Jeśli są tu osoby, które czekają na kolejne rozdziały to wiedzcie, że jestem bardzo ciekawa waszych opinii.
Nie mniej jednak zaczynamy trzeci akt i moja historia Snape'a powoli dobiega końca.

Enjoy it.


Akt III
część pierwsza

2 grudnia 1989
Jeśli ktoś chciałaby ocenić, kto najwięcej zyskał na fakcie, że Snape adoptował Harry'ego to wybór byłby trudny i jednocześnie niejednoznaczny.
Po dwóch miesiącach spędzonych w Hogwarcie chłopiec przywykł do wszechobecnej magii. Stał się pogodny i otwarty, mimo że pierwszego dnia w magicznej szkole unikał ludzi jak ognia. Każdego ranka witał swojego nowego ojca szczerym, pełnym miłości uściskiem. Grzecznie przebierał się w szaty zamówione przez Severusa. Mężczyzna przywiązywał wagę do tradycji i zadbał o odpowiedni strój swojego syna. Kiedy pierwszy raz ubierał chłopca, malec chichotał z całych sił i piszczał, że nie będzie nosił sukienek. Boczył się kilka minut, ale Snape umiejętnie odwrócił jego uwagę od nowego ubrania. Pokazał mu swoją kolekcjonerską wersję szachów czarodziejów i zajął nią chłopca na cały dzień. Lubił sobie wyobrażać, że Harry nie czuł się tak dobrze na Privet Drive. Z opowiadań dyrektora wynikało, że nie zaznał tam zbyt wiele szczęścia i na samą myśl miał ochotę zrobić coś złego Dursleyom. Mieli wielkiego farta, że byli już martwi.

Z kolei Severus po raz pierwszy w życiu się uśmiechał. Dumbledore wyłapał pewnego ranka zadowolony wyraz twarzy swojego nauczyciela i z radości cicho zanucił przy posiłku. Naprawdę nie spodziewał się, że między Severusem a chłopcem tak szybko zawiąże się więź. Chociaż fakt, że nauczyciel eliksirów okazał się wyrozumiały wobec nowego lokatora nie zmienił jego postawy wobec uczniów szkoły.
Severus Snape, zwany nieformalnie Nietoperzem, miał renomę nauczyciela o żelaznych zasadach. Cenił sobie prawa i normy, a na swoich zajęciach nie respektował sprzeciwów. Młodzi adepci magii, którzy skupiali się w lochach niezmienie drżeli na myśl o rozpoczęciu lekcji. W całej szkole było zaledwie kilkoro studentów, którzy nie denerwowali się na myśl o eliksirach - byli to uczniowie siódmej klasy przygotowujący się do Owutemów. I mimo że nikt, ani pierwszoroczniacy ani uczniowie ostatnich klas, nie odnotował aby zasadnicza postawa znienawidzonego nauczyciela się zmieniła to on sam przyłapał się na kilku odosobnionych ludzkich odruchach wobec uczniów. Kiedy młody Krukon Roger Davies oparzył się o rozgrzany kociołek i zataczając się z bólu wpadł na ścianę z próbkami eliksirów Snape nie powiedział nawet słowa, choć normalnie dałby im długi wykład na temat ostrożności w jego pracowni. Jednak tym razem po prostu machnął różdżką mrucząc pod nosem zaklęcie czyszczące i polecając Cedrikowi Diggory'emu aby zaprowadził nieszczęśnika do Skrzydła Szpitalnego. Wszyscy byli tak przerażeni tym co się wydarzyło, że nie zatęsknili nawet za srogimi słowami Mistrza Eliksirów. Severus w głębi duszy wiedział, dlaczego tak postąpił. To wydarzeniu po prostu przypomniało mu rozlany sok dyniowy Harry'ego na Halloween.

Zmiana nastąpiła też w podejściu innych nauczycieli wobec Snape'a. Patrząc na jego zachowanie wobec Harry'ego podczas posiłków zauważyli, że stał się dla chłopca bardziej wyrozumiały. Niewątpliwie była to zupełna nowość u Mistrza Eliksirów. McGonagall przy każdym śniadaniu podpytywała obydwu o spędzony razem czas, a przy kolacjach dawała Severusowi dobre rady. Bez wątpienia miała dobre intencje, ale Snape czuł się znużony jej uwagami. Taktowanie pozwalał jej mówić przytakując od czasu do czasu, aby się nie zorientowała, że jej nie słucha. Z kolei Hagrid wyprosił zgodę na zabranie chłopca na kilka spacerów. Chciał mu pokazać błonia, jezioro i kilka swoich magicznych roślin. Opiekun miał co do tego mieszane uczucia, ale zgodził się widząc podniecenie malujące się na twarzy chłopca. Coraz częściej nie potrafił mu odmówić.

Severus i Harry spędzali razem wszystkie weekendy. Rytuałem każdego sobotniego poranka było budzenie Snape'a przez dziecko. Tak naprawdę wcale już nie spał o tej porze, ale możliwość przytulania się dla Harry'ego była również ważna co jedzenie czy sen i wyobrażał sobie odebrać mu tą drobną przyjemność. Poza tym... bardzo się przy tym wzruszał. Mistrz Eliksirów już wiele lat temu pogodził się z faktem, że nie będzie miał dzieci. I choć wynikało to raczej z faktu, że nie zamierzał się ożenić, to była to dla niego naturalna konsekwencja tej decyzji. Można powiedzieć, że pogrzebał żywcem swój instynkt ojcowski. A jednak gdy w jego życiu pojawił się Harry, to po pierwszym szoku zaczął cieszyć się jego obecnością. Stał się ojcem, którego chłopiec potrzebował. Niezaprzeczalnie fakt, że chodziło o syna Lily wiele mu ułatwił.
Po wstaniu z łóżek jedli wspólne śniadanie w komnatach Snape'a, gdyż chciał, aby chłopiec poczuł dzięki temu trochę domowej atmosfery. Wielka Sala z pewnością nie sprzyjała spokojnym rozmowom. Starał się, aby chłopiec dostał wszystko co najlepsze. Wszystko, czego sam nie zaznał jako dziecko.

Severus nie miał udanego dzieciństwa. Jego relacja z ojcem przypominała czyrakobulwę - nigdy nie było wiadomo kiedy wybuchnie. Ojciec nienawidził magii. Gardził nim i jego matką. Severus tego nie rozumiał i ciągle zadawał sobie pytanie jak mogli wziąć ślub skoro nienawidził czarodziejów? Czasami miał ochotę zapytać o to matkę, ale za bardzo się bał się odpowiedzi. Przez pierwsze lata szkoły tęsknił za nim i gdy wracał na Spinner's End starał się zainteresować go sobą i walczył o jego uwagę. Jednak jego świetne wyniki szkolne i postępy w nauce nie interesowały Tobiasza. Całymi dniami przesiadywał z piwem przed telewizorem krzycząc na Eileen. Mały Severus pytał się mamy każdego wieczoru, czy mogą się przeprowadzić i zamieszkać wśród czarodziejów. W jego dzielnicy oprócz Lily mieszkali tylko mugole. Matka zbywała te pytania milczeniem. To co popchnęło go ulżenia jej w bólu zdarzyło się nagle. W piątej klasie poczuł to dziwne, silne uczucie, kiedy pisał do matki list krótko po przyjeździe do Hogwartu. Zrozumiał, że to wszechogarniający gniew wobec ojca. Nienawidził go za każdego siniaka na ciele Eileen. Zaczął spotykać się ze Ślizgonami, którzy dużo czasu spędzali na rozmowach o czarnej magii i wychodzącym ku totalnej władzy Riddlowi. Dowiedział się, że może sprawić, że mężczyzna pożałuje każdej chwili kiedy głębił swoją rodzinę. Miał jeden cel: wykończyć go. Nie da się ukryć, że nigdy nie zaznał ojcowskiej miłości. Dlatego kiedy wyznał Dumbledore'owi swój błąd i ten otoczył go opieką poczuł dziwne ukłucie w sercu. Nigdy nikt się o niego nie troszczył. Matka była na to za słaba.

Harry miał kiedyś rodziców, którzy co prawda oddali za niego życie, ale nie zapewnili mu opieki, gdy dorastał. Wtedy Snape zrozumiał, że chłopiec nigdy nie miał okazji powiedzieć "mamo, tato". To uczucie było znajome mężczyźnie i to go smuciło. Z całego serca cieszył się, że Harry miał nowego ojca. Nawet jeśli na świecie istnieli ludzie, którym to przeszkadzało.