3. To nie mój dzień
Lunch,
12:30
Zrobiłam to. Przerwałam spotkanie Rona i Parvati. Nie mogę
pisać o tym teraz – mam atak serca... Czuję, że zbliża się
kolejna lista.
RZECZY, KTÓRE SPRAWIAJĄ, ŻE NA LEKCJACH NIE
DA SIĘ WYTRZYMAĆ
(Piszę to, by się uspokoić. Brak związku z
tematem.)
1. Nauczyciel przemawiający monotonnym tonem.
2. Gdy
osoba, przed którą siedzisz, zajmuje się czymś innym niż lekcją,
a dokładniej – zajmuje się tobą. Ciągnie cię za włosy,
ozdabia twoje szaty artystycznymi bohomazami, rzuca czymś w ciebie,
przesuwa twoje krzesło, zabiera ci rzeczy...
3. Prace domowe,
które wydają się nigdy nie kończyć - nieważne jak wiele czasu
im poświęcasz.
4. Tematy, które nie mają sensu.
5.
Nauczyciele, którzy ni stąd ni z owąd wyskakują z różnymi
analogiami, co sprawia, że wszystko miesza ci się jeszcze bardziej
niż wcześniej.
6. Gdy jesteś WŚCIEKLE głodny podczas
zajęć.
13:30
Dobrze. Czas na opisanie tego, co stało się
w sali od Transmutacji podczas lunchu.
Harry i ja podążaliśmy
w stronę Wielkiej Sali, gdy wykrzyknęłam:
- Och, nie!
Zostawiłam swój podręcznik do Transmutacji w sali! Muszę po niego
wrócić!
Na co Harry:
- W porządku. Pójdę z tobą.
-
Nie ma sprawy – powiedziałam prędko – dam sobie radę sama.
Na szczęście był bardzo głodny, więc nie naciskał. Zanim dotarłam do drzwi, byłam całkowicie spanikowana, lecz jakaś nieznana siła zmusiła mnie do wejścia do środka. Przez chwilę myślałam, że sala jest pusta, lecz nagle zauważyłam Rona myszkującego w rzeczach leżących na biurku McGonagall.
- Cześć –
zagaił – co tutaj robisz?
- Zostawiłam tu książkę –
odrzekłam. To prawda – wcześniej tego dnia przypadkowo/z
rozmysłem zostawiłam podręcznik na ławce. – A co ty tutaj
robisz?
- Parvati poprosiła, bym się z nią tutaj spotkał – (udałam zdziwienie) – ostatnio zachowuje się dziwnie wobec mnie. Chodzi mi o to, że wciąż chce spotykać się ze mną w dziwnych miejscach i w ogóle jest dziwna. To jest… dziwne!
Mimo tego, że przeraziło mnie nadużywanie przez Rona słowa "dziwne" (naprawdę go uwielbiam, ale co z SYNONIMAMI?), w środku śpiewałam ze szczęścia. Ron nie lubi Parvati! Gdyby tak było, zauważyłby, że jej się podoba!
- Tak, rzeczywiście – rzuciłam luźno. Zamierzałam szukać mojej książki przez jakąś wieczność (chociaż leżała kilka ławek przede mną), lecz Ron zauważył ją pierwszy.
– Hej, mam twoją książkę!
Westchnęłam
i sięgnęłam po nią.
- W takim razie już pójdę.
To, co stało się dalej, sprawiło, że chciałam odtańczyć dziki taniec radości.
- Hermiono – powiedział – tak naprawdę nie lubię Parvati. Być może nie jest to najlepszy moment na powiedzenie ci tego, ale... jestem w tobie zakochany. Moje serce bije tylko dla ciebie! Proszę, umów się ze mną! Oszaleję bez ciebie!
Ok, żartuję.
Ale powiedział to:
-
Hermiono, zaczekasz tu ze mną, dopóki nie zjawi się
Parvati?
Zaczekałam więc. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się przez chwilę (Ron zaczął udawać Irytka udającego Krwawego Barona), gdy usłyszałam, że drzwi za mną otwierają się. Wstrzymując oddech, odwróciłam się i znalazłam się twarzą w twarz z... DUDLEYEM DURSLEYEM!
Znów żartuję. To była Parvati.
- Hermiona? - pisnęła. – Co TY tutaj robisz?
Wygrałam!!! Oczywiste było, że nie tego się
spodziewała.
- Zostawiłam tu książkę.
Wtedy SPOJRZAŁA na mnie. Wiecie, o czym mówię. Mówię o spojrzeniu, którym dziewczyna obdarza inną dziewczynę, by zakomunikować: „Trzymaj się z daleka od mojego chłopaka/przyszłego chłopaka; w przeciwnym razie czeka cię bardzo nędzne życie" bez użycia słów. Muszę dodać, że jest w tym PRZERAŻAJĄCO dobra.
Na szczęście
Ron przerwał naszą uroczą wymianę spojrzeń, mówiąc:
- Hm,
tak, więc dlaczego chciałaś się ze mną tutaj spotkać?
Parvati, zirytowana do granic, odrzekła:
- Chciałam
porozmawiać z tobą... sam na sam. – Ponownie przeszyła mnie
wzrokiem.
- Dobrze. – Odwrócił się do mnie. – Mogłabyś nas zostawić? Muszę porozmawiać z Parvati. Nie zajmie nam to dużo czasu – jestem naprawdę głodny.
Zwycięstwo! Kompletnie zrujnowałam plan Parvati. (Po przemyśleniu wszystkiego, doszłam do wniosku, że ostatnio w Hogwarcie dużo się planuje.) Zbierałam się do wyjścia, kiedy ktoś wszedł: sąsiadka Harry'ego, PANI FIGG!
Żartuję trzeci raz.
To był Filch. Rozsierdzony Filch.
- Proszę, proszę... – zachichotał. – Kogo tutaj mamy?
Wtedy zdałam sobie sprawę, że kompletnie mi odbiło – nam odbiło. Przecież nie możemy przebywać sami w pustych salach! CO JA SOBIE MYŚLAŁAM?!
Dał nam szlaban. Na jutrzejszy wieczór. Nie mogę w to uwierzyć!
16:01
POWODY, DLA
KTÓRYCH JESTEM WŚCIEKŁA
1. Moja praca domowa nie ma końca.
2.
Nie mam pojęcia, o czym mówimy na eliksirach, ale całkiem nieźle
wychodzi mi udawanie, że wszystko rozumiem.
3. Mam jutro szlaban
razem z Ronem i Parvati. Och, będzie zabawnie.
4. Parvati
zamierza mnie zabić . Zgadnijcie dlaczego.
5. Filch jest
niedorzecznie blisko odkrycia, że to Ron stoi za tajemniczym
zniknięciem Pani Norris. A jestem pewna, że gdy Flich już się
dowie, Ron znajdzie jakiś sposób, by zrzucić na mnie winę.
6.
Właśnie zdałam sobie sprawę, ile czasu poświęcam na myślenie o
Ronie. Co ja wyprawiam? MARNUJĘ SWOJE ŻYCIE!
7. Obrzydliwy i
podejrzanie wyglądający robak powoli zmierza w moją stronę, lecz
jestem zbyt wściekła, żeby się odsunąć.
8. Jestem głodna.
No dobrze, to nie sprawia, że jestem wściekła, ale zupełnie nie
poprawia mojego nastroju.
9. Ron zamienił Panią Norris w kaczkę
i doskonale wiem, że przez jego zabawy z różdżką również będę
mieć kłopoty.
10. Nie mam pojęcia, gdzie podział się ten
obrzydliwy, podejrzanie wyglądający robak...
Skrzydło
szpitalne, 16:30
Okazuje się, że ten obrzydliwy i podejrzanie
wyglądający robak był rzadko występującym, trującym i kąsającym
złotookiem (co za nazwa!). Ugryzł mnie w kostkę. Ron musiał
zanieść mnie do Madame Pomfrey.
Ten dzień staje się coraz lepszy, prawda?
17:57
Właśnie dostałam notkę na temat
jutrzejszego szlabanu. Nauczycielem, z którym będę go odrabiać,
jest mój ulubiony profesor Snape. Hurra.
W tym momencie los nie jest dla mnie zbyt łaskawy.
