tyle że nie udało mi się zidentyfikować broni bo nie ma naboju, nawet śladu prochu na czaszce – wyjaśnił Addy.
- Zatem jeżeli brać pod uwagę, że Bronson zginął od kuli to mogła to być robota snajpera – powiedział Seeley.
- Ale przecież pocisk nie mógł tak po prostu zniknąć – dodała Angela.
- Co nie mogło zniknąć? - Na platformę weszła Cam.
- Nabój, którym został trafiony Bronson, jeśli zginął od postrzału oczywiście – odparła Bones.
- W tkankach miękkich go nie było – powiedziała patolog.
- Logicznie rzecz biorąc, skoro nie ma pocisku to znaczy, że ofiara nie mogła zginąć od postrzału. – Wyraziła swoje zdanie Brennan. – Jeżeli czegoś nie ma to...
- To wcale nie znaczy, że tego tam nie było, Bones.
- Co masz na myśli? - Antropolog spojrzała na agenta.
- Może to irracjonalne, ale...
Zezulce utkwiły wzrok, w Boothie, oczekując na to co powie.
- Lodowe pociski, amunicja dla zabójców i snajperów. Nabój wygląda identycznie jak normalny, z tym że pocisk jest z lodu. Jest bardzo inwazyjny i rozbryzguje się w obiektach, w które trafi lub też topnieje – powiedział Booth.
- Ciało ma zazwyczaj temperaturę 36,6oC, pocisk uległby roztopieniu – dodała Bones, która zaczęła rozumieć o co chodzi jej partnerowi.
- Dokładnie. Taki pocisk może być używany w każdym rodzaju broni, dlatego nie jest możliwa identyfikacja broni z jakiej został on wystrzelony. Jedynym problem jest przechowywanie amunicji...
- Chodzi o temperaturę?
- Tak – przytaknął Seeley. – Ale zostały zbudowane specjalne magazynki chłodzone azotem.
Booth skończył swój wykład, a naukowcy patrzyli na niego z uznaniem.
- No co? - zapytał zdziwiony.
- Skąd to wszystko wiesz? - Angela nie kryła zaskoczenia.
- Byłem snajperem...
- Seeley, jesteś genialny – powiedziała Cam. – Może chcesz dołączyć do naszego zespołu w instytucie?
- Co to, to nie! Zadowolę się pracą agenta specjalnego i współpracą z wami.
- Pasuje! - Do osób zgromadzonych na platformie dobiegł głos Hodginsa. Wszyscy spojrzeli w jego stronę. – Żwir z ubrania Bronsona i ten, który mi dzisiaj dostarczyliście to ten sam.
Booth spojrzał na Tempe.
- Wiemy w jaki sposób zginął – powiedziała Brennan. – Nie wiemy jeszcze, a raczej nie mamy dowodów, które potwierdzałyby kto za tym stoi.
- Jadę do biura, może oni coś wiedzą.
Seeley opuścił Instytut Jeffersona, a Bones poszła do swojego gabinetu. Nie spodziewała się, że Booth posiada aż tak ogromną wiedzę z zakresu balistyki. Usiadła na fotelu gotowa, by sporządzić raport, kiedy do jej uszu dotarły głosy dochodzące zza drzwi
- Powinienem był na to wpaść...
- Tak Zack, wiemy – powiedział Hodgins.
- Przecież to było oczywiste.. - lamentował Addy.
- To też już słyszeliśmy.
- Powinienem był to odkryć... - kontynuował asystent na co Jack już nie wytrzymał.
- Zack! Płyta ci się zacięła?
###
Dyrektor FBI – Cullen, siedział w swoim gabinecie kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Wejść.
Do środka wszedł mężczyzna ubrany w stalowoszary garnitur, w ręku trzymał teczkę.
- Dzień dobry, sir. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – powiedział z przesadną kurtuazją.
- Witaj, Serrano, właśnie miałem po ciebie posłać. Usiądź. – Dyrektor wskazał na fotel po przeciwnej stronie biurka. – Dowiedziałeś się czegoś?
- Tak, ale to chyba nie są dobre wiadomości...
- Tajniacy z reguły nie przynoszą dobrych wiadomości.
Serrano uśmiechnął się.
- Taka praca, ale wracając do tego co sprowadziło mnie do pańskiego gabinetu. Jak sir wie, ostatnio mamy na oku Dorbaczenkę. Nasi ludzie śledzą go od czasu jego powrotu z Moskwy.
- Dotarły do mnie te informacje – powiedział Cullen.
- Szukamy dowodów, ale to nie łatwe w takiej wąskiej grupie. A nie pomogło nam ostatnie morderstwo...
- Nad którym pracuje Booth, tak?
- Tak. Wszystko się skomplikowało. Jako tajniak nie znalazłem żadnych kwitów czy dokumentów, które umożliwiłyby przeszukanie domu Rosjanina. Booth prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa Bronsona i również szuka dowodów. Niestety Dorbaczenko jest zbyt wpływowy. Można powiedzieć, że trzyma w garści całą elitę biznesmenów z Waszyngtonu. To ścisła elita... nikt nie piśnie słówka, za dużo można stracić – wyjaśnił Serrano.
Dyrektor FBI popatrzył na mężczyznę i usiadł wygodniej w swoim fotelu. Następnie swój wzrok skierował na błękitne niebo widoczne za oknem.
- Potrzebny byłby nasz człowiek, który wtopiłby się w tą elitę. Bogaty, przystojny... tajniak, który zdobyłby potrzebne informacje – powiedział po chwili Cullen.
- Tak byłoby najlepiej. Jest tylko jeden problem. W obecnej chwili, żaden z dostępnych ludzi nie podejmie się takiego zadania. Siły skupione zostały na rozpracowaniu nielegalnego handlu farmaceutykami. A ja już jestem znany w tym środowisku więc też odpadam...
- Wiem, ale ja już chyba wiem kogo wyślę na tą misję... Przydałby się tylko jakiś dobry moment, by wkręcić nasze osoby do tej elity – odparł szef FBI.
- Może bal.
- Bal?
Serrano przytknął.
- Dorbaczenko co roku urządza bal w we wrześniu, na którym będą znane osobistości. Takimi dysponuję informacjami.
- Kiedy jest ten bal?
- W najbliższy piątek.
- To za trzy dni. Hmmm... Trzeba się pospieszyć. Zdobądź zaproszenia na tą uroczystość. – Polecił Cullen.
- A na jakie nazwisko?
- Claire i John Maxwell.
###
Brennan siedziała w swoi gabinecie zastanawiając się nad sprawą, którą teraz prowadziła z Boothem. Lodowe pociski? Rosyjski miliarder? To było zbyt wiele. Postanowiła się odprężyć i rozpoczęła pracę nad kolejnym rozdziałem swojej nowej książki. Pomysłów zazwyczaj jej nie brakowało, ale teraz w głowie miała pustkę. Pięć razy zaczynała jedno zdanie i pięć razy je kasowała. Nie mogła się skupić. Siedziała z głową podpartą na rękach kiedy usłyszała kroki. To Angela przyszła zobaczyć co u niej.
- Słonko, co to za mina? Znasz przyczynę śmierci ofiary, rozwiązanie już blisko – powiedziała artystka.
- Nie o to chodzi.
Angela przyjrzała jej się uważnie. Brennan i całkowity brak zainteresowania pracą? Coś jest nie tak.
- Bren, czy coś się stało? Pokłóciłaś się z Seeley'em?
- Nie, skąd ci to przyszło do głowy? Przecież ostatni raz widziałam się z nim kiedy byliśmy wszyscy razem... Tu nie chodzi o Bootha.
- A może jednak? - Montenegro usiadła na kanapie i wzrokiem zaprosiła Tempe, by spoczęła obok niej. – Mi możesz powiedzieć.
Bones podeszła do przyjaciółki i usiadła obok niej.
- Tu nie chodzi o Bootha a o mnie... to dziwne wiem, ale...
- Sweety, to wcale nie jest dziwne. – Angela posłała jej uśmiech.
- Ostatnio trochę się zastanawiałam nad tym wszystkim i... i zadałam sobie pytanie. Ange, czy ja potrafię kochać?
Artystka nie spodziewała się tego, ale nie dała po sobie tego poznać.
- Skarbie, każdy potrafi...
- Ale każdy mój związek kończył się... Nie potrafię być z kimś. Nie potrafię się zaangażować. Chyba jestem skazana na samotność – powiedziała antropolog. Nie sądziła, że to powie, ale Angeli mogła zdradzić wszystko.
- Tempe, to że do tej pory ci się nie układało z mężczyznami nie oznacza wcale, że nie potrafisz kochać. Tak jak powiedziałam każdy to potrafi, należy tylko spotkać właściwą osobę... taką, dla której będzie się wstanie oddać życie, będzie się gotowym zrobić wszystko, by ją uszczęśliwić.
- Oddać życie? - powiedziała Brennan bardziej do siebie niż do Angeli.
- Tak, Tempe. Ja myślę, że taka osoba jest tuż obok.
- Angela...
- Spokojnie, Bren, nie będę prawić ci kazań o tym, że najwyższa pora spojrzeć prawdzie w oczy bo ty to już wiesz. A ta rozmowa jest dowodem na to. Ja już wcześniej wyraziłam swoje zdanie i wiem jedno, serca nie da się oszukać. Możesz bronić się przed tym uczuciem, ale ono i tak zwycięży. Wcześniej czy później i tak wygra. Na twoim miejscu chciałabym jednak cieszyć się tym szczęściem jak najdłużej i nie marnować kolejnych dni – powiedziała Angela i uścisnęła dłoń Temperance. – Wszystko będzie dobrze.
Ciszę jaka nastała po wypowiedzi artystki przerwał nagle dźwięk komórki Bones.
- Czyżby to rycerz w lśniącej zbroi?
- To Booth – odparła antropolog spoglądając na wyświetlacz.
- O wilku mowa. – Angela wstała z kanapy i na migi pokazała swojej przyjaciółce, że wychodzi nie chcąc przeszkadzać. Antropolog odebrała połączenie.
- Tak, Booth?
- Witaj Bones, dzwonię by Ci powiedzieć, że Cullen oczekuje nas jutro o 11:00 w swoim gabinecie.
- Czy coś się stało?
- Nie wiem, mamy się tam jutro stawić – odparł agent.
- Dobrze, w takim razie przyjadę do biura. Czy coś jeszcze?
- Właściwie to już nic... A co teraz robisz?
- Piszę książkę, ale zraz wracam do domu – powiedziała antropolog, by zaspokoić ciekawość swojego partnera.
- Żebym nie musiał cię siłą zaciągać do domu, koniec ze spaniem w instytucie. To nie jest zdrowe. Jako twój partner i... przyjaciel muszę dbać o ciebie...
- Dziękuję, naprawdę. Wiem, że się o mnie troszczysz.
- Jestem w stanie zrobić dla ciebie wszystko, Bones – powiedział Seeley, a Brennan przypomniały się słowa Angeli i uśmiech wystąpił na jej twarzy.
- Ja też Booth, ja też - odparła za nim dotarł do niej sens tych słów.
- Naprawdę? - Booth nie krył zdziwienia, ale wewnętrznie rozpierało go szczęście. Czy przed chwilą Bones nie przyznała się, że byłaby w stanie zrobić dla niego wszystko? Może zatem jego, a raczej ich sytuacja nie jest taka beznadziejna.
- Booth, słyszałeś co powiedziałam.
- Tak, słyszałem. Zatem ja już nie przeszkadzam, wracaj do domu i odpocznij. Ten dzień obfitował w wydarzenia. Do zobaczenia jutro.
- Do zobaczenia – odparła i połączenie zostało zakończone.
Postanowiła zastosować się do rady Bootha i iść już do domu. W końcu nie samą pracą człowiek żyje, co w jej przypadku było aż nadto prawdziwe. Gotowa do wyjścia szła przez laboratorium kiedy usłyszała jak Angela rozmawia z Camille.
- Cam, nie daj się prosić i opowiedz coś o nim.
- Angela, widziałaś go więc co tu jeszcze opowiadać...
Temperance domyśliła się, że jej przyjaciółka stara się wyciągnąć jakieś informacje na temat nowego chłopaka doktor Saroyan.
- Cam, nie daj się prosić.
- Angela czy ja się uganiałam za tobą i prosiłam o rewelacje związane z Hodginsem? - odgryzła się patolog, choć ton jej głosu był dziwnie wesoły.
- Oj, ty przecież znasz Jack'a... To nie to samo!
Brennan postanowiła się ujawnić i dołączyła do kobiet.
- Właśnie, Cam, to nie to samo – poparła artystkę.
- I doktor Brennan przeciwko mnie? Ładne rzeczy. - Camille pokręciła głową z dezaprobatą. – Nie ma mnie parę dni a tu takie rozbestwienie.
- Cam, daj spokój, jesień w Instytucie Jeffersona to jak wiosna. Wszyscy się zakochują – powiedziała Angela i zerknęła na antropolog.
- Czyżbym o czymś nie wiedziała? - zapytała patolog i popatrzyła na swoje pracownice.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku – przerwała Temperance. – A teraz wybaczcie, ale wracam do domu. Do zobaczenia. – Antropolog odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
- Kto się jeszcze zakochał? - szepnęła doktor Saroyan do Angeli.
- A więc przyznajesz się, że się zakochałaś?
Camille wzniosła oczy ku niebu.
###
Budynek Hoovera – głównej siedziby FBI prezentował się doskonale. Pod żadnym względem nie przypominał obskurnego komisariatu policji w Veracruz. Temperance Brennan właśnie miała okazję do porównania. Szła długim korytarzem, po drodze mijała biura agentów federalnych i ich samych, którzy nie szczędzili pozdrowień dla pięknej partnerki ich kolegi. Grzecznie dziękowała nie zatrzymując się. W końcu dotarła do celu. Na szklanych drzwiach, które teraz zasłonięte były roletami, widniał napis: Agent Specjalny Seeley Booth. Nie pukając weszła do środka. Agent siedzący za biurkiem nie podniósł nawet wzroku. Pochylony nad blatem, zawzięcie coś czytał. Mimo wczesnej pory gabinet pogrążony był w mroku, a to wszystko za sprawą ciężkich, stalowych chmur, które przysłoniły niebo. Brennan podeszła do biurka i bez żadnego uprzedzenia włączyła lampkę.
- Psujesz wzrok czytając po ciemku – powiedziała.
- Bones? Co ty tu robisz?
- Jako twoja partnerka i przyjaciółka dbam o twoje zdrowie. – Wskazała na lampkę.
- Eee... dzięki. Miałaś być o 11:00.
- Jest 11:00.
- Niemożliwe... - Booth pokręcił głową, ale spojrzał na zegarek. Bones miała rację. Szybko zebrał dokumenty, wstał i zabrał swoja marynarkę z fotela. – Możemy iść – oznajmił i wraz z Tempe opuścił swoje biuro.
- Już wiesz po co wezwał nas do siebie Cullen? - zapytała antropolog, kiedy wraz z Seeley'em zmierzała do gabinetu dyrektora FBI.
- Wiem tylko tyle, że ma to związek z Bronsonem, Dorbaczenką i nami – odparł agent i zatrzymał się przed najważniejszymi drzwiami w budynku. – Gotowa na chwilę prawdy?
Uśmiech Bootha dodał jej odwagi. Przytaknęła. Seeley zapukał i oboje weszli do gabinetu.
- Czy wszystko co do tej pory powiedziałem jest zrozumiałe? - zapytał jakiś czas później Cullen.
Booth i Bones siedzieli na przeciwko niego i wpatrywali się w dyrektora wielkimi oczami.
- To jest zrozumiałe, ale czy mógłby sir powtórzyć, dlaczego mamy to zrobić? - zapytał Seeley, a Brennan przytaknęła.
- Agencie Booth, sam pan powiązał śmierć Philippa Bronsona z Peterem Dorbaczenką. Uzyskałem informacje, iż jest to bardzo prawdopodobne. Dodatkowo, jak już wiesz, Rosjanin od dawna jest podejrzewany o inne rzeczy: nielegalne przetargi, defraudację. Problem w tym, że brakuje dowodów, a nikt nie jest skłonny do zwierzeń. To bardzo zamknięta grono osób. Ale tu wkraczacie wy – wyjaśnił Cullen.
- Rozumiemy – powiedzieli chórem partnerzy. – A jak się nazywamy? - zapytał Booth.
- Claire i John Maxwell. Milionerzy chcący bezpiecznie ulokować swoje pieniądze.
###
- A więc nie dowiem się o co chodzi?
- Sweets, to ściśle tajne – odparł Booth. – Gdybym ci powiedział musiałbym cię zabić.
- Bawi się pan w Jamesa Bonda?
- My name is Booth. Seeley Booth – odparł agent i uśmiechnął się.
Sweets teatralnie przewrócił oczami. Byli w połowie kolejnej sesji terapeutycznej i rozmawiali o bieżących wydarzeniach. Doktor starał się dowiedzieć nad czym teraz pracują jego pacjenci, co wcale nie było takie proste.
- A pani pełni rolę dziewczyny Bonda? - Słodki zwrócił się do Brennan.
- Ona nie wie co to znaczy – powiedział Booth.
- A skąd możesz to wiedzieć? - odgryzła się Bones.
- Tylko mi nie mów, że oglądałaś Bonda...
Temperance zrobiła skruszoną minę.
- Nie oglądałam.
- Ha! A nie mówiłem – powiedział tryumfalnie Seeley.
- Nie musisz się tak cieszyć, to nie jest zabawne.
- Masz rację, Bones. To nie jest zabawne, to jest tragiczne. Żyjesz jak jakaś Amiszka, a mamy JUŻ XXI wiek.
- Teraz przesadziłeś. Amisze nie korzystają z żadnych udogodnień cywilizacyjnych: światła, prądu, telefonów komórkowych. A ja tego wszystkiego używam!
- Ale nie rozwijają się kulturalnie. Nie znają świata popkultury tak samo jak ty – przerwał jej Booth.
Sweets słuchał tej wymiany zdań i skrzętnie robił notatki. Po chwili w gabinecie zapanowała cisza, przerywana tylko odgłosem tykania zegara. Słodki wykorzystał ten moment i zadał pytanie będące głównym powodem ich terapii.
- Jak się rozwijają państwa stosunki interpersonalne?
- Znakomicie – odparł Booth.
- A jak praca?
- I tak nic z nas nie wyciągniesz, więc nawet nie próbuj – przerwał mu agent.
- Już dobrze, dobrze. To może zajmijmy się teraz życiem prywatnym... Co słychać w instytucie?
- Plotek ci się zachciewa?
- Nie, chciałbym się dowiedzieć jak układa się wasza współpraca z innymi członkami waszego teamu. Co się zmieniło od państwa powrotu z Veracruz.
- Nic się nie zmieniło.
- Wrócił Zack, Camille spotyka się z agentem FBI, którego nie lubi Booth, Angela przeprowadziła się do Hodginsa – zaczęła wyliczać Temperance.
- A ty od kiedy plotkujesz? - Seeley spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie plotkuję, tylko stwierdzam fakty.
- A faktem jest, że u wszystkich zaszły jakieś zmiany tylko nie u was – przerwał im Słodki.
- To źle?
- Teoretycznie nie, ale wciąż tkwicie w martwym punkcie. Przydałby się jakiś impuls, który pobudziłby państwa do działania – odparł doktor.
- Sweets, my nie potrzebujemy żadnego impulsu. Jeszcze potrafimy się porozumieć...
- Agencie Booth, tu nie chodzi tylko o rozumienie siebie – przerwał agentowi Słodki.
- Jest dobrze tak jak jest, więc po co to zmieniać? - zapytała Tempe.
- Wam się tylko wydaje, że jest dobrze.
- Sweets! Ty i te twoje teorie zaczynają mi działać na nerwy. Albo mówisz wprost, albo daj już nam spokój bo mamy zadanie do wykonania – powiedział Booth.
- Ale ja przecież mówię wprost – oburzył się terapeuta.
- Bardzo śmieszne. To ja nie widzę sensu w dzisiejszej sesji. Zatem wybacz, ale nas już czas. – Booth wstał z kanapy, to samo zrobiła Brennan.
- A dlaczego mówi pan za swoją partnerkę?
- Bo ją znam i wiem co myśli.
- Doprawdy?
- Doprawdy! - odparł Seeley. – Chodź Bones, zanim ten dzieciak znów coś wymyśli.
Partnerzy wyszli a Sweets się uśmiechnął. Nareszcie coś zaczęło się dziać.
###
W drodze powrotnej Booth siedział cicho i nic nie mówił. Całą swoją uwagę skupił na prowadzeniu samochodu. To, że zdenerwowała go dzisiejsza sesja było widać tylko po delikatnym drganiu mięśnia mimicznego na jego twarzy i zbyt mocnym ściskaniu kierownicy.
- Booth, wszystko dobrze? - zapytała niepewnie Brennan.
- Tak.
- Wydajesz się spięty.
- Nic mi nie jest. Tylko Sweets... jak on mi działa na nerwy!
- Taka jego natura.
- Dobra, ale nie mówmy już o nim. Mamy ważniejsze sprawy na głowie. Musimy przygotować się do balu. Trzeba jakoś wtopić się w tłum.
- Wtopić? - zapytała Brennan, a agent mimowolnie się uśmiechnął. Jego partnerka zawsze potrafiła go rozbawić swoją niewiedzą.
- Tak, Bones. Musimy wyglądać i zachowywać się jak na milionerów przystało. Nie możemy się wyróżniać.
- Dobra. To chyba nie powinno być trudne.
Agent zatrzymał się pod domem Tempe.
- Zmieniając temat, jak sprawy z działką? Jakaś budowa? - zapytał.
- Na razie tylko teren pod zabudowę. Co prawda mam parę pomysłów, ale nie mogę się zdecydować. Architekt przyniósł mi parę projektów domu, ale żaden w nie odpowiada mi w 100%.
- Pokażesz mi je kiedyś to ci pomogę. – Seeley uśmiechnął się.
- Doprawdy? A skąd wiesz czego chcę?
Chcę, byś chciała tego co ja, pomyślał, ale powiedział: - Bo cię bardzo dobrze znam, Temperance.
Użył jej pełnego imienia, co świadczyło o tym że mówi bardzo poważnie.
- No, ale OK. Zostawiam cię teraz, muszę jeszcze załatwić parę spraw i zadzwonić do Rebecki, że w ten weekend nie dam rady spotkać się z Parkerem – dodał smutno. Bones dobrze wiedziała ile dla jej partnera znaczy jego syn, z którym tak rzadko się spotykał.
- Rebeca na pewno pozwoli ci się z nim spotkać kiedy indziej – pocieszyła go i uścisnęła jego dłoń.
- Pewnie masz rację, ale ostatnio tak rzadko go widzę... Niedługo zapomni jak wyglądam.
- Booth, nie mów tak. Parker świata poza tobą nie widzi. Jesteś dla niego wzorem, bohaterem... Każde dziecko chciałoby znaleźć się na miejscu Parkera, by mieć takiego ojca.
Booth uśmiechnął się.
- Naprawdę tak myślisz?
- Tak. Nie znam lepszego człowieka od ciebie – odparła Brennan.
- Jak mógłbym nie wierzyć kobiecie, która ma tyle doktoratów...
- Nie żartuj – uśmiechnęła się.
- Nie żartuję.
- Do zobaczenia – odparła Brennan i wysiadła z SUV-a.
- Zamknij wszystko, Bones. – Usłyszała jeszcze za sobą. Nie odwracając się ruszyła w stronę drzwi. Wiedziała, że Booth czeka aż ona wejdzie do mieszkania i już jej to nie denerwowało.
