Początek drugiego aktu o wspomnieniach Snape'a.
Akt II
Część pierwsza
1 listopada 1981
Wysoki mężczyzna odziany w ciemne powłóczyste szaty zjawił się znikąd na obrzeżach hrabstwa Wiltshire. Gdyby nie cichy trzask, który towarzyszył aportacji nikt nie zorientowałby się, że się pojawił. Jednak zaklęcia ochronne rzucone przez właściciela pobliskiego dworu dały już znać o jego obecności. Magia ochronna tego miejsca wibrowała teraz w powietrzu z niezwykłą intensywnością. Mężczyzna rozejrzał się podejrzliwie i z pewnością ruszył przed siebie. Jedyna droga w okolicy prowadziła do wielkiej posesji otoczonej wysokim ozdobnym murem od którego aż biła magia. Mistrz Eliksirów zatrzymał się przed bramą i wyciągnął różdżkę. Zanim zdążył rzucić jakąkolwiek inkantację zza krat usłyszał znajomy, choć zimny głos:
- Witaj Severusie w moich skromnych progach.
Gość uśmiechnął się pod nosem. Wiele można było powiedzieć o dworze Malfoyów, ale na pewno nie był skromny. Brama, która powinna głośno zazgrzytać przy otwieraniu wpuściła mężczyznę z gracją i po raz kolejny tego wieczoru Snape nie mógł się odpędzić od myśli, że dawno nie czuł wokół siebie tyle magii. Lucjusz Malfoy bardzo chciał zabezpieczyć swoją rodzinę i robił to z wyjątkową wytwornością. Mężczyźni przytaknęli sobie i ruszyli razem w stronę dworku. Mimo późnej pory białe pawie nadal spacerowały dumnie po ogrodzie. Drzwi domu otworzyły się ze znaną już Snape'owi gracją i powitał go znajomy przepych wnętrz. Lucjusz zaprosił go gestem do salonu. Mężczyźni zajęli miejsca przy stole na przeciwko siebie. Dopiero w świetle świec pan domu zauważył, że to co brał za strach u swojego gościa było raczej głębokim żalem. "Dlaczego u licha Severus smuci się po upadku Czarnego Pana?" zastanawiał się w myślach. On sam tylko obawiał się nadchodzących przesłuchań, ale był pewien, że kilka sakiewek złota rozwiąże ten problem. Ponownie spojrzał na przyjaciela. W jego ciemnych oczach jawiła się złowroga pustka.
- Jak myślisz, co się z nim stało? - spytał, a oboje wiedzieli o kim mowa. - Myślisz, że nie żyje?
- Nie można tego wykluczyć - odpowiedział powoli Snape. Lucjusz cmoknął z niezadowoleniem. Uniósł prawą rękę i pstryknął palcami. W pomieszczeniu natychmiast pojawił się skrzat domowy.
- Pan mnie wzywał - wymamrotał. Było jasne, że służba tego domu nie miała lekko.
- Podaj nam najlepsze wino z moich piwnic - polecił Malfoy - i na Merlina, miej więcej klasy łazęgo.
- O-o-oczywiście - zająknął się skrzat i zniknął. W stosunkowo szybkim czasie szmaragdowe kielichy napełnione szkarłatnym winem pojawiły się na stole.
- Yaxley wyrzekł się Czarnego Pana. Dziś rano spotkałem go w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów. Wychodził z sali przesłuchań. Był dość zadowolony. Zgadnij kto na niego czekał? - Severus milczał, więc kontynuował. - Avery. Wyglądał na zmieszanego kiedy mnie zobaczył.
- Kto jeszcze uniknął Azkabanu?
- Carrowie. Mam wrażenie, że oboje od razu zwrócili się do Biura Aurorów.
- A ty?
- Siła złota nadal jest nie do zdarcia. Pociągnąłem sznurki tam gdzie trzeba. Nie z dobroci serca poradziłam Nottowi i Goyle'owi, żeby zrobili to samo.
- Chodzą pogłoski, że kogoś złapali.
- Bella i Rudolf zostali wyprowadzeni dziś rano ze swojej posiadłości.
- Powinno mi być przykro?
- To ich wybór. Mogli zrobić to samo co ja. Bella podczas ujęcia wykrzykiwała, że Czarny Pan wynagrodzi ją najhojniej. Rudolf po prostu poddał się jej decyzji. Nigdy nie był zbyt charyzmatyczny.
- Dumbledore powiedział mi, że pojmali też Dołohowa i Croucha Juniora.
Zapadła cisza. Mistrz Eliksirów zbyt intensywnie przyglądał się swojemu kielichowi.
- Więc w ten sposób oczyścisz się z zarzutów. Dumby uratuje cię przed Azkabanem. Jeśli tak, to nie wierzysz w powrót Czarnego Pana.
- Albus twierdzi, że on wróci.
- Teraz słuchasz tego obrońcy szlam? - zapytał nie kryjąc niechęci.
- Nie możesz powiedzieć jednak, że nie jest potęgą. Jeżeli ktoś się go obawiał, to właśnie Czarny Pan.
- Przystajesz do jego wroga. Gdy wróci, nie spodoba mu się to.
- On zabił Lily - te słowa wypowiedziane przez Snape'a zaszokowały Lucjusz. To nie było zwykłe stwierdzenie faktu.
- Była żoną Pottera. - Zamyślił się. - I matką tego chłopca.
- Jej syn był w wieku Draco. Gdyby nie ten Potter...
- Severusie, znamy się od czasów szkolnych. Przyjaźnimy się od kilku lat. Jesteś być może moim jedynym prawdziwym przyjacielem, więc nie zawaham się tego powiedzieć. Nie powinieneś rozpamiętywać jej śmierci. Nie utrzymywaliście kontaktu od bardzo dawna. W twoim życiu były już inne kobiety. - Snape milczał i Malfoy czuł, że jego słowa nie przemawiały do niego. - Wydaje mi się, że nie masz powodu by się tym przejmować.
- A ja sądzę, że mam powód by uważać, że jej śmierć... - urwał, gdyż drzwi bawialni otworzyły się i do salonu wpadł Dracon. Zatrzymał się dopiero przy kolanach ojca. Za chwilę w drzwiach pojawiła się Narcyza. Rzuciła okiem na siedzących mężczyzn i złapała karcący wzrok męża. Zrozumiała, że Draco przeszkodził im w trakcie ważnej rozmowy. Snape wstał od stołu by ją przywitać.
- Witaj Narcyzo - skinął jej głową. - Przykro mi z powodu twojej siostry. - Przez twarz kobiety przebiegł cień smutku.
- Severusie, sama jest sobie winna. Służba Czarnemu Panu zawsze wiązała się z ryzykiem. W przeciwieństwie do niej mam odpowiedzialnego męża, która zadbał o nasze bezpieczeństwo. - Jej wzrok spoczął na synku, który wdrapał się na kolana ojca. - Przepraszam, że wam przerwaliśmy. Draco chciał powiedzieć wam dobranoc.
- Nie szkodzi. I tak powinienem już wracać. W poniedziałki prowadzę najwięcej zajęć, muszę się przygotować. - Spojrzał na małego Malfoya. - Czas szybko mija. Nie zauważycie nawet kiedy Draco pojedzie do Hogwartu. Chciałbym wtedy tam być.
Malfoyowie wymienili spojrzenia. Narcyza zabrała dziecko i pożegnała Severusa. Lucjusz odprowadził go do drzwi, cały czas myśląc czego nie zdążył się dowiedzieć.
- Pozwolisz, że teleportuję się stąd?
- Oczywiście - wyciągnął różdżkę i krótko machnął.
- Do zobaczenia Lucjuszu.
- Do zobaczenia niebawem.
Snape zniknął. Malfoy ponownie zabezpieczył przedsionek i udał się do swojego gabinetu. Musiał przemyśleć kilka spraw.
Severus Snape deportował się miękko za Gospodą pod Świńskim Łbem. Szedł szybkim tempem, jakby chciał odrzucić nieprzyjemne wspomnienia. Okłamał przyjaciela. Jego słowa brzmiały do teraz w jego głowie. "Nie utrzymywaliście kontaktu od bardzo dawna." Snape nigdy nikomu nie powiedział, że wymieniał sowy z Lily częściej niż powinien. Nie był pewny, czy Potter o tym wiedział. "W twoim życiu były już inne kobiety." - nie było. Oszukiwał go opowiadając mu o nowo poznanych przyjaciółkach. Nie miał nikogo poza nią. Nigdy się z nikim nie spotkał. Nie umiał się związać. Nie chciał. Kochał tylko Lily. Wiedział jednak, że jego miłość byłaby wyśmiana. To właśnie z tego powodu ją ukrywał.
Nie zauważył nawet kiedy dotarł do swoich komnat w lochach. Od chwili, gdy dowiedział się o jej śmierci czuł się jak sparaliżowany. Robił wszystko machinalnie. Dzisiejszego ranka ustalił z dyrektorem, że w tym tygodniu nie będzie prowadził zajęć. Zmęczony usiadł w fotelu. Potrzebował odpoczynku. Potrzebował pogodzić się ze stratą. A najbardziej potrzebował teraz Ognistej Whisky.
