XIII.

- Bobby…- odparła cicho, niepewnie.

Był zmęczony, lecz chociaż pod jego oczami widniały sine worki, a policzki były nieogolone, nadal był najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego znała. Boże! Jak ona tęskniła za jego zielonymi oczami, za tymi słodkimi dołeczkami i akcentem, który rozmiękczał jej kolana. Tęskniła szaleńczo…

- Jak się czujesz?- zapytał miękko, siadając na krześle stojącym obok jej łóżka i wpatrując się w nią tak intensywnie, że poczuła gorąco na całym ciele.

- Już lepiej.- odpowiedziała nieśmiało, a potem dodała:- Sue wspominała, że wróciłeś…

- To dobrze.- odparł ignorując kolejne zdanie. Odwlekanie tej rozmowy mijało się z celem, a jeśli dobrze czytał jej intencje, do tego właśnie zmierzała. Zastanawiał się tylko, dlaczego i co to dla niego oznacza.- Mam coś dla ciebie.- powiedział powoli, wyciągając z kieszeni jej łańcuszek i kładąc jej na dłoni.

- Szukałam go miesiącami!- zawołała zdumiona, spoglądając na malutki krzyżyk na złotym, kostkowym łańcuszku.

- A znalazła go moja sprzątaczka!- mrugnął Bobby i Tippy się zaczerwieniła.- Pomyślałem, że chciałbyś go z powrotem…

- Dziękuję.- szepnęła dziewczyna.- Możesz?- poprosiła unosząc się lekko.- Jestem taka obolała, że nie dam rady sama zapiąć.- dodała niepewnie.

- Naturalnie.- odpowiedział szybko i zbliżył się do ukochanej, ostrożnie umieszczając złote cacko na jej szyi.- Gotowe!- powiedział, na jedną, małą chwilę chłonąc jej zapach, a potem bezwiednie przycupnął na skraju jej łóżka i zajrzał jej w oczy.

Tara dotknęła krzyżyka, unikając jego wzroku, a potem cicho wyszeptała:

- Tak się domyśliłeś, prawda?

Wiedział, o co pytała. Chodziło o jej ciążę i Seana…

- Początkowo nie byłem pewien, czy to, co stało się między nami, nie było tylko snem…- zaczął powoli.- Miesiącami się zastanawiałem, czy tamtej nocy się kochaliśmy, czy to była tylko moja wyobraźnia. Kiedy wróciłem i zobaczyłem łańcuszek, który Berta zostawiła na nocnym stoliku, pomyślałem, że to dowód, którego mi było trzeba. Wszędzie poznałbym ten łańcuszek…- uśmiechnął się ciepło i serce Tippy zabiło szybciej na widok jego dołeczków.- Pomyślałem jednak, że nie mogę iść do ciebie, jak gdyby nigdy nic, bo w końcu nie było mnie tyle miesięcy, a ty mogłaś kogoś poznać, więc pojechałem do Jacka, by wybadać sytuację.- kontynuował spokojnie, nie odrywając od niej wzroku.- Ledwie zaczęliśmy rozmawiać, a on dostał telefon, że jesteś tutaj, więc bez słowa przyjechaliśmy, jak najszybciej się dało. Przywitała nad Donna, mówiąc, że miałaś stan przedrzucawkowy i jest z tobą źle. Przestraszyłem się, ale wtedy zrozumiałem, że jesteś w ciąży. Byłem w szoku, nie spodziewałem się tego…- dodał szczerze.

- Tak, ja też.- wtrąciła cicho.- Nie planowałam tego, Bobby…

- Wiem, luv!- zapewnił ją szybko.- W każdym razie, gdy dotarliśmy na górę i w rozmowie wyszła kwestia ojcostwa, zacząłem domyślać się, że to moje dziecko i powiedziałem to lekarzowi, nalegając na cesarkę. Powiedziałem, że podpiszę wszystko, co trzeba, by was ratować.- mówił.- Wtedy doktor zażądał potwierdzenia, że Sean to mój syn i odezwała się Sue… Nie potrafię ci powiedzieć, co czułem, gdy głośno wyznała, że nosisz moje dziecko, luv. Byłem szczęśliwy i przerażony zarazem, no i jeszcze zżerał mnie wstyd…

- Wstyd?- zdziwiła się.- Ach rozumiem… Że ty i ja, że my, że to ze mną masz dziecko…- wydukała smutno, lecz gdy tylko zrozumiał, co myślała, natychmiast złapał ją za rękę.

- Nie, Taro! To nie tak!- zapewnił z mocą.- Nie wstydzę się tego, co było między nami, nie wstydzę się naszego dziecka! Wstydzę się sposobu, w jaki powołałem je na świat! – stwierdził.- Uwiodłem cię po pijanemu, luv! Nie zasłużyłaś na to. Żadna kobieta nie zasługuje na takie traktowanie, a już z pewnością nie ty…- wyznał z poczuciem winy.

- Bobby…- zaczęła, ale jej przerwał.

- Proszę, Taro… Pozwól mi dokończyć!- wyszeptał, a ona skinęła głową.

Sue miała rację, nie powinna mu przerywać…

TBC