Kolejny część opowiadania o nieprawdopodobnej historii Severusa Snape'a.
Akt II
Część druga
14 listopada 1989
Severus Snape nieruchomo leżał na swoim łożu. Gdyby ktokolwiek wszedłby teraz do jego sypialni pomyślałby, że śpi, choć byłaby to najbardziej niedorzeczna rzecz jaka przydarzyła się w jego życiu - ktokolwiek wchodzący do jego sypialni. Miał lekko przymknięte oczy, a jego powieki niepokojąco drgały. Wyglądał na człowieka udręczonego smutnym, wręcz niepokojąco złym snem. A jednak nie spał, a jego myśli błądzące po umyśle szaleńczo powodowały, że czuł się wycieńczony. I jeszcze nie mógł tej nocy zasnąć. Wydawało się, że czuwał całą noc. Ale właściwie, z jakiego powodu?
Poprzedniego dnia z samego rana udał się z Albusem Dumbledore'em do Ministerstwa Magii, gdzie był umówiony na spotkanie z Amelią Bones. Pełniła stanowisko Dyrektora Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów i Snape był nawet zdziwiony, że to właśnie ona przeprowadza proces adopcyjny. Był przekonany, że do takich spraw są zatrudniani w Ministerstwie przeszkoleni magowie, ale później zdał sobie sprawę, że wybór Amelii na świadka ze strony urzędu nie był przypadkowy. Albus miał z nią świetny kontakt już w czasach jej nauki w Hogwarcie, więc wykorzystał ten fakt. Ponieważ Amelia odwiedziła go kilka dni wcześniej i przeprowadziła ostatnią rozmowę z Harrym, Severus nie musiał zabierać go do Wydziału Ochrony Rodziny i Magicznych Adopcji. Nie myślał o tym czy to dobrze, czy źle. W tamtej chwili było mu to obojętne. Chciał mieć formalności za sobą, bo nic nowego nie wnosiły. Minęło już półtorej miesiąca podczas którego w jego lochach trzy razy pojawiała się Amelia. Pierwszy raz kilka dni po tym, jak Harry trafił do Hogwartu. Nie wiedział kto był bardziej skołowany - on czy ona. Chyba nie potrafiła sobie wyobrazić Severusa w roli ojca. Nie winił jej za to, bo sam prędzej posmarowałby się ropą z czyrakobulwy niż adoptował tego chłopca, ale jak widać Dumbledore potrafi czyni cuda. Kolejna wizyta po około trzech tygodniach sprowadziła do jego progu Amelię oraz magomedyka. Miał on zbadać stan Harry'ego i ocenić na tej podstawie, czy Snape dobrze nim się opiekuje. Mistrz Eliksirów z ironicznym uśmiechem obserwował poczynania uzdrowiciela mierzącego chłopca i zadającego mu lawinę pytań. Mag wyglądał na człowieka, który za wszelką cenę chciał się do czegoś przyczepić i chyba z tego powodu zabrała go ze sobą Bones. Ponieważ jednak nic nie znalazł, podpisał magiczny protokół i wręczył go na ręce dyrektorki. Wtedy na jej twarzy namalował się wyraz ulgi i Snape nie mógł uwierzyć w to, że ona cały czas martwiła się, że on źle się nim opiekuje. Bądź co bądź gdy już się za coś zabrał, to robił to porządnie. Nie zamierzał w żadnym wypadku zaniedbywać chłopca. Kobieta serdecznie ich pożegnała i przypomniała, że następna wizyta odbędzie się za równe dwa tygodnie. Wtedy porozmawia sam na sam z Harrym, a po kilku dniach Snape otrzyma decyzję i zostanie zaproszony na podpisanie aktu. Do tej wizyty Severus czuł się swobodnie, więc uczucie oczekiwania, które się pojawiło w jego umyśle było niepokojące. Zastanawiał się co się w nim zmieniło, że nagle zaczął się przejmować tym, czy Harry z nim zostanie. Każdego ranka w jego głowie eksplodowało milion wątpliwości. Czy będę dobrym opiekunem? Czy będę przez całe życie widział w nim Pottera? Czy musi mieć oczy Lily? Co Dumbledore sobie myślał umieszczając go u mnie? Może zwariował? A może ja zwariowałem?
I ten poranek był właśnie taki sam. Severus uniósł się lekko i rozejrzał po pokoju. Na przeciwko łóżka na biurku leżał zwinięty pergamin. Przeciągnął się powolnie, nałożył na siebie szlafrok i podszedł do dokumentu*, aby ponownie go przeczytać.
Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów
Wydział Ochrony Rodziny i Magicznych Adopcji
AKT ADOPCYJNY
Niniejszym zaświadcza się, że dnia 13.11.1989 roku
Harry James Potter urodzony dnia 31.07.1980 roku w Dolinie Godryka, syn Jamesa Pottera i Lily Potter (zd. Evans)
został adoptowany przez
Severusa Tobiasza Snape'a urodzonego dnia 9.01.1960 roku w Cokeworth, syna Tobiasza Snape'a i Eileen Snape (zd. Prince).
Jednocześnie przyjmuje się, że wspomniany wcześniej
Harry James Potter
od tej pory znany będzie jako:
Harry Severus Snape.
Prawny opiekun dziecka rozporządza jego dotychczasowym majątkiem oraz decyduje o miejscu zamieszkania i dalszej edukacji. Spis majątkowy nieletniego został dołączony do dokumentacji adopcyjnej - pergamin potwierdzony przez goblina z Banku Gringotta - Gnora Pucołowatego.
Adopcja wchodzi w życie z chwilą podpisu aktu.
Świadkowie adopcji:
Świadek z urzędu: Amelia Susan Bones
Świadek opiekuna: Albus Persiwal Wulfryk Brian Dumbledore.
Podpisy potwierdzające adopcję:
Albus P. W. B. Dumbledore
Amelia Susan Bones
Severus Snape
Mężczyzna odłożył akt na biurko i skierował się do wąskiego, ale wysokiego regału. Wyciągnął stamtąd jasnozieloną kopertę. Ponownie usiadł na łóżku, żeby przeczytać raz jeszcze list znajdujący się w środku.
Swansea, 2.11.1989 r.
Szanowny Profesorze Snape,
z ogromną radością informuję, iż Pańska próbka eliksiru leczniczego na smoczą ospę zdobyła najwyższą notę wśród stu czterdziestu zgłoszeń do naszego konkursu. Oznacza to oczywiście, że został Pan zaproszony do wstąpienia w szeregi Akademii Ziołolecznictwa. Szczegółowe informacje nt. proponowanego magicznego kontraktu znajdzie Pan na kolejnych stronach.
Spodziewam się spotkać z Panem trzynastego listopada bieżącego roku o godz. 12:00 w Sali Kongresowej Akademii.
Z największym szacunkiem,
Markus Blane
Dyrektor Akademii Ziołolecznictwa
Severus nagłym ruchem zmiął list i schował pod poduszkę. "Widzisz Dumbledore, zmarnowałem szansę swojego życia dla tego dzieciaka" zdążył pomyśleć i usłyszał pukanie. Oczywiście mógł się mylić, ale oddałby cała swoją kolekcję smoczych łusek za to, że za drzwiami stał jeden z jego ulubionych dyrektorów i wcale nie miał na myśli Blane'a. Ciaśniej zawinął szlafrok i przechodząc przez korytarz zerknął do komnaty Harry'ego by sprawdzić, czy wszystko w porządku. "Robię się ckliwy" uprzytomnił sobie i wyszedł do salonu by otworzyć drzwi nagłemu gościowi.
- Czemu zawdzięczam twoją wizytę Albusie? - zapytał go zamiast dzień dobry i wskazał mu miejsce na fotelu przy stoliku do kawy. Za chwilę pojawiły się tam dwie filiżanki parującego napoju.
- Doszły mnie słuchy, że chcesz wyjechać do Walii, Severusie. - Starzec utkwił swoje spojrzenie w nauczycielu eliksirów. Ten zacmokał ze zniecierpliwieniem.
- Doprawdy, nic ci nie umknie. Owszem, dostałem od nich propozycję. Mój eliksir na smoczą ospę zrobił furorę, skromnie mówiąc - zakończył z typowym dla siebie uśmiechem.
- A Harry? - dopytał się dość bojowo Dumbledore.
- Nie był moim synem, gdy zgłaszałem się do konkursu - Snape postanowił zagrać w tę grę z Albusem - ale teraz nim jest i oczywiście zabiorę go ze sobą.
Albus nie odezwał się, gdy usłyszał jak Snape nazywa Harry'ego swoim synem. Nie spodziewał się, że mężczyzna tak szybko zaakceptuje ojcostwo. Obserwował go każdego dnia i mógł przyznać, że faktycznie złagodniał, ale i tak stwarzał pozory groźnego nauczyciela. To było wyjątkowe. Chwilowo postanowił zmienić temat.
- Czy Harry pytał o wujostwo?
- Mam wrażenie, że wyparł ich z pamięci i wcale mu się nie dziwie - zerknął na swojego gościa sugestywnie.
- A o rodziców?
- Opowiadam mu o Lily, chociaż to dla mnie bolesne.
- A o Jamesie?
- Chyba nie jestem na to gotowy - burknął i sięgnął po filiżankę.
- To jego ojciec, Severusie.
- Więc kim ja jestem? - zadał to pytanie z taką siłą niewerbalną, że wylał kawę na dywan. Jedno machnięcie różdżki i było po wszystkim. Przy Harrym przypomniał sobie wszystkie zaklęcia czyszczące. Jednak poczuł się urażony. "Tym oto jestem - marionetką w rękach starego szaleńca." Było to wyjątkowo nieprzyjemne i Snape miał ochotę wykrzyczeć w twarz Albusowi, że ani on, ani Harry nie są od niego zależni. Mają siebie. Spędzili razem półtora miesiąca i smutek po Lily zelżał. Dumbledore odstawił pustą filiżankę.
- Chłopiec wydaje się bardzo inteligentny.
- Szukasz w nim Jamesa? - odgryzł się z przekąsem Snape.
- Ty nigdy nie znajdziesz Severusie. Nigdy nie poznałeś jego zalet, prawda?
- Nigdy mi ich nie zaprezentował szczerze mówiąc.
W salonie na chwilę zapadła cisza. Mężczyźni unikali swoich spojrzeń. Gospodarz wykorzystał ten moment by odesłać zastawę do kuchni. Dyrektor rozglądał się po pomieszczeniu skupiając się na wyjątkowo starym zegarze na kominku. Severus odezwał się pierwszy.
- Jak powinien do mnie mówić?
- Wszystko zależy od ciebie, ale sugerowałbym by mówił "tato".
- Przecież nie jestem jego ojcem.
- Ale byłbyś nim, gdybyś nie zaufał Voldemortowi.
Te słowa wywarły duże wrażenie na nim, ale nie chciał dać tego po sobie poznać.
- Nie powinienem mu ufać. On nie ma uczuć.
- Dobrze, że to już wiesz Severusie. - Pokiwał głową i podziękował za kawę. - Wracam do siebie. Zajrzyj do mnie po południu, chciałbym pokazać ci coś interesującego. - Uśmiechnął się tajemniczo i wyszedł zanim uzyskał odpowiedź. Mężczyzna wzruszył ramionami i zamknął za nim drzwi.
Mistrz Eliksirów postanowił zajrzeć do sypialni swojego syna zanim pójdzie się przebrać. Usiadł na brzegu łóżka i pogłaskał go po włosach.
- Chciałbym kiedyś powiedzieć, że twój ojciec był dzielnym czarodziejem - powiedział do chłopca, mimo że ten spał.
* Grafika aktu adopcyjnego: osoby zainteresowane zobaczeniem aktu adopcyjnego w formie graficznej proszone są o pm. Niestety nie mogę wstawić tu ani linka, ani obrazka.
