VI.

Zaszokowany słowami przyjaciela Crash, już na nic nie zwracał uwagi, tylko biegiem podążył za Jackiem i po chwili obaj mknęli na sygnale do Kliniki Uniwersyteckiej im. Waszyngtona, gdzie przyjęto Tippy.

- Co się dzieje, Jack?- pytał przestraszony, ale Sparky powtarzał tylko „za wcześnie, za wcześnie…"- w szaleńczym tempie lawirując pomiędzy innymi autami, jadącymi przed nimi, jakby zupełnie zapominając, że ma pasażera.

W niecały kwadrans byli na miejscu i biegli do recepcji, gdzie czekała Donna.

- Jack, Bobby!- zawołała.- Dobrze, że jesteście. W całym tym zamieszaniu praktycznie nie pamiętała, że Manninga nie było w D.C przez wiele miesięcy, i że agent dopiero, co wrócił do domu.

- Co z nią?- zapytał natychmiast Jack.

- Niedobrze.- odparła, prowadząc ich do windy.- Zbyt wysokie ciśnienie krwi. Znalazłyśmy ją nieprzytomną w salonie. Wezwałyśmy karetkę, ale kiedy ją przywieźli do kliniki, jej stan się pogorszył. Miała stan przedrzucawkowy…- wyjaśniła, wciskając guzik piątego piętra, gdzie mieścił się oddział położniczo- ginekologiczny.

- Stan przedrzucawkowy?- zdumiał się Crash.- Popraw mnie, jeśli się mylę, ale czy nie zdarza się to ciężarnym?- zapytał powoli.

- To on nie wie?- zdziwiła się Donna, patrząc na obu mężczyzn.

- Nie zdążyłem mu powiedzieć. Miałem to zrobić, gdy zadzwoniła Sue, a potem nie było czasu…- odpowiedział Hudson.

- Tara jest w ciąży?- wyszeptał Bobby.

- Yeah. Początek dziewiątego miesiąca.- odparł Sparky.

- Kto jest ojcem?- zapytał nieswoim głosem Australijczyk.

- Nikt tego nie wie.- stwierdziła Donna.- Tara powiedziała tylko, że to efekt jednej nocy, i że ten mężczyzna zniknął z jej życia. Nic poza tym…

- Jedna noc…- powiedział niemal bezgłośnie sam do siebie.- Tylko jedna noc…- powtórzył ściskając w kieszeni pewien drobiazg, który podczas ścielenia łóżka, znalazła jego sprzątaczka i zostawiła wraz z notatką na jego nocnym stoliku. Początkowo był skonfundowany znaleziskiem, w końcu długo nie był w domu, ale potem zaczął kojarzyć pewne fakty sprzed wyjazdu, choć nadal nie był pewien, czy dobrze rozpoznał łańcuszek. Teraz już wiedział. Miał dowód, że w noc przed misją, wylądował z Tarą w łóżku, że się kochali. To był jedyny, sensowny wniosek, zważywszy na to, że tamtego ranka obudził się nagusieńki, jak go Pan Bóg stworzył, a jego pościel pachniała kobietą, pachniała nią… Wtedy myślał, że mu się to tylko przyśniło. Dziś już wiedział, że to nie była kolejna z jego fantazji z Tippy w roli głównej, a co ważniejsze, że tamta noc miała swoje skutki, które teraz zagrażały życiu kobiety, którą kochał od trzech długich lat, i która walczyła teraz nie tylko o swoje zdrowie, ale też zdrowie ich dziecka. Wiedział, czuł, że ta dziecina, to ich wspólne dzieło i był przerażony…- Co mówią lekarze?- wyszeptał drżącym głosem, patrząc ze strachem na Donnę.

- Niezbędna jest cesarka, ale Tara jest nieprzytomna i nie może podpisać zgody. Nie wyznaczyła też swojego przedstawiciela medycznego, który mógłby to zrobić za nią. Gdyby chociaż ojciec dziecka…

- Podpiszę, co trzeba.- stwierdził bez wahania.- Ona musi żyć. Oboje muszą!- dodał cicho i napotkał zaszokowane spojrzenia obojga.

- Bobby, co ty mówisz?- spytał Jack.- Czy ty?...

- Najwyraźniej.- odparł krótko i w tym momencie otworzyły się drzwi windy, która właśnie dojechała na miejsce.

Manning już nic nie powiedział, nawet nie przywitał się z zaskoczonymi i zapłakanymi dziewczynami, tylko pobiegł prosto do stojącego obok nich lekarza.

- Panie doktorze, co z Tarą i dzieckiem?- zapytał szybko.

- Jest źle. Ciśnienie drastycznie wzrasta i jeśli nie przeprowadzimy cesarskiego cięcia, dojdzie do rzucawki, a to pewna śmierć dla obojga.- odparł rzeczowo dr Pratt (bo takie nazwisko widniało na identyfikatorze).

- Proszę robić, co trzeba. Podpiszę wszystko, co trzeba, ale proszę ich ratować!- mówił błagalnie.

- A pan jest?- spytał zdziwiony reakcją mężczyzny lekarz.

- Ojcem dziecka. Nazywam się Bobby Manning.- wyjaśnił i Lucy oraz Myles'owi opadły szczęki. Tylko Sue nie wyglądała na zdziwioną, choć widok Crasha na sekundę pozbawił ją mowy. Nie spodziewała się go tu zobaczyć, a już na pewno nie spodziewała się podobnej deklaracji…

- Nie mogę wierzyć panu na słowo. Czy ktoś może to potwierdzić, bo z tego, co wiem, panna Williams nie ma rodziny, a nic nie wspominała o ojcu dziecka, gdy przychodziła na badania kontrolne?

- Ja mogę to potwierdzić.- odezwała się wreszcie blondynka.- Tara wyznała mi to w tajemnicy jakiś czas temu. Bobby jest ojcem jej synka.

- Chłopczyk…- szepnął wzruszony agent, zupełnie nie zwracając uwagi na zdumionych przyjaciół, którzy spoglądali to na niego, to na Sue.

- Skoro tak, to proszę za mną. Jak tylko podpisze pan dokumenty, zabieramy Tarę na salę…- odparł, lecz nie zdołał dokończyć, bo usłyszał alarm i biegiem rzucił się w kierunku pokoju, gdzie leżała nieprzytomna Tippy, a za nim cały sztab pielęgniarek.

Widząc panikę na ich twarzach, Bobby struchlał, a potem zaczął się modlić…

TBC