Wesołych świąt! :)

Plan Dumbledor'a

- Proszę pana?

Dumbledore podniósł wzrok znad biurka i uśmiechnął się ciepło do swojego gościa.

- Ach, to Ty, Remusie. Jak się czujesz?

Remus przeszedł przez próg drzwi, wchodząc do wnętrza biura dyrektora. Było ogromne– gigantyczne! Na ścianach i suficie były tysiące obrazów, starych i nieżyjących już dyrektorów. Na podłodze stały wielkie stoły wypełnione różnymi astronomicznymi przyrządami. Jego ojciec miał kilka podobnych kiedy był mały. Remus rozpoznał to bardzo dobrze. On zniszczył to, kiedy Remus miał zaledwie pięć lat. To był regulator złości, a on bez zastanowieniarozbił szklaną kulę. Remus płakał całymi dniami, próbując przeprosić za ogromną szkodę którą spowodował. Jego ojciec nigdy nie kupił nowego.

- Usiądź.- powiedział Dumbledore, wskazując na krzesło naprzeciw biurka. - Chciałbym z Tobą porozmawiać na temat Twojej nauki w Hogwarcie.

Remus pokiwał głową, zajmując wyznaczone miejsce i utkwił wzrok w starszym mężczyźnie. Był taki potężny, mimo że jego wiek mocno dawał się we znaki. Jak jeden z najpotężniejszych czarodziei mógł być tak.. stary?

- Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na twoje przybycie, panie Lupin.- powiedział, odkładając papiery na bok i splatając swoje dłonie. Całą swoją uwagę skupiał na nim. Nikt wcześniej tego nie robił. Cóż, w sumie to może i tak, ale nie w taki sposób, jaki chciałby Remus; nie w tak miły sposób. - Chciałbym Cię bardzo serdecznie powitać w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jestem Albus Dumbledore, tutejszy dyrektor, a to jest profesor Sprout i profesor Snorks.

Dwie ciemne postacie wyszły z cienia za Dumbledorem. Remus wpatrywał się w nie z szeroko otwartymi oczami. Nie zauważył ich kiedy wchodził. Była kobieta.. Sprout, tak ją nazwał? … była krępa, z kędzierzawymi, dzikimi włosami. Mężczyzna był za to wysoki i wyglądał groźnie. Jego ramiona były dwukrotnie większe od Remusa, a jego głowa była całkowicie ogolona. Skrzyżował swoje niezwykle długie ramiona i wpatrywał się w trzęsącego się ze strachu chłopca. Na twarz wpełzł mu uśmiech.

- Profesor Snorks uczy Numerologii.- powiedział Dumbledore, wskazując na wielkiego mężczyznę. -A profesor Sprout jest naszym ekspertem od Zielarstwa. Będą Ci towarzyszyć przy przejściu przez tunele każdego miesiąca.

- Pan wybaczy, panie dyrektorze.- przerwał mu Remus. Był zszokowany. Co on wyprawiał? To do niego nie pasowało. -Ehm.. nie bardzo rozumiem, co to są te „tunele".

Dumbledore skinął głową i zachichotał.

- Ach, no tak, oczywiście, że nie wiesz. Przepraszam, panie Lupin. Czasami trochę za bardzo wybiegam na przód. Opracowałem pewną.. ostrożność.. na twoje comiesięczne transformacje.

Wstał i podszedł powoli do okna na lewej ścianie. Księżyc pięknie błyszczał i Remus poczuł kroplę strachu w jego sercu. Ale widok nie przeszkadzał Dumbledorowi.

- Słyszałeś pewnie jak wspomniałem na uczcie o Bijącej Wierzbie?- spytał, spoglądając na teren na zewnątrz.

- Tak, proszę pana.- odpowiedział cicho Remus. Wciąż wpatrywał się w światło księżyca. Księżyc. Och, dlaczego Dumbledore musiał wpatrywać się w ten przeklęty księżyc? Wiedział, że Dumbledore robił to celowo. Wiedział, czego najbardziej boi się mały chłopiec.

- Cóż, zasadziliśmy to drzewo ze względu na Ciebie. - Dumbledore wyczuł strach ucznia i odwrócił się w jego stronę, zerkając przez swoje okulary. - Każdego miesiąca, profesor Sprout i profesor Snorks będą zabierać Cię z twojego pokoju wspólnego. Profesor Sprout sparaliżuje Wierzbę, podczas kiedy Ty i profesor Snorks wślizgniecie się do tunelu który dla ciebie opracowałem. Na końcu tego tunelu jest mała chata która stoi na wzgórzu w Hogsmeade. Jest dość wysoko i nikogo nie będzie w środku. Potem będziesz już bezpieczny i pod kontrolą, profesor Snorks zostawi Cię na noc i wróci do Hogwartu. Rano, po Twoim przeobrażeniu, profesor przyjdzie po Ciebie i zaprowadzi na lekcje. Czy to brzmi rozsądnie?

Remus skinął głową i głośno przełknął ślinę.

- Więc.. będę tam.. sam?

- Przykro mi to mówić, ale tak.- powiedział Dumbledore i podszedł do niego. - Nie wiem na ten temat zbyt wiele, ale z tego co mi wiadomo, podczas przeobrażenia nie jesteś w stanie się kontrolować. Nie mogę ryzykować niczyjego życia. Nie chcę, żebyś miał coś na sumieniu.- podszedł bliżej.- To dla twojego dobra, Remus. Żyjemy w świecie pełnym zwątpienia i strachu. Chcemy, abyś był bezpieczny od wszystkich szkód, jakie ktokolwiek może ci zrobić. Dlatego mam do ciebie wielką prośbę, abyś nikomu z zewnątrz o tym nie mówił. To okrutny świat, Remusie, a chciałbym żebyś przeżył w tej szkole najlepsze lata swojego życia. Rozumiesz mnie, prawda?

- Tak, proszę pana, rozumiem.- powiedział Remus ponuro. Oczywiście, że nikomu nie powiedziałby o swoich przeobrażeniach. Gdyby to zależało od niego, tylko Dumbledore by o tym wiedział. Nienawidził sposobu, w jaki patrzyli się na niego ci nauczyciele.

- To bardzo dobrze. Jak mniemam twoja sierpniowa transformacja jest skończona, czyż nie?- spytał, wracając do biurka.

- Tak, proszę pana.- odpowiedział, drżąc. Ostatnią piątkową noc spędził gnieżdżąc się w pokoju, rozszarpując łóżko i rozdzierając poduszki.

- W takim układzie to dobrze. Pełnia księżyca jest przewidywana na 27 września. Weź jakieś zniszczone szaty i bądź gotów o godzinie osiemnastej tego popołudnia. Dwójka moich kolegów będzie o ciebie pytać w pokoju wspólnym.

- Dziękuję, proszę pana. Rozumiem.- powiedział i wstał, kierując się do wyjścia. Chciał iść spać. Był tak zmęczony, że chciał się położyć tak szybko, jak tylko znajdzie się w Wieży.

- Profesor Sprout odprowadzi Cię do dormitorium.- powiedział ciepło Dumbledore i uśmiechnął się do Remusa ze zrozumieniem w oczach.- I pamiętaj, mały Remusie. Potwór istnieje tylko dlatego, że nazywamy do potworem.

Remus nie bardzo rozumiał, co to miało znaczyć, ale kiwał twierdzącą głową i poszedł posłusznie za kobietą z szalonymi włosami.

W pięcioosobowym pokoju siedzieli Syriusz, James i Peter. Jakiś młody chłopiec siedział za nimi, rozpakowując swoje rzeczy.

- Och.. cześć. Ty musisz być tym piątym pierwszoklasistą.- powiedział, wstając i wyciągając do niego dłoń.- Jestem Darryl. Miło mi cię poznać.

Peter spojrzał nerwowo na Jamesa i Syriusza i również wyciągnął dłoń.

- Miło mi cię..

- Ta, cokolwiek.- powiedział Suriusz, rozglądając się po łóżkach. Które z nich najlepiej zająć? To najbliżej okna, czy to najbliżej drzwi? Drzwi brzmiały w porządku. Mógł się niepostrzeżenie wymknąć, nie budząc przy tym pozostałych.

Opadł na wybrane łóżko i zatonął w miękkiej pościeli. James wybrał to najbliżej Syriusza. Peter wycofał swoją rękę od Darryla i zajął to sąsiadujące z Jamesem. Jedno łóżko wciąż pozostawało puste, ale jego kufer był już na miejscu. James spojrzał na niego poprzez przyciemnony pokój i w ciszy odczytał napis „R. J. LUPIN".

Mój brat został przydzielony do Slytherinu.- powiedział Darryl.- To zabawne. Wydaje się że połowa Averysów idzie do Gryffindoru, a ta druga połowa do-

- Lupin, ta?- powiedział James, podchodząc bliżej do kufra. - Czy to nie ten dziwaczny dzieciak z jasnymi włosami?

- Tak mi się wydaje.- powiedział Syriusz. Był taki rozbudzony, ale jego ciało niemal błagało o sen. Walczył z tym pragnieniem.- Pamiętam go z Wielkiej Sali. Ten, którego bali się nauczyciele?

- Ta.- wtrącił Peter, ale nie powiedział nic więcej. Wycofał się w cień.

Darryl spojrzał z pogardą na tą trójkę i wrócił do rozpakowywania swoich rzeczy.

- Wiecie co, to że ktoś jest trochę inny, nie daje wam prawa do mówienia o nim w ten sposób.

James rzucił na niego krótkie spojrzenie. Super. Mieli w swoim dormitorium świętoszka. Będzie im pewnie psuł całą zabawę. Syriusz pewnie myślał o tym samym, bo prychnął i wywrócił oczami.

Było późno kiedy Remus wszedł do dormitorium. Wszyscy jego współlokatorzy już spali i cicho pochrapywali. Zauważył swój kufer, wciśnięty pod jedyne wolne łóżko. Było w rogu i wyglądało na oddzielone od pozostałych. Albo to było tylko takie wrażenie. Spojrzał na twarze kolegów. Blady, czarnowłosy chłopak z łodzi i chłopak który wydawał się być jego najlepszym przyjacielem, chłopak z okrągłymi okularami. No i Peter, którego wrzucił do wody. Jedyny chłopak którego nie znał, spał w ciszy, z dziwną maseczką na oczach. Remus najciszej jak potrafił, przeszedł na palcach przez pokój i otworzył swoją skrzynię. Na wierzchu jego ubrań leżała notatka, zostawiona żeby ją przeczytał. Była od jego ojca.

Remus uśmiechnął się i spojrzał przez okno. Księżyc nie był widoczny z miejsca, w którym się znajdował, ale mógł dostrzec cień rzucany przez szalone drzewo przed szkołą, kołyszące się przez wiatr. To była Bijąca Wierzba. Remus westchnął i położył się na łóżko. Nie miał siły zmienić ubrań. Zamknął oczy przed wzięciem głębokiego oddechu.

Minął zaledwie kwadrans, kiedy wszyscy w pokoju byli pogrążeni w głębokim śnie.