A/N Ten rozdział dedykujemy naszemu kapitanowi – ken-adamsowi. Masz już i daj nam spokój. xD

Pat: I daj mi w końcu moją papugę! Mechata do mnie! ME-CHAAA-TAAAA!

BUCH

BUM

ŁUP

Eve: Ufff… Komórka się domknęła! Przejdźmy do fika!

głos z komórki: MECHAAAAAAAATAAAAAAAAAA! RAAAAAUUUUUUUUULLLL!

Rozdział 8: Grillowa Biba Panowie


Pułkownik Roy Mustang jak zwykle siedział nad swoją papierkową robotą. Dzisiejszego dnia (o dziwo) robił wszystko sam, gdyż porucznik domagała się urlopu, którego nie miała od ponad… tak naprawdę nigdy go nie miała. Po paru telefonach, strzałach i poszczuciu pułkownika Black Hayate'm w końcu go dostała. Tak więc, Roy tego dnia siedział w biurze sam, ponieważ jego taniej sile roboczej w postaci podwładnych nie chciało ruszyć się dupy i przywlec się do roboty.

- Potrącę im za to z pensji – mruknął Mustang pod nosem. Wtem spostrzegł, że na jednym z dokumentów zamiast „Mustang" ktoś napisał „Musrang". Znudzony oparł głowę na swej dłoni, przymknął oczy i zaczął bazgrać po dokumencie. Po pewnym odcinku czasu rozwarł swe powieki i ujrzał, że to co nabazgrał było serduszkami z wpisanymi w nie słowami „Riza Hawkeye". Już miał wziąć tę kartkę i złożyć ją w samolocik, gdy nagle usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.

- No nareszcie… - zaczął mówić, gdyż myślał, że jego pracownicy w końcu raczyli się zjawić.

Niestety ujrzał coś zGOŁA innego.

- Witaj pułkowniku~~

- Yo Ma-meeen^^

Przed nim stały dwie osoby, które dręczyły go i w koszmarach, i w realnym życiu.

Siostry Pat i Eve w różowych, sweetaśnych okularkach, obie w shortach założonych na dół od bikini i tymże kostiumie. Zestaw Pat był czerwony, a Eve zielony.

-Gotowy? –Zapytała Eve.

-Gotowy na co?- zapytał niepewnie przypominając sobie scenę z hotelu w której uczestniczył –sam nie wierzy w to co teraz mówi- biedny homonkulus Pride. Pat podeszła do biurka i Mustang zauważył, że ma przy szortach jeden z pistoletów Hawkeye…

-No co ty? NIKT ci nie powiedział?- jego mina mówiła sama za siebie – Elric'owie urządzają grilla. Bardziej Winry niż Ed, ale oni tam będą, więc wiesz… Nie ważne. Ubieraj się. Wszyscy tam będą.

-Wszyscy? – rozpromienił się pułkownik – Porucznik też? – zapytał się Pat, dziewczyny na stażu u jego ukochaaaaaa ehkm podwładnej.

-Niestety nie. Powiedziała, że musi wziąć urlop bo cytując :"Jeżeli nie odpocznę od tych ludzi choć chwili, skończę śliniąc się i jęcząc w domku z piankowymi ścianami i drzwiami pozbawionymi klamek". No chodź. Tylko weź jakieś lajtowe ciuchy.

-Aleeee poooocooo taaamm jaaaa?

-Bo ktoś musi…dobrze opiec Kielbaski. – powiedziała Eve.

- I nie stać nas na wungiel. – „zachęciła" go Pat.

Dwie szczęśliwe dziewczyny i jeden nieszczęśliwy mężczyzna udali się do Roy'owej chałupiny po ciuchy. Nieistotne jest to, jak bardzo BRUDNY był jego prywatny chlew.

To był MUSTANGOWY CHLEW.

Wspomnijmy, że Pat i Eve „przywłaszczyły" sobie kilka „pamiątek" w postaci:

Eve: Woda kolońska.

Pat: Czerwone stringi, podobne do tych Bredy. Tylko, że te były brokatowe.

Po kilku chwilach udali się na stację. Zapowiadał się ciekawy weekend. Właśnie wsiadali z paroma kilogramami bagażu podręcznego do pociągu. Siostry ku swej uciesze i depresji pułkownika znalazły wolny przedział. Były tam z nim sam na sam… W czasie podróży zaczęły się kłócić co jest lepsze: podpaski czy tampony. Roy opierał się łokciem o podłokietnik i przykładając dłoń do czoła w geście „facepalmu" rzekł: Oczywiście, że tampony.

Dziewczyny spojrzały na niego tym wzrokiem – O_o

On sam zdał sobie sprawę z tego, że powiedział to na głos. Odwrócił głowę i począł paczeć na krowy za szybą. Jedna z nich miała na sobie okulary i machała do niego przyjaźnie. Zaczął sądzić, że przebywanie z tymi dziewczynami naprawdę nie robi mu na dobrze.

Pat i Eve zaczęły się nudzić. Szatynka poszła spać, zaś blondynka z nudów poczęła patrzeć w sufit. Na suficie wagonu znajdowało się okno. Nie byłoby w nim niczego niezwykłego, gdyby nie to, że zaglądała przez nie jakaś dziewczyna wyglądająca jak Chinka. Widać było kawałek jej czarnego kostiumu.

- O! Cześć Ranfun! Chodź do nas! – krzyknęła blondynka.

- Co? Gdzie! – Pat się obudziła.

Dziewczyna zwana Ranfun totalnie zignorowała dwie, dziwaczne siostry i weszła przez okno w suficie. Mustang wlepiał w nią swe gały, jak na wszystko, co ma cycki. Chinka podeszła do drzwi przedziału i zawołała:

- PANICZU! JEST MIEJSCE W PRZEDZIALE!

Rozochocone siostry wiedziały kto zaraz wejdzie. Rzuciły wszystkie torby na ziemię i zaczęły podskakiwać wrzeszcząc: Lin, Lin, Lin!

Nie myliły się. Po chwili w drzwiach przedziały stanął Chińczyk… Xinczyk w czarnym kucyku, jedzący szaszłyk. Siostry rzuciły mu się na szyję i skakali we troje dookoła jak kibice po zwyciężonym meczu.

-Lin! Lin! Lin! Nareszcie cię spotykamy stary! – krzyknęły obydwie. Dalej skacząc, Lin cały rozhahany i w ogóle nie kumający o co kaman, zaszczebiotał:

-W ogóle nie wiem kim jesteście, ale jesteście takie fajne! I tak fajnie się z wami skacze! Runfun! Sztywniaku! Poskaczcie z nami!

Mustang widząc surowe spojrzenia Pat i Eve, a Runfun spojrzenie Lina, dołączyli się i jak żule po kacu smętnie skakali razem z nimi, jęcząc smętnie „Juuuchuuuu = = '".

Po 10 minutach takiego skakania, Lin usiadł między Pat i Eve, a Runfun usiadła obok Roya, mając podobny wyraz twarzy, co on sam przed chwilą. Z miną męczennika przyglądali się żywiołowej konwersacji młodych pojebańców. Służąca panicza powiedziała do pułkownika:

- Czy to są twoje córki?

Roy Mustang spojrzał na Xinkę takim wzrokiem, jaki miał przy pierwszym spotkaniu Pat oraz Eve i odpowiedział z największym sarkazmem na jaki było go stać: Taaaaak…

Po chwili namysłu Xinka odrzekła:

- To pewnie poszły w matkę.

Roy powoli odsunął się od niej, jednakże przez cały patrzył się na dwie wypukłości na jej klatce piersiowej i krzyknął:

- ŻARTOWAŁEM! TO NIE SĄ MOJE CÓRKI! TO JAKIEŚ PSYCHOFANKI SĄ, JA W ŻYCIU NIE SPŁODZIŁBYM CZEGOŚ TAKIEGO! Powiedzcie jej, że nie jestem waszym ojcem!

Pat i Eve zerknęły na siebie, po chwili na Mustanga i krzyknęły:

- TATUSIUUUU~~

Szatynka sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła „pamiątkę", którą wzięła z domu Mustanga.

- Zapomniałeś swoich majtek!

Lin patrzył na rzecz, którą trzymała, zwrócił głowę w kierunku Mustanga i zapytał:

- Masz takie czarne?

Ranfun zamrugała nerwowo, przybliżyła się do pułkownika i rzekła:

- Wierzę ci…

Podczas gdy Lin Yao jarał się oczojebnymi, błyszczącymi stringami, Ranfun i Mustang popadli w depresję, a siostry opadły ze śmiechu na swe miejsca. Czuły, że zbliża się niezapomniana impreza…

Tymczasem skoro Mustang wyjechał „w siną dal", jego podwładni poczuli nagły przypływ sił i szczęścia.

- Ok, skoro szefuncia nie ma, to robimy bibkę! – krzyknął Havoc.

- Podobno jakaś już jest, w Rasembol. To tam te dwie straszne dziewczyny zabrały pułkownika… - rzekł Breda.

- Eeee tam! I tak tam pójdziemy, ale potem. Na razie nacieszmy się wolnością! – wrzasnął Fuery zdzierając z siebie ubranie.

- A co z porucznik Hawkeye? – zapytał Fallman. – Bez niej to nie będzie impreza!

- Oczywiście! Chciałbym popatrzeć na te wielkie, okrągłe… oczy porucznika! – powiedział Havoc.

- Tia… Oczy… - rzekł Breda.

- To co? U kogo jest bibka? – zapytał Kain.

- U farmera na polu! Taki jeden mój znajomy farmer hoduje trawę!

- Że Maryśkę?

- Nie, że dla krów kur*a!

- A co z porucznik? Ona bez Maryśki nie przyjdzie.

- To niech weźmie Rebeccę.

-… Tia… Poczekajmy na Hohenhaima. On niezły towar sprzedaje!

- O tak! Jeszcze pamiętam te LSD na ostatnich urodzinach Fuery'ego!

- To za co szef nas miał wypieprzyć z roboty?

- Nom. Ale daliśmy mu trochę i sam zaszalał, a co!

- Dobra, suszymy ząbki panowie i dzwonimy po Vana i Hawkeye!

- AYE! – krzyknęli z nadzieją na fantastyczny dzień.


A/N: Jak można zauważyć, nieźle zaczęło nam odwalać pod koniec, jak i w środku… i początku… To wina tego Frugo xD Jednakże w „napisach końcowych" warto również zawrzeć dedykacje dla Rico i Raula! To dla Was, chłopaki!