Epilog bez ciekawego tytułu
Kurt Hummel był szczęśliwym dzieciakiem.
Cóż, przynajmniej tak... Nie. Kurt Hummel był szczęśliwym dzieciakiem.
Po niemal godzinie od konfrontacji z ojcem Kurt usłyszał ciche stukani obcasów, w którym rozpoznał swoją macochę wracającą do domu. Jako że był dobrym synem, pobiegł na dół, by pomóc Carole z zakupami. Niestety, gdy tylko przyciągnął jej uwagę, zrobiło to więcej szkody niż pożytku. Sok z gujawy, płatki Fitness i masło orzechowe spadły na ziemię w momencie, w którym Carole Hudson-Hummel zobaczyła pasierba. Kurt był konfudowany, aż w końcu się zorientował, czemu zasłaniała usta dłońmi, jakby chłopak był którymś z wielkich, paskudnych bohaterów anime.
Och... Faktycznie. Kurt Hummel miał niebieskie włosy.
To zabawne, jak sama rozmowa z Blaine'm może odwrócić jego uwagę od nawet najgorszych sytuacji.
- TAK! - Kurt odwrócił się, by spojrzeć na źródło dźwięku. Puck stał, radośnie szczerząc zęby, z pięścią w powietrzu jako samopochwała za najwyraźniejsze zwycięstwo.
-Powiedziałem ci, Hudson! Powiedziałem! - zawołał. Twarz Finna wyrażała dziwną mieszankę uczuć. To było coś jak "Stary, co to do cholery jest na twojej głowie, wyglądasz jak ten mały gej z Rainbow Brite, bym się śmiał bo to jest całkiem zabawne, ale to znaczy dla mnie złe rzeczy..." albo przynajmniej tyle Kurt potrafił zinterpretować.
- No to dupa! - Finn podsumował, zdesperowany. Puck zaczął chichotać niczym hiena.
- Wiesz, co to znaczy! - zawył.
- Jasna dupa! - Finn zorientował się, o czym jego przyjaciel mówi. Kurt ostrożnie rozważył, czy chce wiedzieć, czy też lepiej nie. Spojrzał na Blaine'a, który podążył za nim schodami i stał teraz tuż za nim. Chłopak pokręcił głową.
- Czekaj! To nie znaczy, że dostał szlaban! - Finn zawołał rozpaczliwie.
- Och, tak, dostał. - wtrącił Burt Hummel.
- Jasna, wielka dupa! - Finn złapał się za włosy i spojrzał z desperacją na Pucka, licząc na odrobinę współczucia. Bez efektu. Burt podszedł, by przywitać się z żoną, która wciąż stała w tym samym miejscu, zbyt zszokowana, by zbesztać syna za język. Desperacko spojrzała na męża. Burt tylko wzruszył ramionami.
- Ty byłaś tą osobą, która wspierała nastoletni bunt. - mruknął.
- Ja nigdy nie... - mąż urwał jej w pół zdania. - Chodź, powiem ci mały sekret. - rzucił Blaine'owi porozumiewawcze spojrzenie, które umknęło Kurtowi, zajętemu faktem, że Puck z dumą klepał go po plecach. Blaine odwzajemnił się mrugnięciem i z powrotem skierował swoją uwagę na przyjaciela. Rodzice wyszli z pokoju, akurat na czas, bo Finn już łapał za ramiona przyrodniego brata, gotowy go udusić.
- Coś ty zrobił? – potrząsnął lekko chłopcem. Puck wtrącił się nim Kurt zdołał sformułować jakąkolwiek odpowiedź.
- Och, to jest świetne! Naprawdę świetne!
- Nie, stary! To jest naprawdę nie-świetne. To jest do dupy! –Finn krzyknął na swojego najlepszego przyjaciela.
- Może dla ciebie, ale dla mnie to jest cholernie świetna rzecz! – uśmiechnął się Puck.
- Czy ktoś mógłby mnie łaskawie oświecić? – zapytał Kurt.
- Wygrałem. - Puck wyszczerzył zęby. Kurt przewrócił oczami.
- Serio? Byłbym nie zgadł. Ale co dokładnie wygrałeś? – drążył chłopak.
- Moją godność. – Finn fuknął.
- Właśnie! – Puck zaśmiał się, zarabiając krzywe spojrzenie od Finna.
- Ktoś wyjaśni? – Kurt spoglądał to na jednego, to na drugiego.
- Cóż, Błękitku, układ był taki, że jeśli Finn wygra, ja będę musiał przejść się po szkole w jego Gaga-sukience. Co w sumie nie jest niczym wielkim, bo bym totalnie nadal wyglądał jak twardziel. – Blaine uniósł brew, ale stwierdził, że lepiej siedzieć cicho. – Ale jeżeli ja wygram, co właśnie totalnie zrobiłem, Finn będzie musiał zrobić tą samą głupią rzecz, którą zrobiłeś ty, żeby dostać szlaban. – zakończył Puck z nieukrywaną satysfakcją.
Kurtowi opadła szczęka. Wybuchł śmiechem i już po chwili Puck mu zawtórował, rechocząc o nich wyglądających jak Coś 1 i Coś 2.
Blaine, jednak, czuł odrobinę współczucia. Spotkał wzrok Finna i przez głośny śmiech Kurta i Pucka, którzy właśnie się wili na podłodze, skinął chłopakowi, by poszedł za nim. Zainteresowany wyższy chłopak skorzystał z zaproszenia i skierował się do sąsiedniego pokoju, gdzie Blaine powiedział mu dokładnie to samo, co według niego Burt już zdążył powiedzieć Carole.
Blaine i Puck zostali zaproszeni na chińszczyznę. Oczywiście zgodzili się. Puck nigdy by nie przepuścił oferty kolacji z chińską kuchnią. Blaine nigdy by nie przepuścił oferty kolacji z Kurtem. I tak cała szóstka usadowiła się wygodnie za kuchennym stołem. Burt, Puck i Finn przeżuwali Chow-Mein, podczas gdy Carole była bardziej zainteresowana sceną naprzeciw niej: jej niebieskowłosy pasierb czytał karteczkę z ciasteczka z wróżbą, a jego „najlepszy przyjaciel" uśmiechał się szeroko, wyraźnie szczęśliwy z samego faktu, że Kurt był szczęśliwy. Wiedziała, że ani ona, ani Burt, ani Finn nigdy nie ujawnią tego, co powiedział im Blaine. Nie mogła się powstrzymać i pokręciła głową, wracając w myślach do momentu, w którym Burt wręczył jej puste pudełko po farbie do włosów; zeskanowała je wzrokiem i znalazła, co Burt chciał jej pokazać.
„Niebieski płomień: farba do włosów".
I pod spodem, drobnym drukiem, który Kurt z pewnością przeoczył:
„Kolor utrzymuje się do 4 dni. Odpowiedni dla dzieci poniżej szóstego roku życia."
Uśmiechnęła się do siebie i wyjęła jakiś smakołyk z kartonika.
Kurt Hummel był buntowniczym dzieciakiem.
Cóż, przynajmniej to było coś, w co wszyscy pozwolili mu wierzyć.
