Rozdział 3

"Gdzie BYŁAŚ zeszłej nocy?"

Szłam w kierunku mojego mieszkania, gdy zostałam zaatakowana przez Rosalie.

- Bella! O mój Boże, tak się martwiłam. Gdzie do diabła się podziewałaś? Oho…wyglądała na wkurzoną.

- Rose! Uspokój się, dziewczyno. Wszystko okay. Spotkałam starego przyjaciela w barze zeszłej nocy.

- Co ty robiłaś w barze?! Dobrze wiesz, że nie radzisz sobie z alkoholem! Co do diaska sobie myślałaś?!

- Miałam totalnie popieprzony dzień. Myślałam, że alkohol odgoni smutki, Niestety zadziałał troszkę za dobrze. Pamiętasz jak opowiadałam ci o moim najlepszym przyjacielu z liceum?

- Jasne, eh, Edwin Co – Za – Twarz. Ten, o którym nie mogłaś zapomnieć. Co z nim?

- Okay, Rosy, kocham cię, ale on nazywa się Edward. Jednakże, gdy byłam już naprawdę pijana, on przyszedł i zaproponował odprowadzenie mnie do domu. Potem zapomniałam gdzie mieszkamy, więc powiedział mi, że mogę zanocować u niego.

- Ooooo! – Rosy powiedziała jakby wyczuwała skandal – Co było potem?

- Nie-e wiem – wyjąkałam

Rosy spojrzała na mnie z zniewaga.

- Och, to był szybki numerek1

- Nie sądzę. To znaczy, obudziłam się w ciuchach. - powiedziałam niepewnie.

- Ok. Ten chłopak jest prawdziwym dżentelmenem. Skąd możesz wiedzieć, że nie ubrał ci po wszystkim ciuchów, bo skoro nie pamiętasz, to byś spanikowała.

- Nie wiem Rose, Nie wiem co robić! Co jeśli rzeczywiście uprawiałam sex?

- Dopiero co się ponownie spotkaliście, a mnie przy tym nie było!

- Dobrze dla mnie. Nigdy nie pójdę do żadnego innego baru. – Powiedziałam pocierając skroń. – Nienawidzę kaca.

- To dobry sposób na jego uniknięcie, wiesz o tym. – Jasper powiedział poważnie zza moich pleców.

Podskoczyłam gwałtownie mówiąc.

- Boże, Jazz! Przyprawmy naszą Belle o zawał serca, czemu nie?

Uśmiechnął się lekko i powiedział

- Przepraszam Bello.

- Więc wszystko słyszałeś?

- Jasne. Przepraszam, za podsłuchiwanie – Uśmiechnął się ponownie, ale wyglądało to jakby cierpiał. Jasper nie był zbyt towarzyski, ale nie dbałam o to. Był dla mnie jak brat.

- Wezmę prysznic, jeśli nikt nie ma nic przeciwko. – powiedziałam, lecz nie ruszyłam się z miejsca.

Spojrzał na swój zegarek

- Jasna cholera! Musze lecieć! Miałem być w pracy dziś wcześniej.

Kiwnęłyśmy głową ze współczuciem. Nauczanie jest jedynym zawodem który jestem niezmiernie zadowolona, że nie musze kontynuować.

Gdy Jazz wyszedł, poszłam wziąć prysznic, przed bliższym zapoznaniem się z moim raportem.

Następnie, usłyszałam dzwonienie. Usłyszałam, że Rose odebrała słuchawkę.

- Halo?

- Nie, tu jej przyjaciółka Rozalie

- Zobaczę czy może teraz rozmawiać. Kto mówi?

- Och, okay. Daj mi sekundkę – usłyszałam jej wołanie – Bellaaaaaaaaaaa! Edward Cullen chcę z tobą rozmawiać!

Skoczyłam łóżka i czym prędzej pobiegłam do kuchni, odebrać słuchawkę.

- Halo? – powiedziałam bez tchu.

Po jego głosie mogłam stwierdzić, że uśmiechał się gdy mówił.

- Cześć Bello. Tu Edward.

- Siemka! Nie spodziewałam się twojego telefonu tak szybko – odparłam uśmiechając się szeroko.

- Jasne, um… - zaczął.

Wyksztuś to z siebie, Edwardzie!

- Wiec, ciekawi mnie czy nie zechciałabyś zjeść ze mną kolacji. Wiesz, przez wzgląd na stare czasy – Mój uśmiech pomniejszył się, zastanawiałam się bowiem, czy rzeczywiście jest tak jak mówi, bo brzmiał na zobowiązanego czegoś.

- Jasne będzie wspaniale! – powiedziałam bez tchu.

- To, o której mam po ciebie podjechać? I może teraz powiesz mi gdzie mieszkasz?

- Och, w porządku. – Dałam mu mój adres i powiedziałam by był około siódmej zanim razem powiedzieliśmy, do zobaczenia.

Zaśmialiśmy się i rozłączyliśmy.

- Więc? – powiedziała Rose

- Co więc?

- Po co dzwonił?

- Och, Edward dzwonił by zaprosić mnie na kolację i powiedzieć, o kilku sprawach z liceum. – powiedziałam lekko podkolorowując moją wypowiedź, jakby to było w ogóle możliwe.

- To mi wygląda na randkę – Rose uniosła swoją brew

Jęknęłam.

- Rose, dlaczego taki boski facet miałby być zainteresowany kimś takim jak ja? Jestem blada, nudna, girls-next-door Bella. Córka, komendanta policji w deszczowym miasteczku, nic więcej. Szczerze, to nie ma niczego interesującego we mnie. To znaczy nie potrafię przejść kilku kroków, bez potknięcia się o własne nogi. – Rosy tylko przewróciła oczyma.

- Co Rose? Cokolwiek chcesz powiedzieć, daj mi to przeboleć.

- Bella, brak ci pewności siebie. Jesteś piękna; naprawdę nie mogę uwierzyć, że mogłaś opisać siebie jako bladą. Co z tego, że jesteś córką Komendanta policji deszczowego, nudnego Spoin. On jest tez stamtąd, gdybyś zapomniała! Jesteś niezwykłą kobietą, pełną niezwykłych zalet.

Przewróciłam oczyma

- W porządku. Powiedz mi chociaż trzy z tych zalet, a może uwierzę.

- Jeden: Jesteś inteligentna. Dwa: posiadasz przepiękne oczy. Trzy: Masz super przyjaciół jak ja! – przewróciłam moimi 'pięknymi' oczami na te jedną – i ostatnia, ale nie ostatnia: Potrafisz się utrzymać.

- Rose! Dlaczego podajesz takie dobre argumenty! To staję się coraz cięższe ignorować co starasz się mi powiedzieć. - zajęczałam

- Naprawdę Bella, tęskniłaś za nim jak wariatka. Nie próbuj zaprzeczać. Potrafisz godzinami o nim gadać. Uwierz mi. Byłby szaleńcem gdyby nie czul niczego do ciebie. Przyznaję, że byłaś kujonem w liceum i nie wielu chłopców interesowało się tobą, ale dziewczyno! Rozkwitłaś! – powiedziała sprawdzając moje cycki.

- Boże! Rose, jeśli nie wiedziałam, ze jesteś dziwna, powinnam teraz uciekać!- Zaczęłyśmy się śmiać.

- Ale poważnie. Bądź sobą I nie martw się, że będziesz wyglądać jak idiotka. Powinien wiedzieć, że jesteś jedyna.

- Dzięki Rose!

- Mówię poważnie. On wie wszystko na twój temat. Nie zadzwoniłby gdyby nie chciałby cię znów zobaczyć. Teraz, musimy cię przygotować. O której przyjedzie? O siódmej? Boże Bella, to daje nam tylko pięć godzin na pójście na zakupy, ubranie się I zrobienie makijażu. Co ty sobie myślałaś?

- Nie musze robić tego wszystkiego jeśli mamy się spotkać jako starzy przyjaciele. Poważnie, pomyśl, pięć godzin to mnóstwo czasu.

Przewróciła oczyma

- Nie nałożysz jeansów na swoją pierwsza randkę.

- Dlaczego nie?

Ponieważ, tylko powtarzasz, że nie dbasz o to czy wyglądasz ładnie w jego towarzystwie.

- Wiec? Wiem po prostu, że nie oceni mnie – zaczęłam sprzeczać się jak dziecko, przypomniawszy sobie Emmetta.

- Bella, nie chcę robić tego, ale jeżeli nie nałożysz tego co dla cienie wybiorę, zadzwonię do Edwarda i powiem mu jak się w nim podkochiwałaś w liceum i nie możesz przestać za nim latać.

- Nie zrobisz tego

- Wiesz, że zrobię – powiedziała niebezpiecznie.

- Dobrze – wydęłam wargi – nie lubię tego.

- Nigdy nie mówiłam, że masz. Tak długo jak podążasz za moimi wymaganiami, które są dla twojego własnego dobra. Jestem szczęśliwa.

- Kocham Cię ale w tej chwili nie jesteś moją ulubiona postacią.

- Od kiedy byłam ta ulubioną? Edward bije mnie na głowę. – parsknęła i spojrzała na zegar w jej komórce. Ale, teraz mamy jedyne i cztery godziny i czterdzieści pięć minut, by cię wyszykować! Dzięki Bello! Okay, czas nas goni, a musimy wpaść do naszych najlepszych sklepów.

Pognałyśmy do centrum handlowego, kupić rzeczy, których sama nigdy bym nie kupiła i szybko wrócić. W końcu Rose ubrała mnie w czarną przed kolana spódnicę i niebieski T-shirt w serek. Jednakże nie ubrałam tego ze swojego wyboru, ale wyglądało to nawet nieźle. Następnie obróciła mnie w stronę lustra i nałożyła mi sporo make-upu, którego nigdy nie stosowałam. Ale kiedy spojrzałam w lustro, nie poznałam siebie. Jak to było możliwe?

- Rose, jaki jest sens nałożenia make-up jeśli nie możesz mi nawet powiedzieć, że mam go na sobie.

- On podkreśla twoje naturalne piękno. Jezu Bella. – powiedziała rozdrażniona. Wiedziałam, że przewróciła oczami.

Wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi.

1 Ang. One-night stand – znaczy, krótką znajomość zakończona stosunkiem, przygodę (seksualnie), numerek, jedna noc, przespanie się z kimś.