I Pobudzony
Wracaliśmy do Forks, niepewni naszych uczuć. Moje wpojenie było bezgraniczne... Według tego co mówiła Starszyzna miałem się stać dla Edwarda idealnym kochankiem... Na samą myśl moje policzki zalewał rumieniec. Edward trzymał mnie za rękę, wciąż nie spuszczając z oczu... Coś w nim przywodziło na myśl kota, który złapał już myszkę i nie miał zamiaru wypuścić jej z pazurków. Ekscytowało mnie w nim wszystko, od nieskalanie bladej skóry, przez cudownie złote oczy, do włosów opadających w brązowych kosmykach na czoło. Wolną ręką pogładziłem go po policzku, z zadowoleniem zauważając przyjemną miękkość jego skóry.
Edward nachylił się nad mym uchem i szepnął owiewając me ucho chłodnym powietrzem ze swoich ust:
- Wiesz że tylko obecność Alice powstrzymuje mnie od zerwania z ciebie tych spodni? – mruknął, po raz kolejny nabierając powietrza.
Zarumieniłem się wściekle, pewien że jego siostra to usłyszała. Jedna z jego rąk powędrowała pomiędzy oparciem fotela, a moimi plecami i wsunęła mi się za koszulkę. Myślałem że zemdleję z zażenowania. Edward uciskał jakieś punkty wzdłuż mojego kręgosłupa, posyłając impulsy ciepła w jedno miejsce. Po trzecim razie byłem już twardy...
- Edward, nie można tak...
Moje słowa przeplatały się z jękami, a perfidny uśmieszek nie schodził z jego ust. Nagle, po raz pierwszy od przemiany zrobiło mi się gorąco, moje oczy zaszły mgłą, a głowa opadła w tył. Edward odsunął się ode mnie jak tylko mógł najdalej, wciąż trzymając moją rękę we swojej dłoni. Z miną niewiniątka podziwiał krajobrazy za oknem, doskonale świadomy że rozpętał pożar w moim ciele. Zakwiliłem cicho i zapadłem w płytki sen.
