Dziedzictwo Slytherina

To było później tej nocy, kiedy pierwszoroczni zostali prowadzeni przez wielką figurę stojącą na platformie Hogsmeade. Był to gigantyczny mężczyzna, trzymający fluorescencyjną, różową parasolkę i który wolną dłonią rozplątywał swoją ogromną brodę. Miał ponad dwanaście stóp wysokości i był ubrany w wielki, brązowy płaszcz, w który mogłoby się spokojnie zmieścić czworo osób. Wszyscy pierwszoroczni wpatrywali się w niego z trwogą, zadzierając głowy by zobaczyć go w całości.

- No, pirszaczki! Chodźcie za mną!- ryknął ponad wiatrem i deszczem, który zbierał się nad ich głowami. James i Syriusz jedli swoje ostatnie Czekoladowe Żaby i teraz próbowali znaleźć Mirvę w stosie kart. Do tej pory, przeszli przez pięć Dumbledorów, trzech Merlinów, siedemnaście Godryków Gryffindorów, jedną Helgę Hufflepuff, dwóch Franków Longbottoms, i żadną Mirvę.

- Ta stara szmira nas okłamała.- warknął Syriusz, kiedy przeszukiwał stosik po raz drugi.- Nie ma tu żadnej Mirvy! A Ty zwinąłeś połowę jej asortymentu!

- Nie zauważyła.- zaśmiał się James.- Widziałeś ją? Wyglądała jakby zobaczyła w lustrze bazyliszka!- James zademonstrował zachowanie kobiety i oboje wybuchnęli śmiechem, po czym podeszli bliżej wielkoluda.

- Bry, chłopcy! Ta, chodźcie no tu bliżej. Chwiluńka. Otworzę tylko moją parasolkę. Cholibka, no.. Nie mamy całego dnia!

Po chwili, wszyscy uczniowie tłoczyli się pod wielką różową parasolką, drżąc z zimna. Wielkolud przyglądał się im bacznie.

- To wszyscy? No to miodzio.- powiedział, głośno chrząkając. - A teraz kilka szczególików zanim zaczniemy. Nazywam się Rubeus Hagrid. Jestem gajowym w Hogwarcie. Możecie mówić do mnie Hagrid. Teraz przepłyniemy przez jeziorko, więc muszę wam wszystkim przypomnieć.. szczególnie przy tej pogodzie.. nie kołyszcie łodziami. Czterech na łodzi. Trzymajta cały czas swoje latarenki. Żadnego chlapania. Ani nurkowania. Zero czarowania łodzi. I w ogóle. Tylko siedźcie na tych waszych magicznych zadkach i cieszcie się widokiem. Zrozumiano?

Wszyscy pokiwali posłusznie głowami.

- No to supcio. Chodźcie no.- obrócił się, omal nie zwalając z nóg swoim łokciem kilku chichoczących dziewczyn.

James i Syriusz stali razem z innymi, wciąż nabijając się z twarzy ludzi na kartach wśród ogromnej ulewy. Czarodzieje w wyszukanych ramach krzyczeli na ratunek i tłumacząc jak szybko stają się mokrzy.

- Okaż łaskę!- krzyczał Merlin w ręku Jamesa.

- Ugh, spadaj.- syknął James i wpakował karty do kieszeni szaty.

Przystań nie była tak daleko i kiedy tylko trochę się ogarnęli, kazano im podzielić się na czteroosobowe grupki. Syriusz i James stanęli blisko siebie i zbadali wzrokiem żałosny tłum pierwszoroczniaków.

- Hej, ty!- krzyknął Syriusz do jakiegoś kurdupla.- Potrzebujesz miejsca?

Chłopiec rozejrzał się dokoła i w końcu zatrzymał się na Syriuszu.

- Czy.. Ty mówisz do mnie?

- Nie, mówimy do drzewa za Tobą.- prychnął James.- No jasne, że mówimy do Ciebie!

Twarz chłopca się rozjaśniła i poczłapał w ich stronę, a jego oczy zalśniły.

- Wow, dzięki. - powiedział i zajął miejsce z boku łodzi. James wywrócił oczami i usiadł za nim.

- Przepraszam, czy ta łódź jest już pełna?

Syriusz odwrócił się, stając twarzą w twarz z rudą czupryną. Zielonooka dziewczyna stała tam, z nadzieją spoglądając na wolne miejsce obok Jamesa. James i chłopak ze szczurem również się odwrócili, a oczy tego pierwszego omal nie wyszły z orbit.

- Uhm.. cóż.. uch.. - wyjąkał James.

- Gdzie Twój tłusty przyjaciel?- syknął Syriusz, a ona nic nie odpowiedziała. Ale James mógł zobaczyć odpowiedź na to pytanie ponad ramieniem Syriusza. Ślizgon Snivellus przypadkowo znalazł wejście na łódź ze swoim białowłosym kumplem i dwoma pokręconymi dziewczynami. Nie było miejsca na jego rudowłosą przyjaciółkę i wyglądał na tak samo speszonego, jak ona. Super, pomyślał James. Dziewczyna potrzebowała kogoś lepszego do wałęsania się niż takich kretynów jak on.

- Mamy jedno wolne miejsce.- zaoferował pulchny chłopiec. Wymusiła uśmiech i złapała jego rękę, dzięki której udało jej się wejść na pokład.

W połowie drogi przez jezioro, James ziewnął i oparł się o brzeg łódki. Hagrid był naprzeciwko nich, towarzysząc chłopcu ze srebrzystymi, blond włosami. Chłopak wyglądał przy nim jak myszka przy Trollu i nerwowo pocierał dłonie ze wzrokiem wbitym w wodę.

- No winc, jesteś Remus, tak?- spytał Hagrid małego chłopca.

- Tak.- odpowiedział Remus, wciąż nie patrząc w stronę gajowego.

- Stresik przed szkołą, co nie?

- Tak, proszę pana.- mruknął, nerwowo wykręcając palce.

- Cóż, dyrektor kazał mi powitać Cię serdecznie w Hogwarcie. Chciałby pogadać tak szybciusieńko, jak tylko przydzielą Cię do któregoś z domów. Chodzi mu o koniec miesiąca?

- Tak, proszę pana.- wydusił z siebie Remus.

Łódź się zachwiała. James złapał się jej brzegu i z trudem złapał powietrze. Zielonooka dziewczyna była również zaskoczona i oboje spojrzeli na Syriusza, który miał w oku zły błysk.

- Słyszałem, że w tym jeziorze jest wielka kałamarnica.- powiedział, a jego usta wygięły się w uśmiechu.- Zastanawiam się, czy się nie obudził.

- Przestań.- powiedziała dziewczyna, zaciskając dłoń na jego ramieniu.- Wpakujesz nas w kłopoty.

To tylko powiększyło uśmiech Syriusza, który po chwili znowu mocno zakołysał łodzią. Twarz chłopca ze szczurem zmieniła kolor na jasnozielony.

- Oh, oh, oh.- wymamrotał do siebie.

- Dawaj, James.- zaśmiał się Syriusz i ponownie zatrząsł. James odwzajemnił śmiech i nie wiedzieć czemu, dołączył się do zabawy.

Fale dosięgały łodzi innych uczniów, którzy odwrócili się w stronę czwórki, gdzie dwie osoby świetnie się bawiły, a pozostałe dwie wyglądały na chore.

- Hej! Uważaj!- syknął białowłosy chłopiec.

- Ta, ta, ta.- powiedział Syriusz i zaczął kołysać mocniej. Rudowłosa dziewczyna wydała okrzyk, a Snivellus wstał z miejsca.

- Ojej! Przestań tym trząść! Nie widzisz, że ona się boi?!

- Ojej, zamknij się!- prychnął James.

- Sev, odsuń się od tego..

- Skoczę tam i..

- Sev! Stój!

Remus, mały chłopiec w łodzi Hagrida, odwrócił się w ich stronę i wpatrywał w tą scenkę z szeroko otwartymi oczami. Widział na co się zanosi. Gruby chłopiec był przechylony na jedną stronę, kiedy Syriusz postanowił zrobić ekstra wstrząs.

- Aaaaa!- chłopiec wpadł twarzą w ciemną wodę i zniknął w niej z głośnym chlupnięciem. Hagrid obrócił się na swoim siedzeniu, po czym jego twarz przybrała mocno czerwonej barwy, a oczy otworzył się szeroko.

- Cholibka, czy ja wam żem kiedyś nie mówił, że macie nie rozrabiać?- skarcił załogę łodzi. Wszyscy pierwszoroczni zaczęli krzyczeć i wypatrywać całą powierzchnię wody w poszukiwaniu jakiegokolwiek znaku chłopaka. Po chwili usłyszeli jak ktoś zachłysnął się i z trudem łapał powietrze, a z wody wyłoniła się ręka. Remus zobaczył ją jako pierwszy i natychmiast za nią złapał, zanim zdążyła ponownie zniknąć.

- Trzymaj się!- powiedział kiedy wciągnął ciało na łódkę Hagrida.

- Och, błagam! Och, pomocy!- krzyczał chłopiec, dygocąc podczas kiedy Remus starał się go utrzymać.

- Daj no mi go tu. - powiedział Hagrid, siadając na siedzeniu obok ciała chłopca. Potem odwrócił się do swoich kompanów i powiedział: Jeśli jeszcze raz choć usłyszę o jakichś wygłupach z waszej strony, będziecie łapać pociąg powrotny do domu, zrozumiano?

- Tak, proszę pana.- odpowiedziała dziewczyna, starając się zwalczyć łzy. Ale Syriusz i James zużywali całą swoją energię, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

Wielka Sala była niesamowita. Była dokładnie taka, jaką ją sobie wyobrażał Remus. Była ogromna i stało w niej pięć stołów na kamiennej posadzce. Sufit pomalowany był nocą, a świecie wisiały w powietrzu nad ich głowami. Było magicznie. To był ich dom.

Pozostali uczniowie siedzieli przy stołach. Nauczyciele również byli na miejscu. Wysoki, brodaty mężczyzna w okularach siedział na przeciwko herbu Hogwartu, który zawierał lwa, kruka, węża i borsuka. Srogo wyglądająca kobieta ubrana cała na zielono, stała obok zużytego kapelusza, czekającego tylko aż ktoś go włoży. Długi zwój pergaminu spoczywał w jej dłoniach, a ona sama czekała na pierwszoroczniaków, by wyszli na przód Sali.

Kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca, tiara wybuchła w szwach i wydawała się wrócić do życia na ich oczach. Syriusz stał w zupełnym zdumieniu, a tiara obróciła się w jego kierunku, a następnie w stronę Jamesa. Jakimś sposobem wiedziała jakie kłopoty sprawili na zewnątrz. Czy to było już przydzielanie? Czy tiara już wiedziała, gdzie spędzi resztę swojego życia?

Slytherin, bez wątpienia. I mały wybryk nad jeziorem w jego przypadku nie mógł pomóc.

Tiara otworzyła swój szew (który najwidoczniej był jej ustami) i zaczęła śpiewać.

Może nie jestem śliczna,

Może i łach ze mnie stary,

Lecz choćbyś świat przeszukał,

Tak mądrej nie znajdziesz tiary.

Możecie mieć meloniki,

Możecie nosić panamy,

Lecz jam jest Tiara Losu,

Co jeszcze nie jest zbadany.

Choćbyś swą głowę schował

Pod pachę albo w piasek,

I tak poznam kim jesteś,

Bo dla mnie nie ma masek.

Śmiało, dzielna młodzieży,

Na głowy mnie wkładajcie,

A ja wam zaraz powiem,

Gdzie odtąd zamieszkacie.

Może w Gryffindorze,

Gdzie kwitnie męstwa cnota,

Gdzie króluje odwaga

I do wyczynów ochota.

A może w Hufflepuffie,

Gdzie sami prawi mieszkają,

Gdzie wierni i sprawiedliwi

Hogwarta szkoły są chwałą.

A może w Ravenclawie

Zamieszkać wam wypadnie

Tam płonie lampa wiedzy,

Tam mędrcem będziesz snadnie.

A jeśli chcecie zdobyć

Druhów gotowych na wiele,

To czeka was Slytherin,

Gdzie cenią sobie fortele.

Więc bez lęku, do dzieła!

Na głowy mnie wkładajcie,

Jam jest Myśląca Tiara,

Los Wam wyznaczę na starcie!*

Tiara uśmiechnęła się i ukłoniła się wiwatującej młodzieży. Srogo wyglądająca kobieta rozwinęła zwój i odchrząknęła głośno.

Uczniowie pierwszego roku, pozwólcie, że wyczytam teraz wasze nazwiska w kolejności alfabetycznej. Kiedy usłyszycie swoje nazwisko, zajmijcie miejsce na stołku i włóżcie ostrożnie Tiarę Przydziału. Po ogłoszeniu nazwy Domu, zajmiecie miejsce przy danym stole. Pierwsza.. Arslen, Hannah.

Dziewczyna sprawiająca wrażenie niezwykle inteligentnej została przydzielona do Ravenclawu, a Syriusz zaczął się stresować. Black. B. Dlaczego nie mógł się nazywać Zanders?

- Anderson, Gregory.

Och, tylko nie Slytherin. Błagam, wszystko tylko nie Slytherin.

- Black, Syriusz.

Poczuł jak jego stopy same niosą go w stronę stołka i jego pośladki dotknęły w końcu ciepłego siedzenia. Kiedy Tiara dotknęła jego głowy, nie mógł otworzyć oczu. Był zbyt zdenerwowany. Nie był w stanie racjonalnie myśleć.

Ach, kolejny Black. Tak, czekałam na Ciebie. Hmm, tak. Twoja rodzina ma szczęście do lądowania w Slytherinie, bez wątpienia. I o co chodzi z tymi Czekoladowymi Żabami? Łódź? Och, Panie Black. Sprawia Pan niesamowite kłopoty.

Nie mogę iść do Slytherinu, pomyślał Syriusz. Mogę nawet iść do Hufflepuffu. Wszystko, tylko nie Slytherin.

Nie Slytherin? Czemu? Masz ciemną stronę która idealnie tam pasuje. Sprawi, że będziesz silniejszy. Twoi rodzice byliby dumni.

Serce Syriusza zamarło. Rodzice byliby dumni. To była ostatnia rzecz, jakiej chciał. Przez całe życie robił wszystko, aby rodzice się za niego wstydzili.

Och, rozumiem. Mamy tu małego buntownika, co? Tak, czekałam na ciebie. Naprawdę. Myślę zatem, że mam tylko jeden wybór.

- GRYFFINDOR!

Serce Syriusza wróciło ponownie do normalnego rytmu, a on sam niesamowicie się rozpromienił. Był w Gryffindorze. Nie Slytherin. Nie Hufflepuff. Gryffindor. Och, jego ojciec byłby wściekły. Och, jak jego matka będzie nim gardzić.

Było idealnie.

James wyszczerzył zęby w uśmiechu i poklepał go po ramieniu, kiedy przechodził obok niego. Zajął miejsce przy stole Gryffindoru i razem z innymi uczniami czekał, aż Tiara skończy swoje zadanie.

„Evans, Lily" została wezwana zielonooka dziewczyna i przydzielono ją do Gryffindoru. Syriusz starał się zrobić jej miejsce na ławie, a ona popełniła błąd przyjmując ten miły gest. Kiedy go rozpoznała, odwróciła się do niego tyłem i skrzyżowała ramiona, nie mówiąc przy tym ani słowa.

Teraz wezwano „Lupin, Remus".

Pracownicy szkoły lekko podskoczyli na dźwięk tego nazwiska i poszukiwali wzrokiem wymienionego ucznia. Mały, czarodziejski profesor zauważył go pierwszy. Wydał z siebie cichy pisk i opadł na krzesło. Wszyscy wpatrywali się jak zahipnotyzowani w tego małego chłopca, za wyjątkiem srogo wyglądającej profesor i mężczyzny z długą brodą. Nawet Hagrid wpatrywał się w niego jak w transie, aż końcu lekko się uśmiechnął.

Mały chłopiec o imieniu Remus wszedł po schodach i zajął miejsce na stołku. Po kilku sekundach Tiara Przydziału wrzasnęła „GRYFFINDOR!".

Remus uśmiechnął się do siebie i ruszył w stronę stołu, nad którym wisiała flaga lwa. Usiadł z dala od uczniów, udając jakby był tylko zwykłym Gryfonem.

„Mulciber, Martin." Slytherin. „Pettigrew, Peter." Pulchny chłopiec, wciąż ociekający wodą i mułem z jeziora, został przydzielony do Gryffindoru. W końcu wyczytali „Potter, James", który dołączył do swojego przyjaciela.

- Snape, Severus.- wyczytała kobieta i chłopiec z haczykowatym nosem posłusznie zajął miejsce na stołku. James spojrzał do tyłu na ostatnią ofiarę Tiary Przydziału i uśmiechnął się.

Syriusz, znudzony już Snivellusem, spojrzał w górę na brodatego mężczyznę. Przyłapał go na gapieniu się na niego i wymienili spojrzenia. To był mężczyzna z kart Czekoladowych Żab. To był Albus Dumbledore i uśmiechał się do niego.

- Cudownie.- wyszeptał Syriusz. Dumbledore, wielki wróg rodu Blacków, uśmiechał się do niego. Był w Gryffindorze. Jego przyjaciel był Gryfonem.

Wyglądało na to, że jego ojciec nie będzie miał swoich cudownych, czystokrwistych wnuków.

- Uprzejmie proszę o ciszę i zajęcie miejsc.- poinformował ich Dumbledore, wstając. Był stary, ale jego oczy wyjątkowo błyszczały, kiedy patrzał na wszystkich uczniów. Tak jak zarządził, na Wielkiej Sali zapanowała totalna cisza, a wszystkie twarze były zwrócone ku niemu.

- Dziękuję za Waszą uwagę.- powiedział ochrypłym głosem.- Od czego by tu zacząć.. No cóż, na początek chciałbym was powitać serdecznie w Hogwarcie, niektórych po raz kolejny, a naszym pierwszoklasistom życzę dobrego początku. Pamiętajcie, tego roku pan Filch dodał kolejną rzecz do jego rosnącej listy zakazanych przedmiotów na terenie szkoły. Zakazał Skaczących Swetrów w dormitoriach. Ponadto, jeśli spojrzycie na moją prawą stronę, zobaczycie nowy nabytek grona pedagogicznego. Profesor Klein przebył do nas długą drogę z Walii, aby pełnić tutaj funkcję nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią. Ma trochę doświadczenia w tej dziedzinie i będzie niezwykle pomocny. Być może będzie mógł nadrobić stracony czas. Nasz poprzedni nauczyciel zdecydowani zmarnował nam cały rok.

Starsi uczniowie energicznie pokiwali głowami.

- Profesorze Klein, mógłby pan powstać?

Chudy, łysiejący mężczyzna wstał, aby przyjąć oklaski. Ukłonił się i wrócił na miejsce.

- Och, tak, jeszcze jedno.- powiedział Dumbledore, kiedy oklaski ustały.- Mamy jeszcze jeden nowy nabytek. Być może część z was widziała go już na zewnątrz. Profesor Sprout i ja, zasadziliśmy przed Wieżą Gryffindoru Bijącą Wierzbę. To drzewo jest bardzo niebezpieczne, dlatego pragnę ostrzec uczniów aby pozostawali w odległości dziesięciu stóp od jej gałęzi. Jej bowiem znana ze swojej nierzadko objawiającej się agresji.

Syriusz spojrzał na Jamesa i uniósł brwi.

- Nie wiem jak Ty, ale jak dla mnie im to będzie bardziej niebezpieczne, tym bardziej będzie rozkoszny ten rok.

James zaśmiał się i powiedział:- Właśnie dlatego od razu Cię polubiłem.

- Dziękuję za uwagę.- zakończył Dumbledore.

Przed uczniami na stołach pojawiły się góry jedzenia i z ust pierwszoroczniaków można było usłyszeć zdumione „Oh!". Syriusz w całym swoim życiu nie widział na oczy tyle jedzenia! Złapał indycze udko i zaczął je pożerać w przypływie nagłego głodu.

Remus obserwował go uważnie po drugiej stronie stołu. Czy to było stosowne? Całe to jedzenie, leżące przed nim.. i było całkowicie za darmo.. mógł sobie wziąć tak dużo, jak był w stanie zjeść? Jego twarz rozjaśniła się, kiedy zaczął nakładać sobie wszystkiego po kolei. Och, był niesamowicie głodny. Nie jadł nic od wczorajszego obiadu i dosłownie konał. Indyk. Budyń śliwkowy. Sok z dyni. To wszystko leżało tuż przed nim, czekając tylko, aż po to sięgnie. Och, to był raj. To było dokładnie to, czego potrzebował Remus.

Kiedy uczta dobiegała końca, do stołu Gryfonów podszedł gruby, piegowaty chłopak z piątego roku. Miał błyszczącą odznakę z literą „P".

- Pierwszoklasiści, czy możecie pójść za mną do pokoju wspólnego Gryfonów? Zbierzcie się razem. No, chodźcie.

Jedzenie zniknęło tak nagle, jak się pojawiło, a James i Syriusz odskoczyli w zaskoczeniu.

- Łooooo...- wyszeptał James i spojrzał na Syriusza.

Syriusz podzielił jego zdziwienie.

- Jest zaczarowane, nie?

Pulchny chłopiec ze szczurem- o imieniu Peter- stał za nimi. Syriusz wymusił skinienie głową i westchnął. Tak, dokładnie. Chłopak ze szczurem był w jego dormitorium.

- Pierwszoklasiści!

Trójka z nich przeszła przez hol i weszła na marmurowe schody. Syriusz zobaczył małego chłopca ze srebrzystymi włosami, który posuwał się powoli do przodu i wpatrywał się w swoje stopy. Było w nim coś dziwnego. Sposób, w jaki patrzyli na niego nauczyciele, kiedy był przydzielany. Te podkrążone oczy. Coś było z nim nie tak.

Sroga kobieta w zielonym wybiegła z Wielkiej Sali i zatrzymała go. Syriusz przystanął, żeby się temu przyjrzeć. Co się działo?

Wyszeptała mu coś na ucho, a tamten posłusznie pokiwał głową. Potem podążył za kobietą, wymijając rząd pierwszoklasistów i poszedł w zupełnie innym kierunku.

- Hej! Co Ty wyprawiasz?

Jakaś dziewczyna trąciła Syriusza w ramię, a on odwrócił się w stronę swoich nowych kolegów. Wszyscy wpatrywali się w niego z porażającą pogardą.

- Chodź, Syriusz.- powiedział James, ciągnąc go za szatę.

Syriusz potrząsnął głową i kontynuował swoja wyprawę do Wieży Gryffindoru.

* Fragment książki „Harry Potter i Kamień Filozoficzny", tłumaczenie Andrzeja Polkowskiego.