~ Soul Society ~

~ Barak XIII dywizji ~

Kapitan czwartego oddziału po krótkich minutach szybkiego marszu, znalazła się u celu. Były nim baraki dywizji trzynastej. Na nieszczęście dla nóg kobiet: najbardziej oddalone od centrum Soul Society.
Poprowadzona przez Kotetsu korytarzem, w mgnieniu oka stanęła przed parą drzwi, do dwóch sąsiadujących ze sobą pokoi. Dzięki krótkiemu wybadaniu sytuacji wiedziała, że za jednymi leży kapitan, za drugimi zaś jego prawa ręka. Unohana przez chwile milczała, namyślając się od kogo zacząć oględziny. Głucha cisza nie podobała się Kiyone, która niepewnie spojrzała na medyczną shinigami.
- Wydobrzeją, prawda? - Niepewnie zadała to pytanie.
- Zrobię, co tylko jest w mojej mocy. - Retsu zapewniła wojowniczkę, zerkając na nią łagodnym spojrzeniem. - Najpierw kapitan. - Uniosła zachęcająco brew, czekając na wskazanie odpowiednich drzwi.
Dziewczyna, wyrwana z zamyślenia, gwałtownie odzyskała swoją energię. Pośpiesznie wskazała medyczce odpowiednie drzwi, a główny lekarz Soul Society podziękowała jej za to z bladym uśmiechem. Nim weszła do pomieszczenia, poprosiła o chwilę spokoju i cierpliwość, by móc pracować. Z lekkim skłonem zniknęła w obszernym pomieszczeniu.
Mężczyzna leżał pod przykryciem. Szybka ocena sytuacji bacznym i dokładnym okiem kobiety, a oceniła, że jest gorzej, niż się spodziewała. Gorzej, ale nie jest jeszcze na tyle tragicznie, by nic nie można było zrobić. Blada skóra dowódcy idealnie zlewała się z bielą jego włosów i pościeli. Na czole błyszczał się pot. Podkreślając, że to nie jest po prostu śpiący ktoś, biel zdobiła również cienka, szkarłatna stróżka. Wyglądała na świeżą, więc Unohana wywnioskowała, że albo od rana źle się czuł i położył się odpocząć, albo po prostu wcześniej wrócił do terenu swojego oddziału. Z całą pewnością jednak nie stracił przytomności, a po prostu spał.
Z chorowitym kapitanem jednak nie miała problemu, by postawić diagnozę i by podjąć odpowiednie kroki. Bez wahania sięgnęła po torbę, z której wybrała przygotowaną już wcześniej kroplówkę. Podłączyła ją Ukitake, a potem poprosiła przechodzącego Kotsubaki, by potowarzyszył swojemu zwierzchnikowi.
Sama, pełna niepewnych szeptów, które próbowały przekrzyczeć się w jej głowie, wyszła z pokoju, a potem stanęła przed drugimi drzwiami. Nie miała pojęcia, co tu zastanie, ani jak powinna na to zareagować, poza udzieleniem pomocy. Skłamałaby, jakby powiedziała, że nie ma ku temu żadnych dziwnych przeczuć.
Kuchiki nie wyglądała z pozoru źle. Ot, dla niewprawionego oka, bądź dla osób, które nie wiedzą czego miałyby szukać, wyglądała jak po prostu zmęczona osoba, która potrzebuje niczego więcej, jak odpoczynku po ciężkim dniu w pracy. Prawda jednak była zgoła inna, od stanu na obrazku. Rukia wciąż odczuwała skutki bycia kontenerem dla Hōgyoku, korzystania z osłabiającego gigai. Unohana zmarszczyła ledwie widocznie czoło, mierząc osłabioną dziewczynę bacznym spojrzeniem.
- Co tu się dzieje? - Zapytała siebie ledwie słyszalnym szeptem.
Sprawnie pobrała odpowiednie próbki, których potrzebowała do bardziej szczegółowych badań w laboratorium swoich baraków, a jak tam będzie za mało odczynników, poprosi Mayouriego, o udostępnienie laboratoriów dywizji dwunastej. Na pewno jednak znajdzie sposób, by wykonać wszystkie testy, które można zrobić z ograniczonej ilości próbek. Nie chciała pobierać zbyt dużo krwi, by bardziej nie osłabiać Kuchiki.
Kiedy tylko zabezpieczyła to, co udało jej się zebrać, zabrała się za leczenie objawów, które już wystąpiły u Rukii. Zajęło to znacznie dłużej, niż u Jūshirō, ale w końcu sytuacja została opanowana. Pacjenci odpoczywali pod kroplówkami, a dwóch delegatów z oddziału czwartego zostało na miejscu, by doglądać i w razie potrzeby odpowiednio zareagować.

~ Karakura ~

Kurosaki zaproponował miejsce do spotkania. Nie było dziwnym, że okazał się nim po prostu sklep Urahary. Inoue powinna się tam zjawić przed nimi, miała znacznie bliżej, na co panowie zgodzili się bez protestów. Kisuke jest doskonałym wojownikiem, nawet jak na takiego nie wygląda, więc nie martwili się o jej bezpieczeństwo.
Quincy, shinigami i fullbringer postanowili urządzić sobie wyścigi, a ten kto przybędzie na miejsce ostatni, miał osobiście i twarzą w twarz skontaktować się z kapitan Unohaną, aby zdobyć informacje na temat stanu Kuchiki. Było to wyzwanie, zważywszy że chyba całe Soul Society i wszyscy, którzy mogli mieć z nim styczność, bali się Retsu. Nastoletni wojownicy z Karakury wcale nie byli w tym wyjątkiem.
Przedstawiciel shinigami odważnie wybrał trasę dachami. Skacząc z jednego budynku na drugi, pokonywał odległość znacznie szybciej, niż biegnący po miejskim labiryncie Yasutora. Dobrze o tyle, że Chad nie ma orientacji w terenie na poziomie jedenastego kapitana Gotei 13, bo z całą pewnością by niejeden raz już zbłądził. Z kolei Uryū po prostu połączył obie drogi, zależnie od tego, jak aktualnie mógłby szybciej dostać się na metę, przy okazji dokładając sobie też odrobinę treningu.
Finał tej gonitwy był dość niespodziany. Jako ostatni, do sklepu przybył Ichigo. Chciał się już tłumaczyć, ale zebrani znajomi skutecznie uniemożliwili mu to, cichym napadem śmiechu. Zastępczy shinigami jedynie zaczął mordować ich spojrzeniem, dając do zrozumienia, że lepiej zrobią, jak się uspokoją.
- Witamy, Kurosaki-san. - Urahara zaśmiał się pod nosem, wachlując się jednocześnie nieodzownym wachlarzem. - Będę musiał otworzyć ci Senkaimon.
- Taa, jutro. - Ichigo już kombinował, jak mógłby się z tego wykręcić.
- Dzisiaj ma nam coś do powiedzenia. - Uryū w wymownym geście poprawił okulary i podłączył się do tej prośby. - Prawda, Kurosaki?
- Co się dzieje, Kurosaki-kun? - Orihime spojrzała na niego pytająco.
- Chodzi o Rukię. - Chłopak podrapał się po karku. - Ale ja nie jestem odpowiednią osobą, by to tłumaczyć. - Wskazał palcem na Kisuke.
- Kuchiki straciła mnóstwo energii po wyjęciu Hōgyoku. - Wiecznie widoczny uśmiech uciekł z twarzy naukowca. - Nie zregenerowała się do końca, długi pobyt w osłabiającym reiatsu gigai, a potem równie długi czas wokół śmiercikamienia utrudnił rekonwalescencję. Poza tym straciła wolę walki.
- Czy Kuchiki-kun umrze? - Na twarzy Inoue zaczęło malować się przerażenie.
- Kuchiki nic nie będzie, Unohana-sama potrafi zdziałać cuda. - Uspokoił dziewczynę. - Bardziej martwiłbym się o to, co Aizen zrobi z Hōgyoku. - Mruknął pod nosem Urahara.

~ Hueco Mundo ~

- Dobrze radzę, nie drażnij mnie, Ichimaru. - Aizen syknął pod nosem, mierząc go przy tym morderczym spojrzeniem.
- Nic z tych rzeczy, kapitanie. - W tonie Gina słychać było wyraźny sarkazm. - Nasz kolega znalazł vasto lorde. - Gestem głowy wskazał na Kaname.
Sōsuke zachęcił Tōsena do zwierzeń. Ten skinął głową a potem lekko się skłonił, w geście potwierdzenia tej informacji i zaproszenia do spaceru. Miał nadzieję, że znaleziony hollow nie odejdzie gdzieś indziej, że znowu będzie zmuszony szukać śladów po całym Hueco Mundo.
- Prowadź, przyjacielu. - Poprosił Aizen tonem, w którym czaiła się zarówno groźba, jak i wyraźna nuta łagodności.
Tōsen skinął głową, próbując wyczuć kierunek, z którego przyszedł. Z powodu potężnej energii jego kapitana, było to trudniejsze, niż normalnie, ale musiał dać radę. Nie chciał zawieść i zszarpać trudno zdobyte zaufanie. Kiedy tylko znalazł na tyle pewny trop, by nim podążyć, bez ostrzeżenia puścił się biegiem w tamtym kierunku.
Aizen nie zawracał sobie głowy, by dotrzymywać mu tępa. Wiedział, że go dogoni bez względu na różnicę odległości. Pozwolił by biegł, dogoni go. W tym czasie zmierzył Gina wymownym spojrzeniem. Czuł, że ten coś kombinuje, choć nie do końca wiedział, dlaczego i co. Nie chciał dopuścić, by jakikolwiek element jego planu szlag trafił, więc musiał odsunąć od siebie swoją prawą i pewnie wadliwą rękę.
- Wróć do Las Noches. Nadzoruj prace. - Poprosił bez emocji.
Następnie po porostu pognał pędem za znacznie wysuniętym na przód Kaname. Sōsuke jednak był potężny, a przede wszystkim niesamowicie szybki. Był w stanie wyczuć swojego przewodnika, a potem nawet zrównać się z nim w biegu.
- Tak jest, kapitanie Aizen. - Z wyćwiczonym opóźnieniem, Ichimaru spojrzał w jego kierunku z miną aż nazbyt spokojną.