KEIRA + CHRIS
Keira biegnąc, wyrzuciła nóż, żeby nie zrobić sobie krzywdy podczas ewentualnego upadku na mokrej od rosy trawie. Mężczyzna był tuż za nią. Nagle pośliznęła się na płytkach wokół basenu i runęła na ziemię. Szybko się podniosła, ale ręce nieznajomego zdążyły chwycić ją w pasie.
- Nie zrobię ci krzywdy, Keira! – Usłyszała, czując, jak przytula się do jej pleców.
- Puść mnie! – krzyknęła. Cofnął się od razu z rękami uniesionymi do góry jakby w geście poddania.
Z trudem łapała oddech. Widziała pistolet wystający zza paska jego za małych spodni. Zauważyła, jak blisko stał skraju basenu. Niewiele myśląc, popchnęła go z całej siły do wody. Kiedy rozległ się głośny plusk, była już na podjeździe. Wypadła zza żywopłotu na zakręcie wysypanej żwirem drogi. Rozległ się dźwięk hamowania. Kawałki kamyczków poleciały na jej nogi. Od razu poznała znajomego mercedesa.
- Tato! – krzyknęła.
Drzwi otworzyły się i zobaczyła swojego ojca. Od razu rzuciła się mu na szyję.
- Co się stało? – zapytał ją zaniepokojony.
- Puść ją! – Usłyszeli.
- Tato! On ma broń!
- Wysiadaj! – krzyknął nieznajomy do szofera jej ojca. – Na ziemię!
Mężczyzna wykonał jego polecenie, wpatrując się w pistolet w dłoni agresora, którego przemoczone do suchej nitki ubrania kleiły się do ciała. Lufa przesunęła się prosto na ojca Keiry. Dziewczyna przytuliła się do niego mocniej. Ten objął ją ramionami. Obcy mężczyzna nie opuścił broni.
- Puść dziewczynę! – krzyknął.
- Nie, tato! – Keira wybuchła płaczem. Czuła rosnący strach.
- To nie jest twój ojciec, Keiro! To maszyna! Chce cię zabić, a ja jestem tu, żeby mu na to nie pozwolić.
- Niech pan posłucha – zaczął tata dziewczyny – mamy pieniądze, dużo pieniędzy. Jeśli...
- Zamknij się! Nieźli ci idzie, blaszak, prawie dałem się nabrać! Puść dziewczynę.
- Nie mogę tego zrobić. Nie pozwolę ci zrobić krzywdy mojemu dziecku!
- Nie pierdol! – Nieznajomy nagle chwycił Keirę za ramię i pociągnął w swoją stronę; był niezwykle silny. Z łatwością wyrwał ją z objęć rodzica. Przytrzymując ją jedną ręką, nadal celował w jej ojca.
- Zostaw mojego tatę! – krzyknęła, próbując się wyrwać.
- To nie jest twój tata!
- Jest! Jest, słyszysz?!
Zauważyła, że jego wyciągnięte ramię drgnęło.
- Puść moją córkę i weź mnie. Nie zabijaj mojego dziecka!
Nieznajomy wpatrywał się w niego uważnie. Nagle przełożył pistolet do drugiej ręki i uderzył mężczyznę prosto w szczękę. Cios był potężny. Rozbita warga ojca Keiry od razu zabarwiła się ciemną krwią. To najwyraźniej zdumiało napastnika, bo zachwiał się na nogach. Dziewczyna szybko to wykorzystała i wytrąciła mu broń, która wpadła pod auto. Błyskawicznie znalazła się przy ojcu. Na jego koszuli były już czerwone plamy.
- Nie powinien krwawić. – Usłyszała za sobą niemal w tym samym momencie, kiedy w bramę wjechał wóz policyjny. – Blaszaki nie krwawią.
Nieznajomy usiadł na ziemi, kiedy policjanci wysiedli z pistoletami gotowymi do strzału.
- Źle wyszło. Wszystko nie tak – powiedział cicho do siebie, a potem spojrzał na Keirę. – Nie tak miało być. Wybacz. Teraz życzeń ci raczej złożyć nie mogę. – Te słowa utwierdziły ją w przekonaniu, że mężczyzna musi być szalony.
Keira ściskała w dłoniach papierowy kubek z kawą. Siedziała w biurze detektywa Michaela Lincolna w policyjnej kurtce narzuconej na plecy. Lada chwila powinni skończyć przesłuchiwać jej ojca.
- Kto to był? – zapytała, kiedy do pomieszczenia weszli jej tata i wysoki, nieco otyły policjant. Mężczyźni wymienili spojrzenia.
- Przedstawił się nazwiskiem Chris Land. A potem gadał już tylko bzdury. O jakiejś wojnie z maszynami. Fan Matriksa czy jak?... O przyszłości, robotach. To wariat. – Detektyw położył jej ciężką dłoń na ramieniu. – Ale już wam nie zagraża.
Pokiwała głową. Zapytała, czy może skorzystać z toalety.
Kończyła myć ręce, kiedy do umywalki obok podeszła jakaś kobieta. Była dość wysoka i zgrabna, a jej długie kręcone włosy łagodnie opadały na jej ramiona. Do skraju bluzy miała przypięty identyfikator ze zdjęciem. ERICA WILLIAMS. S.W.A.T.
Keira zakręciła kran i spojrzała w lustro. Napotkała w nim spojrzenie policjantki. Wyraz jej zielonych oczu był taki sam, jak u tamtego faceta! Przeszył ją dreszcz.
- Przepraszam – zaczęła nieśmiało – czy pani... mnie zna?
Kobieta uśmiechnęła się.
- Nie.
Dziewczyna ruszyła w stronę drzwi.
- Nie znam cię, Keiro Snow. – Usłyszała, kiedy wyszła na korytarz. Nie miała odwagi wrócić i zapytać, o co chodzi. Przed oczami cały czas miała ładną twarz policjantki, jej błyszczące źrenice i tajemniczy uśmiech.
Dzień zaczął się dla niej wyjątkowo strasznie i męcząco. Najpierw była z ojcem w szpitalu, gdzie założono mu dwa szwy, a potem przesłuchano ich na komisariacie. Kiedy wrócili do domu, była świadkiem kłótni ojca z Cruzami i Bobem. Strażnik zaklinał się, że nie spuszczał monitorów z oczu. Nie zauważył jednak włamywacza, więc został zwolniony. Na jego miejsce pan Snow zażądał z agencji sześciu nowych.
Kiedy wreszcie znalazła się w łóżku, ojciec długo pocieszał ją i przepraszał. Wreszcie zasnęła i spała aż do wieczora.
- Przepraszam – powiedziała cicho do Lucii, kiedy zeszła do kuchni coś zjeść.
- Nie przepraszaj, angelita, nie przepraszaj! To ja powinnam! My powinniśmy!...
Przytuliła się do kucharki, która pachniała mąką i truskawkami. Keira zaczęła płakać.
- Pojechał, prawda? – zapytała cicho, ale znała odpowiedź. Ojciec pojechał do biura.
Jedząc zupę, patrzyła, jak szklarz wymienia wybitą szybę balkonową. Nagle wróciły do niej wspomnienia mężczyzny i jego tatuażu. Pamiętała ciąg liczb na jego skórze i to, że wydał się jej znajomy. Nagle zrozumiała dlaczego. Cyfry były kodem do ich systemu alarmowego! Ale to nie było wszystko. Ich kształt i styl znała bardzo dobrze, bo swój własny charakter pisma poznałaby wszędzie! To robiło się coraz dziwniejsze...
Następnego dnia nie poszła do szkoły i nie odebrała żadnego z sześciu telefonów od ojca. Kazała Pierre'owi zawieźć się na komisariat, gdzie znalazła detektywa Lincolna.
- Chcę z nim porozmawiać – oświadczyła poważnym tonem. – Tu chodzi o dobro śledztwa.
Zaprowadzono ją do pokoju przyległego do sali przesłuchań. Patrzyła, jak wprowadzają Chrisa Landa, sadzają na krześle, a potem przypinają łańcuchami do podłogi. Miał na sobie pomarańczowy strój więźnia.
- Jesteś gotowa? – zapytał ją policjant. Kiwnęła głową.
Weszła do sali sama. Od razu poczuła na sobie wzrok Chrisa. Uśmiechnął się do niej.
- Cześć, Keiro.
- Twój tatuaż – wypaliła – to kod naszego systemu alarmowego. Skąd go masz?
Spojrzał na swoje przedramię. Nie miała wątpliwości: cyfry napisała jej ręka.
- Powiedziałaś mi. Napisałaś. Na wszelki wypadek. Nie zmieniacie kodu. To data twojego urodzenia i data urodzenia twojej mamy. Obie daty od tyłu. – Słuchając go, niemal zapomniała o oddychaniu. – Grozi ci...
- Czy ty mnie znasz? – zapytała nerwowo, przerywając mu.
Uśmiechnął się. Wzięła to za odpowiedź twierdzącą.
- Grozi ci niebezpieczeństwo – powiedział. – Musisz...
Otworzyła drzwi i wybiegła z pomieszczenia. Przecież to wariat!
Jego tatuaż i wyraz oczu nie dawał jej spokoju. Patrzył na nią z miłością. Czy to był możliwe?
Cały dzień spędziła na przeglądaniu zawartości szafy, żeby zająć się czymś konkretnym i wreszcie przestać myśleć o Chrisie Landzie. To było bardzo trudne. Mężczyzna był nieziemsko przystojny. Zwłaszcza, kiedy rozmawiała z nim na policji. Chyba pozwolili mu wziąć prysznic. I dali normalne ciuchy. Normalne, pomyślała ironicznie. Pomarańczowy nie był jego kolorem. Przypomniała sobie jego słowa. Tym niebezpieczeństwem jest on sam?...
Po dwukrotnym przyporządkowaniu szafy, zabrała się za książkę, którą miała przeczytać na literaturę. Zamknęła ją, kiedy usłyszała chrzęst żwiru na podjeździe. Szybko podbiegła do okna i zobaczyła mercedesa ojca. Ku jej zdziwieniu mężczyzna wysiadł zza kierownicy. Jeden ze strażników podszedł do niego. Widziała, jak poruszył ustami, z pewnością mówiąc dzień dobry swojemu pracodawcy. Wtedy jej ojciec zrobił coś dziwniejszego niż samodzielne kierowanie samochodem: wyciągnął pistolet i wymierzył w mężczyznę. Tamten krzyknął. Nie dostrzegła samego momentu pociągnięcia za spust, ale usłyszała strzał. Zabrzmiał zupełnie jak na filmach! A potem pojawiło się jeszcze dwóch strażników. Jej tata zastrzelił ich bez mrugnięcia okiem, po czym odwrócił się i spojrzał prosto na nią. Zadrżała. Jego twarz była zupełnie beznamiętna.
Cofnęła się od okna, widząc, jak jej ojciec rusza w stronę domu. Usłyszała dzwonek do drzwi i wybiegła na korytarz. Nie miała pojęcia, co się dzieje. Nagle przypomniała sobie słowa Chrisa. Blaszak. Robot? Jej ojciec był robotem?
- Lucia! – krzyknęła, wpadając na schody. – Nie otwieraj! Odsuń się od drzwi!
Ale w tym momencie usłyszała strzał. Zatrzymała się w połowie stopni, ale tylko na ułamek sekundy, a potem pobiegła na górę, słysząc jeszcze jeden strzał. Przebiegła korytarz i weszła na drugie schody. Ostrożnie ruszyła w dół, nasłuchując. Przeszkadzało jej w tym oszalałe bicie serca. Zeszła do biblioteki i ruszyła między rzędami ciężkich regałów. Nagle usłyszała kroki i schowała się zza jedną z półek. Wychyliła się ostrożnie.
Na środku pomieszczenia stała kobieta o jasnych włosach. Zbyt jasnych. Rozglądała się po bibliotece. Jej ruchy były... mechaniczne. W dłoni trzymała pistolet. Keira zakryła usta dłonią, żeby stłumić przyśpieszony oddech. Kiedy znowu wychyliła się zza regału, kobieta zniknęła. Dziewczyna schyliła się i ruszyła w stronę korytarza. Wyjrzała zza framugi drzwi akurat, żeby zobaczyć Chrisa Landa jak schyla się nad nieruchomym ciałem Lucii, sprawdzając jej tętno. W jej głowie i sercu zapanował chaos. Tymczasem mężczyzna uniósł broń i rozejrzał się, zaglądając na schody.
- Chris! – krzyknęła, biegnąc w jego stronę. Zatrzymał się.
- Na ziemię! – wrzasnął. W jego dłoniach pojawiły się dwa pistolety. Kiedy pod policzkiem poczuła twardość podłogi, rozległy się strzały. Objęła głowę ramionami, krzycząc zupełnie podświadomie.
Kiedy strzały nadal dźwięczały w jej uszach, została poderwana z ziemi szybkim, silnym ruchem. Kątem oka dostrzegła swojego ojca. W dziurach od kul lśnił metal. Blaszak.
- Jest jeszcze jeden! – krzyknęła, kiedy Chris pociągnął ją za rękę. Zaczęli biec.
Jej ojciec był tuż za nimi, ale już nie strzelał. Wybiegli na podjazd.
- Schowaj się! – wrzasnął Chris, puszczając jej dłoń, żeby wymienić magazynek. Błyskawicznie zaczął strzelać znowu.
Schowała się za mercedesem. Kule podziurawiły jego bok i wybiły okna. Chris znalazł się obok niej, znowu wymieniając magazynek.
- Erica, niech cię cholera! – przeklął pod nosem, wychylając się zza maski i zaczynając strzelać.
I wtedy w bramę wjechał potężny czarny jeep cherokee, rozwalając ją. Zderzak odpadł na ziemię prosto pod koła. Auto zatrzymało się obok nich tak, że stanowiło z mercedesem niemal jedną linię. Chris podniósł Keirę i wepchnął w otwarte tylne drzwi terenówki. Nagle dostrzegła za nim jasnowłosą kobietę.
- Za tobą! – krzyknęła, kiedy robot zacisnął palce na przedramieniu Chrisa i pociągnął go to tyłu, ciskając na żwir. Blaszak wsunął się do auta, próbując chwycić Keirę za nogę. Wymierzyła jasnowłosej potężnego kopniaka i wtedy siedząca za kierownicą postać, strzeliła maszynie w skroń. Jej oczy zmętniały i znieruchomiała. Chris wyszarpnął ją z auta, wskakując do środka. Auto ruszyło z piskiem opon.
Keira spojrzała na kierowcę. Zza oparcia fotela widziała wyraźnie czarną kamizelkę z literami S.W.A.T.
- Grzebałaś się! – syknął Chris.
- Teraz mamy inny problem! – Usłyszała nieco stłumiony kobiecy głos. Ich wybawicielka miała na głowie hełm i okulary; wyglądała, jakby po załatwieniu terrorystów od razu wsiadła do auta. Obejrzeli się i zobaczyli jasnowłosą kobietę biegnącą za samochodem. – Nie chcę jej na głównej drodze!
- Się wie – mruknął mężczyzna, unosząc broń. Strzelił kilka razy, wybijając tylną szybę samochodu. Nagle blaszak zatrzymał się na środku ulicy. Keira pomyślała, że nie była to zasługa kul.
Wygodnie usiadła na siedzeniu. Obok niej Chris oddychał ciężko. Zerknęła na niego kątem oka i napotkała jego spojrzenie. Wyciągnął w jej stronę dłoń.
- Chris Land – przedstawił się, kiedy uścisnęła z wahaniem jego spoconą rękę.
- Wiem – mruknęła. – Keira Snow.
- Wiem – odparł z uśmiechem. – A to Erica Williams.
- Wiem – rzuciła dziewczyna, przypominając sobie identyfikator spotkanej na komisariacie kobiety. Ta roześmiała się lekko, ściągając hełm, spod którego wysypały się bujne, ciemnobrązowe włosy. – Ale nie wiem, co tutaj się dzieje.
- Niedługo się dowiesz – rzucił Chris. – Najważniejsze, że żyjesz.
Przez chwilę patrzyła w jego niezwykle przystojną twarz i jej serce zaczęło bić szybciej. To z nerwów. Na pewno. Spojrzała na jego rękę. Palce tamtego robota zastawiły na jego skórze głębokie otarcia. Już miała zapytać, czy bardzo go boli, kiedy nagle dotknął jej twarzy. Nachylił się i pocałował ją w policzek. Od razu oblał ją rumieniec.
- Wszystkiego najlepszego – powiedział z uśmiechem.
- Chris – mruknęła Erica – niektórzy jednak na zawsze pozostaną dupkami. Nie strasz dziewczyny.
Keira szybko odwróciła twarz w stronę okna, zagryzając usta. Jej policzki płonęły.
