KEIRA + GABRIEL

- Jaka śliczna! – Usłyszała, kiedy weszła do salonu mieszkania Erici od jej współlokatorki, czarnoskórej Alex Lightwood, która od razu cmoknęła ją w oba policzki; jej kręcone włosy załaskotały Keirę w podbródek.

Chris zwalił się ciężko na kanapę. Erica zaczęła się rozbierać na środku salonu. Po chwili w samej bieliźnie zniknęła w pokoju. Co to za ludzie?!

Alex dała jej szklankę soku pomarańczowego z lodem.

- Pasujecie do siebie. – Usłyszała.

- Co? – Spojrzała uważnie na uśmiechającą się szeroko młodą kobietę.

- Ty i Chris.

- Alex – Erica ofuknęła przyjaciółkę, wchodząc do salonu – daj dziewczynie spokój.

- Wezmę prysznic – wtrącił Chris, wstając.

Keira zauważyła, że Alex dźgnęła Ericę łokciem.

- Na takie okazje nie mamy zamka w łazience – powiedziała, puszczając jej oko.

Zarumieniła się.

Chris dołączył do nich po kwadransie, wycierając mokre włosy.

- Macie piwo? – zapytał, grzebiąc w lodówce. Keira poczuła złość.

- Co tutaj się dzieje? Powie mi ktoś wreszcie?!

Trójka jej nowych znajomych spojrzała po sobie, a potem zaczęła mówić Erica. O przyszłości, o wojnie z maszynami, terminatorach, Johnie Connorze. Słuchała jej uważnie. Widziała swojego ojca i blondynkę z bronią. Byli blaszakami.

- A co ja mam do tego wszystkiego? Dlaczego chcieli mnie zabić?

Tym razem odezwał się Chris.

- Keira Snow była wybitnym naukowcem. Informatykiem, protetykiem, inżynierem... Świetnie radziła sobie z maszynami, z terminatorami też. Zbudowała jednego. Niemal od zera. – Umilkł; Keira wpatrywała się w niego uważnie. – Dała nam kamień filozoficzny. Płynnego cyborga, Gabriela. Walczył po naszej stronie, a blaszakom się to nie podobało.

- I dlatego chcą mnie zabić? Bo zrobiłam... zrobię coś... wielkiego w przyszłości?...

Chris spojrzał na Ericę.

- Chodzi im też o Snow Industries – wyjaśnił. - Dlatego przysłali cyborga, który wygląda jak twój ojciec. Chcą przejąć firmę.

- I my im na to pozwolimy – dodała Erica.

- Co? – Dziewczyna spojrzała na nią zdumiona.

- Mają plan, a to jedyny sposób, żeby go poznać.

Keira wyszła spod prysznica, wciągając na siebie piżamę nocną pożyczoną od Alex. Z ręcznikiem na włosach usiadła w salonie obok Erici.

- Mówią o tobie.

Dziewczyna spojrzała na telewizor. CÓRKA WŁAŚCICIELA SNOW INDUSTRIES PORWANA przeleciało akurat na dole ekranu. Potem rozpoczął się reportaż. Włamanie... zabili ochronę i pokojówkę... zamaskowana kobieta i mężczyzna... czarny, terenowy samochód... porwana córka biznesmena... fortuna Snowów... informacje o okupie... Docierały do niej tylko pojedyncze słowa. A potem pokazali jej zdjęcie. Sprzed pięciu lat. Uśmiechnęła się ironicznie, czując na sobie spojrzenie czujnych oczu Chrisa.

Zajęła pokój Erici i kiedy nareszcie została sama, rozpłakała się. Jej ojciec prawdopodobnie nie żył, a ona wcale nie czuła smutku ani pustki. Te uczucia były zawsze, ale teraz zniknęły, dlatego płakała. Czuła się dziwnie. To były więc łzy szczęścia? Dlaczego? Bo oto zjawił się ktoś, kto patrzył na nią z miłością. I nie był sam. Były jeszcze Erica i Alex, od których biła dobroć i ciepło.

Obudziła się nagle. Przez chwilę nie wiedziała, gdzie jest. Dopiero po chwili przypomniała sobie wszystkie wydarzenia poprzednich dwóch dni. Ostrożnie wstała z łóżka i podeszła do drzwi, naciskając klamkę.

- Nie śpisz? – Usłyszała nagle; już chciała odpowiedzieć, kiedy zobaczyła plecy idącej do salonu Erici.

- Nie. – Poznała głos Chrisa.

- Jesteś zbyt podniecony, co? – Keirę oblał rumieniec, choć nie wiedziała dlaczego.

- Tak, właśnie tak. – W głosie mężczyzny pobrzmiała ironia.

- Jak ręka?

- W porządku. Zostanie blizna. Najważniejsze, że Keira żyje i znowu jest za mną. Kocham ją.

- Przecież jej nie znasz. To nie ta Keira Snow...

- ...baba ze złomowiska, którą znałem? – dopowiedział szybko. – Tą Keirę też kocham. Już kocham.

Dziewczyna cofnęła się do pokoju. Usłyszała wystarczająco. Chris Land kochał Keirę Snow, którą znał w przyszłości. Co się z nią stało? Umarła? Zginęła?... Mężczyzna był tutaj, bo tamta Keira nie żyła?... Ale powiedział, że... że mnie kocha.

Obudziły ją dźwięki muzyki; był już ranek. Przewróciła się na drugi bok akurat, kiedy do pokoju wpadła Alex i rzuciła się na łóżko obok niej.

- Wstawanko, słoneczko!

Keira uśmiechnęła się. W progu stanęła Erica w tak skąpych szortach, że wydało się to jej nieprzyzwoite; przecież w domu był Chris! Jakie ma super nogi, pomyślała smutno, patrząc na zgrabne łydki policjantki. Ta usiadła obok Alex.

- Zaraz zbieram się na trening. Zostaniesz z Alex, dobrze, Keiro?

- J-jasne – bąknęła.

- Cześć, dziewczyny. – W drzwiach stanął Chris; ku rozczarowaniu – jakiemu rozczarowaniu?! – Keiry, był kompletnie ubrany. – Mogę się przyłączyć?

Keira wsunęła się głębiej pod koc.

- Spadaj, Land – rzuciła z uśmiechem Erica, wstając. Minęła go w progu. Ku zdumieniu Keiry mężczyzna nie obejrzał się za kobietą i jej świetnym tyłkiem.

Dziewczyna wzięła od Alex talerz z jajecznicą, kiedy usiadły na bujanej ławce w ogrodzie i kobieta zaczęła opowiadać jej o sobie i Erice, o tym jak się spotkały i jakie miały przygody.

- Erica ma super nogi – powiedziała wreszcie Keira.

- Nie są prawdziwe. – Alex roześmiała się głośno.

- Jak to?

- To mechaniczne protezy. Chyba nie słuchałaś mnie uważnie, skarbie.

Zarumieniła się lekko. Nie słuchała, bo wróciła myślami do słów Chrisa.

W domu rozległ się dźwięk telefonu. Okazało się, że Alex musi skoczyć na uczelnię po jakieś papiery. Keira powiedziała, że może zostać sama. Zamknęła drzwi, patrząc, jak różowy mini morris znika za zakrętem.

Spacerując po kuchni, dostrzegła przypiętą magnesem do lodówki listę. Miała tytuł Do zrobienia:, pod którym w punktach wypisano różne plany: skoczyć ze spadochronem... kochać się na plaży z [tu wpisać imię:]... mieć ślub marzeń... założyć czerwone stringi pod białe spodnie na Bal Policjantów... Śmiała się, czytając niektóre wpisy. Kilka zostało już skreślonych.

Zajrzała do pokoju Erici. Był bardzo przytulny i uroczo zabałaganiony. W szufladach, które otworzyła z ciekawością, znalazła obok siebie kobiece duperelki, prezerwatywy, pistolety i magazynki, a nawet nóż na rekiny. Odkryła też plik zdjęć. Na kilku z nich Erica miała krótkie włosy i wyglądała jak wyjątkowo ładny facet. Patrząc na fotki, pomyślała o zdjęciu ślubnym mamy i taty, które nosiła między kartami terminarza. Nagle zapragnęła je odzyskać. Nie myśląc wiele, wymknęła się z domu i złapała autobus. Miała na sobie ubrania Erici i jej ciemne okulary. Przebiegła niewielki cytrusowy zagajnik i weszła na teren swojej posesji. Z łatwością dostała się do domu przez okienko w garażu, które zawsze było otwarte.

Dom wyglądał na opustoszały. Wzięła torbę ze swojego pokoju. Wpychając do niej ubrania, czuła się dziwnie. Nagle wszystko stanęło na głowie. Wszystko. Wymacała na dnie torby szpilki od ojca i rzuciła je na podłogę.

Poszła do centrum handlowego, do swojej ulubionej cukierni. Zamówiła gorącą czekoladę z bitą śmietaną i zapłaciła kartą. Będzie świętowała swoje urodziny sama, a co?! Ledwie zanurzyła koniec łyżeczki w puszystej śmietanie, zobaczyła wchodzącego do kawiarni chłopaka. Wyglądał jak... mój ideał. Przystojniak rozejrzał się i ruszył w jej stronę. Nie, zaraz mnie minie i później dalej. Wbiła wzrok w swoją dłoń. Nie minął jej, tylko usiadł na krześle obok. Podniosła oczy. Patrzył na nią z łagodnym uśmiechem. Miękkie, ciemne włosy opadały na jego sympatyczną twarz.

- Nie powinnaś była płacić kartą, Keiro.

- Skąd... – wyrzuciła z siebie zdumiona.

- Musimy iść. – Wstał i wyciągnął dłoń w jej stronę; ujęła ją bez wahania, czując, jak serce szaleje w jej klatce piersiowej. Ścisnęła torbę, kiedy pociągnął ją na zewnątrz cukierni. Obejrzała się wiedziona dziwnym przeczuciem. Zobaczyła jasnowłosą! Szła za nimi!

Chłopak skręcił w korytarz prowadzący na zaplecza sklepów.

- Zostań tutaj – polecił jej, wskazując odnogę korytarza. Szybko przypadła plecami do ściany.

- Ona nie jest człowiekiem – pisnęła.

- Ja też nie. – Uśmiechnął się.

I wtedy posypały się strzały. Wszystkie trafiły w nieznajomego. Nie zobaczyła jednak krwi.

Jasnowłosa rzuciła pistolet i podeszła do chłopaka. Chwyciła go za szyję, zaciskając mocno palce. Nagle jego ciało zafalowało i straciło ludzkie kształty, żeby rozbić się na terminatorce niczym fala morska o stromy brzeg. Keira patrzyła, jak srebrna substancja dostaje się przez uszy, nos, kanaliki łzowe i usta do ciała maszyny. Coś potężnie zgrzytnęło. Po chwili srebro zniknęła w środku blaszanki.

- Nie bój się, Keiro. – Usłyszała głos chłopaka. – Nazywam się Gabriel. To stałe ciało, nie zmienię go.

- Gabriel – wykrztusiła po chwili. – Kamień filozoficzny?

- Tak, chodźmy.

Do domu Erici poszli pieszo. Gabriel pytał o Chrisa, prosił, żeby wszystko mu opowiedziała. O sobie nie mówił dużo. Wspomniał tylko, że zbudowała go Keira Snow i szukał jej w tym czasie. Dodał, że działanie wehikułu uszkodziło jej pamięć i stracił część danych.

Zanim Keirze udało się powiedzieć, że jasnowłosa terminatorka to Gabriel, Chris wystrzelił w niego dwie kule, a potem bardzo się ucieszył. Poczekał aż Gabriel opuści obce ciało i uściskał go mocno.

- Rodzinka w komplecie – powiedział wesoło.

- A co z tamtą? – zapytał Gabriel, patrząc na nieruchomego blaszaka.

- Zawieziemy ją do Eddie'go – rzuciła Erica, obejmując Keirę ramieniem. – Weekend za miastem dobrze zrobi nam wszystkim.

- Się wie - mruknęła Alex, przedrzeźniając Chrisa.