Kudłaty już od piętnastu minut krążył między salonem, gdzie siedzieli Scooby, Fred i Daphne, a werandą, z której wypatrywał przybycia Velmy.
– Coś musiało jej się stać – oznajmił nerwowo, po raz n-ty wchodząc do salonu. – Kiedy mówiła, że trochę się spóźni, myślałem, że to będzie najwyżej piętnaście minut, a nie czterdzieści pięć!
– O ile zwykle uważam cię za panikarza, o tyle tym razem całkowicie się z tobą zgadzam. To do niej zupełnie niepodobne – zauważyła Daphne.
– Może po prostu była tak zajęta, że zapomniała o imprezie? – podsunął Fred.
– Miejmy nadzieję, że tylko dlatego jeszcze się nie zjawiła – odparł ponuro Kudłaty. – Jak ją znam, to równie dobrze mogła zapomnieć o jedzeniu i zemdleć z głodu.
– Nawet tak nie mów! – zdenerwowała się Daphne.
– Uspokójcie się oboje – Fred instynktownie wszedł w rolę szefa. – Trzeba do niej pojechać i sprawdzić, co się stało.
– Racja. Chodźcie za mną – Kudłaty wziął ze stolika kluczyki od samochodu i poprowadził przyjaciół do garażu.
– Nasz Wehikuł! – ucieszył się Fred. – Myślałem, że oddaliście go na złom!
– Nie – Scooby pokręcił głową. – Tylko tłochę go ułepszyłiśmy.
– Wskakujcie – powiedział Kudłaty, otwierając drzwiczki. – Aha, Fred, nie gniewaj się, ale tym razem to ja poprowadzę.
– Nie ma sprawy.
– Ruszaj wreszcie! – zażądała zniecierpliwiona Daphne.
Pięć minut później Fred pukał już do drzwi mieszkania Velmy.
– Velmo! Velmo, jesteś tam? Velmo! – wołał.
– Zaczynam się bać, że wykrakałem – powiedział zdenerwowany Kudłaty.
Daphne obróciła klamkę i bez problemu otworzyła drzwi.
– Velmo! Gdzie jesteś? Odezwij się! – zawołała, wchodząc do przedpokoju.
Nikt się nie odezwał.
– Dziwne – Fred zmarszczył brwi. – To do niej niepodobne, żeby wyjść i nie zamknąć drzwi.
– Może poszła wynieść śmieci albo śpi? – zasugerował Kudłaty.
W kuchni przyjaciele znaleźli kubeł pełen śmieci i mnóstwo nieumytych naczyń w zlewie. W sypialni natomiast zastali kompletne pobojowisko. Przewrócony stolik, stłuczona nocna lampka, rozrzucone książki, ubrania i kosmetyki...
– O, mamciu... Co tu się stało? – przerażona Daphne zakryła usta dłońmi.
– To śłady wałki – orzekł Scooby.
– Walki? – powtórzył Fred. Scooby kiwnął głową.
W tym momencie zadzwoniła komórka Kudłatego.
– Halo? – rzucił niecierpliwie Kudłaty. – Nie teraz, Robik... Że co? Zaczekaj – przełączył na głośnik. – W porządku, możesz mówić.
– Właśnie otrzymałem pilną wiadomość od wuja Alberta – oznajmił Robik. – Wuj mówi, że docent Phibes kazał pewnej młodej, genialnej badaczce rozpracować tajną nanoformułę, żeby mógł przejąć władzę nad światem. Wskazówki dojazdu do kryjówki docenta Phibesa prześlę do autopilota w Wehikule Tajemnic.
– Rozumiem – odparł Kudłaty. – Czy wujek Albert powiedział coś jeszcze?
– Nie. To wszystko, paniczu Kudłaty.
– Dobrze. Dziękuję ci – po tych słowach Kudłaty rozłączył się.
– Podsumujmy: zbir próbujący przejąć władzę nad światem, tajna nanoformuła, genialna dziewczyna... – wyliczał Fred.
– A poza tym niezamknięte drzwi od mieszkania Velmy, bałagan w kuchni i ślady walki w sypialni – dodała Daphne. – To może oznaczać tylko jedno. Ten łotr porwał Velmę!
Na chwilę zapadła kompletna cisza.
– Ojoj... - powiedział w końcu Scooby.
