Z założenia kolejne rozdziały Momentów miały przeplatać ze sobą wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości. Ten rozdział jest wyjątkowy pod tym względem, bo kontynuuję wydarzenia poprzedniej części by wrócić do przeszłości i przedstawić Wam dwa niezwykłe wspomnienia. Również wyjątkowo ten rozdział ma podtytuł.
Miłej lektury!


Akt II
część trzecia

- Magiczny Testament Potterów -

14 listopada 1989

Albus Dumbledore stał w swoim gabinecie przy niewielkim sekretarzyku stojącym za jego biurkiem. Szkarłatne obicie wewnątrz mebla kryło kilkaset fiolek migoczących w promieniach światła wpadającego przez okno. Dłoń, zmęczona życiem, wsunęła się w dolną półkę i wyciągnęła dwie fiolki związane purpurową wstążką. Podniósł je wysoko i spojrzał na nie, jakby chciał z tej perspektywy odczytać ich zawartość. Pokiwał tylko głową i odłożył je na biurko. Ponownie odwrócił się tyłem do biurka i podniósł pokrywę myślodsiewni. Fale w misie zamigotały, jakby chciały pokazać, że są gotowe na przyjęcie wspomnienia. Dyrektor ponownie skinął głową.
Snape cicho zapukał i wszedł do okrągłego gabinetu. Ukłonił się lekko Albusowi i usiadł przed biurkiem. Starzec od razu przeszedł do rzeczy.
- Severusie, jestem ci winien wyjaśnienia. Wydaje mi się, że popełniłem błąd. To błąd starego głupca. Mam nadzieję, że wybaczysz mi zwłokę, ale nie wiedziałem co myśleć. - Złączył palce i zbliżył dłonie do twarzy. Mistrz Eliksirów nie rozumiał o co chodzi, ale poczuł, że ukryto przed nim coś ważnego.
- To, co chcę powiedzieć, najlepiej odda to wspomnienie. Właściwie to ono mówi wszystko. - Wybrał fiolkę, na której zawiłym pismem zapisano literę "J". Zbliżył się do myślodsiewni i wlał zawartość. Mgiełka zmieniła barwę na krwistoczerwoną.
- Proszę. - Dumbledore zaprosił go spojrzeniem do myślodsiewni.
- A ty? - Gość spojrzał zdziwiony. Zwykle razem oglądali wspomnienia.
- Zaczekam na górze.
Mistrz Eliksirów kiwnął głową i zbliżył się do rozlanego wspomnienia. Pochylił się i poczuł szarpnięcie.

Snape wylądował z powrotem w gabinecie dyrektora. Albus siedział za biurkiem odziany we wrzosowy szlafrok. Czytał mugolską gazetę i sięgnął właśnie po cytrynowego dropsa. Severus rozglądał się podejrzliwie po pomieszczeniu, gdy nagle na biurku profesora buchnął czerwony obłok dymu i pojawił się zwinięty pergamin. Starzec odłożył gazetę i wziął do ręki dokument. Snape chciał krzyknąć, aby tego nie dotykał, bo mógł być to czarnomagiczny przedmiot, ale ten głupiec nawet się nie zawahał. Jednak to, co zobaczył po chwili spowodowało, że wstrzymał oddech. Po rozwinięciu papieru uniosła się z niego zamglona postać o niedokładnych rysach, ale on poznałby ją zawsze. Z zapartym tchem wpatrywał się w widmo Jamesa Pottera. Minęło kilka sekund, które trwały niczym kilka godzin i usłyszał też jego głos.
- Ja, niżej podpisany, James Potter przekazuję wszystkie moje dobra i prawo do decyzji w sprawie mojego syna Harry'ego Jamesa Pottera w ręce mojej żony Lily Potter. Jednocześnie proszę, aby rejent tego testamentu przekazał, że w przypadku śmierci mojej żony wyżej wymienione prawa przekazuję, mojemu przyjacielowi i bratu z krwi Syriuszowi Blackowi III. Trzecie miejsce zajmuje Albus Percival Wulfryk Brian Dumbledore, lecz gorąco liczę, że nigdy nie będzie potrzeby, aby pełnił obowiązek ochrony mojego syna. Zgodnie z moją wolą nikt inny nie może sprawować władzy rodzicielskiej nad moim jedynym synem.

Snape wrócił do teraźniejszości. Na jego twarzy malowała się obojętność. Dumbledore odchrząknął.
- Wiesz, czy różni się magiczny testament od mugolskiego?
- Jasne, że wiem Dumbledore. Magiczny testament jest niemożliwy do obejścia. - Gdy wypowiedział te słowa na głos serce w jego klatce piersiowej zaczęło walić. "Więc Potter nie był taki głupi, jak mi się wydawało." Poczuł wściekłość. Przygarnął jego syna. Dał mu dach nad głową. A on, on... "Zgodnie z moją wolą nikt inny nie może sprawować władzy rodzicielskiej nad moim jedynym synem." Uderzył pięścią w stół. Zapadał się w złości, która ogarniała cały jego umysł. Przywiązał się do chłopca. Chciał stworzyć dla niego rodzinę. Pokochał go...
I nagle doznał olśnienia.
- Ty wiedziałeś! Ty głupi starcze! Wiedziałeś! Ten magiczny testament pojawił się u ciebie w chwili śmierci Pottera. On ustanowił cię swoim rejentem. Zanim wpadłem tu wtedy rozgoryczony ty już wiedziałeś o jego śmierci. A udawałeś, że nic nie wiesz! Byłeś taki spokojny, a ja nic nie zauważyłem. Dumbledore, zdradziłeś mnie po raz drugi, ale przyrzekam, że ostatni. - Wstał i wycelował różdżkę w jego serce. Na twarzy Albusa tlił się lekki uśmiech.
- Severusie, rozumiem twoje wzburzenie, ale chcę ci pokazać jeszcze jedno wspomnienie.
- Ono nic nie zmieni! Nikt poza Lily, Tobą i tym kundlem nie ma prawa opiekować się Harrym. Dlaczego igrasz z magią krwi Dumbledore? Jesteś szalony! Jesteś nienormalny! Sam mogłeś adoptować chłopca i powinieneś to zrobić, a skazałeś mnie na śmierć! - Severus ciężko oddychał.
- Pozwól mi przedstawić ci drugą... - nie skończył, gdyż Snape groźnie warknął.
- Natychmiast. Pośpiesz się, sprawdzę je a potem odchodzę stąd. Chociaż nie obchodzi mnie wcale co tam trzymasz.
Dumbledore wyciągnął różdżką poprzednie wspomnienie, a drugą ręką wlał do myślodsiewni drugie. Myśl zawirowała i zabarwiła się na ogniście rudy kolor. Wzburzony nauczyciel bez wahania zanurzył się w tych płomieniach.

Ponownie wylądował w gabinecie Albusa. Było to bardzo dziwne uczucie. Po raz trzeci tego popołudnia stanął przed biurkiem dyrektora, lecz przez swój gniew nie spodziewał się niczego dobrego. Tym bardziej zdziwił się, gdy zobaczył, że znów pojawia się pergamin. "To dziwne" pomyślał i niemo krzyknął, gdy z rozwiniętego aktu wyłoniła się postać kobiety. Lily... Wtem usłyszał jej aksamitny głos, a na jego twarzy pojawiły się łzy.
- Ja, niżej podpisana, Lily Potter oświadczam, że nieświadomie stałam się jedyną osobą decydującą o życiu mojego syna Harry'ego Jamesa Pottera, a także jedyną spadkobierczynią jego majątku. W chwili mojej śmierci przekazuję wszystkie moje dobra mojemu synowi Harry'emu, a prawo do decyzji o jego życiu powierzam Severusowi Tobiaszowi Snape'owi, o ile nadal mnie darzy miłością. Jeśli jest inaczej moją wolą jest, aby rejent tego testamentu znalazł mu odpowiedni dom i pilnował, by nie stało się mu nic złego.

Mistrz Eliksirów wnurzył się i natychmiast opadł na krzesło. W jego głowie kłębiły się galopujące myśli. Prawda docierała do niego powoli. "Dumbledore znał prawdę, dlatego upierał się, bym to ja adoptował Harry'ego. Wiedział, że kocham Lily. I rozumiał, że tylko ja mogę się nim zająć." Severus nienawidził płakać, ale tym razem nie powstrzymywał łez. Lily powierzyła mu życie swojego syna. Wiedziała, że ją kochał. Wyczytywała to spomiędzy linijek jego listów. Ulżyło mu. Myśl, że straciłby Harry'ego była przygnębiająca i Snape cieszył się, że odpłynęła w nicość.
- Albusie, dziękuję - powiedział tylko i wyszedł z gabinetu. Szedł dynamicznie ku lochom, biegł tam. Wpadł do swoich komnat. Harry siedział na dywanie i grał z Norbym w eksplodującego durnia. Snape wzruszył się na ten widok i przywarł do chłopca. Czarna peleryna otuliła ich w uścisku. Severus nadał płakał, a Harry, lekko przerażony płaczem taty, wtulił się w niego jeszcze mocniej. Minęło parę minut zanim ojciec rozluźnił ramiona.
- Harry, masz oczy swojej mamy - powiedział i przytulił go ponownie.