4. Szlaban nie musi być zły

Przed szlabanem. Nie mam pojęcia, która godzina – zepsuł mi się zegarek.

RZECZY POZYTYWNE
1. Dzisiejszy test z Zielarstwa poszedł mi całkiem nieźle.
2. Skończyłam odrabiać zadania domowe, więc właściwie mam trochę wolnego (kiedy TO się stało?).
3. Ron nie lubi Parvati.
4. Nie muszę uczyć się do żadnych testów! (Cenna i rzadko zdarzająca się rzecz.)
5. Właśnie jem czekoladę i jest niesamowicie pyszna.
6. Ani Ron ani Harry nie poprosili mnie o pomoc w pracy domowej, więc mam jeszcze więcej wolnego czasu! Tak!

RZECZY NEGATYWNE
1. Moja kostka jest wciąż spuchnięta po spotkaniu z trującym i kąsającym złotookiem.
2. Nikt, nawet Dumbledore, nie ma pojęcia, jak ten trujący i kąsający złotook dostał się do Hogwartu. To nie jest najlepsza wiadomość.
3. Zgubiłam mój organizer prac domowych. Moje życie to bałagan i chaos. GDZIE TO MOŻE BYĆ?!
4. Mam dzisiaj szlaban. Ze Snape'em.

Hm... pierwszy raz w moim życiu zdarzyło się więcej rzeczy pozytywnych niż negatywnych. Mam nadzieję, że tak już zostanie. PRAWDA?

Gdy teraz o tym myślę, dochodzę do wniosku, że szlaban ze Snape'em wcale nie musi być taki zły. Prawdopodobnie każe nam siedzieć cicho i zejść mu z drogi, co oznacza, że Parvati nie będzie miała kiedy ze mną porozmawiać.
Po napisaniu moich przewidywań, jestem pewna, że stanie się zupełnie odwrotnie. Bo właśnie w ten sposób działa moje życie.

Wciąż przed szlabanem, lecz odrobinę później.

Właśnie dostałam notkę. Mam wziąć ze sobą płaszcz, ponieważ wychodzimy. I to by było na tyle w kwestii siedzenia cicho. (*westchnienie*) Mam nadzieję, że nie będziemy cały czas spacerować, bo moja kostka aktualnie nie jest zbyt wesoła... ona ma uczucia i tak dalej, rozumiecie. Trujący kąsający złotook... to mogło przytrafić się jedynie mnie.

Muszę już iść. Życzcie mi powodzenia (ponieważ rzeczy nieożywione, takie jak dzienniki, mogą to zrobić, wiecie...)

Po szlabanie.

Wow.

Zacznę od początku.

Moja szlabanowa kompania była... dość specyficzna. Parvati, Dennis Creevey, Goyle, Zachariusz Smith, Ron i (rzecz jasna) ja. Nie miałam pojęcia, dlaczego wychodzimy – to raczej nie po snape'owsku. Jednak gdy Snape wkroczył do pokoju razem z Flichem, od razu domyśliłam się, co nas czeka.

- Pan Filch poprosił, abyście podczas waszego szlabanu pomogli mu w szukaniu jego... zwierzątka – oświadczył Snape. – Będziecie szukać Pani Norris w Zakazanym Lesie.

Ron i ja szybko wymieniliśmy spojrzenia. Nic nie wskazywało na to, że Filch nas podejrzewa, więc na wszelki wypadek milczeliśmy. Ron zaczepił mnie dopiero wtedy, gdy wychodziliśmy za Snape'em z pokoju.

- Co, jeśli ją znajdziemy? – szepnął.

Patrzyłam na niego pustym wzrokiem.

- Pamiętasz, że Pani Norris to kaczka? My o tym wiemy – oni nie! Jeśli ją znajdziemy, Filch prędko się domyśli, że to my maczaliśmy palce w tej... przemianie, ponieważ w przeciwnym razie nie mielibyśmy pojęcia, co się z nią stało!

Przez chwilę milczałam, przetrawiając słowa Rona. W końcu odpowiedziałam:
- Masz rację.
(To nie jest coś, co zwykle mówię Ronowi. Od kiedy cokolwiek, co robi, ma sens?)

- Jeśli ją znajdziemy, będziemy musieli przywrócić ją do jej poprzedniej postaci, nim ktokolwiek zauważy – kontynuował.

Kiwnęłam głową. (Od kiedy Ron wpada na dobre, logiczne pomysły? Myślałam, że to moje zadanie!)

Kiedy znaleźliśmy się na skraju Zakazanego Lasu, Filch dał nam najbardziej zwięzłą instrukcję, jaką kiedykolwiek słyszałam:

- Po prostu... idźcie tam.

Zazwyczaj jesteśmy bombardowani informacjami, co możemy robić, a czego nie możemy w – jakże niebezpiecznym - Zakazanym Lesie. Co omijać, gdzie się nie kierować. Jednak najwyraźniej ani Flich ani Snape nie dbali o to, czy wrócimy cali.

Cóż.

Odpowiadało mi to, ponieważ ja i Ron mieliśmy więcej czasu na samotne poszukiwania.

Czyli – ja i Ron. SAMI.

- Co się stanie, jeśli jej nie znajdziemy? – jęknęłam.

Zamyślił się.
- W sumie nie byłoby to takie straszne.

Mimo tego, że miał rację, musiałam zwrócić mu uwagę na kolejny szczegół:
- Jeśli jej nie znajdziemy, Filch może odkryć, że to twoja wina.

- Taaaak. Taaak, faktycznie.

Otwierałam usta, by dodać coś jeszcze, kiedy ktoś mocno mnie popchnął. Rozglądając się, odkryłam, że osobą, która tak brutalnie potraktowała mnie (i moją kostkę!) był nie kto inny, a... PETER PETTIGREW!

Żartuję. To była moja UKOCHANA Parvati.

- Znaleźliście ją już? – zapytała, trzepocząc rzęsami. (Kiedy ona z tym SKOŃCZY?)

- Sądzisz, że wciąż byśmy tu byli – odparowałam chłodno – gdybyśmy ją znaleźli?

Przeszyła mnie spojrzeniem. Nie odcięłam się w żaden sposób, bo w oddali zauważyłam majestatycznie człapiącą kaczkę.

Jak myślicie, co zrobiłam?

A. Pobiegłam za nią, krzycząc jak wariatka?
B. Odsunęłam się, by obserwować, jak Ron biegnie za nią, krzycząc jak wariatka? Eee... wariat?
C. Pobiegłam za nią razem z Ronem, krzycząc jak... wariaci?
D. Pomyślałam: „Co, na Merlina, w Zakazanym Lesie robi kaczka"?

Zastanówcie się...

*

*
No dobrze, mamy dwie poprawne odpowiedzi. Najpierw (D) pomyślałam „Co, na Merlina, w Zakazanym Lesie robi kaczka?", zanim dotarło do mnie co to za kaczka i (C) pobiegłam za nią razem z Ronem, zostawiając Parvati za nami. Oczywiście, krzyczeliśmy jak... wariaci. Ból w kostce był nie do zniesienia, ale starałam się o tym nie myśleć. Ponownie nie mam pojęcia, dlaczego wrzeszczałam. Wtedy to wydawało się NAPRAWDĘ niezłym pomysłem.

Nie do wiary, ale złapaliśmy ją! No dobrze... Ron ją złapał. Spektakularnie „zanurkował" i wpadł na nią, przyciskając silnie do ziemi.

- ODTRANSMUTUJ JĄ! – ryknął.

Prędko wymamrotałam właściwe zaklęcie (nie miałam pojęcia, skąd wiedziałam, jakie zaklęcie jest właściwe) i miotająca się kaczka zamieniła się w miotającego się kota. Już miałam powiedzieć Ronowi, żeby ją puścił, kiedy uświadomiłam sobie, że...

- Ron! Nie możemy zabrać jej do Filcha!
- Co masz, do cholery, na myśli?! – krzyknął, starając się trzymać prychającą Panią Norris jak najdalej od siebie.
- Przecież ona i Filch... oni porozumiewają się w jakiś dziwny sposób! TEN CZŁOWIEK MÓWI PO KOCIEMU!

Spojrzał na mnie, jakby to ze mną było coś nie tak.

- PANI NORRIS POWIE FILCHOWI, ŻE TO TY ZAMIENIŁEŚ JĄ W KACZKĘ!

Na szczęście zrozumiał.
- Zmodyfikujemy jej pamięć!

Ronald Weasley powtórnie wpadł na dobry pomysł. Powtórnie byłam zszokowana.

Wyciągnęłam różdżkę, kiedy usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Snape'a, Filcha i resztę szlabanowej ekipy galopujących w naszą stronę.

Zamierzałam krzyknąć:
- Oblivate!

Niechcący krzyknęłam:
- Ob... Obliviate!

Ron wypuścił Panią Norris z rąk.

Początkowo wszystko wydawało się być w porządku. Pani Norris rzuciła się w stronę Filcha, a ten zaczął całować ją z pasją (UGH! *wzdrygnięcie*). Jednak ich... „chwila" nie trwała zbyt długo. Kiedy Filch już nacieszył się swoją odnalezioną zgubą, zapytał się jej, co się stało.

Miauknęła. Pokiwał głową.

- Zmienił cię w kaczkę, tak, moja najsłodsza?

Serce podeszło mi do gardła. Pani Norris znów miauknęła.

- Och, rozumiem.

Ron wyglądał, jakby miał zaraz zwymiotować. Myślałam, że już po nim, dopóki Filch nie zaczął:

- Moja piękność opowiedziała mi dość interesującą historię. Według niej, stojący tutaj pan Goyle, zmienił ją w kaczkę i gonił za nią po tym okropnym lesie! Gdy ją dopadł, zmienił ją z powrotem w jej cudowną postać. Jednak... chciał też zmodyfikować jej pamięć! – Teraz zwrócił się bezpośrednio do Goyle'a. – Mamy kłopoty, kochaneczku, co?

Chciałam śpiewać ze szczęścia, ale uznałam, że gdybym zrobiła to teraz, wyglądałoby to zbyt podejrzanie.

Później było jeszcze lepiej. Gdy razem z Ronem wróciliśmy do pokoju wspólnego, stanął przed kominkiem i zaczął niezgrabnie tańczyć, jednocześnie nucąc głośno nieznaną mi melodię. Natychmiast zaczęłam błagać go, żeby przestał i zapytałam się, co on, na brodę Merlina, robi.

- UDAŁO MI SIĘ! Zmieniliśmy ją z powrotem! Nie jesteśmy w tarapatach! – zaśpiewał. – To niesamowite! Kocham cię!

I wtedy mnie pocałował.

Serio.

Nie tego się spodziewałam, ale nie mogłam narzekać.

TAKTAKTAKTAKTAK!!!

I to NIE jest koniec!

Koniec