- To niedorzeczne! Doskonale wiesz, że Mrocznego Znaku nie da się zlikwidować! - Snape zupełnie stracił cierpliwość.

- Tak, to praktycznie niemożliwe. Na całe szczęście stoi przed wami jedyna znana nam osoba, która posługuje się wężomową – Harry rzucił im wymowne spojrzenie, – a dodatkowo jest jasnowidzem i była mocno powiązana z Voldemortem. Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że powinienem potrafić usunąć Znak, bo dla wszystkich było oczywiste, że to niewykonalne.

Severus spojrzał na niego w szoku, a po chwili na jego twarzy pojawiło się podekscytowanie.

Draco nie był tak przekonany co do tego, czy Harry ma rację.

- Potter, rozumiem, że chcesz nam pomóc, choć to właściwie nie ma z tobą nic wspólnego, ale nie jestem pewien czy samo usunięcie Znaku wystarczy. Nie zrozum mnie źle – jeśli jesteś w stanie tego dokonać, to naprawdę wspaniale, bo nawet po takim czasie Czarny Pan wciąż krzywdzi mojego męża – Draco skrzywił się z obrzydzeniem na samą myśl o Voldemorcie, – ale nie jestem pewien czy to cokolwiek zmieni. Minęło tyle lat, że… - urwał i spojrzał na Severusa, który silił się na obojętność, chcąc ukryć uczucia.

Draco ujął dłoń Snape'a i ją uścisnął, a pomiędzy parą odbyła się niema rozmowa, w której Harry nie mógł uczestniczyć. Odwrócił wzrok nie mogąc patrzeć na taką zażyłość.

Co on sobie myślał wpadając tu w środku nocy, bez zastanowienia, bez planu? No właśnie cały problem polegał na tym, że nie przemyślał niczego, tylko jak zwykle rzucił się głową wprost do wody, nie sądząc, że dno może być zbyt blisko. Ogarnął go wstyd. Dał się ponieść i zamiast nadziei przyniósł tylko bolesne rozczarowanie. Harry odezwał się cicho:

- Przepraszam, jak zwykle zachowałem się jak głupi Gryfon. Draco ma oczywiście rację, Voldemort był potężny i coś takiego jak Mroczny Znak musi pozostawić ślad.

Wszyscy milczeli przez chwilę, ale Harry uświadomił sobie coś jeszcze:

- W zasadzie, nawet gdyby udało wam się mieć dziecko, to czy macie pewność, że coś z mocy w Mrocznym Znaku nie przeniosłoby się na nie poprzez geny?

Draco wyglądał jakby zrobiło mu się nagle niedobrze, a Severus wciąż stał jak skamieniały.

- Nie pomyśleliśmy o tym wcześniej. Dlaczego o tym nie pomyśleliśmy? - Malfoy najwyraźniej nie mógł już dłużej znieść sytuacji, w której się znalazł. - Niech to szlag! - krzyknął, a jego magia niczym silny podmuch wiatru rozrzuciła czasopisma, które znajdowały się na pobliskim stole. Książki powypadały z biblioteczki, a krzesło przewróciło się.

Ku przerażeniu Harry'ego, Malfoy zaczął płakać. Na jego twarzy wciąż gościła złość, ale z oczu płynęły mu łzy i drżał na całym ciele. Severus objął go bez słowa, gdy jego ukochany zupełnie się rozpadł.

Harry chciał coś powiedzieć, cokolwiek, ale gula w gardle mu na to nie pozwoliła. Widział coś, czego nie powinien być świadkiem, coś co sam wywołał swoją bezmyślnością. Rozpacz i ból pary, która zdała sobie sprawę, że posiadanie biologicznych dzieci jest całkowicie nieosiągalne. Harry wiedział, że adopcja także nie wchodzi w grę ze względu na to, kim byli. Nienawiść do Śmierciożerców wciąż była ogromna, a choć Draco nie nosił piętna Voldemorta, to nie był zbyt poważany z powodu przewinień swego ojca.

Harry nie wiedział czy dobrze robi, jednak słowa uciekły z jego ust, zanim mógł je powstrzymać:

- W jednej z moich wizji widziałem wasze dziecko.

Severus spojrzał na niego ostro, z gniewem, a Draco gwałtownie podniósł zapłakaną twarz, pełen niedowierzania.

- Potter, wynoś się. Wystarczająco dużo dziś zrobiłeś, nie chcę słyszeć od ciebie ani słowa więcej…

Ale Harry już niczego więcej nie usłyszał. Szum krwi w uszach zagłuszył Snape'a.

Nieosiągalne… Przecież musiała istnieć jakaś szansa, zupełnie zapomniał, przytłoczony bieżącymi wydarzeniami, że widział dziecko i że widział Draco w ciąży. I nagle, pojawił się przebłysk. Hermiona miała rację, powróciły do niego jej słowa:

„Wiesz, to że on był w ciąży nie znaczy, że ojcem był Snape. Może zdecydują się na rodzica zastępczego?".

W następnej chwili upadł na podłogę, a źrenice uciekły mu góry.


Znalazł się w samym środku zażartej kłótni. Severus siedział spokojnie w fotelu, a Draco chodził po pokoju, nie mogąc powstrzymać wzburzenia.

- A niby czym różni się twoja blizna po horkruksie Czarnego Pana od tej po jego Mrocznym Znaku? – wściekły Draco wskazywał na brzydką, czerwoną bliznę na ramieniu Severusa. - Mieliście w sobie część tego potwora przez podobną długość czasu! Jestem pewien, że ty też nie możesz mieć dzieci!

Harry tego nie sprawdzał, ale instynktownie rozumiał, że różnica jednak istnieje.

Severus, który zdawał się być dość zamyślony, spytał:

- Potter, wiem, że nigdy nie rozmawialiśmy na ten temat, bo założyłem, że to niemożliwe, skoro jednak jesteś tu z nami. Ale czy Dumbledore miał wtedy rację? Czy rzeczywiście musiałeś umrzeć, żeby pokonać Czarnego Pana?

Harry, który nigdy nie mówił nikomu, co dokładnie stało się w Zakazanym Lesie, odpowiedział tylko:

- Tak. Umarłem.

Zszokowany Draco przystanął i ledwo wydusił z siebie:

- Umarłeś? Jak to możliwe?

Ale Harry nie zamierzał wyjaśniać nic więcej, zawsze czuł, że to co wydarzyło się na Dworcu King's Cross nie powinno ujrzeć światła dziennego. Potrząsnął więc tylko głową i spojrzał wyczekująco na Severusa.

Mężczyzna westchnął i stwierdził:

- Musimy najpierw przetestować tę teorię dotyczącą wpływu Voldemorta na geny, a potem zobaczymy. Ale jeśli rzeczywiście umarłeś i powróciłeś, to może być odpowiedź na nasz problem.

Draco skrzywił się, ale nie powiedział już niczego więcej, zanim wizja nie zniknęła.


Fizycznie był mu dobrze, a mimo to czuł ból, jak gdyby coś rozrywało go od środka.

Łagodny głos mówił coś nieustannie, cichy, spokojny i nieustępliwy.

Harry wiedział, że te słowa nie są skierowane do niego.

Mgła rozstąpiła się, choć obraz wciąż był zamazany na brzegach. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo przed sobą widział głównie jasne, umięśnione plecy, po których spływało kilka kropel potu. Ciało unosiło się rytmicznie na jego członku.

Zrozumiał co widzi. Draco, odwrócony do niego tyłem, pieprzył go, jednocześnie patrząc na męża, który znajdował się z przodu. Dłonie Severusa błądziły po ciele Draco desperacko, jakby usiłował wymazać prawdę o tym, co dzieje się naprawdę.

Harry nie mógł dojść, podświadomie wiedział, że trwa to już jakiś czas. Był zbyt zdenerwowany, przytłoczony, cierpiący. Poczuł, że Draco zatrzymuje się i że cała ta farsa zaraz się skończy. Potrzebował czegoś, gdyby tylko Severus…

Severus delikatnie przytrzymał Draco, kładąc mu dłonie na ramionach, uniósł się na kolanach i spojrzał nad ramieniem męża na Harry'ego. Harry nie wiedział, co mężczyzna zobaczył na jego twarzy, ale patrzył na niego łagodnie, niemal czule. Pochylił się i go pocałował, a wtedy świat zawirował.

Gdy Harry wreszcie doszedł, poczuł iskrę przebiegającą pomiędzy nimi, magię, która wreszcie wydostała się na wolność.


Kolejna wizja była zupełnie inna, dużo krótsza, choć równie bolesna.

Dziecko, które trzymał w ramionach, było bardzo maleńkie. Ale żyło, a on wiedział, jak niewiele brakło, by go tu z nimi nie było. Odczuwał ogromną ulgę. Pragnął już nigdy nie wypuszczać go z rąk, bronić za wszelką cenę.

Ale ten chłopiec nie był jego. Nigdy nie był i nigdy nie mógł być.

Gdy oddawał dziecko Severus'owi, obraz ponownie się rozmył.


Harry ocknął się na kanapie i w pierwszej chwili nie miał pojęcia gdzie jest. Był sam w pokoju, choć słyszał przytłumione głosy dochodzące zza zamkniętych drzwi kuchni. Słońce wpadało jasnymi promieniami do środka, więc jego wizje musiały trwać dłuższy czas.

Wpatrywał się tępo przed siebie, analizując to, co zobaczył, więc głos Draco zaskoczył go.

- Potter, zawsze wiedziałem, że wy Gryfoni macie skłonności do dramatyzmu, ale cała nasza rozmowa i twój występ z omdleniem na koniec, to już głęboka przesada.

Severusa nie było z nimi w pokoju, a Draco uśmiechał się kpiąco. Najwyraźniej pozbierał się na tyle, by być w stanie udawać i schować prawdziwe uczucia za codzienną fasadą.

W tej właśnie chwili Harry zrozumiał, że mógłby się poddać. Spróbować zapomnieć. Severus i Draco nie wiedzieli, że Harry jest ich jedyną nadzieją na posiadanie dziecka. Nie widzieli swojego syna i nigdy nie musieli go zobaczyć.

Czy Harry naprawdę tak bardzo kochał Severusa, by poświęcić samego siebie?

Obraz Draco rozmazał mu się przed oczami, gdy zaczął płakać. Pochłonęła go rozpacz, bo wiedział bez najmniejszych wątpliwości, że odpowiedź na pytanie, które sobie zadał brzmiała: tak.

- Hej, Potter, co takiego zobaczyłeś? - Draco usiadł obok niego, a w jego głosie nie było już śladu po niedawnej ironii.

Harry przyjrzał mu się przez łzy. I choć tak wiele razy pochłaniała go potworna zazdrość i poczucie niesprawiedliwości, nie potrafił dłużej nienawidzić Draco. Widział niepokój i zmartwienie na jego twarzy. To nie był zły człowiek. Może i był samolubny, arogancki i przebiegły, ale także inteligentny, zdolny i bardzo zakochany w mężu. Tylko on mógł dać Severus'owi szczęście. Harry był w stanie przyczynić się do tego tylko pośrednio, choć tak usilnie próbował kilka lat wcześniej.

- Potter?

Pozostawała jeszcze jedna kwestia. Być może, gdyby chodziło tylko o samego Severusa, Harry dałby radę zapomnieć o tym wszystkim i po prostu odejść. Ale choć ta przyszłość jeszcze się nie wydarzyła, to Harry wiedział, że kiedyś będzie trzymał swojego-nie-swojego syna w ramionach. I był przekonany, że to tego chłopca widział wtulonego w Draco kilka lat później.

Harry podjął decyzję i nie było już odwrotu. A być może od samego początku nie miał żadnego wyboru?

Zalała go fala determinacji. Odsunął od siebie myśli o tym, jak i czy w ogóle będzie w stanie żyć później, po tym wszystkim. Nie potrafił sobie tego wyobrazić i zdawał sobie sprawę, że to co zamierzał zrobić, zniszczy go.

Głos mu zadrżał, gdy powiedział:

- Przynieś proszę myślodsiewnię i zawołaj Severusa. Bardzo chcę wam coś pokazać.