2. Nie mam szczęścia

Fragment z pamiętnika Hermiony

Niedziela, śniadanie

POWODY, DLA KTÓRYCH JESTEM NIESAMOWICIE ROZDRAŻNIONA

1. Ron obściskuje się z Parvati.

2. Właśnie dowiedziałam się, że profesor McGonagall zadała esej... na temat niebezpieczeństw związanych ze znikaniem łosia. Jeśli rzucicie okiem na moje wcześniejsze wpisy, zauważycie, że tworzyłam jedną z moich kretyńskich list, gdy McGonagall opowiadała o tych niebezpieczeństwach. Znikanie łosia... dlaczego, dla odmiany, nie nauczą nas czegoś przydatnego?

3. NIE MAM POJĘCIA, jak odnaleźć Panią Norris – aktualnie kaczkę.

4. NIE MAM POJĘCIA, dlaczego zgodziłam się pomóc Ronowi odnaleźć Panią Norris – aktualnie kaczkę.

5. Mam dziwną czerwoną krostę na policzku i nie mogę jej w żaden sposób ukryć.

6. Skończyłam mój esej z eliksirów, ale po jego przeczytaniu zdałam sobie sprawę, że kompletnie nie ma sensu. Napisałam mnóstwo inteligentnie brzmiących zdań, lecz jeśli ktoś się nad nimi zastanowi, zauważy, że nie mówią o niczym konkretnym. No cóż. Może Snape się nie zorientuje. Nigdy wcześniej się nie zorientował.

7. Swędzą mnie stopy.

8. Ron próbuje czytać to, co tutaj piszę, a szczerze mówiąc – NIE CHCĘ, żeby przeczytał chociaż najmniejszy fragment.

Rozmowa Hermiony z Ronem, 10:00

Hermiona: Dzisiaj rano słyszałam, jak Parvati gawędziła z Lavender na twój temat.

Ron: Tak, rozmawiałem z nią wczoraj.

Hermiona: O czym?

Ron: O niczym szczególnym.

Hermiona: To znaczy?

Ron: A co cię to obchodzi?

Hermiona: Mówiła o tobie bardzo interesujące rzeczy. Zaciekawiła mnie!

Ron: Zapytała mnie o pracę domową z Wróżbiarstwa.

Hermiona: Doprawdy?

Ron: Masz zamiar znaleźć te informacje na Zaklęcia? Potrzebuję ich!

Hermiona: Chociaż raz sam odrób swoją pracę domową!

Ron: Nie wiem jak!

Hermiona: To się naucz! TO CIĘ NIE ZABIJE!

Fragment z pamiętnika Hermiony

11:47

Nie mam szczęścia.

Harry, Ron i ja jedliśmy lunch u Hagrida – wykłócałam się z Ronem na temat pracy domowej zadanej przez Flitwicka. Miałam już połowę, a on nawet nie zaczął. Ale nie to mnie irytowało – chodziło o fakt, że Ron NAWET NIE MIAŁ ZAMIARU tego napisać, co doprowadzało mnie do szału.

- Dlaczego mam marnować czas pisząc to – powiedział – skoro mogę później wziąć odpowiedzi od ciebie?

Udało mi się odciąć tak, że nie muszę teraz żałować:

- Chociaż raz otwórz książkę! To naprawdę nie zrobi ci krzywdy!

Kłóciliśmy się dalej – nienawidzę się kłócić – kiedy Harry w końcu powiedział, że ma tego dość i wychodzi. Także byłam tym zmęczona, więc wyszłam razem z nim z chatki Hagrida, mając szczery zamiar udania się prosto do zamku. Jednak moje plany się zmieniły, gdy zauważyłam grubą kaczkę na skraju lasu.

- Ron! To Pani Norris! – wykrzyknęłam. Idiotyczne posunięcie - odstraszyłam kaczkę.

Zabawa rozpoczęła się na dobre. Kiedy Pani Norris - aktualnie kaczka - uspokoiła się, zaczęłam za nią powoli iść, czekając na dobry moment, by zaatakować. Skupienie na mojej twarzy musiało wyglądać przerażająco. Byłam tuż za nią, gdy usłyszałam kroki Rona. Jest dość... okazałym mężczyzną. Delikatnie mówiąc. Oczywiście wystraszył Panią Norris.

Nie wiem co chciałam przez to osiągnąć, ale... Rzuciłam się w pogoń za kaczką, krzycząc jak wariatka. (Nie mam pojęcia, dlaczego krzyczałam. Wtedy wydawało się to dobrym pomysłem.) Na szczęście nie pobiegła w kierunku lasu; skręciła w stronę szkoły, więc nie musiałam poświęcać się i wbiegać do Zakazanego Lasu. Nie zmienia to faktu, że musiałam wyglądać niedorzecznie, goniąc za wściekłą kaczką i wrzeszcząc, jakbym była zarzynaną dziką świnią.

Niedowierzając własnemu szczęściu, złapałam kaczkę. Nie była specjalnie zadowolona. Kwakała i wierciła się w moich ramionach, przez co w moich ustach znalazła się niewyobrażalna ilość piór (pozwólcie mi tylko wtrącić, że NIE są smaczne). Wiedziałam, że nie dam rady trzymać jej choćby minutę dłużej, więc wrzuciłam ją do chatki Hagrida.

Pomyślałam, że Ron będzie bardzo szczęśliwy. Byłam z siebie taka dumna!

Trwało to trzydzieści sekund.

Ron mnie dogonił. Oto, jak potoczyła się nasza rozmowa:

Ja: Złapałam Panią Norris!

Ron: Nie, nie złapałaś jej.

Ja: ...co masz na myśli?...

Ron: To nie jest Pani Norris.

Ja: ...

Ron: To jakaś inna kaczka.

Odeszłam.

Pokój wspólny, 16:08

Pożyczyłam na chwilę książkę Rona i znalazłam ten liścik w środku. Rezygnuję z życia. Poddaję się. Oto kopia:

Ron,

spotkajmy się jutro w sali od transmutacji podczas lunchu. Przyjdź sam.

Parvati

Istnieje tylko jedno rozwiązanie. Znajdę, rzecz jasna, powód, żeby znaleźć się w sali od transmutacji w czasie lunchu... jeśli nie stchórzę... lub jeśli nie znajdę innego rozwiązania... Parvati musi umrzeć... Nie, to okropna rzecz. Nie napisałam tego. Ona nie jest taka zła... MUSZĘ ODROBIĆ PRACĘ DOMOWĄ!

16:15

Robię zadania domowe, przysięgam. Po prostu czas na kolejną przerwę.

16:18

Siedzę tu i gapię się na podręcznik do Zaklęć. To wszystko nie pozwala mi się skupić.

16:30

Harry właśnie mi powiedział, że w poniedziałek mamy test z Zielarstwa. Nie wiedziałam o tym. Zatem teraz mam do skończenia zadania z Zaklęć ORAZ test, na który muszę się nauczyć. Nauczyciele chcą nas zabić.

16:34

Może nie powinnam jutro iść do tej sali. Upokorzyłam się wystarczająco, uganiając się dziś za jakąś kaczką (dlaczego nie użyłam MAGII, żeby ją złapać?). Jednak... Może uda mi się sprawić, żeby to wyglądało na zupełny przypadek? Chociaż, jeśli sprawy dalej będą toczyć się tak jak teraz, zamiast czyhać na Rona i Parvati w trakcie lunchu, będę musiała odrobić zadania domowe. (Westchnienie). Szczerze - mam wrażenie, że nauczyciele wspólnie spiskują przeciwko nam.

RZECZY, KTÓRE WPRAWIAJĄ MNIE W ZAŻENOWANIE

1. Moje zadania z Zaklęć.

2. Ron Weasley.

3. Fakt, że robię się głodna dwadzieścia minut po zjedzeniu śniadania.

4. Fakt, że nieważne ile zadań domowych odrobię, pozostaje ich całe mnóstwo.

5. Ron zmienił Panią Norris w kaczkę. Zastanówcie się nad tym przez minutę.

6. Fakt, że spędziłam wieczność, pisząc mój esej z eliksirów, a on nie ma sensu.

7. Waniliowy pudding serwowany na lunch.

8. Ron Weasley (zasługuje, by znaleźć się tu dwa razy).

Zdecydowałam. Jutro podczas lunchu będę w tej sali od transmutacji. Nie pozwolę, by Parvati poderwała Rona. Zamierzam być obecna na tym malutkim spotkanku i nic, NIC mnie przed tym nie powstrzyma!

(Kto wie, czy to nie są moje ostatnie słowa...)