A/N
Yo!
Dzisiaj dodam dalszy ciąg tego opowiadania, w tym rozdziale zaczyna ono juz powoli nabierać sensu...
Szkoda że nie dostałam żadnych komentarzy.
Tak czy inaczej...
ENJOY!
2.Jak spełniają się życzenia?
Słonce było jeszcze nisko na niebie po którym leniwie przesuwały się nieliczne tego dnia chmury. Było gorąco, w powietrzu unosił się zapach kwiatów, wiał lekki, ciepły wiatr.
Nawet w taka pogodę widok dwóch dziewczyn ubranych w piżamy i śpiących na środku polany nie był zwyczajny…
Na twarzy Cassie pojawił się grymas kiedy nagle wiatr zawiał mocniej.
-Jakiś chrzaniony idiota znowu otworzył okno. – Mruknęła przez sen i wyciągnęła rękę aby złapać kołdrę i owinąć się nią.
Zacisnęła pięść i przyciągnęła…
…Powietrze.
Uniosła jedna brew do góry i spróbowała znaleźć kołdrę w jakimś innym miejscu.
…Nieskutecznie.
Jej usta skrzywiły się złowrogo obiecując śmierć osobie która to zrobiła.
-Mey jeśli to twój durnowaty, upierdliwy żart, mam zamiar cię zabić. –Ostrzegła zirytowana dziewczyna i zmusiła się aby otworzyć zmęczone oczy.
Ku jej zdziwieniu nie zobaczyła ani łóżka, ani okna, ani pokoju, ani domu, ani ulicy, ani niczego co by było podobne do tego co zawsze widzi kiedy budzi się z rana. Wokół było dużo trawy, kilka drzew i błękitne niebo.
Mrugnęła dwa razy ze zdziwionym wyrazem twarzy, ale po chwili złagodniała i obróciła się na drugi bok ziewając.
-Ale dziwny mam ten sen…- Powiedziała melodyjnie i zamknęła oczy.
-No bo to sen…prawda?- Szybko wstała do pozycji siedzącej, całkowicie rozbudzona i nerwowo rozejrzała się dookoła.
-No a co innego jak nie sen?- Odpowiedział jej jakiś glos w jej głowie.
-Przecież położyłaś się spać do łóżka, gdyby to nie był sen nie czuła byś wiatru…i zimna…i nie łaskotała by cię ta trawa…i…- Jej glos załamał się w panice.
-MAMOOOOOOO!- Wydarła się ze wszystkich sił w płucach sprawiając że ziemia zadrżała a wszystkie dzieci bawiący się niewinnie na łące uciekły z płaczem.
-CASSIE! Chyba śpię, wiec mogła byś z laski swojej ZAMKNĄĆ RYJA?!- Odpowiedział jej znajomy glos.
-Mey, popatrz!- Zapiszczała z przerażeniem szatynka, patrząc się w horrorze dookoła.
-Co je...- Próbowała powiedzieć Mey ale glos zamarł jej w gardle.
-NA WSZYSTKIE TOMY DN?! CO TO MA BYĆ?!- Podskoczyła i zaczęła się obracać dookoła jak szalona.
-Mey…- Syknęła lekko zirytowana Cassie
-Gdzie my jesteśmy?- Ucięła ją Brunetka
-Mey posłuch…
-Co się stało, gdzie do cholery jest nasz dom?
-Mey…uspokój się i mnie posłuchaj!!- Wrzasnęła dziewczyna najgłośniej jak umiała.
Nagle zapadła taka cisza ze można było słyszeć jak krew w żyłach niewinnie wyglądającej szatynki dochodzi do punktu wrzenia.
-Cass? Chyba już mam!- Ta upojna dla nadwyrężonych nerwów Cassie, cisza musiała zostać przerwana przez Meybeline.
-Chyba już mam!! Bo jak spałyśmy to ta spadająca gwiazda uderzyła w nasza planetę i zniszczyła wszystko i…i cofnęłyśmy się w czasie do czasów prehistorycznych…i…I CO MY TERAZ ZROBIMY!?- Dziewczyna znowu zaczęła panikować, tym razem łapiąc się za głowę i biegając dookoła szatynki która osiągnęła maksymalny punkt zirytowania.
Tak…Cassie była zła…
A kiedy Cassie jest zła wtedy zaczyna grzmieć a małe dzieci uciekają z płaczem do swoich mamusi.
Biegającą wokoło Mey została nagle zatrzymana przez pieść która ni stad - ni z owad pojawiła się na jej drodze.
Wtedy się opamiętała i Cassie mogła zacząć…
-Posłuchaj to nie żadna kometa lub cos tam spadło na ziemię, to nasze życzenie się spełniło.- Oznajmiła zupełnie spokojnym, nie przenikającym żadnych uczuć tonem.
Mey odwróciła się plecami do siostry i popatrzyła w dal lekko zmrużonymi oczyma. Zaczęła układać sobie myśli. Spadająca Gwiazda, życzenie żeby znaleźć się w świecie Death Note…
-Wiec…Życzenie się spełniło?- Wydukała nieprzytomnie.
-Tak…Na to wygląda.- Cassie dołączyła jej do boku i razem zaczęły patrzeć się na wschodzące słońce nowego świata do którego trafiły…
Tak ta przygoda się zaczyna…
--
A/N
Już drugi rozdzialik za nami :)
Szybko idzie, mam nadzieje że tym razem dojdę do konca tego opowiadania.
Ale do etgo potrzebuje was, Ludzie!
...i komentarzy :)
ByE, Bye!!
Cassiopeia
