Velma usiadła na podłodze i oparła głowę o ścianę. Po niedługim czasie Scooby z przytłumionym beknięciem zmaterializował się tuż obok niej. Dziewczyna uśmiechnęła się do psa i podrapała go za uchem.
– Dzięki za ratunek, Scooby – powiedziała, wtulając nos w jego kark.
– Nie ma ła co, Vełmo.
– RATUNKU!
– POMOCY!
– SCOOBY, GDZIE JESTEŚ? – rozległy się nagle czyjeś wrzaski.
– To głosy Daphne i chłopaków – stwierdziła Velma, wstając z podłogi. – Mają kłopoty.
– I co tełaz złobimy?
– Kudłaty pewnie dałby ci super Scooby-chrupkę, ale ja nie mam ani jednej. Phibes dał mi do przebadania same okruszki. Musimy uratować naszych przyjaciół starą metodą – to powiedziawszy, Velma zniknęła w laboratorium. Po chwili dał się słyszeć wybuch, a Velma wyszła z powrotem na korytarz. – Teraz zaprowadź mnie do Phibesa.
– Co łakiego?
– Na pewno jest tam, gdzie Daphne i chłopcy. Poza tym, mam plan. Zaufaj mi.
– Łobrze – prawdę mówiąc, Scooby nie miał innego wyboru.
Oboje cichutko przekradli się korytarzem do innych dużych, metalowych drzwi.
– W porządku, piesku. Oto mój plan... – Velma nachyliła się i przez dłuższą chwilę szeptała coś Scooby'emu do ucha. – No, to idę. Powodzenia, Scooby.
– Ławzajem, Vełmo – pies polizał policzek dziewczyny i ukrył się w kącie.
Velma wzięła głęboki wdech i zapukała do metalowych drzwi najmocniej, jak mogła.
– Panie Phibes! – zawołała niecierpliwie. – Panie Phibes! Musimy porozmawiać!
Po drugiej stronie drzwi docent Phibes nielicho się zdziwił, słysząc głos młodej badaczki, którą kazał przywiązać do krzesła i zamknąć w laboratorium. Okoliczność ta zaintrygowała go do tego stopnia, że zostawił swoich jeńców, uwięzionych w klatce wiszącej nad olbrzymim akwarium z dwoma rekinami, i osobiście otworzył drzwi.
– O co chodzi, Fräulein Dinkley? Skąd się tu wzięłaś? – spytał, nie kryjąc rozdrażnienia. – Przecież kazałem cię związać, czyż nie?
– Uwolnienie się od tej liny było dla mnie kwestią czasu – wyjaśniła lodowato Velma. – Muszę z panem poważnie porozmawiać.
– Nie teraz, jestem zajęty – warknął Phibes. – Wracaj do pracy.
– Właśnie o tym chciałam z panem mówić. Skoro już zmusza mnie pan, żebym dla pana pracowała, to niech mi pan da porządny sprzęt, bo ten stary szmelc właśnie eksplodował.
– Niemożliwe – orzekł super zbir. – Moi technicy tydzień temu zrobili generalny remont.
– W takim razie niech pan pójdzie ze mną i zobaczy to na własne oczy.
– Dobrze. Ale ostrzegam, że jeżeli to tylko głupi kawał, twoi przyjaciele zostaną przekąską dla Reksia und Maksia. A ty razem z nimi – to powiedziawszy, Phibes wyszedł z pomieszczenia i podążył za Velmą do przydzielonego jej laboratorium.
Kudłaty mocno walnął głową w pręty klatki.
– Co ta Velma wyprawia? – jęknął. – Przecież kazałem jej się schować i czekać, aż po nią wrócimy!
– A jak mielibyśmy to zrobić w naszym obecnym położeniu? – spytał cierpko Fred.
– Hej, zobaczcie! – Daphne wyciągnęła rękę w kierunku dość sporego, brązowego, podobnego do psa, kształtu tuż przy ścianie.
– To Scooby! – ucieszył się Fred.
– Scooby, zawiodłem się na tobie! – wybuchnął Kudłaty. – Miałeś pilnować, żeby Velmie nic się nie stało, a tymczasem ona przyszła tutaj i urządziła sobie pogaduchy z Phibesem!
– To łęść jej płanu – wyjaśnił Scooby. – Łuć mi chłupkę na łozum. Uwołnię was.
– Co to znowu za plan?
– Daj spokój, Kudłaty – powiedziała Daphne. – Jeszcze nigdy żaden plan Velmy nie zawiódł. Zrób to, co mówi Scooby.
Kudłaty wzruszył ramionami, wydobył z kieszeni super chrupkę rozumu i rzucił ją psu. Minutę później on, Fred i Daphne byli wolni.
– Dobra robota, piesku – pochwalił Fred.
– Drobiazg – zachichotał Scooby-mądrala. – Chodźcie. Czas zabrać Velmę i uciekać.
Czworo przyjaciół pobiegło korytarzem do drzwi, przy których zaczęła się ich niezbyt udana akcja ratunkowa.
– Teraz, Kudłaty, czas na chrupkę super prędkości – powiedział Scooby. Tym razem Kudłaty wykonał polecenie bez sprzeciwu. – Idę po Velmę. Na jej znak zamkniesz drzwi – po tych słowach szybki jak błyskawica Scooby wbiegł do laboratorium i po chwili wrócił z Velmą.
– Teraz! – zawołała Velma. Kudłaty czym prędzej zamknął drzwi.
– W porządku, skoro już jesteśmy w komplecie, to wynośmy się stąd. To miejsce przyprawia mnie o dreszcze – powiedziała Daphne.
– W takim razie złapmy się wszyscy obroży Scooby'ego – doradził Kudłaty, jedną ręką obejmując Velmę w pasie. – Nie gniewaj się, ale przy hamowaniu trochę zarzuca, a wolałbym cię już nie zgubić – dodał.
– Nie ma sprawy – Velma ze zrozumieniem kiwnęła głową.
– Ruszajmy! – zawołał Fred, jedną ręką przyciskając do siebie Daphne, ciasno oplatającą go ramionami.
Dwie sekundy później cała Tajemnicza Spółka znalazła się przy Wehikule Tajemnic. W tym samym momencie super chrupki przestały działać.
– To co, kochani, dalej macie ochotę wpaść do nas na imprezkę? – spytał Kudłaty, wpuszczając kumpli do auta.
