Niech rok 2014 będzie jeszcze lepszy! :)

Księżyce i szlamy

W szkole panował zgiełk i krzątanina, jak to pierwszego dnia. Uczniowie biegali po korytarzach, desperacko próbując dostać się na zajęcia na czas. Syriusz i James opierali się o ścianę, porównując swoje plany lekcji. Peter próbował ich dogonić, ale utrudniał mu to tłum pomiędzy nim a jego nowymi przyjaciółmi.

- Obrona przed Czarną Magią, ta?- westchnął Syriusz.- Och.. świetnie. Nie mogę się doczekać.

- Hej, mamy to razem ze Ślizgonami. Pewnie zobaczymy Snivellusa.- zarechotał James.

- Chłopacy! Czekajcie!

Syriusz odwrócił się i dostrzegł pulchną rękę, która machała mu zza tłumu sześcioklasistów. Jęknął.

- Co jest z nim nie tak? Zrobiliśmy mu miejsce na łódce, a nagle on zaczął nas za to wielbić.- mruknął do Jamesa, kiedy Peter się do nich zbliżał. Wciąż trzymał w swoich grubych rękach tego szczura.

- Co to?- spytał James, wskazując na zwierzę.

- To prezent od mojej mamy. Nazwałem go Glizdogon. Bo jak spojrzysz na jego ogon..

- Interesujące. - powiedział Syriusz, wyraźnie niezainteresowany konwersacją. - Zastanawiam się, gdzie mamy zajęcia.

- Przepraszam.

Ruda czupryna zderzyła się z Syriuszem i kontynuowała spacer. To była ta dziewczyna, Lily. Dziś miała na nadgarstkach plastikowe bransoletki (w stylu Mugoli). Dzwonił przy każdym ruchu. Syriusz uśmiechnął się do siebie, kiedy wpatrywał się w jej głowę, która podskakiwała lekko przy każdym kroku. Chyba nigdy przedtem nie widział dziewczyny takiej jak ona.

Tak samo było chyba z Jamesem. Jego usta były szeroko otwarte, a jeszcze szerzej jego oczy. Syriusz wybuchnął śmiechem i poklepał go po plecach.

- Hej, James. A to pech. Jest szlamą.

Peter i James spojrzeli na niego zszokowani. Nagle wyrazy twarzy jego przyjaciół zmienił się z rozbawienia na oburzenie i Syriusz zrobił krok w tył. Uniósł brew. O co chodziło? Dlaczego się tak na niego patrzyli?

- Co powiedziałeś?- wyszeptał James.

- Powiedziałem, że..

- Nigdy więcej tego nie mów.- uciął James i rozejrzał się niespokojnie dookoła. - Uch, Syriuszu.. Ty.. nie mów tego więcej. To.. nieładnie.. nazywać kogoś szlamą.

- Ta..- wymamrotał Peter.

- No co? Mój ojciec cały czas tak mówi..

- Cóż, nie powinien.- odparł James i poprawił swoją torbę na lewym ramieniu.- Chodźcie. - powiedział, starając się zapomnieć o tej wymianie zdań.- Pójdziemy za nią do klasy.

Syriusz spojrzał na Petera, który próbował dogonić Jamesa. Co było złego w wypowiadaniu słowa „szlama"? Wszyscy u niego w domu swobodnie to mówili.

Każdy u niego w domu jest Blackiem, przypomniał sobie. Potrząsnął głową i pobiegł za Jamesem.

Klasa była ciemna i otoczona z wszystkich stron kamiennymi ścianami. Pod sufitem był zawieszony stary, zniszczony szkielet smoka. Klatki wypełnione kośćmi bądź żywymi osobnikami były ustawione na stołach w trzecim rzędzie, dwa na ławce. Syriusz i James usiedli oczywiście obok siebie. Peter zajął stolik za nimi, siadając obok jasnowłosego chłopaka z jeziora. Był wyrażnie przerażony tym, co wyczuł w powietrzu. Peter nie pachniał aż tak źle, pomyślał Syriusz.

Za nimi dwójka chłopców rozpoznała bladą twarz „Snivellusa", siedzącego obok Lily Evans. Wymieniali między sobą ciche uwagi, a Lily wydawała się czymś bardzo zdenerwowana. Wreszcie, za nimi można było dostrzec R. J. Lupina, czytającego książkę zatytuowaną Quidditch przez wieki.

Hej, może wcale nie jest taki zły, pomyślał James, skoro lubi Quidditcha.

Drzwi na szczycie schodów zatrzasnęły się z hukiem i uczniowie stanęli twarzą w twarz z mężczyzną, którego widzieli na uczcie. Jego łysina sprawiała, że jego czoło przybierało niewiarygodnych rozmiarów. Jego zezowate oczy zamrugały kilkukrotnie. Były zimne i bezduszne.

- Dzień dobry, klaso.- powiedział niskim głosem.

- Dzień dobry, profesorze.- odpowiedzieli zgodnie.

Skinął głową i podszedł do biurka.

- Dobrze, dobrze. Nazywam się profesor Klein i będę w tym roku waszym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią. Niestety mieliście pecha, kiedy w zeszłym roku ten kretyn marnował cały wasz czas i pamięć na jego aurorskie sztuczki. Proszę odłożyć książkę, panie Lupin, zanim ją panu skonfiskuję. Dziękuję. A teraz do roboty. Mam do was mały apel. Proszę o powstanie kiedy wyczytam Wasze imię. Nar.. Nar.. Kisa?

- Narcyza.- syknęła dziewczyna siedząca w pobliżu Snape'a.

- Och, tu jesteś.- powiedział, zdejmując swoje okulary i powtórzył jej imię.- Narcyza Black? To Ty? Dobrze, dobrze. Następny, Syriusz Black?

- Tutaj.- powiedział Syriusz, unosząc wysoko rękę.

Narcyza odkasłała głośno. Syriusz się uśmiechnął. Czuła do niego odrazę.. Cudownie.

Zwój rozwijał się i rozwijał, aż w końcu profesor Klein zwinął go i położył na swoim biurku. Zacisnął dłonie i wypuścił głośno powietrze.

- Cóż, to wasz pierwszy dzień, więc nie chcę zasypywać was pracą domową.

W klasie rozległ się głośny wiwat.

- Oczywiście to oznacza, że jutro będziemy musieli to nadrobić.

Wiwat został zastąpiony jękiem.

- Te zajęcia będą wymagały stałej koncentracji i radzę wam naprawdę uważać, abyście każdego dnia wychodzili stąd bez szwanku. Będziemy rozmawiali na temat najgorszych gatunków istot w Czarnej Magii, włączając w to najgorszych czarodziejów. Zaczniemy ze zwodnikami, druzgotkami, a na koniec semestru omówimy wilkołaki.

Jakieś krzesło głośno się poruszyło.

Profesor Klein uśmiechnął się do siebie i kontynuował.

- Tutaj jest kilka rodzajów demonów, które aktualnie mieszkają gdzieś na świecie. Musicie być świadomi ich niszczycielstwa. Drugi semestr będzie poświęcony czarodziejom, wliczając w to klątwy, pojedynkom czarodziei oraz prawdopodobnie wspomnimy też o zawodzie Aurora. Ja osobiście jestem emerytowanym Aurorem i z przyjemnością podzielę się z wami moją wiedzą. Widzę wiele skorych do pracy twarzy, to świetnie. Zatem zajrzyjmy do książki Sztuka obrony przed Czarną Magią autorstwaFrancis Colliers i otwórzmy na Rozdziale Pierwszym.

Wszyscy posłusznie wykonali polecenie.. oprócz Syriusza. Słyszał o wilkołakach. Niedaleko niego mieszkał mężczyzna, który został pewnej nocy ugryziony, a rano wymknął się ze szpitala Św. Munga. Jego ojciec przez trzy godziny bez przerwy wrzeszczał o tym, jakie szkody tamten człowiek mógł narobić na Grimmauld Place.

Spis treści.. Wilkołaki i jak je znaleźć. Rozdział czternasty. Syriusz przewrócił strony do rozdziału czternastego i z trudem złapał powietrze.

Jego oczy szeroko się otworzyły, skierowane na fotografię która była tuż przed nim. James odwrócił się w jego stronę i spojrzał mu przez ramię.

- Co jest? Coś nie tak?

Syriusz wskazał na potwora na stronie 397.

- Spójrz na to!

Był to ogromny potwór, kulący się tuż przy ziemi, jego ogon unosił się w ciemności. Unosił wysoko głowę, bezgłośnie wyjąc. Księżyc wisiał nad nim. Pod nim, na ziemi, była czerwień.

Krew, pomyślał Syriusz.

- Spójrz na te wielkie łapy!- powiedział James, wskazując na jedną z rozpostartych kończyn.

- Jasny gwint..- mruknął Syriusz, próbując odwrócić wzrok od fotografii wilkołaka. Pod spodem był podpis: Wilkołak- Pełnia księżyca przybyła po swoją ofiarę. Ilustrację wykonał Jacques Walters.

- Rozdział pierwszy.- kontynuował profesor Klein.- Czerwone Kapturki. Severusie, mógłbyś?

Snivellus odchrząknął i pochylił się do przodu. Jego czarne, tłuste włosy opadł mu na twarz, kiedy zaczął czytać swoim mrocznym głosem.

Dwa rzędy z tyłu, inny mały chłopiec wpatrywał się w stronę 397 z oczami szerzej otwartymi niż Syriusz.

- Cześć, chłopaki!

Peter położył swoją teczkę obok Jamesa i usiadł wygodnie naprzeciwko Syriusza. Syriusz nawet nie zwrócił na niego uwagi, wciąż nie podnosząc wzroku znad Proroka Codziennego. To była kupa roboty (również ignorowanie Petera). Nic ważnego się nie działo. Żadnych dużych kradzieży. Żadnych zgromadzeń Czarnoksiężników. Nic. Jedynie nagłówek który głosił: Trolle w banku Gringotta działają sprawnie.

- Ciekawy poranek, nie?- zagaił Peter.- Profesor McGonagall to ta surowa kobieta, co nie?

- Ta.- powiedział James, wbijając wzrok w Syriusza.

Syriusz zignorował ich oboje.

Myślami wciąż wracał do tego obrazka. Tego strasznego zdjęcia wilkołaka. Był taki prawdziwy..

- Hej, Syriusz, patrz.- powiedział James, stukając go w ramię. Wskazał na rudą czuprynę po drugiej stronie stołu. To była Lily Evans.

Syriusz poczuł, jak oblewa się rumieńcem.

- Ta? Co z nią?

- Naprawdę myślisz, że nie mam u niej szans?

- Co?- spytał głupio Syriusz.

- No wiesz..- James nerwowo bawił się rąbkiem swojej szaty.- Rano powiedziałeś, że nie mam u niej szans. Naprawdę tak myślisz?

Warga Syriusza skrzywiła się szyderczo. James naprawdę zakochał się w tym rudzielcu. To nie było zwykłe zauroczenie, on naprawdę stracił dla niej głowę. Pozwolił głośnemu śmiechowi wydostać się na zewnątrz.

- Naprawdę nie wiem co ty w niej widzisz.

- Spójrz tylko na nią.

- Patrzę i dalej nie wiem.- skłamał Syriusz i powrócił do czytania.

- Hej, Evans.

Syriusz jęknął i zobaczył Jamesa idącego w stronę grupki dziewczyn, wśród których była rudowłosa. Na szczęście dla niego, w pobliżu nie było Snivellusa.

- Evans!- zawołał ponownie James i dziewczyna odwróciła się, by na niego spojrzeć.

- Mówisz do mnie?- spytała, a dziewczyny za jej plecami zachichotały.

- Tak.- powiedział Jamesa, a Syriusz wyglądał jakby zaraz miał zacząć się dławić.- Ja tylko.. uh.. tak sobie pomyślałem.. że.. no wiesz.. wydaje mi się że jesteś dobra z Zielarstwa, a ja nie za bardzo to rozumiem.

- Cóż, to może dlatego, że byłeś zbyt zajęty rzucaniem zaklęć na kociołek.- powiedziała chłodno i posłała Syriuszowi krótkie spojrzenie.

- Wiesz, nigdy nie miałem smykałki do ogrodnictwa.- odciął się James i starał się wyglądać atrakcyjnie, przeczesując palcami włosy.- Chciałem.. no.. żebyś może usiadła ze mną czasami i.. no wiesz.. pomogła mi..

- Nie mam ochoty marnować czasu.- odparła i wróciła do jedzenia lunchu.

- Czemu?

- Jeśli nie potrafisz słuchać na lekcjach, to nie będziesz słuchał też mnie.- powiedziała, wciąż wpatrując się w swoje jedzenie.- A teraz, jeśli pozwolisz, chciałabym skończyć swój posiłek.

James był zaskoczony. Nikt nigdy wcześniej mu nie odmówił. Kilka razy otwierał i zamykał usta, próbując coś z siebie wydusić.

- Jasne, Evans. Pozwól mi zawalić egzaminy. Świetnie.

- Tak zrobię.- odpowiedziała, kiedy James wracał na swoje miejsce. Opadł na siedzenie obok Syriusza i mruknął pod nosem jakąś uwagę dotyczącą kobiet, po czym wrócił do jedzenia.

Edna Rosis urodziła trójgłową córeczkę, głosił jeden z nagłówków Proroka Codziennego. Syriusz nie miał siły nawet pobieżnie go przeczytać. Cały czas miał przed oczami obrazek ze strony 397.

- Wszystko w porządku?- spytał cicho Peter.

- Tak, w porządku.- wymamrotał Syriusz, udając zainteresowanie gazetą. W życiu nie czytał niczego nudniejszego.

- Witam na Eliksirach.- powiedział duży, gruby mężczyzna stojący z przodu lochu. - Nazywam się profesor Slughorn, a to- powiedział, podnosząc podręcznik- jest książka. W środku są słowa, wypisane na stronach. To magiczna rzecz. A teraz wszyscy spróbujmy ją otworzyć. Niektórym może to sprawić pewien kłopot, ponieważ mogą mieć z tym do czynienia po raz pierwszy. Ale chyba damy radę, prawda?

Wszyscy otworzyli pierwszą stronę Eliksirów dla początkujących. Remus, po raz kolejny, siedział samotnie z tyłu. Patrzał z zainteresowaniem na profesora Slughorna. Za dwadzieścia osiem dni będzie przez niego eskortowany do tunelu odkrytego przez Dumbledora. Wiedział, dlaczego wybrali profesora Snorksa. Był wielki i silny. Mógł kontrolować Remusa, gdyby to było konieczne.

Remus wzdrygnął się.

Slughorn zauważył to i mrugnął do niego. Pomyślał o tym samym!

Nie, nie mrugaj do mnie! Pomyślał Remus. Nie patrz na mnie! Po prostu zajmij się resztą klasy i pozwól mi stąd wyjść!

Ta rudowłosa dziewczyna z ładnymi oczami odwróciła się, by rzucić Remusowi przelotne spojrzenie. Czy ona wiedziała? Domyślała się czegoś? Po lekcji profesora Kleina, niemal dla wszystkich było jasne co ukrywa.

Nie, Remus, pomyślał, po prostu znowu wpadasz w paranoję. Nikt nie wie. Nikt nie wie.

Remus ścisnął mocniej dłonie.

Po lekcji profesora Slughorna przyszedł czas na zajęcia, na które James czekał najbardziej- lekcje latania z Madame Darsing. Była pełną energii, starszą kobietą, a czarne włosy spięła w ciasny kok. Po szkole chodziła plotka, że była jedyną kobietą w historii, która należała do Armat z Chudley i każdy uczeń był niezwykle podekscytowany przed jej spotkaniem. Ale nikt z nich nie mógł się równać z podekscytowanym do szczytu możliwości Jamesem Potterem.

Od momentu w którym weszła na boisko Quidditcha, James uważnie wyłapywał każde jej słowo. Mówiła niewyraźnie, z dziwnym akcentem, tak że połowa uczniów nic nie rozumiała, ale byli równie zainteresowani.

Nawet Peter wykazywał zainteresowanie, kiedy mówiła o uchwycie miotły. Oczywiście nie miał bladego pojęcia, co mówiła, ale pokazywała wszystko z takim ożywieniem, że nawet martwi świetnie by sobie poradzili.

- Dobsz, tera trzymcie to tak.- powiedziała, chwytając miotłę.- Liczta do trzech i odepchnijże się od ziemi.

- Że co?- spytała jakaś Puchonka.

- Liczta do trzech, gotowi?- spytała Darsing, ignorując pytanie dziewczyny. Odepchnęła się mocno na swojej miotle i wszyscy nagle zrozumieli. Podnieśli swoje miotły i czekali na start.

- Jedan, dwa, tri!

I wszyscy wznieśli się, krążąc nisko po boisku. Oczywiście byli niewiele trzy metry ponad ziemią, ale dla wszystkich było to tak samo ekscytujące. Najwyżej miotła wzniosła się na dziesięć metrów i należała do Jamesa. Uśmiechnął się figlarnie do lecącej na dole Lily Evans. Zmrużyła oczy, jakby nie bardzo pewna co ten błazen ma zamiar zrobić.

- Nieco lepiej niż ogrodnictwo, co?- powiedział i puścił jej oczko, a potem wzniósł się o kolejne dziesięć metrów, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści..

- Mister Poczer!- wykrzyknęła pani Darsing. Lily usmiechnęła się, licząc na to, że to był koniec triumfów tego głupca. Och, wpadł w tarapaty! Na pewno się nie wywinie.

- Cuu-uuuu-dnieee, mister Poczer!- ryknęła Darsing z ziemi.- Jak wysoko pan jeszcze umie?

James oczywiście by zbyt wysoko, aby usłyszeć jej pytanie, ale odpowiedział na nie wznosząc się jeszcze wyżej i wyżej. Trzysta metrów, zaraz minie słupki na boisku..

Syriusz zaśmiał się i zasłonił oczy przed słońcem, żeby zobaczyć przyjaciela.

- Dawaj, Potter!- zawołał entuzjastycznie.

Lily, która teraz była już na ziemi, minęła Syriusza i mruknęła coś o popisywaniu się. Syriusz po raz kolejny wybuchnął śmiechem i wylądował.

James spędził całą lekcję na krążeniu wokół boiska w tą i z powrotem. Darsing zapomniała o uczeniu i stała na środku boiska, uważnie obserwując Jamesa i udzielając mu różnych wskazówek, typu jak powinien trzymać miotłę czy jakie sztuczki może wykonać. Reszta uczniów była na ziemi i wyglądała na zagubionych i nieszczęśliwych. Po dwudziestu minutach zdecydowali się usiąść na ławkach po stronie sektora Gryffindoru i odrobić pracę domową albo się zdrzemnąć. Ale Sryiusz i Peter siedzieli obok siebie i cały czas wpatrywali się w Jamesa, który robił tysiące okrążeń. Wzbijał się coraz wyżej i szybował w powietrzu jakby dosłownie urodził się na miotle. Wyglądał, jakby spędzał włąśnie najlepsze chwile w swoim życiu.

- Ach, Mister Poczer!- wiwatowała mu pani Darsing, kiedy James w końcu wylądował.- To było nieeeee-zaaa-mowiiite! Zaprawdę zaiste!- odwróciła się w stronę pochrapujących na ławkach dzieci.- Odlicznam za każdego pięć punktów! Śmirdzące lenie..

Nie mieli pojęcia co to była za kara, ale nie brzmiała zbyt kusząco. Na obiad do Wielkiej Sali wracali w smutnej, żałosnej grupce.

- To było niesamowite!- pogratulował Jamesowi Peter, klepiąc go po plecach, kiedy tamten dołączył do niego i Syriusza.- Latasz lepiej niż ktokolwiek, kogo widziałem!

- Wow, dzięki!- powiedział James, po raz kolejny przeczesując palcami włosy. - Dużo trenowałem. Bylem u siebie w małej drużynie Quidditcha. Byłem pałkarzem. Ale to mnie nie jarało. Zawsze chciałem być obrońcą.

- I byłbyś w tym cholernie dobry.- przyznał Syriusz, dołączając do nich.- Peter ma rację. Powinieneś dołączyć do drużyny Quidditcha.

- Nie mogę. Nie wezmą pierwszoroczniaka.- Ale Madame Darsing powiedziała, żebym spróbował za rok. Będą musieli mnie wziąć!- jego oczy błyszczały z podniecenia.- Myślisz że Evans mnie widziała? Zauważyła, jak wysoko byłem?

Za nimi, bardzo zgorzkniały Ślizgon wszedł do Wielkiej Sali. Severus Snape przygryzał wargę, w ręku trzymał miotłę i patrzał z odrazą na postać Pottera.