Ten rozdział dedykowany jest Rainowi. ;)

Pamiętaj, żeby napisać do Rico xD

UWAGA: Ten rozdział nie jest przeznaczony dla osób o słabym zdrowiu psychicznym, jeżeli jednak postanowicie przeczytać to coś, to mam nadzieję, że mieszkacie w dużych miastach z dobrym psychiatrykiem. Życzę miłej lektury^^

Rozdział 9 „Krzyki niewinnych dusz"


Dochodząc do domu Rockbellów, można było usłyszeć przeraźliwie rozrywające wycie. Wchodząc tam bez pukania, Eve, Pat, Roy, Ranfun i Lin zobaczyli Eda w różowym fartuszku krojącego mięso.

-Pat… Eve… Pieprzony Pułkownik… spodziewałem się was… ale TY Lin! NIE DOSTANIESZ WIĘCEJ ŻARCIA NA MÓJ KOSZT! – Edo zbulwersowany krzyknął, ale widząc dzikie spojrzenie Ranfun, wycofał się, jadąc teraz po Mustangu.

-Nikt cię nie zapraszał…zaraz…gdzie jest pani Hawkeye?

-Na urlopie.

-Macierzyńskim…? Nieeeźleee Havoc, ty stary byku! – zwrócił się do Ranfun – A gdzie twój dziadek?

-W Biedronce. Powiedział, że kupi tanie piwo, musztardę, korniszony i ketchup. A i tampony.

-Cooo! To ty też, Runfun! – krzyknął dziedzic tronu Xing.

-W podpaskach byłoby mi niewygodnie, Paniczu.

-A racja, racja…

Pułkownik nagle obudził się z transu i krzyknął: Cooo? Havoc? A skąd ten pomysł?

- No… bo wiesz, podporucznik urządził imprezę pod twoją nieobecność i tańczyli tam w szóstkę dookoła ogniska. Oni czterej, pani porucznik i pani Rebecca. Podobno Hawkeye miała stringi. Takie… Bredziowate. Mój ojciec przyniósł jakieś dragi… Ech, żałuję, że mnie tam nie było – powiedział od niechcenia starszy Elric poprawiając fartuszek.

-Nie martw się, Edłardo. –rzekł Lin- jak dziadek Who wróci, pójdzie z powrotem do Biedronki po przeterminowane grzyby. Są sto razy lepsze, co nie Ranfun? Haha, pamiętasz jaki po nich miałaś odjazd?

-Nie…

-Słuchajcie! Latała wszędzie w SAMYCH gaciach, krzycząc, że będzie kiedyś księżniczką Xing. Haha a potem upitoliła sobie włosy i poszła spać do mojego wyra… hahaha. Trochę było mi ciasno…

Ludzie w pokoju mieli miny… bliżej nieokreślnego rodzaju (a zwłaszcza Ranfun).

Eve zmieniła temat:

-To co, Al gotowy? Nasmarowałeś się już oliwą?

Chłopaki znów przypomnieli sobie hotelową scenę… One były bezwzględne. Zrobiłyby TO nawet z pustą zbroją. Bo nie liczy się wygląd, liczy się DUSZA!

- Co tak na mnie dziwnie patrzycie, potrzebujemy grilla, nie? I wungla, co nie pułkowniku? – i tu poklepała Mustana po plecach.

- N-nie zrobię tego! – krzyknął młodszy Elric. – Nie chcę ZNOWU robić za grill, potem jest tak gorąco…

-… Ale… ty nie czujesz gorąca…

- I tak nie zrobię tego!

Alphonse wydawał się stanowczy w swym zdaniu, jednak Pat znalazła sposób, by go przechytrzyć.

- Al… jeżeli to zrobisz, to poproszę od ciebie autograf – rzekła.

- Naprawdę?

-No pewnie!

-I jak się zgodzisz na karkówkę, to ja też wezmę! – rzekła Eve.

-I jak dasz jeszcze na szaszłyk, to ja też wezmę! – powiedział Lin. Ranfun strzeliła facepalma, mamrocząc „Idę po dziadka…"

Dziadeczka Who znalazła leżącego z kilogramem pustych puszek po piwie pod Biedronką…

- Żul-kun, idziemy – rzekła.

Pół godziny później, Mustang w hawajskiej koszuli i szortach, pstrykał na leżącego plackiem Al'a, który –dosłownie – jarał się autografami. Kielbaski były już upieczone, Runfun poszła do łazienki zmienić… ubranie, a Winry w końcu przestała wyć.

JEB!

Znaczy się… śpiewać.( Owww… pieprzony klucz…)


U Havoca:

Van przybył z jaką laską. Była na niego bardzo napalona.

Van poczęstował wszystkich LSD, również Hawkeye, która zażyła MALEŃKĄ dawkę.

Hawkeye paradowała w zielonych błyszczących stringach i – niestety- stanikiem do kompletu. Bredzia miał swoje stare czerwone, Fuery biegał przykryty tylko listkiem… to aż o listek więcej niż miał na swoich urodzinach. Fallman gadał o czymś z wymyśloną dziewczyną… a Havoc… leżał i krwawił, bo Van wytrzasnął skądś zdjęcie gołej Lust. Poza tym, Rebecca też poczuła się „wolną kobietą". Koszula Bredzi nawet ładnie na niej leżała. Wtem Riza poczuła, że czegoś jej brakuje…

- Gdzie jest Royuś? – zapytała dziecinnym głosem. – Rizusia chce do Royusia! Havocuś zanieś Rizusię do Royusia! Rizusia chce się pobawić!

- Ja ci już- hep! Nie wysta-hep! Czam? – spytał Jean kompletnie nawalony.

- Wiesz… ty zawsze byłeś miękki, a Royuś to kawał… faceta! W dodatku taki hot! Dosłownie! Co nie, Bredziu?

Breda czknął pod nosem i zapadł w sen.

- No to-hep- Wiśtaaa wiooooo! – krzyknął Havoc biorąc Rizę na barana i siadając na Fallmanie jak na koniu i poganiając, by ruszał.


Wszyscy siedzieli w randomowych miejscach, zajadając pyszne kiełbaski. Dziadek Who wrócił z grzybkami, ale zdecydowali ich nie otwierać i wkręcić potem babcię Pinako, która była dziwnie drętwa.

Edo wypluwając zawartość swojej buzi w postaci kiełbaski i musztardy na dziadka Who, pokazał palcem ludzi przy furtce.

Byli to imprezowicze z biby Havoc'a.

Hawkeye zczołgała się z Havoc'a, który zczołgał się z Fallmana, wstała i tonem radosnego dziecka zawołała w stronę tych „normalnych".

-Royyyuuuśśśś beeeejjjjbbeeee! Chodź przytulić się do Rizuusiiii~~!

Roy zamrugał parę razy i poczuł, że ma ochotę podwyższyć pensję Havocowi za narypanie Rizy. W końcu porucznik gdyby nie była na haju nigdy by do niego nie startowała… Była według Roya zbyt nieśmiała… (wstawka Eda: Taaaa…)

Ed i Al popatrzyli w kierunku, z którego przyparadowała drużyna Mustanga. Z nimi przyszła też osoba, której starszy z braci nie miał ochoty widzieć nigdy więcej w życiu.

Van Hohenheim.

- Ty skur-! Zanim Edo skończył wypowiadać niecenzuralne słowo, tatusiek pomachał mu przed nosem torebką z białym proszkiem.

- … Tato kocham cię! – krzyknął starszy z Elriców i wrzasnął do Winry – Ej, choć, pobawimy się w Lina i Ranfun!

Al poszedł na stronę zdesperowany – A ze mną nikt się nie pobawi…

-Ja mogę się z tobą pobawić… jeżeli chcesz…-powiedział Fuery, machając Alowi listkiem przed nosem. Młody podniósł się i z krzykiem pobiegł do lasu. Wyglądał tak, jak Roy po nocy z Andrzejem.

- Ej! Tatusiek! To cukier kur*a jest! – wrzasnął Edward do Vana. – Co ty mi dajesz?

- Wiesz… jesteś moim synem, a jako twój ojciec powinienem dbać o twoje zdrowie…

Stalowy Alchemik popatrzył na niego przez chwilę, jakby dostał olśnienia. Po momencie zaś rzekł:

- A spierda*aj! Winry, wyciągaj klucz ze stanika, wiem, że go masz!

BUM!

Winry wyjęła klucz… i przypie*doliła nim Edwardowi.

Riza Hawkeye tymczasem oparła się o ramię Roya i szeptała mu do ucha rzeczy, o których nieletni wiedzieć nie powinni. On za to po raz pierwszy w życiu zarumienił się. Pat i Eve podjadając nieświeże grzybki lampiły się na nich.

- No dalej… Pułkowniku, na co czekasz? – szeptały.

- Wiesz… Niedobrze mi… - powiedziała Eve do Pat.

- Będziesz rzygać? Hełm Ala jest tam! – starsza siostra wskazała palcem na krzaki.

- Nie… To raczej… - i Eve odpadła.

Kiedy się ocknęła ujrzała masę dziwnych rzeczy. Po pierwsze, opierała się właśnie o ramię Eda i miała na sobie jego oczojebny płaszczyk. Po drugie Ranfun była w bieliźnie, praktycznie to znowu była w samych gaciach. Jej stanik nosiła Pat, która leżała razem z Babcią Pinako w otwartej zbroi Ala. Fallman, leżał pod stołem, razem z Fuerym, który przytulał się znacząco do kija od szczotki. Lin i Ranfun leżeli na Bredzi, który wyraźnie robił im za materac. Dookoła Xinczyków leżały patyki po szaszłykach i słoik po grzybkach z Biedronki. Dziadek Who miał tyłek oparty o twarz Hohenheima, zaś sam Van, leżał niebezpiecznie blisko Bredzi. Havoc i Rebecca leżeli przykryci jednym z płaszczy Pana Elrica. Alphonse był porozrzucany po całym podwórku. Winry tuliła się do katalogu z automatami, a jej blond włosy powiewały na delikatnym wiaterku. Cała reszta ludziów również spała w dziwnych pozach i miejscach. Mimo, iż Eve bardzo się podobało jej obecne położenie, musiała dźwignąć się z ramienia Eda i podeszła do Pat.

- Obudź się!

Niestety, szatynka należała do tego pokroju ludzi, którzy nawet jak się nie uchleją, to i tak śpią długo. W tym momencie Eve musiała użyć swych genialnych butów z obcasem.

- AŁAAAAAAAAAAA! – wydarła się starsza po siarczystym kopniaku w brzuch

- Nareszcie wstałaś. Dobra, siostrzyczko, gadaj co się wczoraj działo! – blondynka miała stanowczy wyraz twarz.

- No więęęccc… - zaczęła mówić Pat.

-FLASHBACK-

Fuery ganiał Fallmana z kijem od szczoty. Ten kij znalazł się potem w takim miejscu u Fallmana, że powiedzenie nazwy tego miejsca splamiłoby jego honor na zawsze, ale powiem tylko tyle, że przez parę tygodni gościu nie będzie mógł siadać. Alphonse widząc, że Kain zmienił obiekt swych zainteresowań wyszedł z lasu. Poszedł do kuchni domku babci Pinako i Winry, gdzie zastał swego brata oraz blondwłosą przyjaciółkę w dość dwuznacznej sytuacji. Wybiegł stamtąd z krzykiem. Edward zszedł ze stołu i pobiegł za nim.

- Al! To nie tak jak myślisz!

Młodszy z Elriców spotkał po drodze Pat i Eve.

- Coś się- hep! Stało, Al? – zapytała szatynka.

- Ed… i Winry… oni…

- Oni- hep co?

- Oni… ONI SIĘ JUŻ CAŁOWALI! (a co Mati, myślałeś że co? xD)

Pat oraz Eve stały z takimi minami - =_=''' i gapiły się na Alphonsa.

- Czekaj-hep! Całowali się? EDOOOOOO!- Eve wbiegła do kuchni.

- Winry… szanuję Cię i w ogóle, ale podziel się ze mną Edem. – rzekła młodsza.

Przyjaciółka Elriców gapiła się na blondwłosego przybysza z innego wymiaru, mrugając nerwowo.

- No to… dam ci w zamian-hep to! – i tu Eve wyjęła zza pleców coś, co trzymała na tego typu okazję.

- C-czy t-to… - zaczęła mówić Winry. – NAJNOWSZY KATALOG Z AUTOMATAMI? MARZYŁAM O NIM~~

- WINRY! WOLISZ GAZETĘ ODE MNIE? – wrzasnął Edo.

- To nie jest zwykła gazeta heloł,, to gazeta z AUTOMATAMI! – odrzekła mu blondwłosa przyjaciółka. – A zresztą bierz go! – krzyknęła popychając Eda w kierunku Eve.

-Winry! Aleeee… to… gazeta…. Muszę się napić! – Jęknął Edo przechodząc obok miziających się Roya i Rizy i obok Lina, który rozpinał stanik Ranfun, którego poganiała Pat.

-Dom wariatów. – gdy już miał dojść do stolika z wódką i innymi fantami przebiegł przed nim goły Fuery… -powtórka z urodzin, co?

Edo stał i pił. Obserwował jak Winry praktycznie dostaje orgazmu oglądając pisemko z nowinkami technicznymi. Starszy z Elriców w końcu dopiął swego i upadł na ziemię. Jego ojciec ujrzał swego syna kompletnie nawalonego i krzyknął: ODSUŃCIE SIĘ WSZYCY!

Następnie wziął Eda i posadził na pobliskiej ławeczce.

- Zajmiesz się nim? – spytał stojącą nieopodal Eve.

- Oczywiście! Mogę z nim zostać całą noc, a nawet dłużej! – krzyknęła rozochocona blondynka.

Na szczęście (lub niestety) do niczego większego między nimi nie doszło, gdyż ciężko jest molestować śpiącego. Poza tym dziewczyna też odpadła, osuwając się na ramię Eda…

- END OF FLASHBACK-

- Aha…. To już wszystko wiem – odparła Eve. Ktoś się jeszcze obudził?

- Owszem – usłyszały głos za nimi. Odwróciły się powoli, jak na horrorze i zobaczyły ich sensei na kacu. Riza Hawkeye wygramoliła się z objęć Roy'a zrywając z niego koszulkę, by przykryć swój… ubiór.

-Sensei… jak się czujesz?

-Taki ból głowy jest dla mnie codziennością… przy nich, nawet kac po dragach i czystej żołądkówce to nic.

-Uuuuaaaaaah- odparły z czcią dziewczęta.

-Czy do czegoś doszło?

-Więc.. Havoc miał bliski kontakt z korą… - jeszcze można było usłyszeć jak śpiewa „Ahhh~~cudownie pachnie ta kora~~taka szorstka~~jak Rebecca~~" – Lin i Ranfun…cóż, zdaje mi się, że byli już ZNACZNIE bliżej…Ed i Eve.. Ja, Babcia Pinako i Al… no i Pani i Pułkownik.

-Czy on…?

-Tak. Wykorzystywał pani niekompetencję i wycisnął z Pani kilka istotnych informacji…

-Typu…?

-W jakiej bieliźnie chodzi pani na co dzień… czy biorąc prysznic myśli pani o nim… wyznania miłosne i takie tam… - powiedziała ostatnie szybko Pat.

Złowrogie spojrzenie powędrowało na pułkownika…

-MUSTANG! W TEJ CHWILI DO ROBOTY LENIU NIEDOROBIONY! –ryknęła jak głodne i dopiero obudzone zwierzę, zrywając wszystkich na nogi. KAŻDY czym czymś się zawstydził…

Chłopaki z Mustangowego teamu zostali zaciągnięci do pociągu, wszyscy spięci kajdankami i obwiązani drutem.

Nie wiadomo dlaczego, Lin był przywiązany do Fuery'ego i gdy panicznym wzrokiem znalazł Ranfun w jego własnej koszuli krzyknął:

-Raaaannnnfuuuuunnn! Bierz grzybki i tampony Dziadka i chodź zeee mnąąą!- pod koniec się rozryczał : T-t-ta baba mnie zabije~~ T_T

Ich życie przez najbliższy czas będzie wyglądało gorzej, niż… dotychczas, co można było porównać z robotą w sklepie obuwniczym dla grubych bab Al'a Bundy'ego.

Ed zrobił aferę Winy o ten wczorajszy katalog i przypłacił to niezłym guzem powstałym w wyniku przypierniczenia kluczem francuskim w łeb.

Babcia Pinako pozbierała Alphonsa, zaś Hohenheim zabrał tamtą laskę ze sobą i pojechał na zachód handlować LSD i białym cukrem.