Rozdział 5.

~ Hueco Mundo ~

- Kapitan Aizen? - Upewnił się Gin na pytanie towarzysza. - Nie tak dawno poprosił mnie, bym nadzorował budowę. - Zamyślił się na chwilę, bo w sumie zaintrygowało go to pytanie. - Potem poszedł w sobie znanym kierunku. - Zmierzył spojrzeniem swojego rozmówcę. - Co jest takie pilne? - Dociekał, a na jego ustach stale gościł złowróżbny uśmiech.
- Znalazłem vasto lorde. - W tym jednym zdaniu zawarł wszystko i nic jednocześnie. - Aizen-sama musi z nim pomówić. - Dopowiedział ze spokojem, zerkając niewidzącymi oczyma mniej więcej w kierunku Ichimaru.
Gin aż lekko uchylił oko, by upewnić się obserwacją dokładniejszą, czy shinigami o ciemnej skórze mówi prawdę, czy tylko wymyślił to na poczekaniu. Jeśli racja była w tym, że rozmówca kłamie, nie do końca się to uśmiechało. Nie chciał go zabijać, za nieposłuszeństwo czy inną niesubordynację, które mógł się dopuścić. Lubił go na swój sposób, acz miał czasami wielką ochotę sprawdzić ile zębów uda mu się wybić za jednym ciosem. Ale co się dziwić? Gin cenił sobie ciszę i spokój, zaś Kaname zwykł mówić o sprawiedliwości i ścieżce, którą obrał, co przerywało ów ciszę i burzyło ów spokój. Gadał o tym ciągle, często o raz za dużo, by nie wytrzymać i choćby w myślach nie trzasnąć go w twarz z otwartej dłoni.
- Nie wiem, gdzie poszedł. - Drań O Twarzy Lisa westchnął z nutą teatralności w głosie. - Hueco Mundo nie jest wcale małe. - Wzruszył ramionami w geście bezradności.
- Nie drażnij mnie, Ichimaru - ślepy mruknął beznamiętnie, wymownie kładąc dłoń na rękojeści swojego miecza; Gin na to rozłożył poddańczo ręce.
- Pierwszy widzę, byś komukolwiek groził... - Na ustach rozmówcy pojawił się diaboliczny uśmiech, który w sumie i tak zawsze tam gości.
- Módl się, bym nie wszczął tych słów w życie. - Palce wojownika rozluźniły się, ale dalej leżały na tsubie.
Były kapitan oddziału trzeciego obserwował to badawczo. Lubił obserwować ludzi, zwłaszcza tych, których sam zna na tyle dobrze, że niby wie o nich wszystko, a przynajmniej więcej, niż oni się domyślają. Zwłaszcza, jeśli ta obserwacja była w całkiem nowych okolicznościach, a właśnie taką okazję miał obecnie Gin względem towarzysza. Poza tym, jego wężowa natura sprawia, że lubi się z każdym droczyć, zwłaszcza jak druga osoba jest inteligentna, a przynajmniej nie głupia, że jest to zbyt proste i szybko się tym nudzi.
- Coś ty się taki drażliwy zrobił, Kaname? - Zagadnął Biały Wąż.
- A co ty tryskasz tak dobrym humorem? - Ślepy shinigami odbił pałeczkę.
Ichimaru jedynie wywrócił lekko oczyma, bo nie rozumiał sensu słów, które padają z ust rozmówcy. Czy to źle, że ma się dobry humor i uśmiech na twarzy? Od smęcenia, ale też od ciągłego marudzenia, nie są oni i to nie jest ich zadanie. Nie mniej, w całym Hueco Mundo pewnie do tego osoba odpowiednia się znajdzie.
- Poszukajmy Aizena. - Zadecydował Biały Wąż, po chwili milczenia.
Niewidomy były kapitan krótko skinął głową, a potem ruszyli w tym samym kierunku, próbując po drodze wyczuć reiatsu przełożonego. Niestety, ten zawsze jest doskonale maskował, więc w tym nie mieli małego problemu. Nie minęło jednak chwili, jak Draniowi O Twarzy Lisa zaczęło kręcić się w głowie, iż musiał przystanąć na chwilę. Tōsen zerknął na niego badawczo, nie wiedząc czemu tak zareagował.
- Czemu się zatrzymałeś? - Zadał pytanie, na które nie dane mu było usłyszeć odpowiedzi.