Rozdział 8.
~ Hueco Mundo ~
- Podziwiałem widoki. - Mruknął pod nosem Ichimaru, ale w jego głosie było coś, że Kaname nawet spojrzał na niego ciut poprawniej, jeśli chodzi o kierunek.
- Od kiedy interesujesz się, jak wygląda otoczenie? - Ślepy shinigami zadał podejrzliwe pytanie, pozbawionym emocji głosem.
- Możemy ruszać dalej? - Gin urwał temat ponaglającym tonem. - Vasto lorde nie będzie czekać grzecznie w jaskini, a nie wypada kazać na siebie czekać. - Miał cichą nadzieję, że jego ponaglenie przyniesie skutek i że ruszą, a przynajmniej zmienią temat.
- Nie mamy gwarancji, że znajdziemy Aizen-sama na tyle szybko, że nie będzie musiał czekać. - Tak, jak Gin myślał, tak się stało, a Kaname odparł dyplomatycznym lawirowaniem.
Były kapitan trzeciego oddziału cicho westchnął pod nosem i pokręcił głową w niedowierzaniu. Nie miał siły, czasu a przede wszystkim, co jak na niego było aż dziwne, nastroju, by się z nim przekomarzać. Po prostu ruszył przed siebie, licząc w głębi na to, że rozmówca bez protestu ruszy za nim, słysząc jego szybkie kroki oddalające się od niego w głąb Hueco Mundo. Na szczęście dla niego, brunet ruszył w jego ślad i nie odzywał się ani słowem przez niemal całą drogę. A małej nie pokonali.
- Ile już przeszliśmy? - Spytał zniecierpliwiony Tōsen, który aż stracił orientację czasu i przestrzeni.
- A bo ja wiem? - Usłyszał olewczą odpowiedź Białego Węża. - Z dziesięć kilometrów? - Gin ocenił odległość najpopularniejszą miarą.
- Kierujemy się w złą stronę. - Przyciął niewidomy, próbując obrać dobry kierunek.
Odpowiedziało mu jedynie westchnienie Drania O Twarzy Lisa, który przy tym wzruszył ramionami w teatralnym geście. Przecież to nie jest jego winą, że obrali zły szlak na ten spacer. Poza tym, byliby idiotami, jakby liczyli że ich partner w zbrodni się nie porusza i że w spokoju siedzi w jednym miejscu i czeka, aż ktoś się do niego uda.
- Szukacie kogoś? - spytał znajomy, męski głos, który wręcz zmaterializował się tuż za ich plecami.
- O zdrajcy mowa, a zdrajca tu. - Na twarzy Gina pojawił się uroczy uśmiech. - Ciebie, kapitanie Aizen. Nasz towarzysz znalazł coś, co powinno Cię zainteresować.
Sōsuke zmierzył Ichimaru morderczym spojrzeniem. Nie do końca podobało się mu, że nazwał go zdrajcą, nawet jeśli sam nie boi się do tego przyznać i tego pokazywać. Nie podobało się mu to, że nie rozwinął tematu a jedynie szczerzy się, niczym głupek do sera. No i nie podobało się mu to, że coś szeptało mu na ucho iż srebrnowłosy skrywa jakąś tajemnicę, która może przyprawić o wiele kłopotów w szeregach armii, jaką próbowali formować. A przy tym, że może jednak wdrożyć niepowiedziane groźby w życie.
