Rozdział 2: Tusz
Kurt Hummel był bystrym dzieckiem.
Cóż, przynajmniej w to wierzył.
Gdyby się tak zastanowić, Kurt potrafił zrobić wszystko, czego tylko by chciał, jeśli tylko starał się odpowiednio mocno. Więc jak to się stało, że nie mógł wmówić własnemu ojcu, że jest buntownikiem? Spójrzmy prawdzie w oczy.
Burt Hummel nie był bystrym człowiekiem.
Ale to absolutnie nie znaczy, że był tępy.
Kurt często czuł się zakłopotany wobec swojego ojca. Mężczyzna potrafił wymienić mechanizm reaktora katalitycznego z 1959 roku w kilka godzin, ale nie potrafił przygotować hamburgera typu „Easy-to-made" bez konieczności użycia gaśnicy. Jedyną rzeczą, na jakiej Burt znał się lepiej niż na autach, był jego syn; właśnie to było najistotniejsze dla Kurta. W przeciwieństwie do nauczycieli, Burt potrafił przejrzeć przez krętactwa Kurta na wylot. Za każdym razem kiedy próbował skłamać, Burt rzucał mu to „wiem wszystko" spojrzenie. Chłopak od razu łamał się po presją i mówił prawdę.
Jeśli miał zamiar wcisnąć ojcu kit o "buntowaniu się", ten kit musiał być dobry.
Potrzebował informacji.
Kurt wyjął laptopa, pamięt… znaczy się, dziennik i swój ulubiony, fioletowy żelopis.
Surfował od strony do strony, od Yahoo do Wikipedii w poszukiwaniu informacji i przykładów. Po lekturze starannie planował i podkreślał, tworząc listę potencjalnych pomysłów na nadchodzący bunt. Podekscytowany, zachichotał cichutko. Finn będzie taki zazdrosny!
Spojrzał w dół na swoją listę, jego uśmiech odrobinę zbladł. Naprawdę chce robić coś takiego? Oczywiście że tak! Czemu w ogóle o tym myśli? To będzie takie cool, poza tym wszystkie portale twierdzą, że da mu to poczucie siły i kontroli. Kto by tego nie chciał? Wszystko, czego potrzebował, to odrobinę poparcia, żeby nie mógł stchórzyć.
Kurt wyjął telefon i zaczął przeglądać kontakty. Pierwszą myślą była Mercedes. Właśnie miał nacisnąć „zadzwoń", kiedy sobie uświadomił, że Mercedes nigdy nie była specjalnie buntownicza czy w ogóle sprawiająca kłopoty… Cóż, poza chrupkami… Pewnie nie będzie wspierać tego typu rzeczy.
A Kurt postanowił sobie, że dostanie szlaban przed końcem tygodnia.
Zawsze jest Puck, pomyślał. Ale nawet teraz, kiedy wszystko między nimi było okej, chłopak nie był pewien, czy Puck pomógłby mu w tej sytuacji. Ale zawsze warto spróbować… Kurt zadzwonił. Puck odebrał gdzieś koło czwartego sygnału.
- Hummel? Niech zgadnę. Potrzebujesz porady eksperta w łamaniu zasad. – powiedział gładko. Kurt wręcz mógł usłyszeć jego uśmieszek.
- T-tak. Skąd wiedziałeś? – Kurt zapytał z podziwem. Czyżby Puck był tak dobry w buntowaniu się, że miał coś w rodzaju bunt-intuicji?
- Finn właśnie mi powiedział. Założyliśmy się. – niedbale odpowiedział Puck.
A więc Finn już robi zakłady? Kurt zadumał się.
- Więc powiedz mi. – Kurt ponaglił chłopaka.
- Finn myśli, że nie dasz rady. – Oczywiście. – Ale to ja jestem największych ze wszystkich twardzieli. Wierzę w ciebie. – Cóż, to było miłe. Chyba. Prawda?
- A więc mi pomożesz? – Kurt zapytał z nadzieją. Puck westchnął.
- Z radością nauczyłbym cię sposobów twardzieli, ale, jak już ci powiedziałem, założyliśmy się. Bez interwencji. – serce Kurta odrobinę zamarło. - Sorry, stary. Nic nie mogę zrobić.
- Muszę powiedzieć, Noah, że to bardzo po sportowemu.
- Taa… Tylko żebym tego nie żałował, wiesz, Hummel? Nie schrzań tego zachowując się jak mały kociak, tak jak wtedy w bibliotece.
- Zapamiętałem. Dziękuję, Noah. - Kurt postanowił zakończyć rozmowę.
- Powodzenia, Hummel. – powiedział Puck, chociaż Kurt mógłby przysiąc, że słyszał wymamrotane "będziesz go potrzebował" nim odłożył słuchawkę.
Chłopak rzucił się na łóżko i westchnął. Co mógłby zrobić? Potrzebował poparcia. kogoś, kto nie pozwoli mu się wycofać. Kogoś, kto doda odwagi… Kurt zerwał się i złapał telefon. Tym razem rozmówca odebrał już po drugim sygnale.
- Halo, halo – usłyszał pokrzepiający głos. Perfekcyjnie.
- Blaine! - Kurt przywitał się z ekscytacją. Blaine go poprze. Definitywnie.
- Hej, Kurt. – Chłopak niemal może zobaczyć czarujący uśmiech przyjaciela, ale szybko wrócił do rzeczywistości. Do swojej misji.
- Blaine, potrzebuję twojej pomocy. – przyznał z obawą.
- Kurt? Co się stało? – Blaine brzmiał na szczerze zatroskanego.
Przesadnie się denerwuje. Jakie to słodkie…
- Jeszcze nic. – odpowiedział Kurt. – I w tym problem.
Kurt wyjaśnił Blaine'owi całą sytuację. Młody Warbler tylko słuchał cierpliwie, starając się nie śmiać. Kurt czasami był po prostu zbyt słodki. Zakończył rozmowę zapewniając, że przyjedzie za parę minut, by pomóc swojemu nieszczęśliwemu, nadmiernie cnotliwemu przyjacielowi wyjście z problemu.
Blaine złamał parę reguł w swoim czasie. Upił się w trupa na imprezie u Rachel. Zaliczył też kilka stłuczek, co nie zachwyciło jego ojca.
Był też pewien, że przez swoje bezustanne rzucanie papierem w celu zaakcentowania solówki doprowadził do wściekłości większość uczniów Dalton. Ale, z drugiej strony, buntem w Dalton było zaproponowanie, by Warblersi mieli inny kolor krawatów w czasie występu.
Ale jeśli o to chodzi… Naprawdę on był osobą, która miałaby dać Kurtowi podobne rady? Cóż, to nie ma teraz znaczenia. obiecał sobie, że będzie zawsze wspierał swojego najlepszego przyjaciela i będzie to robił. Ale nie mógł się jednak otrząsnąć z uczucia, że załapał się przy okazji na niezły cyrk.
Gdy w końcu dostał się do domu Hudsonów i Hummelów, Kurt podziękował mu za przybycie, po czym obaj pobiegli do pokoju chłopaka, by rozpocząć planowanie nad zieloną herbatą i chipsami typu Pita.
- Okej, pozwoliłem sobie na małe poszukiwania. – Kurt wszedł w tryb prezentera. Blaine usiadł na łóżku i uśmiechnął się w kierunku drugiego chłopaka. Nawet starając się być "złym chłopcem", Kurt zaczął od bycia "dobrym chłopcem" i, o ile Blaine wspierał go kompletnie, po prostu nie widział swojego przyjaciela w tej roli.
Kurt wręczył mu fioletowy szkic listy, którą napisał. Blaine wziął ją, starając się z całej siły, by się nie roześmiać na widok tego, co wyglądało na najszlachetniejsze wysiłki chłopaka. Ale czy to była jego wina, że te "najszlachetniejsze wysiłki" były świetnie zaplanowane, spisane perfekcyjnym pismem i mały małe serduszka koło wybranych form buntu?
- A więc skończyłem listę rzeczy, które najprawdopodobniej rozgniewają mojego ojca. – Kurt wskazał na kartkę. – Myślę, że powinniśmy zacząć od numeru pierwszego.
Blaine spojrzał na opcję zapisaną równiutkim pismem obok numeru pierwszego. Lekko opadła mu żuchwa, a brwi uniosły się w górę.
- Och, łał, Kurt. Czy… jesteś pewny? To dość poważne… - Blaine próbował zaoponować.
- Noah powiedział mu, że kociaki odpadają i mam od razu wziąć się za coś konkretnego. - Kurt powiedział z dumą. – Wiem, że to poważne. Zobaczysz, ale dostanę szlaban! – klasnął w dłonie i podskoczył parę razy. Blaine wyglądał bardzo nieswojo. To było równocześnie urocze i nienormalne. Ale obiecał, że będzie tam dla Kurta.
- Cóż, jeśli jesteś pewny… - odkrył, że właśnie się niepewnie zgadza na pomoc.
- Kompletnie pewny! Nie ma odwrotu. Nie ma mowy, a ty nie możesz mi pozwolić. – Kurt złapał Blaine'a za ramiona i spojrzał z wyczekiwaniem na chłopaka. Wewnętrzna bitwa, jaką toczył Blaine, skończyła się, kiedy chłopak nie mógł znieść myśli o zawiedzeniu przyjaciela. Uśmiechnął się ze współczuciem.
- A więc to postanowione. – Uśmiech Kurta powiększył się na te słowa. - Kurcie Hummelu, robisz sobie tatuaż.
- Tak! – Kurt roześmiał się i z podekscytowaniem złapał dłoń Blaine'a. – I znam świetne miejsce!
Podczas jazdy samochodem słuchali ścieżki dźwiękowej z "Moulin Rouge." Kurt śpiewał razem z aktorami, próbując zagłuszyć ten dziwny ucisk w żołądku. Blaine nie mógł przestać się zastanawiać, jaki tatuaż Kurt wybierze i gdzie będzie go chciał mieć. Może coś powiązanego z matką? Coś z muzyką? Bark? Stopa? Ramię? Blaine po prostu sobie tego nie mógł wyobrazić. Ale kiedy zatrzymali się przed podejrzanym sklepikiem koło centrum handlowego, uderzyła go świadomość, że Kurt faktycznie może to zrobić…
Kurt wyskoczył z auta, nim zdążył się rozmyślić. Razem z Blaine'm podeszli nerwowo do sklepiku, chłopak otworzył drzwi dla swojego przyjaciela.
Gdy weszli do środka, natychmiast zostali powitani przez ogłuszającą metalową muzykę, ledwie oświetlony pokoik i coś jakby dźwięki wydawane przez świdry dentystyczne. Wzrok obu chłopców padł na mężczyznę w czarnej koszulce bez rękawów i w skórzanej kamizelce. Jego silne ramiona i gruba szyja były pokryte tatuażami we wszystkich kolorach. Przypominał Blaine'owi czołg pokryty graffiti. Czołg spojrzał krzywo na dwóch młodych chłopców z prywatnej szkoły. Z pewnością był wystarczająco groźny. Blaine rzucił okiem na Kurta, który spoglądał to na czołg, to na kogoś, kto chyba był kobietą. Jej ciało było praktycznie płótnem, pełnym kolczyków i malowideł pokrywających jej twarz, szyję, ramiona, ręce. Stała z czymś, co wyglądało na wiertło, przerywając tatuowanie łopatki jakiegoś mężczyzny. Jej wzrok był tak samo gniewny jak „czołgu". Kurt nerwowo przełknął. Mierzyli się wzrokiem w ciszy przez kilka sekund. Blaine wiedział, że Kurt po prostu zamarł. Więc cicho i z szacunkiem złapał ramię przyjaciela i zaczął się z nim wycofywać w kierunku drzwi, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Niemal obezwładniony strachem, gdy tylko dotarli do drzwi, otworzył je gwałtownie i obaj pobiegli do auta. Wskoczyli do środka i zamknęli okna i zamki drzwi. Ciągle się trzęsąc.
Blaine wyjął kluczyki i z piskiem opon odjechał spod centrum handlowego. Siedzieli w milczeniu, wciąż ciężko dysząc.
- Nie. Nie ma mowy. Nigdy w życiu. – Blaine powtarzał potrząsając głową, z oczyma utkwionymi w drodze. To obudziło Kurta.
- Ale… ale, ale Blaine, ja muszę! - Kurt spojrzał desperacko na przyjaciela.
- Absolutnie nie. Są lepsze opcje. – O wiele lepsze, pomyślał.
- Na przykład? – Kurt zaoponował. Blaine pomyślał przez chwilę, nim odpowiedział.
- Wszystko, czego nam trzeba, to sprawić, żeby twój tata myślał, że się buntujesz, prawda? Nie musisz tego naprawdę robić. - Blaine wyjaśnił. Kurt spojrzał na niego zaintrygowany.
- Co masz na myśli? – zapytał.
Tego wieczoru Kurt wkroczył do kuchni z wysoko podniesioną głową. Uśmiech rozlał się na jego twarzy, gdy zobaczył ojca. Rzucił okiem na Finna siedzącego przy stole. Posłał mu spojrzenie mówiące „tylko popatrz".
Burt zmywał naczynia (dla odmiany). Kurt pomaszerował wprost do ojca i uniósł rękaw pokazując ramię.
- Popatrz, co zrobiłem! – Uśmiechnął się z dumą. Ojciec spojrzał na chłopaka. Jego brwi się uniosły, ale, o dziwo, pozostał spokojny.
- Zrobiłeś sobie tatuaż? – wymamrotał. Oczy Finna rozszerzyły się w szoku. Niemożliwe. Kurt nie zrobił by czegoś tak świetnego! Kurt uśmiechnął się szeroko.
- Taa, jak bardzo jest to buntownicze? Permanentny znak tuszu na mojej skórze bez twojego pozwolenia! Pewnie dasz mi szlaban, co? – Kurt zapytał z ekscytacją. Finnowi z wrażenia opadła szczęka. Kanapka też.
- Cóż, mógłbym, ale odpowiedz mi na jedno pytanie. – Burt powiedział, zdecydowanie za spokojnym głosem.
Och, nie. To jest to Spojrzenie.
- Czemu Spiderman? - Burt uśmiechnął się pod nosem. Pewny siebie wyraz twarzy Kurta rozsypał się, podczas gdy chłopak szukał dobrej odpowiedzi.
- Widzisz, to mój ulubiony komiksowy boha…- jego sprytna odpowiedź została przerwana przez Burta, pocierającego mocno gąbką do zmywania po malunku superbohatera. Gdy gąbka znikła, razem z nią zniknęło większość tatuażu. Kurt sapnął i zaczął udawać zaskoczonego.
- Oszukali mnie! – Kurt starał się wyglądać na rozgniewanego. Burt znów rzucił mu Spojrzenie.
- Yyyy… - Ojciec spojrzał na chłopaka z niedowierzaniem.
Kurczę! Tak blisko, pomyślał Kurt, zawiedziony, słysząc rechot Finna.
- Mógłbyś wytłumaczyć? – zapytał ojciec. Kurt westchnął z porażką.
- Cóż, próbowałem zrobić sobie prawdziwy, ale tak naprawdę nie chciałem. –Chłopak powiedział żałośnie. Burt wyglądał na bardzo zdezorientowanego.
- Cieszę się z twojego dobrego osądu, synu. Jestem z ciebie dumny. – położył dłoń na ramieniu Kurta.
- Chyba sobie żartujesz. - Kurt spojrzał w niedowierzaniu na ojca. Finn wciąż śmiał się bez opanowania. Kurt wybiegł z kuchni, ale najpierw uderzył dłońmi w stół tuż przed jego zwijającym się ze śmiechu przyrodnim bratem.
- Zapamiętaj moje słowa, Finnie Hudsonie. Dostanę szlaban. – wyszeptał niskim, mrocznym tonem.
Po tym pobiegł na górę do swojego pokoju, by zadzwonić do Blaine by poinformować go o ich porażce i skląć go za samo zasugerowanie użycia tatuażu z paczki płatków śniadaniowych.
