XII.
Wieści od doktora, istotnie były pomyślne, jednak jednomyślnie postanowili, że Boby pojawi się w pokoju Tary dopiero, gdy Sue ją przygotuje. Było nie było, Crash wrócił tak niespodziewanie, że cała ekipa była w niejakim szoku, więc jak zareagowałby osłabiona Tippy? Poza tym, wyszła na jaw jej największa tajemnica, sekret, który ukrywała starannie przez niemal dziewięć miesięcy, i którym sama powinna się była podzielić z ojcem swojego dziecka. Trzeba, więc było rozegrać to delikatnie…
Godzinę później, Tara obudziła się ponownie i dr Pratt uznał, że można przenieść ją na normalną salę. Gdy to się stało, w pokoju zjawiła się uśmiechnięta Sue…
- Hej, Tippy!- przywitała się ciepło, siadając obok łóżka i lekko ściskając dłoń młodej mamy.- Napędziłaś nam niezłego stracha!- dodała.
- Hej, Sue.- odparła Tara. Jej głos był nadal osłabiony, zresztą, jak całe jej ciało, ale faktycznie wyglądała znacznie lepiej.- Przepraszam, przedobrzyłam…- wyznała z nutą skruchy.- Nie chciałam was denerwować i to był największy błąd mojego życia. Naraziłam Seana!- jęknęła.- Chyba nigdy sobie nie wybaczę, że byłam taka uparta i nie poprosiłam o pomoc!
- Co było, to było!- uspokoiła ją Sue.- Najważniejsze, że mały jest bezpieczny, a ty wracasz do zdrowia. Strasznie się martwiliśmy. Kiedy lekarz powiedział nam o konieczności wykonania cesarskiego cięcia, byliśmy przerażeni. Nie wyznaczyłaś medycznego przedstawiciela, a sama byłaś nieprzytomna i nie mogłaś wyrazić zgody na zabieg. Myśleliśmy, że z tego nie wyjdziesz!- przyznała blondynka.
- Którego sędziego przekonaliście do wystawienia zgody sądowej?- zapytała zaciekawiona Tippy.- Bo rozumiem, że tak właśnie zrobiliście, skoro zabieg się odbył…- dodała.
- To nie było konieczne…- powiedziała powoli, Sue. Nadszedł czas na prawdę.
- Operowali bez zgody?- zdumiała się agentka.- Znaczy, jestem wdzięczna, bo uratowali moje dziecko i ostatecznie mnie, ale czy to nie jest nielegalne?- uniosła brwi.
- Zgoda była.
- Jak to? Kto ją podpisał? Przecież ja nie mam rodziny!
- Ale Sean ma…- zasugerowała panna Thomas.
- Nie rozumiem. Naturalnie, że ma- ja jestem jego rodziną, ale ja byłam nieprzytomna, więc jak?- szeptała skonfundowana.
- Jesteś jego mamą i to jest prawda, ale dziecko z reguły ma dwoje rodziców…- odparła cicho Sue.
- Bobby? - padło niemal bezgłośnie z ust zaskoczonej Tary.- Bobby wrócił?- spytała, próbując otrzymać potwierdzenie, choć zasadniczo, było to jedyne logiczne rozwiązanie zagadki tajemniczej zgody.- Wie o Seanie?
- Tak, Taro. Bobby wrócił.- przytaknęła Sue.- Tego samego wieczora, gdy wylądowałaś tutaj, pojawił się u Jacka. Ledwo, co przyleciał i chciał wszystkim zrobić niespodziankę. Nie spodziewał się tylko, że sam takową otrzyma. Był przerażony, kiedy dowiedział się o twoim stanie. Potem skojarzył fakty, a że chodziło o życie twoje i Seana, nie mogłam dalej milczeć i potwierdziłam, że to jego syn.
- Jak zareagował?- zapytała Tippy drżącym głosem. Miała nadzieję, że Crash jej nie znienawidzi…- Jest na mnie zły, prawda? Nie spodziewał się, że zrobię go ojcem…- szepnęła cicho.
- O to, powinnaś zapytać jego.- zaproponowała łagodnie Sue.- I jeśli mogę coś doradzić… Pozwól mu najpierw powiedzieć wszystko, co ma ci do powiedzenia, zanim wyciągniesz wnioski, ok.?
- Pewnie masz rację.- przyznała panna Williams.- Gorzej już raczej nie będzie, więc co mi tam. Zrobię, co radzisz!- zgodziła się wreszcie i Sue uśmiechnęła się zadowolona, po czym ucałowała Tippy w czoło, i powiedziała:
- Dobrze! Poczekaj chwilkę, a ja go poproszę…
- Dzięki.- mruknęła Tippy.- Sue?- dodała jeszcze.
- Tak, Taro?- spytała.
- Kiepsko wyglądam, co?- wykrzywiła się dziewczyna, myśląc, że wolałaby spotkać się z ojcem swojego synka, w nieco odmiennej scenerii i zdecydowanie w lepszej formie.
- Urodziłaś dziecko i zapadłaś w śpiączkę, Taro…- przypomniała delikatnie.- Nikt nie oczekuje, że będziesz wyglądać, jak z żurnala. Poza tym, coś mi mówi, że dla niego, nie ma to znaczenia!- mrugnęła wesoło i opuściła salę.
Chwilę potem pojawił się on.
- Witaj, luv…- wyszeptał i jej serce zabiło niespokojnie…
TBC
