Rozdział szósty „Zazdrość piękności szkodzi."

Pułkownik Mustang rzekł do Eda: „Ty je tu sprowadziłeś, więc ty się też nimi zaopiekujesz! Znajdź im jakiś nocleg, bo do mnie na pewno ich nie zaproszę!"

„Oh, mieszkanie Roya Mustanga, musi być cudowne!" krzyczały dziewczyny.

„Ja ich nie sprowadziłem!" zaprzeczył Stalowy Alchemik. „Czemu na mnie zwalasz najcięższą robotę, hę?"

„PAT SPÓJRZ KŁÓCĄ SIĘ JAK WTEDY GDY… no tak bez spoilerów…"

„Tylko, że tym razem kłócą się o nas!"

„Prawda!"

Pułkownik i blondyn zrobili miny, która zwie się tzw „facepalmem". Z miną tą idzie również gest przyłożenia swojej dłoni do twarzy…

Ale w końcu starszy z braci Elric znalazł dla sióstr miejsce w hotelu.

-ARIGATO EDO-SAMA! – wrzasnęły, gdy blondyn płacił za… nie wiadomo jak długi pobyt.

Gdy weszły do pokoju (którego nie będę opisywać, bo wyglądał jak zwykły pokój), Eve zapytała:

-Edo-sama…

-Czego? – spytał blondyn.

-Nie zostaniesz z nami? – spytała wiedząc, że tamten chce już jak najszybciej wyjść.

-To jest ostatnia rzecz jaką chciałbym robić w życiu! – i chciał się oddalić, ale usłyszał:

-Wiesz… napiłabym się herbaty…

-No ja też. Może metr pięćCENZURA przyniesie nam trochę?

-Z cukrem, z cytrynką czy bez? – zjawił się pan Niski w odpowiednim momencie.

15 dni później:

-Ach, to życie jest wspaniałe! – krzyknęła Eve. – Al nosi nasze rzeczy, Ed płaci za wszystko, Roy Mustang praktycznie czyści buty, Hawkeye-sensei uczy… Żyć nie umierać, siostro!

- Zgadzam się! – powiedziała Pat.

Właśnie przebywały w ich hotelowym pokoju. Ed zbierał się do wyjścia (zawsze musiał je eskortować prosto pod drzwi ich pomieszczenia o to już zadbał Mustang). Oczywiście otrzymał standardowe pytanie:

-Edo-sama, nie zostaniesz z nami? – tym razem zapytała Pat.

-Nie, ale podeślę wam dziś zmiennika – rzekł starszy z braci Elric i wyszedł.

-Słyszałaś? Zmiennik! Ciekawe kto to może być, oby Roy! – krzyknęła Eve.

Nagle do ich pokoju ktoś zapukał. Otworzyły drzwi , a na progu stał… Roy Mustang.

-MASTANGO-TAJSA! 3 – wrzasnęły i rzuciły mu się na szyję.

W jednej chwili pułkownik jakoś tak dziwnie zabłysł (ale nie jak major Armstrong tylko trochę inaczej) i zmienił się… W Envy'ego! Siostry popatrzyły na siebie i rzuciły się na homonkulusa jeszcze bardziej.

-ENVUŚ! – krzyczały.

-Ej, ej, ej! Wy porypane psychicznie kumpelki kurdupla, co wy robicie?

-Uwielbiamy cię, Envy! – powiedziała Pat.

-Tak, jesteś jednym z naszych idoli! – odparła Eve.

-Serio? To wy pewnie nie znacie mojej prawdziwej formy – i tu homonkulus zrobił względnie przerażającą minę.

-Znamy – odcięły krótko siostry.

-CO? Zaraz… heh, a jaki mam mieć dowód, że np. tylko nie udajecie, że znacie?

-Ta forma to albo ta wielka zgniłozielona… - zaczęła Pat.

-…Albo ta mała, zgniłozielona – skończyła Eve. Nagle coś jej się przypomniało – ENVY-CHAN NIE POPEŁNIAJ SAMOBÓJSTWA!

-ZAMKNIJ SIĘ! – krzyknęła starsza, ale zaraz odwróciła się do homonkulusa. – Ale nie rób tego!

-O co wam chodzi, jesteście strasznie dziwne…

-Edo-sama powiedział to samo.

-Nie porównuj mnie do tego kurdupla.

Pat przypomniała sobie o rozmowie, którą przeprowadziła wraz z siostrą przed trafieniem do Amestris i powiedziała do Envy'ego.

-Envy-kun, bo ja i Eve mamy do ciebie takie pytanie…

Blondynka podchwyciła:

-Tak, bo korci nas to od jakiegoś czasu…

-To jest jedna z siedmiu wielkich tajemnic FMA…

-Otóż – tu młodsza zwróciła wzrok prosto na oczy homonkulusa. – Jesteś babą…

-Czy facetem? – dokończyła starsza.

Envy stał jak wryty, aż w końcu rzekł:

-Za dużo czasu spędzacie ze Stalowym kurduplem i tym lalusiem-pułkownikiem! A ja jestem facetem!

-Mogę sprawdzić? Bo ci nie wierzę – rzekła Pat.

-… JESTEŚCIE NIE NA MOJE NERWY! NIECH MNIE I WRAITH ZAMORDUJE, ALE MISJI NIE WYKONAM, WOLĘ STRACIĆ ŻYCIE Z JEGO RĄK, NIŻ NERWY Z WASZYCH! I TO JA BYŁEM ANDRZEJEM, TAK JA!

- Pułkownikowi to powiedz…

-ŻEGNAM! – i wyszedł.

-Pa-pa! ;* - powiedziały siostry i zamknęły drzwi.