Rozdział 4: Niebieski.

Kurt Hummel był dziwnym dzieciakiem.

Cóż, przynajmniej Finn tak myślał.

Gdy Kurt w końcu wytropił swojego zdradzieckiego brata, ten siedział w pokoju dziennym grając w Left 4 Dead, z miską Doritos i samym Noahem Puckermanem.

Kurt był wściekły. Podszedł gniewnie do ściany i wyrwał wtyczkę od telewizora z gniazdka. Ignorując protesty obu chłopców podszedł wprost do Finna, który właśnie klął używając słów rodem z Sawed Off Shotguns i Zombie Apocalypses.

- Co ty do cholery myślisz że robisz? - Finn był wyraźnie zły za to, co zrobił jego brat.

- Stary, byliśmy na trzynastym poziomie! - Puck zawtórował.

Twarz "suki" - aktywacja.

- Co ja myślę? - Kurt powiedział z lodowatym spojrzeniem. - Co ty myślałeś, że robisz, kiedy powiedziałeś wszystko ojcu! Zrobiliście dżentelmeński zakład i rozumiem, że trudno ci to znieść z twoją tendencją do zachowywania się jak kompletny imbecyl, ale... Czekaj. - Kurt przerwał swoją tyradę i zaczął spoglądać to na Pucka, to na Finna. - Czy ty czasem nie masz szlabanu? - zapytał, zdezorientowany przez obecność dżojstików i Pucka. Puck spojrzał z podziwem na Finna.

- Masz szlaban? - zapytał. Jego najlepszy przyjaciel skinął głową. - Twardziel. - Dali sobie piątkę i spojrzeli z powrotem na Kurta.

A niech ich szlag weźmie. Dwa razy. To było dla nich takie łatwe; łamali zasady, jakby nawet nie wiedzieli, że istnieją!

- Nie! - Kurt odparł z obrzydzeniem. - Nie twardziel! Głupek! Kompletny głupek!

Przyjaciele tylko na niego spojrzeli, rozbawieni, jak żałośnie zabrzmiało ostatnie zdanie.
- Powiedziałeś ojcu! - niższy chłopak rzucił z palcem wycelowanym w przyrodniego brata - zdrajcę.

- O czym? O twoich nieudolnych próbach łamania zasad i takich tam? - Finn podrapał się po głowie.

- Tak! Znaczy się, Nie! To nie były nieudolne próby! To były dobrze przemyślane, ostrożnie przeprowadzane, udolne próby! - głos Kurta uniósł się w obronie.

- Stary! - Puck zawołał - Nie możesz mówić tego jego tacie! Oszukujesz! - wbił Finnowi łokieć w bok. Chłopak go odepchnął.

- Ja oszukuję! To ty mu doradziłeś!

Puck i Kurt wymienili skonfundowane spojrzenia.

- Noah niczego takiego nie zrobił!

- Stary, nie zrobiłem!

- A ja słyszałem coś jak - Finn chrząknął - " Noah powiedział żeby darować sobie z kociętami i od razu zrobić coś porządnego" - chłopak naśladował wysoki głos brata. Puck przewrócił oczami.

- Wcale tak nie mówię! - zawołał obrażony Kurt.

- Obojętnie, stary. Powiedziałeś to! - Finn parsknął.

- Szpiegowałeś mnie? - Kurt oskarżył chłopaka.

- Nie! Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, stary, ściany są super cienkie!

Och, Kurt zauważył. Kurt zauważał to aż zbyt dobrze. Tak naprawdę, pewnie wiedział to najlepiej z całej rodziny. Miał pecha, mieszkając między pokojem Finna a sypialnią rodziców. Dźwięki. Och, te dźwięki. Te noce, w których leżał w łóżku z szeroko otwartymi oczami, próbując je zablokować, dały mu więcej emocjonalnych blizn niż trzeba na jedno życie. Nie tylko Finn mówił przez sen, ale był też nastolatkiem z "potrzebami". Ich rodzice byli świeżo po ślubie i, pomimo że zapewne myśleli, że jak długo są "cicho", wszystko w porządku. Nie było. Jak długo by starać się nie wyobrażać sobie, co się dzieje, to nadal nie było w porządku. Były poranki, kiedy Kurt decydował się ominąć śniadanie.

- Z tym, co robisz w swoim pokoju? Jak myślałeś, że nie zauważyłem? - Kurt odpalił, mając nadzieję na zawstydzenie brata przed jego przyjacielem. Sądząc po nagłej zmianie zabarwienia jego twarzy, działało.

- Stary... - Puck pokręcił głową.

- W każdym razie, jesteśmy kwita. Nie żeby to miało znaczenie, i tak nie ma takiej opcji, żeby Kurtowi się udało. - Finn nabrał garść Doritos z miski na stole i wepchnął je do ust. Kurt miał dosyć.

- Dość! - złapał miskę, wysypał resztę chipsów na kolana Finna i rzucił ją na bok.

- Stary, co do cholery? - Finn spojrzał w dół zdezorientowany.

- Trzymaj się ode mnie z daleka, Hudson! - rzucił niższy chłopak. Finn był właściwie lekko przestraszony zachowaniem Kurta. - Albo obiecuję, że pożałujesz dnia, w którym podpadłeś Kurtowi Hummelowi. - ruszył w kierunku schodów. - Noah miał rację. - zatrzymał się z jedną nogą na stopniu. - Dość kociąt.- po czym ruszył w górę do swojego pokoju i zatrzasnął drzwi z głośnym hukiem, odzwierciedlającym jego gniew.

Po chwili ciszy Puck gwizdnął cicho.

- Stary...

- Wiem, okej? - Finn odpowiedział, nie odrywając wzroku od miejsca, w którym przed chwilą był Kurt.

- To było świetne! - Puck roześmiał się, biorąc chipsa z kolan Finna. Chłopak tylko na niego spojrzał.

- Często obrywasz? - zapytał.

- Nie - odpowiedział Puck z pełnymi ustami.

- A powinieneś.

Blaine Anderson od rana przygotowywał sobie, co ma powiedzieć Kurtowi.

Zadzwonił poprzedniego wieczoru, kompletnie rozwścieczony. Coś o tuńczyku, swoim tacie, Finnie, apokalipsie zombich i Doritos. Z tego, co zrozumiał, użycie klipsów jego młodszej siostry nie poszło zbyt dobrze...

Ale dzisiaj Blaine zdecydował, że spróbuje zakończyć to szaleństwo. Szczerze? Cała ta rzecz była większym marnotrawstwem czasu niż Monopol. A Blaine nienawidził Monopolu. Spędził poranek układając przemowę, więc gdy Kurt zadzwoni - co się może stać w każdej chwili - Blaine będzie w stanie zmiażdżyć dzisiejszy pomysł w zarodku.

Był tak zajęty przemową, że nim zauważył, minęła połowa popołudnia, a jego przyjaciel jeszcze nie zadzwonił... Może to dobry znak! Może Kurt sam oprzytomniał! Może...

*RING*

Cóż. To by było na tyle.

Blaine wziął głęboki wdech i odebrał telefon.

- Kurt.

- Blaine, ja...

- Nie. Stój. - teraz albo nigdy. - Słuchaj, to już doszło bardzo daleko i chcę to zatrzymać nim dojdzie za daleko i zrobisz coś, czego będziesz potem żałował. - Blaine wziął do ręki notatki, które zrobił w celu przeprowadzenia tej rozmowy. - Kurt, jesteś niesamowity. Niesamowity i męczący, ale przede wszystkim niesamowity. Jest tyle wspaniałych rzeczy w tobie, które powodują, że jesteś inny. Jesteś inny, Kurt. Jesteś sobą i udowadniasz to każdego dnia. Możesz nosić taki sam mundurek jak wszyscy w Dalton i wciąż wyglądasz inaczej. Świecisz bardziej niż cała reszta, Kurt. Mogę zobaczyć ten błysk w twoich oczach będąc milę dalej. Zawsze byłeś sobą i to jest powód, dlaczego masz problem w buntowaniu się. Nigdy się do nikogo nie upodabniałeś. Nie masz powodu, żeby się buntować. Wiesz, kim jesteś i nie potrzebujesz głupiego tatuażu, stereotypowego kolczyka ani żadnej głupiej rzeczy, jaką zaplanowałeś na dzisiaj. Jesteś piękny Kurt. W środku i na zewnątrz. Taki, jaki jesteś. Nie zmieniaj tego. Poza tym, potrafisz wymienić olej w samochodzie śpiewając przy tym utwory Celine Dion. Powiedziałbym, że się buntujesz każdego dnia, nawet bez próbowania. Więc czy moglibyśmy darować sobie to wariactwo, po prostu kupić kawę i obejrzeć Willa i Grace, jak zawsze to robiliśmy? - Blaine skończył przemowę, nie słysząc ani słowa od Kurta. Nerwowo czekał na odpowiedź.

- Och, Blaine, masz rację. - Kurt brzmiał na zasmuconego.

- Cieszę się, ale... - Blaine zaczął, ale przyjaciel przerwał mu w pół zdania.

- Zrobiłem coś naprawdę głupiego. - skończył.

- ... Już do ciebie jadę. - powiedział Blaine krzepiąco.

Gdy przyjechał, wciąż nie był pewien, co Kurt zrobił, ale miał pewne przeczucie.

Kurt otworzył drzwi z twarzą zalaną łzami i czapką na głowie.

Kurt nigdy nie nosił czapek, bo mówił, że źle wpływają na wło... Och, nie.

Musiał podążyć za Puckiem i zrobić sobie... Och, proszę, nie.

Poszli na górę, Kurt usiadł przed swoją toaletką. Żołądek Blaine skręcał się z przerażenia. Po prostu musiał wiedzieć.

Wolno, postawił krzesło obok Kurta i usiadł. Chłopak odwrócił się w stronę przyjaciela i Blaine, bardzo ostrożnie zdjął czapkę.

Ku zaskoczeniu Blaine'a, nie zobaczył on irokeza. Wszystkie włosy Kurta były na swoim miejscu... były tylko bardzo, bardzo...

- Niebieskie... - wyszeptał. Kurt tylko skinął głową i łzy znów zaczęły mu płynąć z oczu. Blaine sięgnął, by ich dotknąć i, faktycznie, Kurt Hummel zafarbował włosy na niebiesko.

Jego dłoń opadła na policzek chłopaka.

- Nie są takie złe. - zapewnił przyjaciela, wycierając łzy z jego policzka. Odwrócił Kurta i stanął za nim, by obaj patrzyli w lustro.

- Właściwie to są całkiem... ładne. - spróbował. Kurt tylko spojrzał na niego, nie kupując tego oświadczenia ani trochę. Blaine sięgnął po szczotkę leżącą na toaletce. Uniósł brodę przyjaciela i niepewnie, w ciszy, uczesał jego niebieskie włosy. Kurt nigdy nikomu nie pozwalał nawet dotknąć swoich włosów, dlatego ta scena była raczej słodka i intymna. Po kilku pociągnięciach Blaine usiadł z powrotem.

- Widzisz? O wiele lepiej. - powiedział po ułożeniu włosów, rozczochranych przez czapkę. Kurt spojrzał w lustro i Blaine ponownie wstał i stanął za nim.

- Wiesz, - Blaine ugiął kolana, by jego głowa znalazła się na poziome głowy Kurta - niebieski to mój ulubiony kolor. - uśmiechnął się, a Kurt odwzajemnił się uśmiechem. Burt Hummel chrząknął.

Obaj skoczyli na nogi.

- Tato! - obaj zawołali. Burt dziwnie spojrzał na Blaine'a.

- Przepraszam. - chłopak nieśmiało powiedział.

Nastąpiła cisza, podczas której Burt ostrożnie mierzył spojrzeniem włosy syna.

Kurt był pierwszym, który się odezwał.

- Wątpię, żebyś teraz chciał mi dać szlaban? - wyszeptał z powątpiewaniem.

Nastąpiła kolejna chwila ciszy. Burt spojrzał na Blaine'a, który stał za plecami przyjaciela pokazując zachęcające gesty dłońmi, błagając, żeby "zgodził się".

Wzrok mężczyzny wrócił do syna.

- Kurt, masz szlaban aż twoje włosy znowu będą normalne. - zakończył bez entuzjazmu i odrobiną zapytania w głosie.

- Naprawdę? - oczy Kurta rozbłysły. Burt spojrzał na Blaine'a, który gorączkowo kiwał głową.

- Pewnie. - wzruszył ramionami i wyszedł, nawet nie próbując zrozumieć syna.

Kurt skakał z radości i przytulił mocno Blaine'a, który odwzajemnił uścisk, ale kręcąc głową.

Kurt Hummel był buntowniczym dzieciakiem.