V.

- Masz wszystko?- zapytała Lucy, kiedy wraz z Sue i Donną szły do Tippy, obładowane prezentami dla maluszka. Tara nie chciała dużego baby shower. Wolała małe przyjęcie, tylko w gronie przyjaciółek. To, dlatego zjawiły się u niej tylko we trzy.

- Tak, mam!- po raz enty zapewniła blondynka, po czym zadzwoniła do drzwi.

Nie było odpowiedzi…

- Dziwne.- powiedziała.- Tara wiedziała, że przyjdziemy.- dodała i wiedziona nieprzyjemnym przeczuciem, wyjęła zapasowe klucze do jej mieszkania.

- O mój Boże!- krzyknęły unisono, gdy weszły do środka i zobaczyły nieprzytomną i bladą jak ściana przyjaciółkę, leżącą na podłodze.

- Lucy! Dzwoń po karetkę!- zarządziła szybko Donna.- Sue. Przynieś wilgotny ręcznik. Ja spróbuję ją ocucić.

Zgodziły się bez wahania…

- Kogo niesie?!- mruknął Jack, słysząc uporczywe stukanie do swoich drzwi. Był zmęczony po długim dniu pracy, a w dodatku ktoś przeszkadzał mu w kąpieli.- Idę!- krzyknął, wciągając na siebie świeże jeansy i podkoszulek.- Idę!

Zirytowany otworzył drzwi i oniemiał…

- Bobby!- krzyknął wreszcie, uradowany widokiem najlepszego przyjaciela.- Wróciłeś!!!

- Sie masz, Sparky!- zachichotał Australijczyk, ściskając przyjaciela po bratersku.- Yup! Załatwiłem kolejnego złoczyńcę i jestem!- dodał, wchodząc za Hudsonem do mieszkania.

- Napędziłeś nam niezłego stracha przez te miesiące!- mówił Jack.- Ani jednej wiadomości!

- Sorry, stary, ale nie mogłem!- zapewnił.- Zabronili mi kontaktować się z kimkolwiek. Nawet z rodzicami. To mogłoby położyć całą operację.- tłumaczył.

- Rozumiem, Bobby.- odparł Sparky.- Ale to nie zmienia faktu, że się martwiliśmy. Najważniejsze jednak, że jesteś. Tyle się wydarzyło od twojego wyjazdu, że nie wiem, czy nocy starczy, by ci wszystko opowiedzieć!- roześmiał się Jack.

- To zacznij już teraz, kolego, bo jestem ciekaw, co słychać u mojej ekipy!- zachęcił Crash.- Jak tam chłopaki, Sue, Lucy i Tara?...- zapytał, szczególnie miękko wymawiając ostatnie imię, choć Hudson nie zwrócił uwagi na tembr głosu przyjaciela, nadal podekscytowany jego niespodziewanym powrotem.

- Cóż… D. i Myles mają się nieźle, chociaż Harvarda znów rzuciła kobieta.

- Naprawdę? Jak długo tym razem się z nią spotykał?- zachichotał Bobby.

- Tydzień.- odparł Jack.- Widać, nie bardzo ceniła jego wykwintną kuchnię, bo zerwała z nim podczas kolacji w Casa de Leland, chlustając mu w twarz jego wytrawnym i drogim chardonnay, i nazywając „bufonem".

- Ciekawe, skąd jej to przyszło do głowy?!- roześmiał się psotnie Crash.

- Sam się zastanawiam!- odparł ironicznie Sparky.

- A co u naszych pań?- zapytał Manning.

- Więc… Lucy, jak to Lucy. Swata wszystko, co napotka na swej drodze…- odpowiedział powoli Jack.

- Z tobą i Sue na czele. Zgadza się?- zarechotał Koala i po raz kolejny zobaczył krwawy rumieniec na policzkach przyjaciela.- Zgaduję, że nadal nic…- stwierdził przenikliwie.- Co cię wstrzymuje, Jack?- spytał.- Jeśli nadal będziesz zwlekał, ona wreszcie znudzi się czekaniem na ciebie i uwierz mi, szybko znajdzie wielu chętnych, którzy z radością staną u jej boku!- przekonywał.

- Myślisz, że tego nie wiem?- jęknął Hudson.- Ale za każdym razem, gdy już jestem gotów ją zaprosić, coś się dzieje i znów tracę odwagę. Nigdy wcześniej, z żadną dziewczyną nie miałem podobnego problemu.- tłumaczył.

- Bo Sue nie jest zwyczajną dziewczyną, stary.- powiedział Bobby.- Ty ją kochasz. Chyba po raz pierwszy w życiu jesteś naprawdę zakochany i dlatego tak panikujesz. Boisz się, że wam nie wyjdzie i zniszczycie waszą przyjaźń.- mówił tonem znawcy.

- A ty raptem stałeś się ekspertem w tej dziedzinie, bo?...- Sparky znacząco uniósł brwi.

- Powiedzmy, że znam ten ból…- odparł powoli, nie wdając się w szczegóły.

Jack już zamierzał skomentować tajemniczą wypowiedź, a Bobby zapytać o Tippy, gdy obaj usłyszeli dzwonek telefonu…

- Hudson.- odpowiedział Sparky, podnosząc słuchawkę, a gdy usłyszał swojego rozmówcę pobladł i wyszeptał:- O mój Boże! Trzymajcie się! Już jedziemy!!!!

Potem odłożył słuchawkę i chwycił klucze.

- Jack? Co się dzieje?- zapytał natychmiast zaniepokojony Crash.

- Tara… Jest źle!- wyszeptał i Bobby'emu niemal stanęło serce…

TBC