I kolejny rozdział. Trochę się nad nim męczyłam, bo w trakcie czytania nachodziły mnie wątpliwości, odnośnie wartości tego tekstu. Nie ma to jak naczytać się świetnych fików i nabawić się kompleksów. :/ Jednak rozdział dokończyłam, poprawiłam, więc bez dłuższego zwlekania, możecie zacząć czytać.


Było dziwnie ciepło, jak na październik. Słońce nadal stało bardzo wysoko, a chmury gdzieś przewiało. Błonia były pełne uczniów. Syriusz Black szedł przed siebie, bez wyraźniejszego celu. Sam. James prześladował tę jędzę Evans, a Remus zajmował się swoimi Niesamowicie Ważnymi Obowiązkami Prefekta. Petera gdzieś wcięło. Syriusz westchnął cicho. Strasznie mu się nudziło. Nie cierpiał być sam. Normalnie podszedłby teraz do jakiejś dziewczyny, ale miał dosyć. Najpierw ta Jennifer, a później panna Fairfax. Szlag by ją trafił! Tak po prostu go olać… Nie mógł tego tak zostawić. Była zwyczajną dziewczyną, ale to tym bardziej go wkurzało. Jak zwyczajna dziewczyna może go tak odrzucać? Nie mieściło mu się to w głowie. Przecież to on, obiekt westchnień połowy Hogwartu! Najlepszy, najprzystojniejszy, najzabawniejszy chłopak jakiego ta szkoła widziała! No i co tej Adelaide nie pasuje? Kopnął leżący przed sobą kamień z całej siły. Szary odłamek poleciał w kierunku jeziora i wpadł do niego z głośnym pluskiem. Syriusz spojrzał zaniepokojony na taflę. Jeszcze mu tylko wściekłej kałamarnicy brakowało. Na szczęście, woda była spokojna jak przed chwilą.

Nagle zauważył, że na przeciwległym brzegu, w cieniu wysokiego drzewa, ktoś siedzi. Zmrużył oczy. Ależ tak, to ona. Ach-jaka-jestem-rozsądna-Adelaide. Syriusz warknął cicho. Wiedział, że jest zły trochę bez powodu, bo dziewczyna w sumie nic mu nie zrobiła. Ale fakt, że nie wzbudzał w niej żadnego zainteresowania nie wpływał najlepiej na jego samopoczucie. Trzeba coś z tym zrobić, postanowił, i ruszył w jej kierunku. Okrążył jezioro i stanął nad śpiącą Krukonką, zastanawiając się, co dalej. Mógł ją obudzić, ale to zepsułoby cały efekt zaskoczenia, który dawał mu znaczącą przewagę. Kucnął obok. Mógłby ją też pocałować, to pewnie załatwiłoby sprawę. Przyjrzał się jej uważnie. Zdjęła grube okulary i wyglądała całkiem przyzwoicie… i jakoś tak… znajomo? Nie, nie pamiętał, żeby kiedykolwiek ze sobą rozmawiali. Nieważne. Włosy miała jeszcze bardziej potargane niż przedtem, rozpięła dwa pierwsze guziki koszuli i spódnica trochę jej się podwinęła, odsłaniając całkiem szczupłe nogi. Jednym słowem, wyciągała nawet… pociągająco. Syriusz zamyślił się. Mógłby ją pocałować. Ale to byłoby pójście na łatwiznę. Tak, zdecydowanie. Lepiej z tym poczekać, to ostateczność. Co więc zrobić? Może po prostu poczeka, aż ona raczy się obudzić. Hm, to niezły pomysł. Poczeka, a potem… potem się zobaczy.

Słońce grzało, a jezioro szumiało cicho. Gałęzie drzewa kołysały się, szeleszcząc liśćmi. Od strony zamku wiał lekki wiatr. Syriusz przymknął oczy. Było mu tak ciepło i przyjemnie… I tak cicho… Nie zauważył, kiedy przyszedł sen.

Nie wiedział dokładnie, co go obudziło. Chyba dotyk czegoś chłodnego na policzku. Natychmiast otworzył oczy i zobaczył Adelaide, wpatrującą się w niego z czułością. Ha, poszło szybciej, niż przypuszczał. Ale kiedy dziewczyna zauważyła, że otworzył oczy, czułość natychmiast ustąpiła miejsca przerażeniu. Zarumieniona, zawstydzona i przerażona, natychmiast oderwała dłoń od jego twarzy i odsunęła się, na tyle na ile było to możliwe.

- S-strasznie przepraszam, tak samo mi się, bo włosy… - tłumaczyła coś nieskładnie, patrząc w dół i przygryzając wargę. Syriusz musiał przyznać, że wyglądało to dość… rozbrajająco. W sumie, to co miał się na nią złościć, na Bogu ducha winną dziewczynę? – No i wyglądałeś tak dziecinnie i w ogóle, że chyba wziął mnie instynkt macierzyński – kontynuowała zdenerwowana Krukonka. Ale chwila, moment.

- Wyglądałem dziecinnie? – zapytał grobowym głosem Syriusz.

- T-trochę – potwierdziła Adelaide. Wszystkie myśli o tym, jaka to ona jest niewinna i sympatyczna nagle zniknęły. On. Wyglądał. Jak dziecko? Z której, cholera jasna, strony? Starał się zrozumieć ten absurd, co nie było łatwe, bo jednocześnie musiał się powstrzymywać przed nawrzeszczeniem na tę tutaj. Ale, JAK TAK MOŻNA? On DZIECINNIE? Przecież to niemożliwe, niemożliwe, zupełnie nieprawdopodobne! Zaraz, a może ona ma jakiś kompleks Jokasty? Kto wie, cicha woda brzegi rwie…

- N-nie gniewaj się – usłyszał bardzo cichy szept. – Nie miałam na myśli niczego obraźliwego, tak tylko… tak pomyślałam, kiedy zobaczyłam cię śpiącego – wyjaśniła. Syriusz odetchnął z ulgą. Porządek świata przywrócony. Spojrzał na Adelaide. Zdążyła już założyć okulary i poprawić mundurek, czym eliminowała tę odrobinę uroku, którą miała przed chwilą. Może to i lepiej, westchnął Syriusz. Z za ładnymi dziewczynami są same kłopoty.

- Nie jestem zły – powiedział Syriusz. – Tylko mnie zaskoczyłaś, bo chyba jeszcze nikomu nie przypominałem dziecka – chociaż Remus coś na ten temat wspominał, dodał w myślach. Adelaide pokiwała głową i uśmiechnęła się słabo.

- Często mówię dziwne rzeczy. Albo robię dziwne rzeczy – Krukonka zaśmiała się nieśmiało. – Ale, o czym chciałeś ze mną porozmawiać? – zapytała rzeczowo. Syriusz spojrzał na nią zaskoczony.

- Co? – wykrztusił tylko.

- Cóż, myślałam, że czekałeś aż się obudzę z jakiegoś powodu – odpowiedziała po chwili zastanowienia. Szlag. Krukoni i ich logika. Nie mogliby od czasu do czasu, tak może, eksperymentalnie, nie myśleć? Trzeba jakoś zgrabnie wybrnąć z tej sytuacji.

- No… - zaczął Syriusz, popisując się przy tym wybitną elokwencją. – Zobaczyłem cię, a sam akurat też byłem sam, więc podszedłem i postanowiłem zaczekać, aż się obudzisz. Tak bez powodu. Po prostu, chciałem pobyć obok ciebie – uśmiechnął się szeroko. Idealnie. Dobrze Adelaide, teraz już możesz zostać moją oficjalną wielbicielką. Dziewczyna zmieszała się trochę, ale nie wyglądała na szczęśliwą do granic możliwości, czego się spodziewał. Coś nie tak? Znowu?

- Och – odezwała się po dłuższej chwili. – Och, to miłe. Dziękuję – powiedziała. Syriusz westchnął ciężko. „Miłe". Świetnie. On poświęca jej swój wolny czas, rezygnując z dzikiego flirtu z dziewczynami dużo atrakcyjniejszymi od niej i zostaje uznany za „miłego". To jest cholerna wspaniałomyślność! Szlachetność! Czyn godny bohatera! Czy ona tego nie widzi?

- Nie ma za co – odparł Syriusz nieco nienaturalnym głosem. Zawsze taki miał, kiedy hamował wściekłość. Czyli całkiem często. Adelaide spojrzała na niego z zastanowieniem.

- Lily mówiła, że jesteś arogancki i niemiły – wyparowała nagle. Syriusz powstrzymał jęk rozpaczy. Czy ta jędza Evans musi mu wszystko psuć? - Zastanawiam się, dlaczego? – dodała po chwili dziewczyna. Syriusz spojrzał na nią z nadzieją. Czy ona zrozumiała, że ta jej najlepsza przyjaciółka od siedmiu boleści jest taka obiektywna, jak Smarkerus czysty? Przecież ona się z nim przyjaźni, to chyba pozbawia ją jakichkolwiek praw do oceniania ludzi. Jeżeli ona uważa, że Smarkerus jest milszy czy w jakikolwiek sposób lepszy od Syriusza… to przydałby jej się lekarz. Cały oddział lekarzy. Może powinna odwiedzić Świętego Munga?

Zorientował się, że od dłuższej chwili panuje cisza. I że Adelaide patrzy na niego wyczekująco. No tak, powinien rozwiać wszystkie jej wątpliwości. Może wtedy zacznie już go czcić? Dobrze by było.

- Ev… - urwał. – Lily – poprawił się. - Nie jest najobiektywniejszą osobą, jeśli chodzi o mnie i moich przyjaciół – Adelaide spojrzała na niego niepewnie. – Chodzi o to, że my nie lubimy jednego chłopaka, którego ona lubi, więc ona postanowiła nie lubić nas – wyjaśnił zwięźle Syriusz. Owszem, pominął kilka nieistotnych szczegółów, takich jak to, że od czasu do czasu żartują z koloru jej włosów, i tego, że jest najlepsza w klasie, i z jej relacji ze Smarkerusem, i praktycznie ze wszystkiego, co jej dotyczy… Ale to tylko drobiazgi.

Adelaide pokiwała w zamyśleniu głową.

- Mimo wszystko – przemówiła w końcu. – Nadal ci nie wierzę, jeśli chodzi o to… - zarumieniła się. – Lubienie mnie… i tak dalej – Syriusz otworzył usta, żeby zaprotestować, ale Krukonka kontynuowała. – Nawet jeżeli jesteś milszy, niż mówi Lily, to i tak sama widziałam, z kim zazwyczaj rozmawiasz. I te dziewczyny… są ładne, popularne i tak dalej. A ja jestem tylko zwyczajną czwartoroczną, prawda? – uśmiechnęła się blado. Syriusz niezbyt wiedział, co ma odpowiedzieć. Jakby nie patrzeć, to Adelaide miała rację, no i fakty, które przedstawiła były niezaprzeczalnie zgodne z prawdą.

- Czemu się tym przejmujesz, nie możesz mi zaufać? – zapytał, przybierając wygląd niepocieszonego i bardzo niewinnego. Powinna się nabrać.

- Nie – usłyszał. Szlag. No oczywiście, że panna Ufam-tylko-jędzom Fairfax mu nie uwierzy! Spojrzał na nią spode łba. Nie wiedział, co sobie myśli w tej przemądrzałej, krukońskiej łepetynie, ale się myli. Na pewno. Bo on jest Syriusz, Syriusz Black, na którego widok nawet mantykory łagodnieją! Więc niech ta przeklęta Fairfax nie sądzi, że ma jakieś szanse, na nie-zakochanie się w nim! Doprowadzi ją do obłędu i wtedy zobaczy, że miał rację!

- I tak nie dam sobie spokoju – powiedział twardo i spojrzał prosto w jej przemądrzałe oczy. Wstał. Zaczął iść bardzo szybkim krokiem w stronę zamku. Jak chcesz, Fairfax. Zobaczysz jeszcze, co znaczy „zdeterminowany Syriusz". Oj, zobaczysz.


Wszystkim, którzy nadal czytają - bardzo dziękuję. Jeszcze bardziej dziękuję tym, którzy byli tak mili i zostawili komentarze. Mam nadzieję, że Was nie zawiodę i dobrze poprowadzę tę historię. :)