Zapraszam do polskiego tłumaczenia Fica chocoholic4eva pt. „Whoops!"
Rozdział 1 - Long time, no see
Autor: chocoholic4eva
Trans: nasty-teen zwana rónież jako Nessie
Beta: Miss Juliet (dzięki ;*)
Kiedy
tylko skończyłam pracę, zaszłam do baru. Nie byłam jeszcze
wstanie iść do Rose i Jazza. Są oni moimi najlepszymi
przyjaciółmi, musiałam się przygotować na rozmowę nimi.
Miałam
naprawdę gówniany dzień, który, na dodatek, był dłuższy, niż
normalnie. Potrzebowałam kilku drinków na uspokojenie.
Dzisiaj mój szef bardzo mnie zirytował, bo zlecił mi projekt, który ma być gotowy do końca miesiąca, czyli w niecały tydzień. Chyba eksploduję, jeśli będę próbować skończyć go w tak szybkim terminie. Prawdopodobnie, zwariuję przez te okropną pracę. Nasz stróż, Mike Newton, myśli o zaproszeniu mnie na randkę. Znowu. Nie jestem pewna, czy on na pewno wie, co oznacza słowo „nie". W tym tygodniu, pytał, czy się z nim umówię, po raz siedemnasty. Na koniec, wysunęłam niezbyt subtelna aluzję, że moja sekretarka Jessica na pewno się zgodzi. To jeszcze nie wszystko. Eric Yorkie, informatyk, również był mną zainteresowany. Nasz posłaniec, Tyler, też. To się staję naprawdę irytujące. Ale to jeszcze nie koniec. Jakoś zbyt dobrze radziłam sobie z wylewaniem na siebie kawy, zderzeniami z różnymi osobami i potykaniem się własne nogi.
Zapomnienie o wszystkich tych gównach, przy przemożnie ogromnej ilości alkoholu, zaczynało brzmieć naprawdę dobrze.
Szłam przed siebie, w kierunku najbliższego baru. Zależało mi na dotarciu tam, bez afiszowania się swoją niezdarnością. Oczywiście, nie udało się. Znowu potknęłam się o kawałek zniszczonego chodnika.
Poczerwieniałam
ze złości i usiadłam na najbliższym, wolnym stołku barowym.
-
Co podać? – spytał szorstko barman.
- Daj mi coś mocnego –
odparłam.
Po
kilku godzinach i paru wypitych drinkach, usłyszałam, jak ktoś
wymawia moje imię.
- Bella?
Obróciłam się automatycznie i
zobaczyłam kogoś, kogo nie widziałam od lat.
- Edward! -
pisnęłam.
Boże, nie widziałam go od czasów liceum. Był
niewiarygodnie przystojny. Jego oczy nadal błyszczały odcieniem
zieleni, a brązowe włosy wciąż były nieładzie, który tak
kochałam.
- Piłaś? – zapytał.
Ruszyłam się niepewna
tego, co usłyszałam. Nie wiedziałam, co Edward pomyślał, widząc
moje zalotne spojrzenie.
- Uhm… Co?
- Spytałem, czy piłaś?
- Nieeeeeee… - zachichotałam.
- Jak dużo wypiła? –
zwrócił się do barmana.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
-
Więcej, niż by wypadało. Powiedziałbym, że coś około pięciu
drinków.- Mówiąc to, postawił naprzeciw mnie filiżankę.
-
Co to? Hej, to nie to samo, co mi podawałeś! - Spojrzałam na
czarny płyn wewnątrz naczynia.
Barman uśmiechnął się
gorzko.
- To kawa. Piłaś.
- Nie piłam, jestem jak
najbardziej tseźwa.
- Zabieram cię do domu, Bello - oświadczył
Edward.
- Mogę wrócić sama - zachichotałam ponownie.
-
Przynajmniej pozwól, że cię odprowadzę. Czułbym się niezmiernie
winny, gdyby coś ci się stało.
- Skoro tak mówisz…
Złapał
mnie, gdy próbowałam zejść ze stołka, dzięki czemu uniknęłam
upadku. Jak przypuszczałam, alkohol nie pomagał w utrzymaniu
równowagi.
- Dzięki - zaśmiałam się.
Skierowaliśmy się
ku wyjściu. Edward trzymał mnie w pasie, ponieważ nie byłam w
stanie utrzymać się na nogach. Cały czas się potykałam.
-
Więc, Bello, czemu jesteś kompletnie pijana? - powiedział lekko,
ale nawet w tym stanie, mogłam stwierdzić, że jest skoncentrowany.
- Ugh… Miałam dzień do dupy. - Obróciłam się w stronę
ulicy, z nadzieją, że odnajdę drogę. Spojrzałam na Edwarda.
-Wiesz, że jesteś naprawdę słodki?
O mój Boże! Proszę,
powiedz mi, że tego nie powiedziałam. Jeszcze jeden powód, dla
którego nie powinnam pić. Wtedy zupełnie się nie kontroluję.
Poczułam, jak policzki przybierają odcień głębokiej purpury.
Edward zaśmiał się.
- Dziękuję. Ty również.
Jeszcze
bardziej się zarumieniłam. Próbowałam powiedzieć coś
inteligentnego, ale przez alkohol i ramię Edwarda na mojej talii,
nie było to łatwe.
- Bello, gdzie mieszkasz?
Zastanowiłam
się przez minutę i obejrzałam wokoło.
- Eeee... Wiesz, to
dobre pytanie.
- Możesz zostać u mnie na noc. Myślę, że
Emmett nie będzie miał nic przeciwko – powiedział, wzdychając.
- Kim jest Emmink?
- To mój najlepszy przyjaciel i
współlokator - odparł cierpliwie.
- Och. Ok. Zabierz mnie do
swojego lidera.*
Znaczy się domu.
Jeszcze bardziej się zarumieniłam.
„Przysięgam, że już nigdy więcej tyle nie wypiję."
Pomyślałam.
Edward tylko się zaśmiał.
- Racja. Tędy.
Obudziłam
się z okropnym bólem głowy. Kiedy otworzyłam oczy, światło
poranka tylko pogorszyło mój stan. Jęknęłam, zakrywając twarz
ręką. Doszłam do wniosku, że nie znajduję się w swoim łóżku,
w apartamencie, który dzielę z Rosalie i Jasperem. „Gdzie ja do
diabła jestem?" pomyślałam. Przewróciłam się na drugi bok i
stanęłam twarzą w twarz z moim najlepszym przyjacielem z liceum,
którego nie widziałam od lat. Edward Cullen.
Cholera.
*ang. Leader znaczące lidera, przywódce, szefa….
