III.

Miała rację. Kiedy dwa tygodnie później wyszła ze szpitala, postarali się, by miała wszystko, czego jej potrzeba. Lucy i Sue nawet ustaliły zmiany, by pomóc jej w domu przy cięższych pracach, a chłopcy zajęli się remontem gościnnego pokoju, który przeznaczyła na pokój dziecinny. Prawie nikogo nie zdziwiło, że przez cały ten czas nie wspomniała o Crashu, bo sami nie mieli od niego żadnych wieści, odkąd poszedł „pod przykrywkę". Gdy o nim rozmawiali, starała się zachowywać normalnie, ale nie wdawała się w dyskusje, tym nie mniej, była jedna osoba, która wyczuła zmianę w zachowaniu Tippy i postanowiła dowiedzieć się więcej.

- Tara…- zaczęła Sue, kiedy jadły razem lunch na mieście.- Mogę cię o coś zapytać?

- Yeah.- odparła krótko dziewczyna.- Co chcesz wiedzieć?

- Bobby…- stwierdziła blondynka.- Czy mylę się myśląc, że między wami coś się stało?

- Skąd ten wniosek?- zapytała, udając, że nie wie, o czym mówi przyjaciółka.

- Cóż. Jestem głucha, więc nauczyłam się korzystać z innych zmysłów, zwłaszcza ze wzroku…- powiedziała powoli Sue.- Za każdym razem, gdy mówimy o Bobbym, tężejesz, jesteś spięta i bardziej zamknięta w sobie, niż kiedyś…- tłumaczyła.- Mam wrażenie, że to ma coś wspólnego z twoją ciążą…- zaryzykowała i spojrzała Tippy prosto w oczy.- Czy to dziecko Crasha?- dodała, widząc krwisty rumieniec na policzkach agentki.

- Nie mów nikomu, proszę!- wyszeptała niemal bezgłośnie.- To nie powinno było się wydarzyć. Upiliśmy się w noc przed jego wyjazdem i tak jakoś wyszło. On pewnie nawet tego nie pamięta i lepiej, żeby tak zostało.

- Powinien wiedzieć, nie sądzisz?- zapytała panna Thomas.

- To nie ma sensu, Sue. Dla niego, tamta noc była nic nie znaczącym epizodem...

- Odwrotnie, niż dla ciebie, prawda?- uśmiechnęła się ciepło analityczka.

- Jak wspomniałam, to bez znaczenia. On nie czuje tak, jak ja. Poza tym, Bobby wyjechał, a nawet, kiedy wróci, nie musi wiedzieć. Nie chciałabym, aby czuł się zobligowany do pomocy mnie i dziecku, którego nie chciał, nie planował mieć, a przynajmniej nie ze mną… Dla nas obojga będzie lepiej, jeśli się nie dowie.

- A co z dzieckiem?- zapytała Sue.- Co mu odpowiesz, gdy kiedyś spyta o tatę?

- Na razie, to dziecko się jeszcze nawet nie urodziło. Mam dużo czasu.- stwierdziła uparcie Tippy.- Będę martwić się o to później. Proszę, zachowaj to w sekrecie. Niepotrzebne mi pytania od reszty ekipy.

- Nie zwykłam rozmawiać z nikim o cudzych sekretach.- stwierdziła Sue.- Myślałam, że to wiesz.

- Przepraszam, Sue. Nie chciałam cię urazić. To przez hormony.- odparła ze skruchą Tara.

- Ależ, ja się na ciebie nie gniewam!- zapewniła ją przyjaciółka.- Masz moją dyskrecję i wsparcie, cokolwiek nie postanowisz. Zastanów się jednak, co zrobisz, jeśli małe odziedziczy podobieństwo do ojca. Jak ukryjesz przed wszystkimi fakt, że przypomina Bobby'ego?- uśmiechnęła się łagodnie.

- Może nie będzie podobne…- westchnęła Tippy.- Może będzie miało moje rysy i oczy. Wtedy nikt się nie połapie. A jeśli nawet odziedziczy urodę Crasha, zawsze mogę zaprzeczyć. Mnóstwo jest facetów z zielonymi oczami i tymi słodkimi dołeczkami…

- Uważasz, że dołeczki Bobby'ego są słodkie?- zachichotała Sue.

- A ty, nie?- spytała agentka, a zaraz potem dodała psotnie:- Ach! Zapomniałam, że ty uważasz za słodkiego, tylko jednego mężczyznę!- mrugnęła porozumiewawczo.

- Nie wiem, o czym mówisz.- stwierdziła zaczerwieniona analityczka.

- Sue, Sue…- Tippy przewróciła oczami.- Naprawdę uważasz, że nikt nie widzi, co się dzieje między tobą, a Jackiem? Wasze podchody są podstawą szeregu zakładów w FBI!

- To aż takie oczywiste?- zapytała zawstydzona dziewczyna.

- Yup! Wszyscy tylko czekają, aż wreszcie pójdziecie na randkę.- potwierdziła agentka.

- No to sobie jeszcze poczekają, bo nie wygląda na to, by pan Sparky, w najbliższym czasie zamierzał mnie zaprosić i przyznam szczerze, że już mnie to nieco nuży. Bywają chwile, że mam wrażenie, że chce, ale potem on szybko się wycofuje i znów wracamy do status quo.- mówiła.- Może tak jest lepiej. W końcu pracujemy razem. Jeśli coś zaczniemy, a nie wyjdzie, co wtedy?

- A jeśli wyjdzie?- zasugerowała Tippy.- Dlaczego nie spróbować? Oboje was ciągnie do siebie, Sue. To oczywiste, jak fakt, że po nocy zawsze nastaje dzień. Oboje jesteście samotni i bez zobowiązań. Dajcie sobie szansę!- zachęciła.

- Gdyby Jack tego chciał, to czemu nie, ale…

- Żadnych ale, Sue. Jemu potrzeba porządnego kopniaka dla kurażu i tyle! Jeśli on nie umie się wziąć na odwagę, weź sprawy w swoje ręce i ty go zaproś. W końcu, to nie średniowiecze!

- Może to i racja…- mruknęła Sue.- Zobaczymy… Na razie jednak, wracajmy do pracy. Raporty finansowe same się nie napiszą!- dodała z uśmiechem.

- Co prawda, to prawda!- przyznała panna Williams i obie ruszyły do biura.

TBC